poniedziałek, 27 listopada 2017

Problem z wyświetlaniem komentarzy i opcja "Wczytaj więcej..."


Chyba przekroczyliśmy jakiś limit ilości komentarzy, jakie są normalnie wyświetlane pod jednym artykułem. W wyniku tego może się wydawać, że nie odpowiadam na komentarze pod ostatnią notką, podczas gdy w rzeczywistości odpowiadam, ale musicie kliknąć na napis "Wczytaj więcej...", który znajduje się bardzo nisko, prawie na samym dole strony - wtedy zostaną wyświetlone komentarze przekraczające limit. Informuję Was o tym, bo moim zdaniem ten napis jest mało widoczny i łatwo jest go przeoczyć.

Swoją drogą, gdyby ktoś chciał wiedzieć, kiedy będzie następny artykuł, to zamierzam się za to wkrótce zająć i przy dobrych wiatrach artykuł będzie w ciągu najbliższych 2-3 tygodni.


piątek, 21 lipca 2017

Psychika Uwodziciela, część 6


Psychika Uwodziciela 6


W tej części skupię na naturze patologii jaką jest SZACUNEK DO KOBIET, na konkretnych formach i objawach tego zjawiska, a także dlaczego dokładnie taka postawa jest tak bardzo chybiona i szkodliwa.


1. Osoby ogarnięte z kobietami generalnie mają podejście do kobiet, zestaw przekonań który można streścić słowami: KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA. Przy w żadnym wypadku nie chodzi tutaj tylko o to, że po prostu chcą bzykać kobiety - sednem sprawy jest to, że ich podejście, przekonania są KOMPATYBILNE z uwodzeniem i ruchaniem, przez co te działania nie wywołują u tych ludzi OPORÓW psychicznych/emocjonalnych/światopoglądowych.

2. Osoby nieogarnięte z kobietami generalnie mają podejście, zestaw przekonań zawierający w sobie elementy NIEKOMPATYBILNE z uwodzeniem i ruchaniem - przez co te działania wywołują u nich OPORY psychiczne/emocjonalne/światopoglądowe. Przy czym to nie jest tak, że te osoby nie pragną kobiet, albo uważają, że kobiet nie należy ruchać - nie, te osoby najczęściej pragną kobiet i ruchania, ale w innej (głębokiej) części ich psychiki budzi się SPRZECIW, OPÓR przeciwko podążaniu w tym kierunku. I tak się składa, że przekonania generujące ten OPÓR to w przeważającej mierze pewnego rodzaju respekt, SZACUNEK WZGLĘDEM KOBIETY, perspektywa nadająca kobiecie nadmierne znaczenie. Typowym przykładem jest obawa przed negatywną reakcją, negatywną oceną faceta przez kobietę - co wynika właśnie z nadania kobiecie nadmiernego znaczenia, ustawienia kobiety na pozycji "sędziego" czy "królowej" oceniającej faceta. Z tego powodu ja nazywam ten szkodliwy zestaw przekonań mianem "SZACUNEK DO KOBIET".

Tak naprawdę ten szkodliwy zestaw przekonań to jest coś SKOMPLIKOWANEGO, jest to głęboko osadzony w psychice zestaw przekonań wynikających z wpływów różnych ludzi (szczególnie rodziców), obrazów wpojonych przez filmy i pozory stwarzane przez kobiety, często traum, itd itp - ja określam to wszystko mianem "SZACUNEK DO KOBIET", co może nie jest 100% idealną nazwą, ale jest najlepszą, najbardziej użyteczną nazwą, jaką udało mi się wymyślić i oddaje to całkiem dobrze ogólną naturę problemu.

3. Jeżeli w punkcie 2 mamy SZACUNEK DO KOBIET, to przekonania z punktu 1 możemy nazwać BRAKIEM SZACUNKU DO KOBIET, co odzwierciedla to, że osoby dobre z kobietami generalnie traktują je najczęściej bardziej przedmiotowo i gorzej, mniej altruistycznie i bardziej egoistycznie, niż osoby słabe z kobietami. To się łączy z obserwacją dokonaną przez wielu ludzi, którzy zauważyli, że z kobietami idzie lepiej "draniom", a gorzej "grzecznym, dobrym chłopcom". To łączy się też z tym, że gdy ktoś ma do kobiet bardziej olewczy wewnętrzny stosunek, to ma więcej luzu w kontaktach z nimi, a większe wyluzowanie oznacza lepsze efekty. A z kolei gdy ktoś miał już dużo kobiet, to trudno, żeby postrzegał kolejną kobietę jako coś wyjątkowego. Dlatego też można powiedzieć, że brak szacunku do kobiet jest zarówno przyczyną, jak i skutkiem bycia dobrym z kobietami. To też działa w odwrotną stronę - szacunek do kobiet utrudnia ich zdobywanie, ogranicza do nich dostęp - a mniejsza ilość kobiet zwiększa szanse na postrzeganie ich jako wyjątkowych, szczególnych istot. Dlatego też można powiedzieć, że szacunek do kobiet jest zarówno przyczyną, jak i skutkiem bycia słabym z kobietami.



Dlaczego koncentruję się tyle na SZACUNKU DO KOBIET, czyli na tym co jest NIEWŁAŚCIWE, a nie na tym, jak to powinno wyglądać?

Dlatego, że w ogarnięciu psychicznym kluczowe są tak naprawdę nie te przekonania, które mamy, ale te przekonania, których NIE MAMY.

Wcześniej napisałem:

"Osoby ogarnięte z kobietami generalnie mają podejście do kobiet, zestaw przekonań który można streścić słowami: KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA. Przy w żadnym wypadku nie chodzi tutaj tylko o to, że po prostu chcą bzykać kobiety - sednem sprawy jest to, że ich podejście, przekonania są KOMPATYBILNE z uwodzeniem i ruchaniem, przez co te działania nie wywołują u tych ludzi OPORÓW psychicznych/emocjonalnych/światopoglądowych."

A później:

"Osoby nieogarnięte z kobietami generalnie mają podejście, zestaw przekonań zawierający w sobie elementy NIEKOMPATYBILNE z uwodzeniem i ruchaniem - przez co te działania wywołują u nich OPORY psychiczne/emocjonalne/światopoglądowe."

I można ująć to tak:

1. Ogarnięcie psychiczne polega zasadniczo na osiągnięciu KOMPATYBILNOŚCI przekonań z uwodzeniem i ruchaniem lasek (czy też bardziej uniwersalnie: z tym co chcemy robić).

2. W praktyce osiągnięcie tej KOMPATYBILNOŚCI polega na USUNIĘCIU PRZEKONAŃ NIEKOMPATYBILNYCH z uwodzeniem/ruchaniem (bardziej uniwersalnie: z tym co chcemy robić).

Chodzi tutaj po prostu o to, że osoba nieogarnięta ma w sobie pewien zestaw przekonań generujących OPORY, czyli generujących to "NIE CHCĘ" na poziomie głębokim. I ogarnięcie polega bardziej na USUNIĘCIU tych przekonań, niż na czymkolwiek innym.

Swoją drogą, to jest jedna z przyczyn, dla której to wszystko jest trudne - bo ludzie generalnie mają problemy ze zmianą, pozbywaniem się zakorzenionych przekonań.

To też jedna z przyczyn, dla których jest to trudne do zrozumienia - bo ludzie generalnie szukają CZEGOŚ, obecności czegoś, a nie BRAKU.

Tak więc w ogarnięciu psychicznym chodzi tak naprawdę przede wszystkim to WYELIMINOWANIE pewnego zestawu przekonań NIEKOMPATYBILNYCH z uwodzeniem/ruchaniem. I warto się skupić na naturze tych niekompatybilnych przekonań, ponieważ:


1. Jeżeli mamy coś wyeliminować, to dobrze byłoby wiedzieć CO DOKŁADNIE.

2. Zrozumienie natury tych niekompatybilnych przekonań i zobaczenie tego, jak bardzo są one toksyczne/bezsensowne/szkodliwe/itd, może pomóc w ich eliminacji. Bo takie zrozumienie wpływa poźniej na naszą bieżące INTERPRETACJE i tego co obserwujemy w zewnętrznym świecie, i naszych wewnętrznych reakcji, odczuć odnośnie tego co obserwujemy. W tej drugiej kwestii mam na myśli to, że ludzie zaczynają dostrzegać na bieżąco, jak działa u nich szacunek do kobiet i świadomość tego o co w tym chodzi zaczyna ten szacunek w jakimś stopniu osłabiać.

Można by tak dziwnie powiedzieć, że poprzez samą świadomość w jakimś stopniu traci się "szacunek do swojego szacunku do kobiet". Chodzi o to, że gdy ktoś nie wie o co chodzi, to te myśli, emocje płynące z szacunku do kobiet są często traktowane...z szacunkiem, na zasadzie np. "no tak, tak się nie powinno robić, to jest niestosowne (a ta generująca opór myśl jest uzasadniona)". Albo na zasadzie "no tak, ja niestety po prostu taki jestem (a ta negatywna emocja to wyraz mojej osobowości)". Natomiast gdy jest ta świadomość, to nawet jeżeli facet nie jest w stanie oprzeć się danej negatywnej myśli/emocji wygenerowanej przez szacunek do kobiet, to jednak mimo wszystko nie traktuje już jej w tak poważny sposób, nie bierze tego już tak do siebie. Po prostu gdy ktoś ma w sobie autentyczne poczucie typu "Ta myśl/emocja to wytwór szacunku do kobiet, to jest coś toksycznego", to już stawia go to na trochę lepszej pozycji.


Ok, więc przejdźmy co samego sedna:

CO TO JEST SZACUNEK DO KOBIET?

Szacunek do kobiet to zestaw (głębokich) przekonań, które w jakiś sposób robią z kobiety kogoś wartościowego, ważnego, cnotliwego, dobrego, godnego zaufania, kogoś komu należy się szacunek - TYLKO Z TEGO POWODU, ŻE JEST KOBIETĄ.

Nie mam tu na myśli szacunku w takim sensie, że ktoś szanuje daną kobietę za coś konkretnego - to jest UZASADNIONY szacunek do tej konkretnej kobiety, do tej konkretnej osoby, a nie NIEUZASADNIONY szacunek do kobiet jako takich za to, że są kobietami. Przy czym tutaj warto zaznaczyć, że jeden rodzaj szacunku w żaden sposób nie wyklucza drugiego - najczęściej facet szanujący kobietę za coś konkretnego RÓWNOLEGLE szanuje też kobiety za bycie kobietami.


Generalnie szacunek do kobiet powoduje, że facet patrzy na zwyczajne (w sensie osobowości i zachowania) laski i widzi w nich "COŚ WIĘCEJ" - w IRRACJONALNY sposób przypisuje im znaczenie, przymioty/cechy, a także przywileje.

Znaczenie - w sensie poczucia, że kobieta jest w jakiś sposób WAŻNA, ISTOTNA. Co w praktyce wywołuje u faceta stres, napięcie - bo jeżeli ona jest WAŻNA, to jej opinia o nim też jest WAŻNA - stąd bierze się głęboki lęk przed negatywną oceną, negatywną reakcją z jej strony. I tak jak pisałem we wcześniejszej części cyklu - faceci tak naprawdę nie boją się tego, że kobieta nie da im seksu - boją się tego, że spojrzy się na nich z odrazą.

Przymioty/cechy - tutaj to mogą być różne rzeczy. Jednym z klasycznych przypadków jest przypisywanie lasce cnotliwości, czy też "niedostępności" wyższej od faktycznej - przez to facetowi nie mieści się w głowie np. to, że mógłby do tej laski podejść i wyruchać ją ciągu tego samego dnia, w ciągu tygodnia lub dwóch tygodni - nie mieści mu to się w głowie, więc nie próbuje dążyć w tym kierunku - a ponieważ nie próbuje, to oczywiście do tego nie dochodzi.

Przywileje - w sensie poczucia, że lasce się "NALEŻY" jakiś rodzaj traktowania. To w praktyce jest nakładanie na siebie obowiązków, nakładanie na siebie ograniczeń, UTRUDNIEŃ w sensie uwodzenia. Bardzo wielu facetów ma potrzebę "bycia fair" względem kobiet - np. czują się źle ze spotykaniem się z kilkoma dziewczynami równolegle, z okłamywaniem kobiet, czy nawet z przemilczaniem, zatajaniem przed nimi pewnych rzeczy. Niektórzy faceci mają nawet coś takiego, że jeżeli chcą tylko sypiać z laską, a nie planują wejścia z nią w związek, to czują potrzebę "bycia fair" i powiedzenia jej o tym. Takie postawy skutkują problemami, utrudnieniami praktycznymi, a poza tym w ogromnym stopniu są jednostronnym frajerstwem w kontekście postaw i zachowań samych kobiet - bo kobiety generalnie dużo kłamią, zatajają, manipulują.


Można ogólnie powiedzieć, że szacunek do kobiet "WYOLBRZYMIA" kobietę - w takim sensie, że wyolbrzymia jej znaczenie, wyolbrzymia zalety i wyjątkowość jej osobowości, wyolbrzymia jej prawa i przywileje, a nasze "obowiązki" względem niej.

To "wyolbrzymianie" często przybiera formę idealizowania, ale wcale nie musi polegać na idealizowaniu. Świetnym przykładem jest taka sytuacja, w której ktoś widzi atrakcyjną kobietę z "sukowatym" wyrazem twarzy, myśli sobie "ale suka!" i czuje względem niej ogromny szacunek w sensie RESPEKTU, pewnego rodzaju lęku przed taką kobietą - ale wcale jej nie idealizuje, bo przecież postrzega ją jako sukę.

Generalnie szacunek do kobiet działa tak, że bierze co prawda ładną, ale tak naprawdę ZWYCZAJNĄ laskę i ją "WYOLBRZYMIA", czyniąc z niej "COŚ WIĘCEJ" w oczach faceta.

Powiedzmy, że jest zwyczajna dziewczyna, jakaś zwyczajna Kasia czy Basia, która jest ładna, ale to nie czyni jej wyjątkową, bo ładnych kobiet jest wiele. Ta laska ma zwyczajną osobowość, zwyczajną inteligencję, zwyczajne życie, itd itp.

Nasza Kasia czy Basia w pewnym wieku, mając kilkanaście lat, zaczyna być obiektem zainteresowania ze strony chłopców. A ponieważ jest ładna, to zainteresowanie nią jest silniejsze, co tyczy się także chłopaków którzy są ponadprzeciętnie dobrzy z kobietami. I wcześniej czy później ktoś ją rozdziewicza - to może być grzeczny chłopak, z którym chodziła wcześniej rok, ale to może być też lokalny TIANowiec, który wyruchał ją znając ją np. kilka tygodni.

Potem jest już w mniejszym czy większym stopniu "z górki" - pierwszy raz już był, przez co seks już nigdy nie będzie to dla niej takim "big deal" jak wcześniej. Mijają kolejne lata - najpierw licealne, potem studenckie, a laską z uwagi na jej urodę cały czas interesują się faceci. W tym także faceci ponadprzeciętnie dobrzy z kobietami, różnego rodzaju cwaniaki, imprezowicze, TIANowcy z jej otoczenia - którzy mieli ponadprzeciętnie wysoką szansę na jej udane wyruchanie. I mogło być różnie, ale laska na przestrzeni kilku lat przypuszczalnie dała dupy kilku facetom. Ilu dokładnie? Nie wiadomo, ale "statystycznie" jest to generalnie WIĘCEJ niż się ludziom wydaje. W tym kontekście ogromne znaczenie ma fakt, że kobiety najczęściej przyznają się tylko do sytuacji, w których miały stałego chłopaka, natomiast NIE PRZYZNAJĄ się do sytuacji typu "byłam pijana, poznałam fajnego gościa na imprezie i dałam mu się wyruchać znając go 2 godziny", ani do sytuacji typu "byłam w związku 2 lata, ale czasami zdradzałam chłopaka z przystojnym sąsiadem".

Przy czym laski bywają różne i ja nie chcę stworzyć tutaj fałszywego obrazu, według którego one wszystkie ruchają się na potęgę - bo bywa różnie. Są laski, które w wieku 20 lat są dziewicami, a są też takie laski, które w wieku 20 lat mają już na koncie kilkudziesięciu partnerów seksualnych. Niemniej jednak generalnie, "statystycznie" ruchają się WIĘCEJ niż się ludziom wydaje, ponieważ laski mają tendencje do nie przyznawania się do co bardziej "kompromitujących" akcji - DOKŁADNIE tych akcji, których ujawnienie najbardziej uderzyłoby w ich reputację, a także w poziom szacunku do kobiet mężczyzn którzy by o tym usłyszeli. I to jest jedna z przyczyn, dla których tak wielu mężczyzn ma szacunek do kobiet, obraz kobiet rozmijający się z rzeczywistością - one po prostu do pewnych rzeczy się nie przyznają.

Powiedzmy, że nasza hipotetyczna Kasia czy Basie w wieku 23 lat miała w życiu 5 partnerów seksualnych. Dużo, mało? Moim zdaniem to nie jest jakoś dużo, szczególnie jak na ładną laskę, która przez to przez lata była obiektem podwyższonego zainteresowania, w tym także ze strony facetów ponadprzeciętnie dobrych z kobietami, mających większe szanse na udane jej wyruchanie.

I tutaj chciałbym, abyście wyobrazili sobie tych 5 facetów, którzy ruchali tę laskę, jako realnych ludzi z krwii i kości, a nie jako jakieś abstrakcyjne przykłady. Wyobraźcie sobie jakichś stosunkowo normalnych gości - pewnie w jakiś sposób atrakcyjnych, ale nie żadne ideały, nie żadne gwiazdy filmowe. I wyobraźcie sobie, jak oni ją RUCHALI - jak ich penisy wchodziły w jej wilgotną cipkę, jak ona lizała ich po jądrach, jak brała do ust i jak połykała ich spermę. Taka wizja może wiele osób obrzydzać, odrzucać, ale TAK WŁAŚNIE TO WYGLĄDA.

Jedną z form szacunku do kobiet jest "wypieranie", zwalczanie powyższego obrazu i wmawianie sobie, że "kobiety takie nie są!", albo że jakaś mała część kobiet jest taka, ale większość jest inna, "lepsza", bardziej "cnotliwa". Oczywiście są w przeważającej mierze rozmijające się z rzeczywistością bzdury i między innymi dlatego obraz kobiet oparty o szacunek do kobiet jest PATOLOGIĄ, czymś opartym na KŁAMSTWIE. Bo szacunek do kobiet i wynikający z niego obraz kobiet nie są oparte o to, jakie faktycznie są kobiety, tylko o to, jakie teoretycznie "POWINNY BYĆ" być według moralności/obyczajowości powierzchownie obowiązującej w społeczeństwie. Mamy tutaj nieprawidłowość polegającą na tym, że wmówiony danej osobie moralizatorski przekaz typu "jak powinno być (według obyczajowości)" jest przez nią błędnie postrzegany jako informacja mówiąca "jak jest".


Wracając do naszej Kasi czy Basi, to mamy laskę, która miała w sobie penisy 5 różnych facetów. I teraz zadajmy sobie istotne z punktu widzenia uwodzenia jako dążenia do zaruchania pytanie: na ile zaruchanie takiej laski jest jakiegoś rodzaju wielkim wyzwaniem czy osiągnięciem, na ile jest to "BIG DEAL"?

Laska miała już w sobie penisy 5 facetów - więc to o co się staramy nie jest dla niej niczym nowym, niczym rewolucyjnym. My tak naprawdę chcemy jedynie tego, aby to nasz penis był SZÓSTYM Z KOLEI penisem, którego ona ugości w sobie. Ścieżka została już dawno przetarta (przepchana), a my jedynie nią podążamy - nie torujemy jej. Laska jest dorosła, doświadczona, robiła to już z 5 facetami i seks naprawdę nie jest dla niej jakąś nie wiadomo jak wielką sprawą. I w tym kontekście jest chyba rzeczą oczywistą, że zaruchanie jej nie jest jakimś kosmicznym wyczynem, ani też jakimś "gwałtem na jej psychice" - seks z kolejnym facetem to po prostu kontynuacja jej życia seksualnego.

Teraz wyobraźmy sobie, że nasza Kasia czy Basia jest obiektem zainteresowania ze strony jakiegoś faceta. To może być nieznajomy facet - przykładowo widzący ją na ulicy, w centrum handlowym albo w klubie. To może być też ktoś kto jest jej znajomym, albo kto zna ją tylko z widzenia - np. będąc jej sąsiadem, pracując w tym samym budynku, albo studiując na tej samej uczelni. Facet patrzy na nią i co "widzi", co myśli o niej?

Mocno nieogarnięty z kobietami facet, posiadający SILNY szacunek do kobiet, spojrzy na nią przez pryzmat "filtru" przypisującego jej cnotliwość wyższą od faktycznej. Bo szczególnie jeżeli laska ma miły wygląd, jest grzecznie i schludnie ubrana, to jemu "NIE MIEŚCI SIĘ W GŁOWIE" obraz tej laski mającej w pochwie czy w ustach penisy 5 facetów. Z jego punktu widzenia taka wizja to jest coś zboczonego, zdegenerowanego, nienormalnego i OBRAŹLIWEGO dla tej "porządnej dziewczyny". Natomiast jeżeli u danego faceta szacunek do kobiet występuje, ale w formie bardziej umiarkowanej, to taki obraz co prawda nie wydaje się być absurdalny i totalnie krzywdzący dla kobiety, ale jednak wydaje się częściowo nierealny, "odległy". Czyli z jednej strony takiemu facetowi wydaje się to być teoretycznie możliwe, ale z drugiej wydaje mu to się w praktyce niezbyt rzeczywiste.

Powyższe zjawisko skutkuje poważnymi negatywnymi konsekwencjami:

1. Facet ma wrażenie, że wyruchanie laski jest niemożliwe (silny szacunek do kobiet), albo wydaje mu się to teoretycznie możliwe, ale w praktyce "odległe", mało rzeczywiste (umiarkowany szacunek do kobiet).

To bardzo skutecznie demotywuje - bo skoro wyruchanie wydaje się być niemożliwe, albo mało realne, to trudno żeby komuś się szczególnie chciało próbować. I taka osoba moża po prostu nic nie zrobić, nie poczynić żadnych kroków, nie zainicjować uwodzenia.

Przy czym tutaj uwaga - wielu ludzi robi "niby-uwodzenie" bez autentycznej intencji, oczekiwania zaruchania. Mam tu na myśli postawy typu "poćwiczę podchodzenie do kobiet", albo "szanse są praktycznie zerowe, ale podejdę, a nuż coś wyjdzie". Tego typu postawy JAK NAJBARDZIEJ też są przykładem patologii o której tutaj piszę - bo "niby-uwodzenie" to właśnie oznaka tego, że ktoś nie jest w stanie robić normalnego uwodzenia, takiego będącego autentycznym dążeniem do zaruchania.

Swoją drogą, co jest nie tak z "niby-uwodzeniem"? W dużym skrócie, "niby-uwodzenie" co prawda może czasami doprowadzić do zaruchania, ale ten brak wiary, brak intencji zaruchania w jakimś stopniu jest wyczuwalny, ma wpływ na spojrzenie, mimikę, mowę ciała, ogólnie "energię" - to wszystko jest nieco inne niż u faceta który ma autentyczną intencję zaruchania. I to ma wpływ na kobietę, na to jak odbiera ona faceta - trudno żeby facet nie posiadający autentycznej intencji zaruchania miał dobrą "energię".

Mamy więc tutaj trzy możliwe negatywne warianty:

A. Ktoś nie podejmuje próby.
B. Ktoś ucieka w "niby-uwodzenie".
C. Ktoś próbuje robić normalne, solidne uwodzenie, ale tak naprawdę nie jest z tym wewnętrznie spójny, przez co idzie mu to ciężko, a wychodzi słabo jakościowo.

W tym pierwszym przypadku oczywiście do niczego nie dochodzi, a w tym drugim i trzecim co prawda może dojść, ale efektywność takiego uwodzenia jest dużo niższa.

Gdyby dany facet posiadał silne, "namacalne" (a nie "odległe") przeświadczenie, że przecież ta "Kasia czy Basia" najprawdopodobniej spała z kilkoma facetami, a więc przespanie się z nią nie jest żadnym "big deal", to oczywiście byłoby to bardzo pomocne w kontekście wyżej wymienionego problemu. Podobnie jest z "namacalną" świadomością tego, że laska jak najbardziej mogła mieć w życiu epizod pt. "byłam na imprezie, napiłam się i dałam wyruchać kolesiowi którego znałam 2 godziny".

Z wyżej opisanym problemem jest szczególnie śmiesznie wtedy, gdy facet jest od dawna znajomym laski i od dawna chciałby być dla laski kimś więcej niż tylko znajomym, ale albo w ogóle się do tego nie zabiera, albo zabiera "na niby". Widziałem tuziny takich sytuacji - gdy ja wyruchałem laskę w ciągu kilku godzin, kilku dni albo kilku tygodni, a potem poznawałem jej kolegę z pracy/uczelni/itd, który znał ją od miesięcy/lat - i widać było, że koleś ma ból dupy, bo on miesiącami/latami się na nią patrzył, myślał i niewiele robił, a tu pokazał się taki Milroh i wyruchał "jego" upatrzoną laskę. To dla niego było coś istotnego, dla niego to był "big deal" - a dla mnie nie, dla mnie to była normalna rzecz, po prostu zaruchanie laski. Przekręcając pewne znane powiedzenie, to były sytuacje typu "Veni, Vidi, Zaruchaczi" – "Przybyłem, Zobaczyłem, Wyruchałem". Nie w sensie dosłownym, bo to mogło zająć i kilka tygodni, ale w sensie mojego "luźnego" nastawienia do tego.


2. Facet ma wrażenie, że laska jest konserwatywną"cnotką", delikatną dziewczyną, którą łatwo można URAZIĆ, której łatwo można zrobić PRZYKROŚĆ.

Efekt tego jest zasadniczo taki, że facet cały czas BOI SIĘ, że zrobi coś źle i urazi "delikatne dziewczę".

Z tego potrafi się robić niezła KOMEDIA. Mam tu na myśli szczególnie sytuacje, gdy ja sypiam z jakąś laską, spędzamy razem czas także poza łóżkiem i widzę, jak inni faceci się względem niej odnoszą. I ja znam ją od takiej strony, że ona jest moją "seks suczką", która sama się do mnie dobiera, demonstracyjnie liże mojego obspermionego penisa patrząc mi przy tym w oczy. Natomiast widzę, jak inni faceci traktują ją w taki strasznie delikatny, nacechowany ogromną ostrożnością i szacunkiem sposób, z taką przesadną troską o to, jak się laska poczuje i co sobie pomyśli – z taką widoczną obawą przed tym, żeby przypadkiem jej w żaden sposób nie urazić. Czyli laska w rzeczywistości z rozmiłowaniem bawi się w demonstracyjne bycie suczką, ale mający z nią do czynienia w normalnym życiu faceci mają w głowie jakiś cukierkowy obraz "cnotki", z którą należy się obchodzić w nadzwyczaj delikatny sposób.

Taką mentalność fajnie opisują słowa autorstwa pewnego błyskotliwego człowieka, według których dany facet "boi się zranić swoim kutasem niewinny kwiatek jej cipki".

Te słowa to humorystyczne przerysowanie, ale tego typu mentalność w mniejszym czy większym stopniu występuje u ZDECYDOWANEJ WIĘKSZOŚCI FACETÓW. Ja widzę to w bardzo wielu sytuacjach i widzę, że generalnie faceci mają tendencję do postrzegania kobiet jako bardziej "cnotliwych" i delikatnych niż one są w rzeczywistości. Przy czym mówię tutaj o ogólnej tendencji - jakaś konkretna kobieta faktycznie może być "cnotliwa" i delikatna, względem danej kobiety faceci "wrażliwcy" mogą mieć akurat rację, ale GENERALNIE SIĘ MYLĄ w ocenie tego, co jest u kobiet "ŚREDNIM" poziomem cnotliwości/niecnotliwości.

Mnie osobiście szczególnie śmieszą sytuacje typu który opisałem nieco wcześniej – gdy ja sypiam z kobietą, wiem doskonale jaka jest, co lubi i wiem ze 100% pewnością, że ona nie jest żadną "cnotką", tylko "suczką", która lubi być wręcz szmacona. A widzę, jak faceci – czy to znajomi, czy to nieznajomi, traktują ją z taką "harcerzykowatą" ostrożnością, zauważalnym szacunkiem, traktowaniem jej jako "cnotliwej damy". Mnie to śmieszy, bo ja wiem, że gdy pojedziemy do mnie, to ja złapię ten ich obiekt za szacunku za włosy i bezceremonialne wsadzę jej do ust kutasa. Ja będę ruchał "suczkę", co do której oni ubzdurali sobie, że jest "damą". Ja będę się spuszczał w ich "księżniczkę", a oni mogą sobie pomarzyć i ewentualnie zrobić "pamięciówkę". I moim zdaniem to jest dobra lekcja odnośnie całego uwodzenia – tak to właśnie często wygląda, że przychodzi ogarnięty facet i po prostu sobie rucha laskę, która jest "cnotliwą księżniczką" w mniemaniu nieogarniętych frajerów. (Swoją drogą, uprzejmość i wyczucie samo w sobie są dobre, ale NIE WTEDY, gdy w widoczny sposób wynikają z lęku, obawy przed urażeniem laski).

Jest taka rzecz, która do wielu facetów nie dociera, a do wielu dociera w sposób "odłegły" – niby o tym wiedzą, ale nie jest to dla nich "namacalne". Chodzi o to, że generalnie rzecz biorąc:

KOBIETY SĄ SEKSUALNYMI "SUCZKAMI".

Kobiety generalnie lubią seks, a wiele z nich lubi taki seks, w ramach którego są w jakiś sposób "ostro rżnięte", "szmacone", dominowane, upokarzane – tak, że są "suczkami swojego Pana", a nie "partnerkami równymi mężczyźnie".

W tym kontekście warto spojrzeć na ogromny sukces i popularność książki „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, czyli zasadniczo romansu erotycznego w klimacie BDSM. Skąd się wzięła popularność/sukces tej książki? Z tego, że klimat BDSM rezonuje z pragnieniami nie jakiejś garstki, nie jakiegoś marginesu, ale szerokiej rzeszy kobiet. Niekoniecznie w takim sensie, że te kobiety chcą podpisywać jakiś idiotyczny kontrakt i być wiązane, czy też ściśle kontrolowane, itd itp. Chodzi raczej o to, że na jakimś poziomie pociąga je obraz mężczyzny który rządzi, kontroluje kobietę, który dokonuje względem niej jakiejś formy (seksualnej) agresji i przemocy. I o ile popularność książki w jakimś stopniu zaowocowała modą idącą w tym kierunku, o tyle tego typu skłonności były obecne u wielu kobiet już wcześniej, bez tego ta popularność po prostu nie miałaby miejsca.

Przy czym kwestia pragnienia bycia podporządkowaną, czy też kwestia pragnienia bycia przedmiotem seksualnej przemocy to powiedzmy bardziej „zaawansowany” temat, podczas gdy ludzie mają najczęściej problemy z ogarnięciem bardziej bazowych spraw, jak np. kwestia pod tytułem „Kobiety lubią się ruchać”.

W kontekście „Kobiety lubią się ruchać” widzę mniej więcej 3 grupy facetów dotkniętych szacunkiem do kobiet:

1. Faceci z bardzo silnym szacunkiem do kobiet uważają samo hasło za oburzające, bo przecież ich zdaniem „Kobiety takie nie są!”.

2. Faceci z silnym szacunkiem do kobiet często mają w tym względzie „polaryzację”, bo dzielą oni kobiety na „porządną większość” i „źle prowadzącą się mniejszość”. To znaczy dociera do nich, że takie zjawisko istnieje, ale wydaje im się, że tyczy się to jakiegoś marginesu, a nie większości kobiet. Typowy tekst takich osób pod moim adresem to „masz trochę racji, ale przesadzasz”, czy też „za bardzo generalizujesz” (ja faktycznie generalizuję, ale raczej „adekwatnie”, a nie „za bardzo).

3. Faceci z umiarkowanym szacunkiem do kobiet niby wiedzą, niby są w stanie zaakceptować to, że tak jest, ale jest to dla nich „odległe” i w praktyce gdy widzą konkretną kobietę, to myślą, czują co innego.

Ze świadomością, akceptacją tego, że dana kobieta może pragnąć bycia seksualnie zdominowaną czy ZESZMACONĄ, jest oczywiście jeszcze gorzej.

W wyniku tego wszystkiego bardzo często bywa tak, że u kobiety występuje „okno”, możliwość rozwinięcia interakcji/relacji w kierunku seksualności, seksualnej dominacji czy seksualnego zeszmacenia, ale facet nie jest w stanie z tego skorzystać, bo jest to niekompatybilne z jego światopoglądem i obrazem kobiety w jego oczach. Innymi słowy mówiąc - jakim cudem facet ma obudzić w kobiecie „seksualną suczkę”, skoro on tej „seksualnej suczki” w niej NIE WIDZI? W tym momencie ta płaszczyzna interakcji/uwodzenia jest w ogromnym stopniu ZAMKNIĘTA, NIEDOSTĘPNA.

Co gorsza, jeżeli facet ma naiwny, nacechowany szacunkiem, „harcerzykowaty” światopogląd i obraz kobiet, to najprawdopodobniej ma to swoje przełożenie na jego zachowania i „energię” - po prostu w jakimś stopniu DA SIE WYCZUĆ, że facet jest „harcerzykiem”. I w wariancie bardziej świadomym kobieta wie, że to nie jest facet który nadaje się do robienia pewnych rzeczy, poruszania pewnych klimatów, a w wariancie mniej świadomym kobieta jedynie czuje na poziomie bardziej emocjonalnego wrażenia, że facet jest w jakiś sposób „nijaki”, „bezpłciowy”, „wykastrowany”. Co swoją drogą tworzy pewnego rodzaju BŁĘDNE KOŁO, bo przez to kobiety unikają pokazywania takiemu facetowi „suczkowatej” strony swojej natury, przez co on tym bardziej w nich tego nie widzi i tym bardziej utwierdza się nim POPARTY DOŚWIADCZENIEM „grzeczny” obraz kobiet - tylko to doświadczenie jest już z góry „skażone” tym, że kobiety czegoś mu nie pokazują. To tyczy się zarówno obrazu kobiet jako takich, jak i obrazu konkretnych kobietych - wielu facetów „harcerzyków” nie ma pojęcia o tym, jak suczkowate sa kobiety które znają długie lata - ich koleżanki, ich byłe i obecne dziewczyny czy żony, ich siostry, a także...matki.

Często się zdarza np. tak, że laska dobiera sobie spokojnego, dobrze zarabiającego, „harcerzykowatego” faceta na stałego chłopaka/narzeczonego/męża - bo taki ktoś zapewni jej stabilność, będzie się zajmować rodziną, a nie ruchaniem innych kobiet, co mogłoby się skończyć rozwodem/odejściem do jednej z nich. W takiej sytuacji kobieta wie doskonale, że „harcerzyk” z jego moralnością/obyczajowością zareagowałby źle gdyby ona powiedziała mu o co bardziej „suczkowatych” aspektach jej osobowości, mniej by ją szanował, być może gorzej traktował - więc ona mu po prostu o tym nie mówi. I w wyniku tego często mają miejsce sytuacje, w których facet ma żonę z którą ma dzieci, z którą tworzy rodzinę, ale tak naprawdę wie o jej seksualności mniej od kilku czy nawet wielu „konkretnych” facetów, którzy rżnęli ją jak sukę, a potem odeszli by ruchać inne kobiety. Do tego oczywiście dochodzi to, że to ruchanie przez konkretnych facetów może mieć miejsce zarówno przed, jak i W TRAKCIE jej związku/małżeństwa z „harcerzykiem”.

Generalnie kobiety UKRYWAJĄ swoją „suczkowatą naturę”, ukrywają prawdziwe oblicze swojej seksualności. Przy czym nie jest to różnica, tylko PODOBIEŃSTWO względem mężczyzn - bo faceci też ukrywają to, jak naprawdę wyglądają ich pragnienia i upodobania, też udają „grzeczniejszych” niż są w rzeczywistości.

Spójrzmy na to, jakie są pragnienia seksualne typowego faceta - w większości przypadków chodzi w nich po prostu o ruchanie, o posiadanie jak najbardziej atrakcyjnych fizycznie kobiet. Widząc śliczną twarz ze słodkimi ustami, większość z nas chciałaby najbardziej tego, aby te słodkie usta zrobiły nam loda z połykiem. A widząc seksowne nogi i tyłek, większość z nas chciałaby wejść w ten tyłek i się w nim spuścić. Ale czy rozmawiamy o tym otwarcie z kobietami? NIE. Teksty typu „ruchałem Anię”, albo „ale bym przeruchał Magdę, zajebisty jest ten jej tyłek” są najczęściej wypowiadane do dobrych kolegów, a przy kobietach, a nawet mężczyznach których słabo znamy, tego typu rzeczy najczęściej nie mówimy i zamiast tego UDAJEMY „GRZECZNIEJSZYCH” NIŻ FAKTYCZNIE JESTEŚMY.

Kobiety robią mniej więcej to samo - w towarzystwie dobrych, zaufanych koleżanek rozmawiają o seksie, rozmawiają o rozmiarach i kształtach penisów swoich facetów, o tym który jest dobry, a który słaby w łóżku (wiem o tym z relacji kobiet z którymi sypiałem), ale w kręgu znajomych, a jeszcze bardziej przy obcych, te same kobiety nie rozmawiają na takie tematy i udają „grzeczniejsze” niż są faktycznie.

Żyjemy w określonej kulturze, w której panuje określona obyczajowość i zwyczaje - czego częścią jest to, że seksualność jest w pewnej mierze tematem tabu, którego nie należy, „nie wypada” poruszać, a jeżeli ktoś to czyni, to grozi mu za to negatywny osąd, negatywne reakcje, opinia osoby prymitywnej, bez klasy, czy też w jakiś inny sposób „gorszej”. Jesteśmy tego uczeni przez naszych rodziców, nauczycieli, filmy, itd itp. I ten sposób tworzy się GRA POZORÓW - ludzie obojga płci generalnie udają „grzeczniejszych” niż w istocie są.

Problem w tym, że ponieważ ta obyczajowość i wynikająca z niej gra pozorów jest tak WSZECHOBECNA - ponieważ ludzie są bombardowani tą obyczajowością ze wszystkich stron, to daje to w praktyce efekt PRANIA MÓZGU, PROPAGANDY OBYCZAJOWEJ.

Jest to szczególnie nasilone w dzieciństwie - to jest okres kiedy człowiek jest najbardziej „chłonny”, najbardziej podatny na wpływy, a jednocześnie okres, kiedy jest się poddawanym ścisłemu „tabu” odnośnie seksualności - dzieci są „chronione” przed obrazami seksualności. Wystarczy tutaj spojrzeć chociażby na ograniczenia wiekowe dla filmów - są filmy od 16 lat, są filmy od 18 lat, a seksualność jest „cenzurowana” mocniej niż np. przemoc, w tym zabijanie. Być może to jest dobre, być może tak trzeba - nie znam się na psychologii dziecięcej i nie wiem tego. Natomiast na pewno w wyniku tego dzieje się tak, że człowiek przez pierwsze kilkanaście lat życia jest szczególnie mocno poddany obyczajowemu PRANIU MÓZGU, bo nie są do niego dopuszczane informacje świadczące o tym, że ta „GRA POZORÓW” jest właśnie grą pozorów, a nie autentycznym odzwierciedleniem tego, jacy są ludzie. Czego efektem jest oczywiście to, że dany człowiek dorastając jako dziecko postrzega tę „GRĘ POZORÓW” jako realny obraz ludzkiej natury. Po prostu jest mu dane widzieć tylko tę „grzeczną”, aseksualną stronę, więc w sumie w całkiem logiczny sposób uznaje właśnie ten obraz za prawdziwy - bo jest to jedyna rzecz, jaką widzi.

Oczywiście wcześniej czy później do danej osoby zaczynają docierać informacje zarówno o seksie ogólnie, jak i konkretnie o co bardziej „niegrzecznych” zachowaniach, w sensie np. informacji o zdradach, „puszczaniu się”, itd itp. ALE:

1. Te nowe informacje pojawiają się po wielu latach postrzegania „GRY POZORÓW” jako realnego obrazu ludzkiej natury. I te nowe informacje nie zapisują się na „czystej kartce”, tylko w praktyce w jakimś stopniu są „filtrowane” przez już istniejące, głęboko zakorzenione przekonania.

2. Do nastolatków i ludzi dorosłych kierowany jest inny rodzaj PROPAGANDY OBYCZAJOWEJ - taki opierający się nie na cenzurze i ukrywaniu seksualności, tylko na moralizowaniu i dzieleniu zachowań, postaw seksualnych na „akceptowalne” i „nieakceptowalne”. W wyniku tego generalnie tworzy się „spolaryzowany” obraz, który dzieli ludzi na tych „przyzwoitych” i na tych „nieprzyzwoitych”, gdzie ci pierwsi są rzekomo normą, a ci drudzy godną potępienia anomalią, patologią. Co jest bzdurą, bo w rzeczywistości ludzie generalnie są „niegrzeczni”, ale uprawiają „GRĘ POZORÓW” i jedynie udają „grzecznych”.


Mamy tu więc:

1. PROPAGANDĘ OBYCZAJOWĄ - propagandę promującą określoną obyczajowość/moralność, a także pewien oderwany od rzeczywistości obraz tego jacy są ludzie i jak to wszystko funkcjonuje. Występuje w tym kontekście sporo zafałszowania polegającego na tym, że obraz typu „Jak powinno być (według obyczajowości), ale NIE JEST” jest fałszywie przedstawiany jako opisujący rzeczywistość obraz „Jak jest”. I ta propaganda uczy też ludzi dokonywania ostracyzmu, potępiania osób, które postępują wbrew tej obyczajowości/moralności.

2. GRĘ POZORÓW - w ramach której ludzie udają „grzeczniejszych” niż są, tak aby uniknąć ostracyzmu, negatywnego osądu wynikającego z obyczajowości/moralności z punktu 1.

Różni ludzie (obie płcie) wierzą w różnym stopniu w propagandę z punktu 1 - w zależności od osobowości, wpływu znajomych, doświadczeń życiowych, itd itp. Ma to też tendencje do zmiany czasie, dosłownie zawsze w kierunku spadku wiary w tę propagandę - po prostu nowe doświadczenia życiowe pokazują komuś, że coś z tą propagandą jest nie tak. Ale są też tacy ludzie, którzy tak mocno przywiązali się do tej propagandy, że wręcz IDENTYFIKUJĄ się z promowanym przez nią sposobem postrzegania świata - to jest ich moralność i będą jej bronić choćby i wbrew wszystkiemu, bo mają poczucie, że „TAK TRZEBA!”.

SZACUNEK DO KOBIET o którym tyle piszę jest zasadniczo efektem wyprania mózgu PROPAGANDĄ OBYCZAJOWĄ - wieloletnie pranie mózgu „wtłoczyło” na poziomie głębokim określoną obyczajowość/moralność, określony obraz kobiet i relacji z nimi. Przy czym w co silniejszych, bardziej patologicznych przypadkach dana osoba IDENTYFIKUJE się z tą propagandą i uważa ją za słuszną, o tyle o wiele liczniejszych przypadkach umiarkowanych ma to postać „ciągnącego” się za osobą „STRAUMATYZOWANIA”, „ZRANIENIA” - mam tu na myśli przypadki, kiedy dana osoba widzi, że coś tu nie gra, na poziomie świadomym ma mniejsze czy większe zastrzeżenia do obrazu świata promowanego przez tę propagandę, ale ciągle nosi w sobie na poziomie głębokim skutki długotrwałego, wieloletniego prania mózgu.

PROPAGANDA OBYCZAJOWA na poziomie praktycznym przekłada się na „GRĘ POZORÓW”, w ramach której ludzie udają „grzeczniejszych” niż są. A z tym zjawiskiem jest tak:

1. Różni ludzie wierzą w „Grę Pozorów” w RÓŻNYM stopniu. Jedni autentycznie wierzą, że w dużym stopniu faktycznie odzwierciedla ona ludzką naturę - to są np. te osoby, dla których kompletnie nie do pomyślenia jest myśl, że ich dziewczyna, ich siostra, ich koleżanka, mogłaby zachowywać się względem jakiegoś faceta jak „seksualna suczka”. Inne osoby, takie jak ja, wiedzą doskonale, że „Gra Pozorów” to jak sama nazwa wskazuje, POZORY, a nie realny obraz. Jest też cała masa ludzi, którzy są gdzieś pomiędzy - np. w jakimś stopniu wiedzą, że są to pozory, ale w jakimś nadal traktują to na serio.

2. W „Grze Pozorów” uczestniczą praktycznie WSZYSCY - zarówno osoby w nią wierzące, jak i osoby wiedzące, że są to tylko pozory. Dlaczego? Dlatego, że dominująca w naszej kulturze obyczajowość/moralność zawiera w sobie także OSTRACYZM, potępianie osób zachowujących się „niegrzecznie”, a także tych poddających w wątpliwość autentyczność „Gry Pozorów” innych ludzi. I co z tego, że dana osoba wie, że „Gra Pozorów” to POZORY, skoro za otwarte okazywanie tego, za działanie w widoczny sposób zgodne ze swoimi poglądami mogą na nią spaść jak najbardziej 100% REALNE negatywne konsekwencje?

To też tyczy się mojej osoby - ja zresztą miałem już „przyjemność” padania w realnym życiu celem ataków, niechęci, albo wręcz nienawiści wynikających z tego, że moje zachowanie i słowa łamały ogólnie przyjęte normy obyczajowe.

3. W kontekście uwodzenia to, że „Gra Pozorów” to pozory NIE oznacza, że należy ją ignorować, czy też otwarcie demonstrować swoje lekceważenie. Jest zupełnie inaczej - „Gra Pozorów” i stojąca za nią powszechnie obowiązująca obyczajowość/moralność to REALNE zjawisko, mające ogromny wpływ na ludzi, w tym także na kobiety. To znaczy pozory są pozorami, czymś iluzorycznym, ale samo zjawisko, ZWYCZAJ utrzymywania pozorów i przyzwyczajenie, przywiązanie ludzi do tego zwyczaju jest czymś REALNYM.

Kobiety też są obiektem działania PROPAGANDY OBYCZAJOWEJ, one też są „STRAUMATYZOWANE”, one też boją się negatywnych konsekwencji wynikających z łamania powszechnie obowiązującej obyczajowości/moralności.

Z różnymi kobietami może być różnie, ale generalnie jest tak, że uwodzenie wykazujące pewien poziom początkowej kompatybilności z „Grą Pozorów” jest DUŻO SKUTECZNIEJSZE, bo unika aktywowania obyczajowych „MECHANIZMÓW OBRONNYCH”.

4. „Gra Pozorów” generalnie opiera się na pozorach NAWET w przypadku ludzi, którzy wierzą, a nawet identyfikują się z nią. Bo takie osoby najczęściej robią najczęściej robią co najmniej jedną z poniższych rzeczy:

4.1 Są świadome „niegrzecznej” części swojej natury, więc ją tłumią, blokują, „bo tak należy robić”. A tłumienie jej oznacza, że tak naprawdę nie pokazują innym ludziom całego siebie, a więc tym samym tworzą pewne pozory odnośnie swojej osoby.

4.2 Same siebie oszukują odnośnie „niegrzecznej” części swojej natury. Typowy przykład to słaby z kobietami, nieatrakcyjny facet, który ma laskę typu „szara myszka” i WMAWIA SOBIE, że wcale, ale to wcale nie pragnie innych, nawet miażdżąco bardziej atrakcyjnych kobiet, bo jest taki super szczęśliwy ze swoją „szarą myszką”. Potem taki facet ślini się na widok bardzo atrakcyjnej kobiety, zalewa go żółć z zazdrości, ale jednocześnie ta sytuacja pokazująca jego niższość rani jego ego, więc wraca on do wmawiania sobie, że to wcale nie ma miejsca, bo on najbardziej na świecie kocha swoją „szarą myszkę”. Taka osoba utrzymuje pozory nie tylko przed innymi ludźmi, ale także przed sobą.

4.3 Są nieświadome tego, jakie tak naprawdę są. To wynika zarówno z braku określonych doświadczeń (nie mylić z brakiem doświadczenia, to jest wbrew pozorom co innego), jak i z tego, że dana osoba SZCZERZE się identyfikuje z „grzeczną” wersją swojej osoby, wykształconą pod wpływem Propagandy Obyczajowej.

U facetów często ma miejsce taka sytuacja, że facet jest „grzeczny”, nieogarnięty z kobietami, nieśmiały, itd itp - i wydaje mu się, że on „taki po prostu jest”. Ale potem wpada w „niegrzeczne” towarzystwo typu TIAN i nagle odkrywa, że czuje się dużo bardziej spełniony, czuje się dużo bardziej „sobą” będąc „niegrzecznym”, a swoje „dawne ja” postrzega jako coś żenującego i toksycznego. I taka osoba wcześniej, w tym „grzecznym” okresie nikogo celowo nie wprowadzała w błąd - ani siebie, ani innych, lecz jednocześnie w pewnym sensie stwarzała pozory kogoś innego, bo „niegrzeczna” część jej osobowości była „zakopana” pod grubą warstwą indoktrynacji obyczajowej i przez to nie była pokazywana. Swoją drogą, taka „pozornie grzeczna” osoba bardzo często NIGDY z tego nie wychodzi, bo nigdy nie przeżywa ODPOWIEDNICH doświadczeń. Jednocześnie, co może być bardzo mylące, taka osoba może posiadać nawet w miarę spore doświadczenie z kobietami, ale doświadczenie leżące w pewnym „tunelu”, bez doświadczeń które by go wyprowadziły poza ten „tunel”.

U kobiet często wygląda to tak, że dana kobieta szczerze nie zdaje sobie sprawy z poziomu własnej „suczkowatości”, dopóki nie spotka na swojej drodze ODPOWIEDNIEGO faceta, który z niej tą „suczkowatość” wydobędzie. A gdy ma to miejsce, to laska jest ROZWALONA i ZACHWYCONA tym, co się z nią dzieje. Padają wtedy wypowiadane z zachwytem teksty w stylu „nie wiedziałam, że taka jestem”, albo „co Ty ze mną zrobiłeś?”.

I uwaga - moim zdaniem zjawisko z powyższego akapitu jest BARDZO ZNACZĄCE w kontekście uwodzenia (bardzo) atrakcyjnych kobiet jako takiego.

Chodzi o to, że atrakcyjne i bardzo atrakcyjne kobiety są "naturalnym celem ataku" facetów takich jak ja - facetów dobrych z kobietami, "zdegenerowanych moralnie" i ogólnie rzecz biorąc sprawnych w wydobywaniu z lasek ich "suczkowatości". Atrakcyjne i bardzo laski są naturalnym celem zainteresowania z naszej strony, przez co te laski często mają na koncie doświadczenia z nami. Innymi słowy mówiąc, one są przez nas często "zdeprawowane", co wywołuje u nich ZMIANĘ sposobu w jaki postrzegają same siebie, swoją seksualność, a także facetów i swoje relacji z nimi. Jest to dla nich pewnego rodzaju ZMIANA STANDARDÓW, ZMIANA OPTYKI.

Z punktu widzenia normalnego, przeciętnego faceta, jest to NIEKORZYSTNE zjawisko, z którego jednak tacy faceci nie zdają sobie sprawy.

Faceci nieogarnięci z kobietami mają tendencję do postrzegania atrakcyjnych i bardzo atrakcyjnych kobiet jako "księżniczek" czy "królowych" - a w rzeczywistości jest rzeczą podnaprzeciętnie prawdopodobną, że właśnie taka kobieta ma na koncie SOLIDNE ZESZMACENIE, że w przeszłości była ruchana jak bura suka przez kolesia takiego jak ja - a na przestrzeni całego życia, może i przez kilku takich gości.

Potem gdy do takiej laski "zeszmaconej" przez gościa dobrego z kobietami podchodzi normalny, przeciętny koleś, to:

1. Ona jest od niego bardziej doświadczona.
2. Ona jest od niego bardziej "zdeprawowana", "zdegenerowana moralnie".
3. Ona jest od niego bardziej konkretna, bardziej ogarnięta psychicznie i seksualnie.

I to w mniejszym czy większym stopniu DA SIĘ WYCZUĆ podczas interakcji.

Koleś próbuje ją zdobyć, próbuje jej zaimponować, albo co śmieszniejsze próbuje przed nią zgrywać kogoś konkretnego i doświadczonego, albo co gorsza "super samca" - a ona patrzy na niego i widzi LESZCZA, którym on faktycznie jest relatywnie do ogarniętego z kobietami faceta, który ją kiedyś ruchał/szmacił, a także relatywnie względem NIEJ SAMEJ.

Taka laska ma lepsze rozeznanie, lepiej się na tym wszystkim od takiego gościa - i ona widzi, rozumie to, że on jest LESZCZEM dużo lepiej niż on sam siebie rozumie.

Swoją drogą, wiele razy pisałem na blogu o "Grze Aktorskiej", o udawaniu kogoś kim laska chce abyśmy byli, o używaniu kłamstw, itd itp. I to są użyteczne, przedatne metody, ALE pod warunkiem, że ktoś jest w stanie to zrobić w sposób WIARYGODNY. A w tym kontekście łatwiej jest np. zasugerować lasce, że ma się więcej pieniędzy niż się ma, albo udać zainteresowanie związkiem, gdy tak naprawdę chcemy ją wyruchać - trudniej natomiast jest ukryć przed laską to, że jest się "ogólnie" nieogarniętym z kobietami leszczem.


Wracając do kwestii SZACUNKU DO KOBIET i mylnych wyobrażeń odnośnie kobiet, to potrafi to być naprawdę KOMEDIĄ.

Jakiś nieogarnięty facet widzi atrakcyjną czy bardzo atrakcyjną laskę w wieku np. 23 lat i w jego oczach ona jest szanującą się "księżniczką" czy "królową" - i on przejmuje się tym, co ona sobie może pomysleć i czy przypadkiem on jej nie urazi tym co zrobi lub powie - bo przecież ona taka "delikatna", taka "wrażliwa" jest i taka "porządna".

A w rzeczywistości wygląda to tak, że laska najprawdopodobniej smakowała w ustach spermę kilku facetów - np. 5. I co, ona się niby obrazi za to, że ktoś będzie chciał, aby to jego penis był 6-tym, ktory spuści się w jej usta? Nie sądzę. Może się natomiast poczuć zirytowana w sytuacjach gdy:

1. Próbuje ją wyruchać LESZCZ - szczególnie leszcz nachalny i/lub wyjątkowo niezdarny i/lub niereprezentujący sobie niczego szczególnie dobrego, w sensie np. wyglądu, kasy, czy chociażby fajnej, przyjemnej rozmowy.

2. Facet silnie narusza jej "GRĘ POZORÓW", uaktywniając u niej "mechanizmy obronne", lęk przed ostracyzmem i publicznym uznaniem jej za szmatę.

Odnośnie punktu 2, to w dużym skrócie takie laski dużo bardziej lubią facetów, którzy grają na początku "KOMPATYBILNIE" z jej gra oporów, ale do których CZUĆ, że sa ogarnięci i konkretni i że ich granie zgodnie z "Grą Pozorów" to tylko poza, pozory właśnie, a nie autentyczne przekonanie. To daje im z jednej strony poczucie, że facet jest KONKRETNY, a z drugiej poczucie, że zapewnia BEZPIECZEŃSTWO w sensie uniknięcia ostracyzmu, reputacji dziwki.

Takie granie "Kompatybilne" z Grą Pozorów działa też świetnie na te laski, które są autentycznie (relatywnie) "niewinne", "niezepsute", więc można to zrobić praktycznie na ślepo, a dopiero potem dostosowywać postępowanie do konkretnego typu laski.

Jeszcze co do tego, jakie rzeczy potrafią robić laski i jaką KOMEDIĄ jest szacunek do kobiet, to opisany wcześniej przykład z tym, że laska smakowała w ustach spermę kilku, np. 5 facetów jest jeszcze taki bardzo "standardowy" - wiele, wiele lasek ma na koncie taki "dorobek". A bywają też inne rzeczy - ja np. lubię "SZMACIĆ" laski, upokarzać je, widzieć je na kolanach i chodzące na czworakach, bić je po twarzy w sposób upokarzający, nie bolesny - ot takie "lekkie BDSM", które one UWIELBIAJĄ w moim wykonaniu. A inni faceci oczywiście widzą w nich "księżniczki", które ich zdaniem "na pewno się szanują". Acha... ;)

Mam dobrego kolegę, który też lubi je "szmacić", tylko on dodatkowo lubi też ruchać laskę dwa baty - mnie to osobiście obrzydza, nie chcę samego widoku penisa innego mężczyzny, nie mówiąc już o ryzyku przypadkowego dotknięcia, ale on robi takie akcje z innym kolegą. I też potem faceci widzą w tych laskach "księżniczki", które "na pewno" się szanują. A w rzeczywistości te laski miały w sobie spermę DWÓCH kolesi jednego wieczoru - "gratuluję" szanującym je facetom "mądrego" wyboru obiektu swojego szacunku. :)

Swoją drogą, niech nikt nie myśli, że ruchamy z kolegą jakiegoś rodzaju głupie laski bez studiów, jakieś spalone solarium osiedlowe dziwki - NIE. Całe sedno sprawy polega właśnie na tym, że obaj szmacimy głównie inteligentne, wykształcone i fajne dziewczyny - i ja i on szmaciliśmy tak nawet laski z doktoratami lub będące w trakcie ich robienia. 

Można ująć to tak, że robimy to głównie z typowymi czytelniczkami "Pięćdziesiąt twarzy Greya" - laskami wykształconymi, inteligentnymi, czytającymi książki, itd itp. Tylko my oczywiście robiliśmy to na długo przed ukazaniem się tej książki, która z jednej strony jest bardzo wygodnym przykładem w sensie pragnień kobiet, ale z drugiej wręcz boli mnie to, że potem ktoś postrzega mnie i moje upodobania przez jej pryzmat, podczas gdy ja uważam tę książkę za tandetną, a moje upodobania wykształciły się na wiele lat zanim o niej usłyszałem. Niemniej jednak to jest właśnie chyba najlepsze zobrazowanie tego, jaki typ kobiet zeszmacam - spójrz na jakąś ładną/bardzo ładną, wykształconą i inteligentną czytelniczkę "Pięćdziesiąt twarzy Greya" - to jest właśnie moja typowa "grupa docelowa". A to są mniej więcej dokładnie te same kobiety, które inni mężczyźni najbardziej szanują - bo są i ładne/bardzo ładne, i wykształcone, inteligentne, czytające książki, itd itp.



CDN.

piątek, 3 marca 2017

Psychika Uwodziciela, część 5



Psychika Uwodziciela, część 5

W poprzednich częściach cyklu pisałem o różnych rzeczach związanych z ogarnięciem i nieogarnięciem psychicznym, teraz na początek dokonam krótkiego przypomnienia/podsumowania części z nich:

Bycie ogarniętym psychicznie z kobietami to tak naprawdę posiadanie odpowiednich (głębokich) PRZEKONAŃ.

Poprzez (głębokie) "PRZEKONANIA" mam na myśli to jak postrzegamy kobiety i to jak postrzegamy naszą rolę w relacjach z nimi. Przy czym chodzi tutaj przede wszystkim o GŁĘBOKIE przekonania, które są często w jakiejś mierze podświadome, a także powiązane bardziej z emocjami niż z intelektem.

Jeżeli facet próbuje zrobić coś, co jest sprzeczne z jego głębokimi PRZEKONANIAMI, to wywołuje to w nim KONFLIKT WEWNĘTRZNY, konflikt pomiędzy dwiema częściami jego psychiki - pomiędzy "CHCĘ" na poziomie powierzchownym, a "NIE CHCĘ" na poziomie głębokim. Tak właśnie powstają OPORY - jest to po prostu to "NIE CHCĘ" poziomu głębokiego.

Ok, skoro tak naprawdę chodzi tu o PRZEKONANIA, to jakie te przekonania powinny być?

W pewien sposób, odpowiedź na to pytanie jest DEBILNIE prosta:

Przekonania muszą być kompatybilne, ZGODNE z tym co chcemy zrobić.

To jest naprawdę proste - jeżeli próbujemy zrobić coś, co NIE JEST SPRZECZNE z naszymi (głębokimi) przekonaniami, to NIE MAMY OPORÓW, bo głęboki poziom naszej psychiki nie generuje żadnego "NIE CHCĘ".

W jednej ze wcześniejszych części tego cyklu napisałem coś takiego odnośnie przekonań osób dobrych z kobietami:

Gdybym miał ująć to w jednym zdaniu, to napisałbym tak: KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA.

To jest mocno skrótowe ujęcie, ale jest to tak naprawdę SEDNO SPRAWY. Jeżeli ktoś autentycznie, głęboko wierzy, że kobieta służy do ruchania, to raczej nie będzie miał oporów przed dążeniem do tego ruchania. To jest PROSTA ZALEŻNOŚĆ.

Oczywiście tak naprawdę to wszystko jest bardziej skomplikowane, ale powyższa zasada jest naprawdę BARDZO istotna. Uwodzenie to przecież zasadniczo DĄŻENIE DO ZARUCHANIA - jeżeli ktoś czuje się ok w kontekście zaruchania, to czuje się ok względem GŁÓWNEJ OSI UWODZENIA.

Teraz trochę to rozwinę i uczynię trochę bardziej skomplikowanym, chociaż nadal uproszczonym:

KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA.

1. Kobieta służy do ruchania, A WIĘC dążenie do jej zaruchania jest czymś normalnym, naturalnym, słusznym, oczywistym, itd itp.

2. Kobieta służy do ruchania, A NIE DO TEGO, aby się jakoś specjalnie przejmować tym co ona sobie o nas pomyśli, jak się poczuje, ani też tym, czy jesteśmy względem niej fair, itd itp.

Ponownie, sposób w jaki przekłada się to na bycie dobrym w uwodzeniu, stanowi PROSTĄ ZALEŻNOŚĆ. Facet który (głęboko, autentycznie) myśli w ten sposób, nie ma OPORÓW i dlatego w sytuacjach uwodzeniowych ma WYLUZOWANIE, ma swobodę działania, itd itp. W sytuacjach uwodzeniowych taki facet zajmuje się samym uwodzeniem, dążeniem do zaruchania, bez prowadzenia walki ze swoją własną psychiką.

To co napisałem powyżej jest jak najbardziej trafne i prawdziwe, ale występuje tutaj problem powiedzmy "edukacyjny". Chodzi o to, że teoretycznie mógłbym poprzestać na tym co juz napisałem, bo powiedziałem jak jest i na swój sposób "zadanie jest wykonane". Ale wiem z doświadczenia, że ludziom bardzo często trudno jest te sprawy zrozumieć - nie w sensie abstrakcyjnego, "zdystansowanego" zrozumienia, ale w sensie realnego, "dogłębnego" zrozumienia tego, jak to działa w prawdziwym życiu. Bo tutaj nie chodzi o jakąś intelektualną ideę, a o pewien rodzaj MENTALNOŚCI, mentalności ODMIENNEJ względem mentalności przeważającej większości facetów. I w moim odczuciu tłumaczenie tego przebiega lepiej, gdy opisuję także to, jak wygląda myślenie faceta nieogarniętego widziane z mojej perspektywy, jakie widzę RÓŻNICE i dlaczego w moich oczach myślenie faceta nieogarniętego jest PATOLOGIĄ. Coś takiego daje nieogarniętym facetom lepszy "punkt odniesienia" w kontekście zrozumienia mentalności ludzi ogarniętych z kobietami, a także większy poziom zrozumienia tego, co dokładnie jest nie tak z ich własną mentalnością.

Wróćmy jeszcze raz do tego, co napisałem wcześniej:

KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA.

1. Kobieta służy do ruchania, A WIĘC dążenie do jej zaruchania jest czymś normalnym, naturalnym, słusznym, oczywistym, itd itp.

2. Kobieta służy do ruchania, A NIE DO TEGO, aby się jakoś specjalnie przejmować tym co ona sobie o nas pomyśli, jak się poczuje, ani też tym, czy jesteśmy względem niej fair, itd itp.


Jak ma się to, co opisałem powyżej, do mentalności nieogarniętych facetów?

Wielu nieogarniętych facetów czytając powyższy opis, poczułoby OBURZENIE, a wręcz dostałoby "emocjonalnej biegunki". Praktycznie na pewno zostałbym przez nich zaatakowany po linii "TY NIE SZANUJESZ KOBIET!", czego już zresztą wielokrotnie doświadczałem w przeszłości.

I oczywiście, ja jak najbardziej NIE SZANUJĘ KOBIET - jasne, to prawda. Pisałem o tym na blogu, a nawet jeżeli ktoś nie czytał, to słowa "KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA" są chyba całkiem wymowne.

Ja nie szanuję kobiet i to w ogromnym stopniu UŁATWIA może je życie, czyni je LEPSZYM - oczywiście właśnie w kontekście uwodzenia i kobiet. W dużym uproszczeniu wygląda to tak, jak już opisałem w tym atykule - według mojego obrazu świata "Kobieta służy do ruchania", a więc dążenie do tego ruchania, czyli uwodzenie, jest zgodne z moimi przekonaniami i nie wywołuje oporów.

Ja uważam szacunek do kobiet za GŁUPOTĘ, za PATOLOGIĘ szkodzącą tysiącom facetów, pogarszającą ich życie seksualne. To jest rozległy temat, ale w uproszczeniu chodzi o to, że szacunek do kobiet GENERUJE OPORY w kontekście uwodzenia i ruchania.

Wróćmy do tego typu facetów, którzy w zetknięciu z moimi poglądami atakują mnie po linii "TY NIE SZANUJESZ KOBIET!". Osobiście podejrzewam, mam nadzieję, że przeważająca część czytelników tego bloga jest powyżej takiego poziomu (nie)ogarnięcia, natomiast tacy faceci są dobrym, bo jaskrawym przykładem obrazującym zjawisko szacunku do kobiet. Mam tu na myśli, że dobrze się tłumaczy jakieś zjawisko zaczynając od jego najostrzejszej, najbardziej rzucającej się w oczy formy, tak aby potem przejść do form mniej oczywistych, bardziej subtelnych.

Tak jak pisałem wcześniej, podstawowy zarzut stawiany mi przez takich facetów jest jak najbardziej PRAWDZIWY, bo ja faktycznie nie mam szacunku do kobiet. Natomiast moim zdaniem głęboką PATOLOGIĄ jest to, że robią zarzut z czegoś takiego, to że oburzają się z takiego powodu.

Tacy faceci mają silne przekonania MORALNE, mówiące coś w stylu "Kobiety TRZEBA szanować - to OBOWIĄZEK każdego faceta! Facet który nie szanuje kobiet to nic nie warty śmieć!". I oni nie tylko sami w to wierzą, ale także czują się w obowiązku "naprawiać" świat i przekonywać innych do tego rzekomo "jedynego słusznego" poglądu.

Streszczę problem z takimi ludźmi w kilku słowach: w kontekście kobiet są to FRAJERZY, mentalne "HARCERZYKI", "CHŁOPCY MAMUSI", którzy mają tak mocno wbity do głowy światopogląd LAMUSA, że wydaje im się, że bycie LAMUSEM to mądrość i jedyna słuszna droga.

Takim ludziom "zabetonowało" się w głowie "grzeczne" podejście do kobiet, podejście które generalnie jest wynikiem WYCHOWANIA, najczęściej ze strony RODZICÓW i opiekunów w przedszkolu/szkole, którzy uczą małych chłopców, że ci mają "być grzeczni" i szanować dziewczynki, itd itp.

Przy czym wychowanie typu "bądź grzeczny i szanuj dziewczynki" odbiera w dzieciństwie chyba każdy facet, ale później to wychowanie generalnie ulega osłabieniu, w różnym stopniu u różnych facetów - a ja piszę powyżej o tych facetach, u których to "grzeczne" wychowanie uległo "ZABETONOWANIU" i występuje w dorosłym życiu w wyjątkowo silnej, "agresywnej" formie. Chodzi o takie osoby, które nie tylko są nieogarnięte, ale w dodatku uważają swój nieogarnięty światopogląd za JEDYNĄ SŁUSZNĄ DROGĘ, którą ma OBOWIĄZEK podążać każdy facet.

Ja w swoim życiu byłem wiele razy pouczany, krytykowany, atakowany przez takie osoby, a czasami poznawałem ich poglądy w sposób "pokojowy", kiedy jakaś normalna rozmowa zeszła na temat kobiet, a ja słuchałem wywodów rozmówcy nie przyznając się do tego, jak te sprawy u mnie wyglądają i co naprawdę myślę o tym co mówi. I ja znając poglądy, sposób myślenia takich osób częściowo ich nienawidzę, częściowo nimi pogardzam, częściowo mnie śmieszą, a częściowo jest mi ich żal, a do tego czuję się ROZWALONY tym, że dorośli i często teoretycznie inteligentni ludzie potrafią mieć tak kretyńskie, zdawałoby się w oczywisty sposób GŁUPIE spojrzenie na kobiety.

Poglądy tych ludzi można z grubsza sprowadzić do dwóch punktów:

1. Przekonanie, że większość, albo co gorsza wszystkie kobiety są WARTOŚCIOWE i godne szacunku, cnotliwe, wierne, uduchowione, dobre, itd itp. Jest to generalnie spojrzenie IDEALIZUJĄCE kobiety - czasami wszystkie, a czasami część z nich - w tym przypadku występuje wiara w podział na "dobre" i "złe" kobiety, przy idealizowaniu tych pierwszych.

Na czym polega to idealizowanie? Przykładowo:

1.1 Na wierze w to, że kobiety są WIERNE i nie zdradzają swoich facetów. Najbardziej skrajny, prawdziwie "kosmiczny" przypadek, to znany mi facet, według którego kobiety jako takie rzekomo nie zdradzają - jego zdaniem one po prostu tego nie robią, tylko przez zejściem się z nowym facetem najpierw kończą stary związek. Oczywiście jest to MEGA GŁUPOTA i nawet osoby nie będące wcale dobre czy doświadczone z kobietami słysząc o tym łapią się za głowę, bo każdy wie, że kobiety przynajmniej czasami zdradzają, chyba każdy przynajmniej słyszał o takiej sytuacji, nawet jeżeli w niej nie uczestniczył. A jednak jest taki facet, znam go i co ciekawe on ma wyższe wykształcenie i radzi sobie całkiem dobrze w życiu. Przy czym ten gość to ekstremum, natomiast jest wielu takich facetów, którzy co prawda wiedzą, że kobiety zdradzają, ale wydaje im się, że to jest jakiś margines, rzadkie przypadki, może głównie kobiety z nizin społecznych, itd itp.

1.2 Na wierze, że kobiety NIE SĄ ŁATWE. To coś trochę innego pod poprzedniego podpunktu, bo tutaj chodzi także o kobiety samotne. Tacy faceci MOCNO wyolbrzymiają to ile trzeba, aby kobieta poszła z facetem do łóżka. Oni potrafią np. myśleć, że większość kobiet idzie do łóżka z facetem po co najmniej pół roku chodzenia i to "oczywiście" tylko w ramach zawierania nowego związku - a seks po 3 miesiącach to już "całkiem szybko".

1.3 Na wierze w to, że kobiety interesują się "wyższymi" przymiotami faceta, takimi jak inteligencja czy ciekawa/dobra osobowość, a nie "przyziemnymi", takimi jak wygląd czy zamożność.


2. Przekonanie, że mężczyzna ma ABSOLUTNY OBOWIĄZEK "Szanować Kobiety". Pod czym kryją się takie rzeczy, jak np.:

2.1 Przekonanie, że facet ABSOLUTNIE NIE MOŻE dążyć "zbyt szybko" do seksu, bo to OBRAŻA kobietę i pokazuje jej, że facet jest jakiegoś rodzaju prymitywnym wieprzem, itd itp. Problem w tym, że dla tych facetów "zbyt szybko" może oznaczać kilka miesięcy - oczywiście jest wyraźny związek pomiędzy tym podpunktem, a wcześniejszym podpunktem 1.2.

2.2 Przekonanie, że facet ABSOLUTNIE MUSI być względem kobiety szczery. Problem w tym, że kobiety generalnie sporo kłamią i coś takiego oznacza często jednostronne frajerstwo, a nie obustronną uczciwość.

2.3 Przekonanie, że facet ABSOLUTNIE MUSI być względem kobiety wierny. Jest z tym problem jak w poprzednim punkcie - to często jest jednostronne frajerstwo, a nie obustronna wierność.

Podkreślam to "ABSOLUTNIE", bo chodzi mi tutaj o naprawdę ostre przypadki, o ludzi którzy czują silne OBURZENIE na myśl o tym, że są jacyś faceci myślący, albo co gorsza postępujący inaczej.

Swoją droga, powyższe podpunkty to przykłady, a nie pełne wyliczenie wszystkiego - spotkałem się np. z facetem oburzającym się na to, że kobiety połykające spermę podczas seksu oralnego "nie szanują się" i że ich faceci nie powinni im na to pozwalać, bo pozwalając im na to oni tych kobiet "nie szanują". Tak, to autentyk i to był inny idiota, niż ten od tego "kobiety nie zdradzają".

Teraz dla większej przejrzystości dokonam "kompresji" powyższych dwóch punktów do bardziej uproszczonej formy:

1. Kobiety są WARTOŚCIOWE.

2. Facet ma OBOWIĄZEK "SZANOWAĆ KOBIETY".


Faceci "Lamusy" o takich przekonaniach stanowią doskonały, bo jaskrawy przykład tego, jak wygląda patologia, nieogarnięcie psychicznie w stosunkach z kobietami. I przydatność tego przykładu wykracza poza prosty, oczywisty przekaz "Nie bądź taki!", ponieważ:

1. "Lamus" jest PRZECIWIEŃSTWEM faceta ogarniętego z kobietami - a opisanie obu jako przeciwnych biegunów daje bardziej przystępne zobrazowanie mentalności tego drugiego niż opisanie tylko jej samej.

2. Przeciętny facet, czyli tak naprawdę facet "o przeciętnym stopniu nieogarnięcia", jest POMIĘDZY "Lamusem" i facetem ogarniętym. I spojrzenie na oba przeciwstawne bieguny może mu ułatwić zrozumienie tego, jak patologie które są obecne u "Lamusa" w silnej formie, są też obecne u niego, ale w trudniejszej do zauważenia formie umiarkowanej.

We wcześniejszej części artykułu umieściłem skrajnie skrótowy opis przekonań faceta ogarniętego:

KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA.

Czyli kobieta jest tutaj w pierwszej kolejności OBIEKTEM SEKSUALNYM.

A teraz powtórzę to, jak nieco wcześniej scharakteryzowałem poglądy "LAMUSA":

1. Kobiety są WARTOŚCIOWE.

2. Facet ma OBOWIĄZEK "SZANOWAĆ KOBIETY".

Jak to streścić w skrajnie skrótowej formie?

KOBIETA JEST PO TO, ABY JĄ SZANOWAĆ

(a w domyśle: I TO JEST WAŻNIEJSZE OD JEJ RUCHANIA)

Czyli kobieta jest tutaj w pierwszej kolejności OBIEKTEM SZACUNKU.


Komuś może się wydawać, że przesadzam, albo może w ogóle uważać, że piszę coś dziwnego. Otóż nie, NIE przesadzam. Natomiast to co piszę może brzmieć dziwnie, ale to dlatego, że piszę o PATOLOGICZNYCH rzeczach, o rodzaju mentalności który przy bliższym przyjrzeniu się jest właśnie dziwny i irracjonalny.

Wyobraźmy sobie, że stawiamy takiego "Lamusa" w sytuacji potencjalnie uwodzeniowej, czyli np. w klubie lub na ulicy, gdzie są jakieś atrakcyjne kobiety.

Skrajny Lamus w takiej sytuacji najprawdopodobniej nie będzie nawet specjalnie zestresowany - bo nie będzie ani przez moment rozważał na poważnie możliwości podejścia. W jego obrazie świata, podejście, uwiedzenie i zaruchanie laski jest czymś NIEMOŻLIWYM, więc ta wizja go nawet nie stresuje, bo nie rozważa jej poważnie. Według jego przekonań, kobiety, albo przynajmniej większość kobiet, zachowuje się "na poziomie" i rozmawia z nieznajomymi facetami poznanymi np. w klubie, a tym bardziej nie daje im się ruchać. I według tego modelu świata, podejście do laski nie prowadzi do seksu, jest za to "nękaniem" laski, która pewnie poczułaby się urażona tym, że "zaczepia" ją nieznajomy mężczyzna, który tym samym traktuje ją "bez szacunku".

Zjawisko opisane powyżej to SKRAJNA FORMA SZACUNKU DO KOBIET - szacunek do kobiet tak silny, że "wypycha" jakąkolwiek możliwość zaruchania poza granice tego, co jest postrzegane jako możliwe. Pomyślcie o tym w kontekście tego "KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA" u faceta ogarniętego - tutaj w pewien sposób mamy tego TOTALNĄ ODWROTNOŚĆ, czyli punkt widzenia, według którego w danej sytuacji kobieta TOTALNIE NIE JEST DO RUCHANIA, bo szanse na jej zaruchanie są ZEROWE.

A teraz wyobraźmy sobie nieco mniej nieogarniętego faceta, bardziej przeciętnego faceta. Takiego który będąc w sytuacji potencjalnie uwodzeniowej, w sytuacji w której mógłby podejść do atrakcyjnej kobiety, jak najbardziej rozważa możliwość podejścia, ale ma OPORY, odczuwa STRACH, itd itp, więc w końcu nie podchodzi.

Pytanie: przed czym dokładnie odczuwa on ten strach, czego dokładnie się boi?

Czy boi się braku seksu? Czy boi się tego, że nie zdobędzie tej kobiety, że jej nie zarucha? NIE. Gdyby faceci bali się braku seksu, tego że nie zaruchają laski, to każdy facet by podchodził, a ten strach motywowałby do podejścia, nie przed nim powstrzymywał - bo przeciez każdy idiota wie, że brak podejścia oznacza zerowe szanse na zaruchanie, a podejście może dawać jakieś szanse. Tak się jednak oczywiście nie dzieje - bo faceci boją nie tego, że nie zaruchają laski, ale czegoś zupełnie innego.

A czego się boją?

Boją się NEGATYWNEJ REAKCJI ZE STRONY LASKI. Boją się jej skrzywionej miny, spojrzenia pełnego pogardy. Mają poczucie, że ich podejście, jako coś przynajmniej teoretycznie mającego na celu zaruchanie laski, jest czymś "niewłaściwym", czymś mało stosownym, że może to stanowić "nękanie" albo "obrazę" kobiety. Wielu facetów nie zdaje sobie z tego sprawy, ale mają na poziomie głębokim takie przekonanie, że do kobieta to "księżniczka" czy "królowa", której nie wolno"zaczepiać" w celu jej wyruchania, bo jest to "niestosowne" zachowanie, które "uraża jej godność".

Tyczy się to także (uzasadnionych lub nie) wątpliwości odnośnie tego, czy atuty faceta, takie jak np. wygląd, wyluzowanie czy umiejętność prowadzenia rozmowy, są wystarczające. Wielu facetów dostrzega tylko same wątpliwości, a nie dostrzega tego, że najczęściej towarzyszy temu przekonanie, że kobiecie NALEŻY się, aby facet próbujący ją wyruchać spełniał jakieś (wygórowane) standardy. Mam tu na myśli poczucie, że oni mają OBOWIĄZEK spełniać wysokie standardy próbując ją wyruchać, bo inaczej jest to jakiegoś rodzaju "obraza majestatu królowej", za którą "królowa" niechybnie zmiażdży bezczelnego śmiałka pełnym pogardy i potępienia spojrzeniem.

Powyższe zjawisko STANOWI FORMĘ SZACUNKU DO KOBIET, bo opiera się na (głębokim) postrzeganiu kobiety jako "księżniczki" czy "królowej", której NIE WOLNO "urazić", NIE WOLNO dążyć do jej szybkiego wyruchania, NIE WOLNO uwodzić niespełniając wysokich standardów. A skrzywiona mina, pogardliwe spojrzenie ze strony "księżniczki/królowej" to potężna KATASTROFA, której potencjalnego wystąpienia należy unikać nawet za cenę wyrzeczenia się jakichkolwiek szans na zaruchanie tej kobiety.


A jak to wygląda u faceta ogarniętego?


Przypomnę to co napisałem wcześniej:

KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA.

1. Kobieta służy do ruchania, A WIĘC dążenie do jej zaruchania jest czymś normalnym, naturalnym, słusznym, oczywistym, itd itp.

2. Kobieta służy do ruchania, A NIE DO TEGO, aby się jakoś specjalnie przejmować tym co ona sobie o nas pomyśli, jak się poczuje, ani też tym, czy jesteśmy względem niej fair, itd itp.

Innymi słowy mówiąc, OGARNIĘTY FACET NIE MA SZACUNKU DO KOBIET.

Co więcej, brak szacunku do kobiet to tak naprawdę ESENCJA BYCIA PSYCHICZNIE OGARNIĘTYM.

Z tłumaczeniem tego często bywają problemy, bo wielu facetom to się po prostu nie mieści w głowie, jest to dla nich coś OBCEGO. I chodzi tutaj nie tylko o "Lamusów", ale także o wielu przeciętnych facetów (przeciętnie nieogarniętych).

Niektórzy faceci nie mogąc zrozumieć, zaakceptować tego co piszę starają się to interpretować w sposób zgodny z ich przekonaniami i wydaje im się, że mówiąc o braku szacunku, ja mam na myśli tylko to, aby nie stawiać laski na piedestale. NIE - gdyby chodziło tylko o to, to bym tak napisał. Stawianie lasek na piedestale jest oznaką bardzo silnego szacunku do kobiet i oczywiście jest to coś bardzo szkodliwego, natomiast mi chodzi o CAŁE zjawisko szacunku do kobiet - w sensie zarówno silnych, jak i umiarkowanych jego form.

Niektórym facetom wydaje się, że skoro nie mam szacunku do kobiet, to czuję do nich nienawiść. To jest bzdura - brak szacunku do kobiet to coś innego niż nienawiść do nich - te zjawiska mogą występować razem, ale wcale nie muszą. W moim przypadku kobiety są źródłem OGROMNEJ ilości przyjemności zarówno seksualnej, jak i emocjonalnej i dlatego rola kobiet w moim życiu jest ZDECYDOWANIE POZYTYWNA, co nie sprzyja nienawiści, bo ja osobiście nie mam za co się na kobietach mścić czy odgrywać. Natomiast widzę to jakie one są i jak inni faceci potrafią przez to dostawać po dupie, często z poważnymi konsekwencjami (depresja, porzucenie studiów, straty finansowe, alkoholizm, itd). Ja wiem doskonale, że kobiety odpowiednio traktowane są generalnie ŁATWE i PUSZCZALSKIE - ja osobiście nad tym nie lamentuję, tylko to WYKORZYSTUJĘ, czerpię z tego korzyści.

Niektórym facetom nie podoba się to co piszę, bo jest to ich zdaniem pozbawione zasad, psychopatyczne, toksyczne, itd itp. I tacy faceci z jednej strony mają o tyle rację, że moje uwodzenie faktycznie jest pozbawione zasad, a ja sam czasami nazywam je "psychopatycznym". Ale z drugiej strony postawa takich ludzi jest BARDZO MOCNO PORONIONA w kontekście samego uwodzenia.

Problem w tym, że moralność, obyczajowość, szacunek do kobiet, bycie "grzecznym chłopcem" to GŁÓWNE PRZYCZYNY BYCIA NIEOGARNIĘTYM PSYCHICZNIE Z KOBIETAMI.

Występuje tu taki paradoks, że osoby którym nie podoba się to co piszę, bo jest to sprzeczne z ich moralnością, są najczęściej dokładnie tymi osobami, u których w największym stopniu występują problemy o których piszę. I to ich (głębokie) wychowanie "broni się samo" zwalczając, potępiając sprzeczny ze sobą, inny punkt widzenia. Właśnie z tego względu ludzie nie uczą się, nie stają się w czymś lepsi wraz ze wzrostem doświadczenia życiowego - po prostu raz zainstalowany punkt widzenia "broni się", zwalczając zmianę.

Wiele, wiele osób zauważyło taką taką tendencję w kontekście reakcji na moje poglądy, że osoby ogarnięte, radzące sobie dobrze z kobietami praktycznie zawsze dobrze reagują na moje poglądy, natomiast sprzeciw, potępienie wychodzi praktycznie zawsze ze strony "lamusów", ludzi nieogarniętych, którzy albo mają problemy z kobietami, albo (przy dobrym wyglądzie, zamożności) ruchają dużo mniej niż by mogli. I oczywiście nie jest to żaden przypadek, tylko skutek tego, że pomiędzy spojrzeniem na świat, a byciem ogarniętym lub nieogarniętym z kobietami istnieje ścisły związek.

Wcześniej w obrębie tego cyklu artykułów pisałem o tym, że ludzie ogarnięci z kobietami to nie są "grzeczni chłopcy", tylko imprezowi "degeneraci moralni". Tacy ludzie nie odczuwają szacunku do kobiet, oni traktują je przedmiotowo, widzą w nich obiekty seksualne, dosłownie "dupy do ruchania". I chcę, aby było w tym kontekście rzeczą jasną, że to co piszę o braku szacunku do kobiet to nie jest jakaś teoria, jakiś sztuczny koncept - to jest opis bardzo rzeczywistego zjawiska, bardzo realnej różnicy pomiędzy takimi osobami, a przeciętnymi ludźmi.

Jeżeli mamy dwie osoby, które myślą/czują w środku siebie:

Osoba 1 - "Ooo fajna dupa, dobrze byłoby ją wyruchać. Zagadam - może da mi dupki. A jak nie da, to niech spierdala - poszukam innej".

Osoba 2 - "Ooo fajna laska, dobrze byłoby do niej podejść, może by coś z tego wyszło. Tylko co ona sobie o mnie pomyśli? Co jeżeli mnie wyśmieje? Co jeżeli nie będę wiedział jak pociągnąć tego dalej? Czuję się spięty - pewnie to po mnie widać... Co ona sobie o mnie pomyśli? (Itd Itp)".

No to sorry, na przestrzeni jednej imprezy może jeszcze być różnie, ale na przestrzeni powiedzmy roku jest chyba rzeczą jasną, że Osoba 1 zarucha WIELOKROTNIE więcej lasek (jeżeli wygląd, zamożność, inne cechy są na podobnym poziomie). Zarucha wielokrotnie więcej, zdobędzie wielokrotnie więcej doświadczenia i to przy mniejszym poziomie wysiłku/stresu. Taka osoba będzie miała więc dużo, dużo lepszy stosunek otrzymanej przyjemności względem poniesionych kosztów emocjonalnych, przeżytego dyskomfortu - a to zachęci ją jeszcze bardziej i pogłębi, utrwali jeszcze bardziej obraz świata pt. "laski sa do ruchania".

A Osoba 2? Najprawdopodobniej strasznie się namęczy, nastresuje, a zarucha WIELOKROTNIE mniej. I przez to wykształci/pogłębi się w niej obraz "uwodzenie jest trudne, ruchanie lasek jest trudne, mało osiągalne", co będzie tworzyło "barierę zniechęcenia" na drodze do dalszego działania i ruchania.

Część ludzi ma problem z tym, żeby w ogóle przyjąć powyższe do wiadomości - bo mają w sobie tak silny szacunek do kobiet, że w ich wizji świata jest to niemożliwe, bo według ich przekonań kobiety są w większości mądre i cnotliwe, "szanują sobie" i "nie sypiają z byle kim".

Wielu ludzi teoretycznie rozumie o czym piszę, widzi w tym sens, ale tylko na poziomie "powierzchownym", intelektualnym, natomiast nie przekłada się to za bardzo na poziom "głęboki", a podczas realnego działania wszystko odbywa się mniej więcej po staremu - nadal odzywa się szacunek do kobiet i stawianie kobiety w roli "księżniczki" oceniającej faceta. 

Część facetów ma z kolei taki problem, że nie są w stanie dostrzec różnicy pomiędzy swoimi "powierzchownymi", a "głębokimi" przekonaniami i błędnie im się wydaje, że patrzą oni na kobiety jako na obiekty seksualne, bez szacunku, podczas gdy w rzeczywistości jest tak tylko na "powierzchownym" poziomie, a na "głębokim" jak najbardziej mają szacunek do kobiet. Prostym i pewnym miernikiem tego jest to, co dzieje się u faceta PODCZAS AKCJI UWODZENIOWEJ - a nie to, co myśli sobie "na spokojnie" nie będąc w akcji.


CDN.