niedziela, 31 grudnia 2017

Psychika Uwodziciela, część 7


W tym artykule będę kontynuował omawianie bardzo ważnego tematu, jakim jest SZACUNEK DO KOBIET.

Tak jak pisałem wcześniej, Szacunek Do Kobiet i związany z nim obraz kobiet jest po pierwsze szkodliwy z praktycznego punktu widzenia, a po drugie jest to coś rozmijającego się z rzeczywistością, coś po prostu NIEPRAWDZIWEGO. Jest to zresztą tak naprawdę obraz moralizatorski typu "Jakie kobiety POWINNY być (według obyczajowości)", który jest fałszywie przedstawiany/postrzegany jako informacja "Jakie kobiety SĄ".

Tutaj chcę bardzo jasno zaznaczyć, że to NIE JEST tak, że brak szacunku do kobiet to jest jakiś tam subiektywny pogląd, a szacunek do kobiet to inny subiektywny pogląd, w jakiś sposób równoważny względem poprzedniego. Nie, tak NIE JEST.

W rzeczywistości:

I. Brak szacunku opiera się na ZNAJOMOŚCI kobiet - na WIEDZY o tym, jakie są kobiety.

II. Szacunek do kobiet opiera się na NIEZNAJOMOŚCI kobiet - na błędnej "ANTY-WIEDZY" i BRAKU WIEDZY o kobietach.

Przy czym:

1. Gdy piszę powyżej o "Anty-Wiedzy", to mam na myśli inny rodzaj Anty-Wiedzy, inny rodzaj NIEPRAWDZIWYCH INFORMACJI, niż w przypadku Anty-Wiedzy środowiska PUA, o których często wspominałem. Powyżej mam na myśli Anty-Wiedzę płynącą z mainstreamowej obyczajowości i moralności naszej kultury, naszego społeczeństwa.

2. Pisząc powyżej o Anty-Wiedzy, mam na myśli zarówno to, co wpaja bezpośrednia propaganda obyczajowa płynąca np. od rodziców, jak i własne błędne wnioski, wynikające z obserwacji, a także doświadczeń opartych o zachowanie kobiet działających w ramach "Gry Pozorów". Bo kobiety generalnie udają grzeczniejsze, lepsze, bardziej cnotliwe niż sa faktycznie - a wielu facetów bierze tę "Grę Pozorów" za prawdziwy stan rzeczy i wykształca się w ich przekonanie, że one faktycznie takie są - co jest błędnym wnioskiem, nieprawdziwą informacją, czyli właśnie "Anty-Wiedzą".

3. Pisząc o "Wiedzy" i "Braku Wiedzy", mam na myśli znajomość lub nieznajomość faktycznego stanu rzeczy, wykraczającego poza "Grę Pozorów". Wielu facetów tego nie rozumie o tyle, że mają jakieś doświadczenie z kobietami, ale jest to doświadczenie ograniczone w sensie "jakościowym". Czyli np. ktoś miał w życiu 5 lasek, z których każda przespała się z nim po co najmniej miesiącu chodzenia ze sobą - taki facet może mieć obraz stosunków z kobietami ograniczony do jego własnych doświadczeń i może mu się nie mieścić w głowie np. to, że jest możliwe wyruchanie laski tego samego dnia, w którym się ją poznało.


W tym i kolejnych artykułach chciałbym omówić wiele różnych aspektów, wiele różnych kwestii odnośnie których ludzie dotknięci szacunkiem do kobiet mają błędne, rozmijające się z rzeczywistością wyobrażenia, chore myślenie, itd itp.


Poczucie, że kobieta to ktoś LEPSZY, ktoś stojący WYŻEJ od mężczyzny. Ktoś kogo mężczyzna "MUSI SZANOWAĆ", ktoś kogo pod żadnym pozorem nie wolno w żaden sposób urazić.

To jest w oczywisty sposób KWINTESENCJA SZACUNKU DO KOBIET.

Faceci dotknięci Szacunkiem Do Kobiet mają większe czy mniejsze poczucie, że kobieta to jakiegoś rodzaju "Dama", "Księżniczka", czy też "Królowa", która w jakiś sposób jest LEPSZA od nich i którą MUSZĄ SZANOWAĆ, a której urażenie oznaczałoby jakiegoś rodzaju katastrofę.

Kiedyś pisałem o tym, że tak silny u wielu facetów lęk przed podejściem jest tak naprawdę lękiem przed pełnym pogardy spojrzeniem kobiety. Tak naprawdę boją się oni skrzywionej miny Damy/Księżniczki/Królowej i potępiającego ich spojrzenia mówiącego "Ty Robaku! Jak śmiesz do mnie podchodzić!". I to świetnie obrazuje zjawisko o którym tutaj piszę - dla wielu facetów skrzywione spojrzenie ze strony kobiety jest emocjonalnie tak wielką katastrofą, tak wielkim "big deal", że wolą nie podejść i zrezygnować z jakichkolwiek szans na zaruchanie kobiety, byle by tylko uniknąć ryzyka wystąpienia tej "katastrofy".

Co tu dużo mówić - to jest coś ABSURDALNEGO. Lecz pomimo tego to zjawisko niszczy życie seksualne, szkodzi milionom mężczyzn w samej Polsce.

W rzeczywistości bycie kobietą nijak nie czyni danej osoby wyjątkową, czy też w jakiś sposób "lepszą".

Mniej więcej połowa populacji Polski to kobiety - a według statystyk, nawet trochę więcej niż połowa. Więc jakim cudem bycie kobietą miałoby czynić ją w jakikolwiek sposób wyjątkową?

To samo tyczy się bycia "lepszą" - mamy w Polsce miliony kobiet, różnych kobiet, ładnych i brzydkich, inteligentnych i głupich, bogatych i biednych. Są kobiety alkoholiczki, są prostytutki, są osiedlowe dresiary/szlauchy - czy one też są "lepsze"? Bo kobietami sa zdecydowanie. A co np. z laskami pracującymi na kasie w supermarkecie? Albo z kobietami, które są zwyczajnie GŁUPIE, mało rozgarnięte? Czy one też są "lepsze"? A co z przeciętnymi kobietami - czy przeciętna, zwyczajna kobieta jest "lepsza"? Jakim cudem, skoro jest właśnie przeciętna, zwyczajna?

Wielu facetów ma szczególny problem z Szacunkiem w stosunku do kobiet atrakcyjnych fizycznie. Ale co zmienia to, że kobieta dobrze wygląda? W kontekście "wyjątkowości", w żaden sposób nie czyni to ją wyjątkową - kobiety atrakcyjne, czy też nawet bardzo atrakcyjne fizycznie, to po prostu jakiś odsetek populacji, co w odniesieniu do milionów kobiet oznacza, że takich kobiet jest naprawdę dużo.

To samo tyczy się bycia "lepszą" - są atrakcyjne alkoholiczki, atrakcyjne prostytutki, seksowne osiedlowe dresiary/szlauchy. Czy on też są "lepsze"? Albo ładne laski na kasie w supermarkecie? Co z atrakcyjnymi kobietami, które są GŁUPIE, TĘPE? Czy one też są "lepsze"? A co z laskami, które są ładne, ale tak po za tym są całkowicie przeciętne, zwyczajne? Czy ładna laska, która w sensie osobowości i inteligencji prezentuje sobą przeciętność, jest w jakiś sposób "lepsza"?


To oczywiście bez sensu - tyle, że cały Szacunek Do Kobiet nie opiera się na logice i na rozsądku, tylko na wbitych "na pałę" uwarunkowaniach obyczajowych, wpojonych za pomocą propagandy i prania mózgu, w dużej mierze dokonanego gdy facet był jeszcze dzieckiem i nastolatkiem, gdy jego umysł był szczególnie podatny na kształtowanie. Odczuwanie Szacunku Do Kobiet to kwestia zewnętrznego uwarunkowania, bycia "dobrze wytresowanym pieskiem", ofiarą indoktrynacji - z logicznym myśleniem nie ma to nic wspólnego, logiczne myślenie kieruje ludzi w zupełnie innym kierunku.


Szacunek Do Kobiet jest czymś żałosnym, komicznym, jeżeli zestawi się to z tym, jak wygląda życie seksualne kobiet, szczególnie tych atrakcyjnych i/lub wiele imprezujących.

Kobieta po 20-ce ma z reguły na koncie kilku partnerów seksualnych. Tych partnerów jest przypuszczalnie trochę więcej, gdy jest atrakcyjna - bo takie laski częściej zwracają na siebie uwagę i stają "celem ataku" facetów dobrych z kobietami, w tym także "zawodowych ruchaczy" mojego pokroju. Podobnie jest z imprezami - jedna rzecz, że sprzyja to poznawaniu ludzi, a alkohol ośmiela facetów i czyni laskę łatwiejszą. Druga rzecz, że większość facetów dobrych z kobietami to imprezowicze, a jeżeli imprezująca laska jest ładna, to na przestrzeni lat mogło ją ruchać wielu "cwaniaków" jak ja - i taka kobieta może mieć na liczniku nie kilku, a np. kilkunastu facetów.

Ale załóżmy umiarkowany wariant, w którym mamy atrakcyjną laskę, która miała 5 partnerów seksualnych. Może np. miała 2 stałych, długoterminowych chłopaków, a 3 razy została "bez-związkowo" zaliczona przez jakichś gości mniej czy bardziej dobrych z kobietami.

Tylko co tak naprawdę oznacza to, że laska miała 5 partnerów seksualnych? To oznacza, że miała w sobie fizycznie penisy 5 facetów. I o ile różne laski robią z różnymi facetami różne rzeczy, o tyle możemy podejrzewać, że mogła np. lizać ich jajka, połykać ich spermę, być klasycznie penetrowana z gumką i bez.

Tę laskę miało, spuszczało się w nią 5 facetów. Jaki sens w tym momencie ma postrzeganie jej jako kogoś "wyjątkowego", czy też "drogocennego" jak jakiś klejnot? Przecież to normalna laska, którą normalnie wyruchało kilku normalnych facetów.

Ta laska miała w ustach penisy i spermę 5 facetów. Czy ona jest w jakiś sposób, nie wiem, "lepsza" od facetów, lepsza od nich lub od Ciebie? Czy była od nich lepsza w momencie, w którym miała właśnie w ustach ich nasienie? Albo może była wtedy lepsza od Ciebie?

Czy ona była "księżniczką" lub "królową", gdy wystawiała pupę, albo rozchylała nogi w celu zostania wyruchaną, co swoją drogą pewnie nieraz miało miejsce wtedy, gdy oboje byli pod wpływem alkoholu?


Wielu facetów dotkniętych Szacunkiem Do Kobiet uznaje powyższą narrację za coś nagannego, "uwłaczającego godności kobiet", godnego potępienia, odrażającego, itd itp.

Problem w tym, że przedstawiony przeze mnie obraz jest PRAWDZIWY. Bo kobiety po prostu robią takie rzeczy.

Ale na tym właśnie polega Szacunek Do Kobiet, że ludziom jest wciskany do głowy nieprawdziwy, propagandowy obraz wynikający nie z obserwacji rzeczywistości, tylko z obyczajowości i tego jak według tej obyczajowości "powinno być". I ten obraz "jak powinno być według obyczajowości" jest fałszywie przedstawiany jako obraz "jak jest".

A potem gdy taka osoba spotyka się z PRAWDZIWYMI informacjami, takimi które faktycznie mówią "jak jest", to dochodzi do "ZDERZENIA", konfliktu dwóch światopoglądów i pojawia się dyskomfot, dysonans poznawczy, co często kończy się tak, że taka osoba wmawia sobie, że te nowe (prawdziwe) informacje są w jakiś sposób nieprawdziwe, przesadzone, itd itp. Albo w ogóle wpada w emocje, oburzenie, a nawet agresję, dzięki czemu tak naprawdę unika merytorycznej konfrontacji z tym, co tej osoby jest niewygodne. Właśnie dlatego Szacunek Do Kobiet potrafi utrzymywać się w ludziach i nie znikać w konfrontacji z doświadczeniami życiowymi, które go podważają (a tych jest tak naprawdę wiele) - występuje właśnie taki "mechanizm obronny", który polega na odrzucaniu informacji sprzecznych z dotychczasowym, mocno ugruntowanym w danym człowieku, "zabetonowanym" światopoglądem. Generalnie jest zresztą tak, że ludziom wydaje się, że myślą racjonalnie, co często nie jest prawdą, bo w rzeczywistości ich sposob myślenia często polega na "filtrowaniu" nowych informacji przez pryzmat zgodności z ich już ugruntowanym światopoglądem.

Przy czym jeżeli ktoś całkowicie odrzuca, całkowicie potępia obraz kobiet jaki wcześniej przedstawiłem, to jest raczej "ciężkim przypadkiem". A są też przypadki bardziej umiarkowane, a przez to mniej oczywiste. Mam tu na myśli facetów, którzy niby wiedzą o tym co napisałem, niby to rozumieją, ale jednak nie do końca. Bardzo często facet w jakimś ogólnym, abstrakcyjnym sensie rozumie, że laski się ruchają, ale gdy widzi w swoim życiu określoną, konkretną laską, to jakoś to do niego nie dociera i wydaje mu się, że "ona jest INNA, ona taka nie jest, ona siebie szanuje". To się najczęściej dodatkowo pogarsza, jeżeli laska ma miłą twarz, jest inteligentna i ładnie, schludnie ubrana.

Ale nawet jeżeli facet wie, że to co opisałem jest prawdziwe w przypadku zdecydowanej większości lasek, i że dana, konkretna laska którą właśnie widzi w swoim życiu, najprawdopodobniej jest właśnie taka, to pozostaje jeszcze niezwykle istotna kwestia przyswojenia sobie tego na GŁĘBOKIM, a nie jedynie na powierzchownym poziomie. Chodzi tu zasadniczo o to, czy facet widząc atrakcyjną kobietę CZUJE, że to jest najprawdopodobniej zwyczajna laska, która normalnie rucha się z facetami, czy też jedynie tak MYŚLI, a czuje zgodnie z Szacunkiem Do Kobiet, że to jest jakaś księżniczka, dama która "się szanuje" i reprezentuje sobą nie wiadomo co, jest nie wiadomo kim.


We wcześniejszej części artykułu napisałem coś takiego:

"Brak szacunku opiera się na ZNAJOMOŚCI kobiet - na WIEDZY o tym, jakie są kobiety."


W ogromnym uproszczeniu, ten cały brak szacunku, to całe ogarnięcie psychiczne polega zasadniczo na tym, aby postrzegać kobiety W SPOSÓB ZGODNY Z RZECZYWISTOŚCIĄ.

Czyli jeżeli mamy taką normalną laskę, która w normalny sposób rucha się z normalnymi facetami, to zasadniczo chodzi tu o to, aby postrzegać ją we właśnie taki, ZGODNY Z RZECZYWISTOŚCIĄ sposób.

W bardzo minimalistycznym sensie chodzi o coś takiego:

Ona jest normalną laską - i należy ją postrzegać jako normalną laskę.

To zasadniczo jest czymś bardzo, bardzo PROSTYM. Oczywiście zdecydowana większość facetów sobie z tym nie radzi, bo CZUJE coś innego, ze względu na sprzeczne z tym uwarunkowania na poziomie głębokim - ale od strony FAKTÓW jest to coś naprawdę prostego.



Szacunek Do Kobiet w kontekście bycia (nie)atrakcyjnym w oczach kobiet.


Poczucie, że kobieta jest "WYJĄTKOWA", "WAŻNA" czy "LEPSZA" jest oczywiście NIESAMOWICIE SZKODLIWE z praktycznego punktu widzenia, bo generuje ono Opory, wywołuje stres i blokady - trudno, żeby ktoś ktoś był wyluzowany i czuł się swobodnie, próbując wyruchać kobietę w sytuacji, w której w jakimś, mniejszym czy większym stopniu, czuje się on przy niej jak "poddany" przy "królowej", która może go "zmiażdżyć" pogardliwym spojrzeniem.

Jest to coś na wiele sposobów niekompatybilnego, rozmijającego się z tym, jakiego typu faceci podobają się kobietom:

1. Kobietom podobają się faceci wyluzowani (potocznie, nieprecyzyjnie: "pewni siebie"). Tutaj jest jest jaskrawa niekompatybilność, o której pisałem powyżej. Bo facet który stresuje się przy "królowej" z powodu żywionego do niej Szacunku wypada w jej oczach gorzej, jest dla niej mniej atrakcyjny.

2. Kobietom podobają się faceci konkretni, którzy mają ogarnięte życie, itd. A facet z Szacunkiem Do Kobiet na różne sposoby (także poprzez "energię") pokazuje/sugeruje, że jest w jakimś stopniu LESZCZEM, a nie konkretnym facetem.

3. Kobiety generalnie lubią drani. A facet z Szacunkiem to w gruncie rzeczy "grzeczny chłopiec mamusi", który nadal żyje wpojoną mu kiedyś obyczajowością. A laski raczej nie lubią takiej "energii", takiego "klimatu" u faceta.

4. Kobiety lubią facetów "ze swojej ligi". (Niekoniecznie w sensie wyglądu - dla bardzo wielu mocno atrakcyjnych lasek facetami "z ich ligi" są faceci którzy są bogaci, a najlepiej bogaci i sławni.) A tak się składa, że postrzeganie kobiety jako "ważniejszej" czy "lepszej" w praktyce wcześniej czy później przekłada się na dany lasce komunikat "nie jestem z Twojej ligi, jestem poniżej Ciebie, a danie mi dupy byłoby z Twojej strony frajerstwem".


Nie chcę tutaj przesadzić, bo faceci z Szacunkiem potrafią jak najbardziej podobać się kobietom, jeżeli np. mają dobry wygląd, ale generalnie jest tak, że Szacunek Do Kobiet OBNIŻA ATRAKCYJNOŚĆ.

To nie jest żaden "magiczny efekt", inne czynniki nadal się liczą i model z Szacunkiem nadal będzie dużo bardziej atrakcyjny niż brzydki kartofel bez Szacunku. Ale jeżeli mówimy o facetach o tym samym poziomie atrakcyjności płynącej z innych czynników, to facet bez Szacunku będzie z reguły bardziej atrakcyjny, a facet z Szacunkiem mniej.

Swoją drogą, kobiety często nie tylko mówią, ale także MYŚLĄ, że chcą facetów którzy będą je szanować, facetów dla których będą najważniejsze, itd itp. Ale W PRAKTYCE wygląda to oczywiście tak, że kobietom bardziej podobają się faceci pozbawieni Szacunku, którzy w jakimś sensie mają je w dupie.

Co więcej, bardzo często, pewnie prawie zawsze jest tak, że kobieta która mówi o tym, że facet powinien szanować kobiety, "mieć zasady", itd itp, JUŻ dała dupy jakiemuś "draniowi", który jest w jakiejś mierze zaprzeczeniem tego, o czym ona mówi.

Ogólnie można powiedzieć, że Szacunek Do Kobiet prowadzi faceta w kierunku rozmijającym się z tym, co faktycznie się podoba, co faktycznie jest atrakcyjne dla kobiet.


Szacunek Do Kobiet w kontekście potrzeb typu BDSM występujących u wielu kobiet.

Dla mnie osobiście najbardziej śmieszne/żenujące/groteskowe w kontekście tego postrzegania kobiet jako "Królowych" czy "Księżniczek" jest to, jak wiele kobiet pragnie zostania zdominowanymi, zeszmaconymi, sponiewieranymi przez mężczyznę.

Najlepszym zobrazowaniem tego jest ogromna popularność książki Pięćdziesiąt twarzy Greya” - ta powieść w klimacie BDSM jest tak popularna wśród kobiet dokładnie dlatego, że rezonuje ona z ich pragnieniami. A gdyby ktoś nie wiedział o co chodzi, to w tej książce główna bohaterka jest generalnie wiązana, biczowana i kontrolowana przez swojego ukochanego - i chodzi o to, że ciągoty w tym kierunku są obecne u bardzo dużej ilości kobiet.

Ja sam lubię dominować, szmacić, poniewierać laski - to co robię można nazwać "lekkim BDSM", bo nie potrzebuję "zaawansowanych" rekwizytów, zadaję niewielką ilość bólu, a sednem tej zabawy jest jak dla mnie nie strona fizyczna, a strona psychiczna - odpowiednia relacja pomiędzy mną i kobietą, w której kobieta jest moją niewolnicą, suką, własnością, ofiarą, itd itp.

Z racji mojej "kariery uwodzeniowej" i tego, że ruchałem setki kobiet, to przetestowałem moje skłonności na wielu z nich - nie na wszystkich, ale na wielu. Przy czym na początku, gdy zacząłem dostrzegać u siebie tego typu skłonności, co miało miejsce mniej więcej na przełomie liceum i studiów, to czułem się nieco "wykolejony", a może nawet "zboczony" i myślałem, że jeżeli miałbym to jakoś zrealizować, to będę musiał znaleźć do tego podobnie "wykolejoną" laskę, która być może będzie w jakiś sposób dziwna, "inna", itd itp. Ale zacząłem delikatnie sondować laski (bardziej czynami niż słowami) i okazało się, że zadziwiająco wiele z nich podniecają takie rzeczy. Nie w takim sensie, że już próbowały i już wiedzą, że to lubią - w takim, że nie próbowały, ale odkrywają, że im to odpowiada. Nasłuchałem się w tym kontekście tekstów typu: "tyle się przy Tobie o sobie nauczyłam", itd, itp. I to dało mi dużo do myślenia w kontekście tego, jakie naprawdę są kobiety.

Przy czym tutaj muszę zaznaczyć, że ja wtedy byłem już bardzo dobry w uwodzeniu i być może to jest tak, że nie tyle one są tak super otwarte na elementy BDSM, co po prostu ja jestem dobry w "urabianiu" ich w tym kierunku - bo w sumie jest to też pewien rodzaj uwodzenia. Jest wysoce prawdopodobne, że tak właśnie jest, lecz niemniej jednak w dalszym ciągu oznacza to, że taki element występuje w psychice wielu, moim zdaniem większości kobiet - nawet jeżeli wymaga to sprawnego "wyciągnięcia" na zewnątrz.

I tutaj nasuwa się pytanie: Na ile kobiety faktycznie pragną Szacunku, a na ile pragną czegoś dokładnie ODWROTNEGO? Nie na poziomie powierzchownym ich psychiki, nawet nie na poziomie głębokim w sensie długoletnich i w dużej mierze podświadomych uwarunkowań płynących z doświadczeń życiowych (w tym szczególnie dzieciństwa). Ja zastanawiam się na tym, czy przypadkiem kobiety nie pragną czegoś odwrotnego względem Szacunku na poziomie powiedzmy "hormonalno-seksualno-biologicznym", który nie jest wykształcony w wyniku doświadczeń życiowych, tylko zakodowany genetycznie. Bo o ile teraz są laski, które się po prostu naczytały modne "„Pięćdziesiąt twarzy Greya” i z tego powodu wydaje im się to "cool", to kiedy zaczynałem robić takie rzeczy w okolicach początku lat 2000-nych, to czegoś takiego w masowej kulturze nie było, ale było to obecne w psychice wielu kobiet.



Gdy wprowadzałem do relacji elementy tego "szmacenia", czy też "lekkiego BDSM", to spotykałem się z różnymi reakcjami. Do części kobiet to niespecjalnie trafiało i sprawa zatrzymywała się na trochę ostrzejszym seksie. Ale do wielu, do WIĘKSZOŚCI, trafiało to dobrze, albo bardzo dobrze. I było w tym coś takiego, że oczywiście czyniło to seks przyjemniejszym, ale nie na zasadzie jakiejś "powierzchownej" zabawy seksualnej, tylko na zasadzie czegoś autentycznie GŁĘBOKIEGO. Trudno to przekazać, ale te praktyki tak jakby otwierały inny poziom seksualności kobiety, czyniąc seks "czymś więcej" relatywnie względem normalnego seksu, naszą relację "czymś więcej" względem normalnej relacji, a mnie "kimś więcej" względem normalnego faceta (i to w obrębie tych, z którymi laska spała).

Duża część tego zjawiska przejawia się niewerbalnie, przez to jak kobieta dotyka, jak się bzyka, jakie ma spojrzenie, minę, ton głosu, itd. I to są bardzo fajne sprawy, ale ciężko byłoby to wiernie przekazać w tekście. Np. gdy kobieta patrzy się na Ciebie wzrokiem, w którym widać uwielbienie, oddanie, uległość, całkowite poddanie się, wzrokiem który zdaje się mówić "Ty jesteś moim Panem, a ja Twoją posłuszną niewolnicą". Kobieta potrafi mieć wtedy "odmienione" oczy, które wyglądają tak, jakby była pod wpływem jakichś narkotyków. Zmienia się też głos, który jest inny, taki autentyczny, jakby wzruszony, jednocześnie wyciszony i szczęśliwy.

Kobiety wyrażają to też słowami, aczkolwiek zacytowanie samych słów nie oddaje w pełni tej atmosfery:

- "Nie wiedziałam, że może mi być tak dobrze"

- "Jaką ja jestem uległą suką" (wypowiedziane z zadowoleniem)

- "Jestem Twoją posłuszną suką"

- "Chcę być Ci już zawsze posłuszna"

- "Ty jesteś taki niesamowicie męski..."

- "Rób ze mną co chcesz"

- "Ty jesteś zupełnie inny niż inni faceci" (z podziwem, uwielbieniem)

I tego typu rzeczy są mówione przez kobietę w sytuacji, w której ja ją zeszmaciłem, sponiewierałem, upokorzyłem, pokazałem jej, że widzę jej miejscu u moich stóp. Może się to wydawać absurdalne, pozbawione sensu i logiki - ale tak to wygląda.

1. Ja ją PONIŻYŁEM i jestem za to przez nią NAGRADZANY.

2. Ja ją PONIŻYŁEM i jestem za to przez nią WYWYŻSZANY.

3. Ja okazałem jej SKRAJNY BRAK SZACUNKU, a ona w zamian za to okazuje mi SKRAJNIE WYSOKI SZACUNEK.

Co nam to mówi o tym, jak funkcjonuje psychika tych (wielu) kobiet?

Powyżej opisuję łóżkowe sytuacje typu lekkiego BDSM, ale czy przypadkiem w jakimś stopniu nie ma podobnej zależności w całości relacji pomiędzy kobietami i mężczyznami?

Jak wiecie, ja generalnie nie mam Szacunku Do Kobiet i uważam to za coś szkodliwego, patologicznego. I jak na tym całościowo wychodzę?

1. Ja mam BRAK SZACUNKU DO KOBIET i jestem za to w życiu NAGRADZANY.

Miałem i mam w życiu ogromną ilość, setki atrakcyjnych i bardzo atrakcyjnych kobiet. Dostaję od nich seks, czułość, bliskość emocjonalną, itd itp.

2. Ja mam BRAK SZACUNKU DO KOBIET, a jestem w kontekście kobiet WYWYŻSZANY.

Kobiety na wiele sposób pokazują mi, że wysoko mnie cenią, że jestem w ich oczach kimś atrakcyjnym, kimś ważnym, kimś więcej niż inni faceci.

Inna sprawa, też związana z "wywyższaniem" mojej osoby, to sytuacje, w których idę gdzieś z moją "stałą" laską, z którą spotykam się dłuższy okres czasu. To jest zawsze laska 9/10, typ "najlepsza laska w klubie", bo o ile mogę ruchać 7 i 8, o tyle nie chce mi się się z nimi dłużej spotykać. I gdy idę z taką laską 9/10 po ulicy, gdy jesteśmy w restauracji, itd, to spada na nas lawina pożądliwych męskich spojrzeń. Kobieta u mojego boku jest dla nich NIEOSIĄGALNYM MARZENIEM, czymś czego bardzo pragną, ale nie mogą mieć. I może ja jestem płytkim człowiekiem, ok, ale to sprawia mi przyjemność, czuję się ZWYCIĘZCĄ, czuję, że jestem PONAD innymi facetami.


3. Ja mam BRAK SZACUNKU DO KOBIET, a dostaję od kobiet DUŻO SZACUNKU.

Kobiety, znajome i nieznajome, generalnie traktują mnie z szacunkiem. To wynika z różnych czynników, w tym chociażby z tego jak się ubieram, ale po części jest to też wpływ mojej komunikacji niewerbalnej, mojej "energii" - laski w jakimś stopniu czują we mnie lekkiego "drania", faceta który nie jest jakimś przeciętnym leszczem. Nie mówiąc już o tym, co się dzieje, gdy wprowadzam swoje "lekkie BDSM".

Czy nie zastanawia Was dziwne podobieństwo pomiędzy tym co opisują powyższe 3 punkty, tyczące się moich ogólnych relacji z kobietami, a tym co opisują wcześniejsze 3 punkty tyczące się łóżkowego "lekkiego BDSM"?

Ta dla wielu osób absurdalna dynamika typu "Ja mam do nich BRAK SZACUNKU, a one do mnie BARDZO DUŻO" w moim wydaniu ma całkiem cywilizowane oblicze, bo w gruncie rzeczy ja jestem całkiem miłym i ciepłym facetem. Ale ta dynamika ma też swoje ciemniejsze oblicza. Umiarkowanie ciemniejszym obliczem są faceci będący w wysokim stopniu DRANIAMI - tak całościowo, a nie umiarkowanie i "częściowo" jak ja. Jeszcze ciemniejszym, wręcz mrocznym obliczem tej dynamiki są faceci typu "PIJE I BIJE", którzy traktują swoje kobiety w okropny sposób, ale te jakimś cudem przy nich trwają, a nawet ich kochają.

A co z facetami, którzy mają odwrotnie, to znaczy mają Szacunek Do Kobiet i to na wysokim poziomie? Jak to u nich wygląda?

Jest to skomplikowane, bo w grę wchodzi wiele czynników. I to co napiszę poniżej nie jest wcale jakąś żelazną regułą, czymś co musi zawsze mieć miejsce - powiedzmy, że jest to LUŹNA tendencja:

1. Facet który WYWYŻSZA kobiety, często jest przez nie KARANY, źle traktowany.

2. Facet który WYWYŻSZA kobiety, często jest przez nie PONIŻANY, traktowany jak przedmiot czy śmieć.

3. Facet który ma do kobiet BARDZO DUŻO SZACUNKU, często otrzymuje od kobiet BARDZO MAŁO SZACUNKU.

Wiele ludzi albo się zetknęło, albo przynajmniej słyszało o sytuacji, w której facet traktuje kobietę dobrze lub nawet bardzo dobrze, a ona traktuje go źle. On stara się jej dogodzić, stara się zbudować harmonijny związek, a jej ciągle coś nie pasuje, ciągle ma jakieś pretensje, dojeżdża go, itd itp. Coś takiego może mieć różne przyczyny, w tym także wiele przyczyn występujących równolegle, ale jedną z nich jest właśnie taka "paradoksalna" dynamika, jaką opisałem powyżej.

Wielu osób w jakimś stopniu zauważyło tę dynamikę i zdało sobie sprawę, że to jest jakiegoś rodzaju mechanizm, który można i należy opisać. Tylko niestety, te osoby były chyba mimo wszystko idiotami i opisały to w mniej czy bardziej poroniony, głupi, błędny sposób. Ja osobiście podejrzewam, że te osoby znały te mechanizmy głównie z tej "złej" strony, czyli były raczej ich ofiarami, niż beneficjentami. Te osoby chyba nie za bardzo wiedziały, jak to wygląda po tej "dobrej" stronie, to znaczy gdy facet czerpie z tego korzyści i ich opis tej "dobrej" strony jest nie tyle realnym opisem, co tym jak wyobrażają to sobie faceci sami będący leszczami.

Przykładem tego jest tragiczny termin "Nice Guy", czyli "Miły Facet". Ten termin powoduje, że wielu ludziom wydaje się, że bycie miłym jest czymś jednoznacznie złym, a bycie chamskim czy szorstkim jest czymś jednoznacznie dobrym. A to jest wielka bzdura - tym większa, że wielu ostrych cwaniaków, drani, imprezowych ruchaczy jest na początku BARDZO miła i czarująca. Dlaczego? Bo to DZIAŁA. Ja też jestem miły dla kobiet - myślicie, że dlaczego? Tak w ogóle to czy myślicie, że nie wolałbym podejść do laski, złapać ją za włosy i powiedzieć coś w stylu "Suko, idziemy do mnie!", zamiast w ogóle bawić się w uwodzenie, rozmawianie, urabianie, itd? Jasne, że bym wolał. Tylko to tak po prostu nie działa.

Mniej tragiczny, ale nadal głupi jest termin "Alpha". Przez ten termin ludziom wydaje się, że oni mają być jakimiś "przywódcami stada", "dominującymi samcami", itd. To jest żenujące, bo taki sposób ujmowania męskiej atrakcyjności wykluczałby wiele osób dobrych z kobietami, które takie nie są, bo np. prezentują typ wyluzowanego imprezowicza.

Pod wpływem tych głupot wielu ludzi zajmujących, próbujących zajmować się uwodzeniem ma niewłaściwe wyobrażenia i działa w błędny sposób. Mam tu na myśli nieudolne działanie w stylu "konfrontacyjnym", facetów nieudolnie próbujących wyszydzić, wyśmiać, poddać w wątpliwość wartość kobiety, itd itp - w nadziei, że uczyni ich to atrakcyjnymi poprzez to mityczne "stanie sie Alpha". Problem w tym, że o ile styl "konfrontacyjny" potrafi działać i to działać bardzo dobrze, to wymaga to wyczucia, umiejętności. A jeżeli ktoś ich nie posiada, to styl "konfrontacyjny" najprawdopodobniej zrobi z niego niedostosowanego towarzysko, niefajnego ZJEBA.

Wracając do dynamik związanych z tym, jak kobiety traktują facetów z różnymi poziomami Szacunku względem nich, to napisałem wcześniej o braku szacunku i o bardzo wysokim poziomie szacunku - a co z facetami ze ŚREDNIM poziomem Szacunku? Moim zdaniem ogólna, luźna tendencja jest taka:

1. Facet który ŚREDNIO szanuje kobiety, często jest przez nie ŚREDNIO traktowany.

2. Facet który ŚREDNIO szanuje kobiety, często nie jest przez nie ani szczególnie mocno wywyższany, ani szczególnie mocno poniżany.

3. Facet który ŚREDNIO szanuje kobiety, często jest przez nie ŚREDNIO szanowany.

Komuś może się wydawać, że ten wariant jest w jakiś sposób "prawidłowy", "zdrowy", niepatologiczny. Bo obie strony traktują siebie w podobny sposób, nikt nie jest wyżej, nikt nie jest niżej. Ale w rzeczywistości ten wariant wcale nie jest dobry i posiada poważne wady.

Przede wszystkim, ten wariant oznacza tak naprawdę, że facet jest umiarkowanym, przeciętnym LESZCZEM.

Faceci z taką mentalnością są często uważani przez laski za normalnych, przeciętnych facetów. Co oznacza z jednej strony, że laski nimi jakoś szczególnie nie pogardzają, ale z drugiej strony też nie mają wrażenia, aby ci faceci "mieli to coś". Mam tu oczywiście na myśli poziom osobowości i niewerbalnej "energii", bo wygląd, kasa, itd to zupełnie inna sprawa.

Tacy faceci są często odbierani przez laski jako "nic nadzwyczajnego, zwyczajny facet". A chyba nie muszę tłumaczyć, że bycie tak odbieranym przez kobiety nie jest niczym szczególnie dobrym i nie jest drogą do świetnego życia seksualnego.

Z tego robią się często takie niby poprawne, ale jednoczesnie nijakie związki, w których niby nie ma wielkich problemów, ale w których stosunek kobiety do faceta jest tak naprawdę "taki sobie".

Ta dynamika jest o tyle zdradliwa, że jest czymś "normalnym", przeciętnym i facetom z taką mentalnością bardzo często wydaje się, że jest z nimi wszystko ok, że nie ma żadnego problemu, itd itp. Często jest tak, że taki facet ma tak naprawdę "byle jaki" związek, w którym laska ma do niego średni stosunek, ale on dostaje dupy, a z laską jakoś się dogaduje, więc związek uznaje za udany. I taki facet może nie zauważać, albo NIE CHCIEĆ zauważać tego, że tak naprawdę jego własna kobieta ma do niego średni stosunek, a jego pozycja w relacji z nią jest taka sobie. Jego kobieta ma do niego średni, a nie wysoki poziom szacunku - czyż nie jest rzeczą oczywistą, że nie jest przez nią traktowany tak dobrze, nie jest mu tak przyjemnie, jak byłoby, gdyby ona miała do niego wysoki poziom szacunku?


Ja generalnie dostaję od kobiet dużo szacunku i generalnie jestem przez nie traktowany jako "ktoś więcej", ktoś lepszy od innych facetów ORAZ lepszy od samych kobiet. Nie zawsze, w różnym stopniu, ale taka jest generalna tendencja. Czasami przybiera to bardziej umiarkowaną formę, w której kobieta "tylko" ma względem mnie dużo szacunku i "tylko" wysoko mnie ceni. A czasami idzie to wyraźnie w kierunku klimatów BDSM i w jakimś stopniu jestem dla laski jej Panem, Władcą, Właścicielem, a ona jest moją Niewolnicą, moją Posłuszną Suczką, itd itp. Z tego powodu ja znam kobiety od tej strony, wiem jak dobrze potrafią się zachowywać względem faceta którego wysoko lub bardzo wysoko cenią.

Bardzo wielu facetów kobiet od tej strony nie zna, bo maksimum czego byli w stanie w życiu doświadczyć, to wcześniej opisany "średni" wariant, w którym żadna strona nie dominuje w zdecydowany sposób. To też tyczy się znajomości mentalności poszczególnych, indywidualnych kobiet, które zna (a raczej "zna") dany facet. Chodzi mi tu o to, że dany facet poprzez to jaki jest, "wydobywa" z kobiety pewne zachowanie, określony sposób traktowania jego osoby - a bardzo często jest to postrzegane przez facetów jako stała cecha osobowości danej kobiety, na zasadzie "ona taka jest", a także ogólna wiedza o kobietach, w sensie "kobiety takie są". Jest to bzdura, bo ta sama kobieta potrafi traktować różnych facetów w zupełnie różny sposób. Tylko właśnie na tym polega problem, że przeciętni faceci, czyli tak naprawdę "umiarkowane leszcze" z Szacunkiem Do Kobiet, nie mają pojęcia o tym, jak potrafią wyglądać relacji z kobietami ludzi ogarniętych, pozbawionych Szacunku Do Kobiet.

Bardzo często jest np. tak, że dana kobieta jest przykra, niemiła, dominująca, wymagająca względem jednego faceta, a słodka i miła dla drugiego. Szczególnie będąc w stałej relacji z tym pierwszym, a ruchając się na boku z tym drugim - to jest swojego rodzaju KLASYKA.

Ja miałem ogromną ilość sytuacji, w których kobiety które bzykałem rozmawiały ze mną na temat swojego byłego lub obecnego chłopaka czy męża, i tego jak go traktowały. I bardzo często wyglądał to tak, że kobieta która dla mnie była bardzo miła, uczynna i bezproblemowa, opowiadała mi o tym, jak dla tego innego faceta była nieprzyjemna, złośliwa, wręcz emocjonalnie sadystyczna. I w tym wszystkim bardzo często pojawiał się wątek POGARDY, a także jakby NIECHĘCI WYNIKAJĄCEJ Z POGARDY.

To są np. takie sytuacje:


- Do laski zadzwonił do niej były facet, z jakimś zapłakanym głosem, a ona była dla niego celowo, złośliwie zimna i niemiła. A gdy mi o tym opowiada, to czuć w jej głosie taką złośliwość połączoną z pogardą do tego kolesia.

- Laska opowiada mi (po ruchaniu się ze mną), jak odmówiła swojemu stałemu chłopakowi/mężowi seksu, kłamiąc, że źle się czuje. I śmiejemy się z tego, ona jest z siebie zadowolona, a przy tym widać, że nie chodziło tylko o samą chęć uniknięcia seksu, ale także o "wbicie szpilki" mężczyźnie którym pogardza.

- Laska opowiada, jak była dla kolesia celowo niemiła, naburmuszona, bo "ona ma go dosyć". I jak próbował to "naprawić", próbował polepszyć ich relacje poprzez jakieś starania dogodzenia jej, ale ona celowo i świadomie zlała te starania. Oczywiście opowieść w tonie wesoło-pogardliwym "hahaha, co za żałosny frajer" i/lub zgorzkniało-pogardliwym "beznadziejny frajer, nie mogę na niego patrzeć".


Tak jak napisałem wcześniej, ja mam skłonności w kierunku lekkiego BDSM i lubię szmacić, poniewierać, upokarzać laski. Mam w głębi serca poczucie, że kobieta to moja poddana, należna mi niewolnica, której sensem istnienia jest służenie mi, które to służenie jest dla niej wielkim zaszczytem i łaską z mojej strony. Mam poczucie, że jedynym naprawdę właściwym miejscem dla kobiety jest leżenie u moich stóp, całkowite podporządkowanie i całkowite uniżenie się przede mną .
Tylko nie zrozumcie mnie źle - ja nie jestem jakimś nadętym, drażliwym typem z "trudną osobowością". Ja jestem całkiem elastycznym, miłym i ciepłym człowiekiem, który nie forsuje swoich tendencji BDSM na siłę, "na pałę" - ja robię to z wyczuciem, działając w sposób dostosowany do laski i do sytuacji. I nie jestem od tego uzależniony - czuję się ok bez tego, a z tym czuję się dużo lepiej.

Właśnie ta moje elastyczność, wyczucie, powodują, że robiłem to lekkie BDSM z wieloma laskami, które przedtem takich rzeczy nie robiły i w mniejszym czy większym stopniu nie zdawały sobie sprawy z tego, że w ogóle mogłyby takie rzeczy lubić. Mam na myśli szczególnie czasy przed "Pięćdziesiąt twarzy Greya”, kiedy laski były takich rzeczy mniej świadome - ale jak najbardziej miały w swoje te tendencje, które PÓŹNIEJ sprawiły, że ta książka stała się wśród nich tak popularna.

I ja szmaciłem, poniewierałem wiele lasek, które NIE WIEDZIAŁY, jak bardzo to je pociąga. Leciały przy tym tekstu:

- „Ja nie wiedziałam, że taka jestem”

- „Ile ja się o sobie przy Tobie nauczyłam”

- „Jaką ja jestem uległą suką”

- „Ty mnie znasz lepiej, niż ja sama znam siebie”

- „Dopiero teraz się dowiedziałam, co to znaczy być kobietą”

Oczywiście jest tak, że to właśnie w tych BDSM'owych relacjach doświadczam wyższego, wręcz skrajnie wysokiego poziomu szacunku do mojej osoby, a co się z tym wiąże, wyjątkowo fajnego i miłego traktowania ze strony kobiet.

Przytoczę tutaj pewną sytuację, która świetnie to zobrazuje:

Kiedyś miałem taką laskę, którą szybko i sprawnie ułożyłem sobie na uległą, posłuszną suczkę, i która uwielbiała to jak ją traktuję. Lecz kiedy doszło do pierwszego seksu oralnego, to miał miejsce pewien zgrzyt i to w sumie z mojej winy. Bo kiedy ona zajmowała się moim penisem, to ja powiedziałem jej, że chcę, aby na koniec połknęła. A ona odparła grzecznym, ale zranionym głosem, że jak ja mogę podejrzewać ją o to, że ona mogłaby wypluć MOJE nasienie. Powiedziała, że połykanie mojego nasienia jest dla niej ZASZCZYTEM, czymś BARDZO WAŻNYM i że nigdy, przenigdy by nie wypluła, i że jest jej przykro, że pomyślałem, że mogłaby tak postąpić.

Drodzy Czytelnicy, tak wygląda naprawdę WYSOKI poziom szacunku kobiety do mężczyzny. I chyba jest rzeczą jasne, że bycie z laską która ma do mnie takie podejście, jest DUŻO przyjemniejsze od „normalnej” relacji. I to też w jakimś stopniu przenosi się na codzienne życie - taka laska jest „grzeczna”, odnosi się do mnie z szacunkiem, życzliwością, „miękkością”, kobiecością. Przedkłada moje potrzeby nad swoje, dopasuje się do moich potrzeb i mojej woli. Są słowa, które słyszałem od tak wielu lasek, że mam wrażenie, jakby był to cytat z jakiejś książki czy filmu - a są to słowa „Będzie tak, jak Ty chcesz”.

Inna sprawa, że o ile w tego typu układach kobieta jest „ofiarą”, jest „pokrzywdzona” w sensie braku szacunku, poniżenia, podporządkowania, zniewolenia, a nawet przemocy fizycznej, o tyle to wcale nie oznacza,że ona jest nieszczęśliwa - bo jest DOKŁADNIE ODWROTNIE.

Wiele kobiet mówiło mi otwarcie, że nigdy nie czuły się tak szczęśliwe, że nigdy nie czuły się tak spełnione.

Zresztą nawet w przypadku wcześniej wspomnianej laski od seksu oralnego - dla niej zrobienie mi dobrze i połknięcie mojego nasienia, według jej własnych słów, było ZASZCZYTEM, czymś BARDZO WAŻNYM. Ona czuła się podczas tego wszystkiego MEGA SZCZĘŚLIWA i oprócz szacunku czuła do mnie także ogromną WDZIĘCZNOŚĆ. To jest swoją drogą stały element w tego typu relacjach z różnymi laskami - WDZIĘCZNOŚĆ danej laski za to, że ją zeszmaciłem, sponiewierałem, upokorzyłem.

To wygląda właśnie tak, że gdy ja zeszmacę, sponiewieram, zniewolę, upokorzę laskę, to OBOJE jesteśmy szczęśliwi.

I tutaj wypadałoby zadać pytanie, czy jeżeli zeszmacenie laski, okazanie jej braku szacunku czyni OBOJE partnerów szczęśliwymi, to czy przynajmniej w jakimś stopniu nie jest tak, że traktowanie laski z szacunkiem czyni OBOJE partnerów nieszczęśliwymi?

Nie chcę przesadnie generalizować i tworzyć z tego jakiejś uniwersalnej zasady, ale na pewno CZĘSTO tak właśnie jest.

Tutaj muszę opisać jedno KLUCZOWE ZJAWISKO:

1. Tak jak napisałem wcześniej, ciągoty w kierunku relacji BDSM ma bardzo wiele lasek - dowodem na co jest popularność „Pięćdziesiąt twarzy Greya”.

2. Tak jak pisałem wcześniej, wiele lasek w mniejszym czy większym stopniu NIE WIE o swoich własnych tendencjach w tym kierunku. Bo z tym jest tak, że laska musi to POCZUĆ, musi tego DOŚWIADCZYĆ i wtedy jest masa reakcji „Ja nie wiedziałam, że taka jestem”.

Rzecz w tym, że przeciętny facet, czyli tak naprawdę „przeciętny leszcz” tego z niej nie wydobędzie. Prymitywny „macho dominator” najprawdopodobniej też nie, bo ją do siebie zrazi, wystraszy, wywoła ostrą kolizję z jej blokadami i obyczajowością.

3. W wyniku tego często jest tak, że laska w jakimś stopniu czuje się nieszczęśliwa, niespełniona i nie tylko NIE WIE DLACZEGO, ale także NIE WIE, ŻE MOŻE BYĆ INACZEJ i z tego powodu uznaje swój poziom (braku) zadowolenia za „normalny”.

Chodzi o to, że jeżeli dana laska z mniejszymi czy większymi ciągotami BDSM (a takich jest moim zdaniem większość) natrafi na swojej drodze na kilku, powiedzmy 4 przeciętnych facetów, którzy oczywiście jej tego nie dadzą, to ona najprawdopodobniej uzna, że relacje damsko-męskie „po prostu tak wyglądają” - czyli przyjmie swoje dotychczasowe doświadczenia za punkt odniesienia.

Problem w tym, że ona przyjmuje to za swój punkt odniesienia na "powierzchownym" poziomie, podczas gdy w głębi serca w jakimś stopniu czuje, że coś jest nie tak, albo że to "nie jest do końca to". I to ma negatywny wpływ na jej (nie)zadowolenie z relacji facetami, co także uderza w tych facetów.

Często bywa tak, że facet daje kobiecie normalny związek, w którym wszystko wydaje się być w porządku, ale ona tego nie docenia, jest dla niego nieprzyjemna, niemiła, itd itp. To może mieć różne przyczyny, bo np. laska może mieć po prostu wredny charakter, albo facet jest słaby w łóżku, ale jest też możliwe, że przyczyną tego jest właśnie nieodpowiadający lasce klimat relacji, a ta sama laska byłaby zupełnie inna w relacji o innym klimacie. Mam tu na myśli sytuację, w której laska ma wewnętrzną potrzebę bycia szmaconą i czucia silnego respektu względem mężczyzny, tylko niekoniecznie jest tego w pełni świadoma, a facet ma wysoki poziom Szacunku Do Kobiet i też nie jest tego świadomy.

To często skutkuje "Błędnym Kołem Dogadzania/Ustępowania", w którym widząc niezadowolenie i przykre zachowania kobiety, facet stara się jej ustępować, dogadzać, próbując w ten sposób uczynić ją szczęśliwą, a co za tym idzie - poprawić to jak ona go traktuje.

Problem polega na tym, że jej niezadowolenie i przykre zachowania płyną tak naprawdę z "głębokiego", emocjonalnego poziomu, którego ona najczęściej sama nie rozumie. Wszelkiego typu pretensje, przykre słowa, fochy i przesadnia wymagania są jedynie skutkami, sposobem na wyrażenie tych odczuć, a nie faktycznym problemem. A wielu facetów w takiej sytuacji próbuje radzić sobie z tym poprzez zaspokajanie różnych zachcianek, niesłuszne ustępowanie kobiecie, itd itp.

I teraz tak:

1. Jedna rzecz, że to Dogadzanie/Ustępowanie długoterminowo nigdzie nie prowadzi, bo nijak nie pomaga na faktyczną przyczynę problemu, a jedynie wywołuje u kobiety chwilowe zadowolenie na poziomie "powierzchownym".

2. Druga rzecz, że takie Dogadzanie/Ustępowanie jeszcze pogarsza sprawę. Bo jeżeli problemem jest to, że kobieta ma niespełnioną potrzebę bycia szmaconą, czucia RESPEKTU przed mężczyzną, to dogadzanie, ustępowanie jej jest oddalaniem się od tego i pogarszaniem problemu. Mamy tutaj sytuację, w której źródłem problemu jest tak naprawdę WYSOKI poziom szacunku ze strony mężczyzny - jaki sens w tym momencie próba poradzenia sobie z tym problemem poprzez JESZCZE WYŻSZY poziom szacunku? To tak, jakby ktoś próbował gasić pożar benzyną.

Przytoczę tutaj pewną sytuację z mojego życia:

Poznałem kiedyś pewną laskę, która była dość "wyszczekana", zachowywała się nieco "konfrontacyjnie", z wieloma tekstami i ogólną atmosferą typu "co to nie ja". Była fizycznie atrakcyjna, na swój sposób była fajna, aczkolwiek miała też w sobie coś denerwującego.

Co zrobiłem?

Czy podszedłem, złapałem na włosy i powiedziałem "na kolana suko?" NIE. To czy też może wszedłem w jakiegoś rodzaju wymianę złośliwości, wzajemne docinanie sobie? NIE.

W dużej mierze zignorowałem jej głupie teksty, unikając konfrontacji i zacząłem z nią normalnie rozmawiać. Patrzyłem na nią, patrzyłem w jej oczy i zauważyłem, że pomimo otoczki "co to nie ja", w niej tak naprawdę widać, czuć jakiś SMUTEK. I w miły, przyjazny, empatyczny sposób skomentowałem to, zapytałem się o to. Z laski już kompletnie opadło "co to nie ja" i przede mną stała sympatyczna, nieco smutna dziewczyna. Zaczęliśmy rozmawiać o tym, jak ona chłopaka, który ją kocha, ale "ona nie wie, czy ona kocha jego". Rozmawialiśmy o tym i zacząłem zauważać, że w niej chyba jest coś uległego, wręcz masochistycznego. I znowu - zacząłem (z wyczuciem) komentować to co zauważyłem. Efekt? Laska praktycznie "odpłynęła", zaczęła naładowanym emocjonalnie głosem opowiadać, jak ona ma w sobie takie (uległe/masochistyczne) impulsy i że czuje, że jest z nią coś nie tak. Bo tutaj ma świetnego chłopaka, który jest przystojny i ją kocha, doskonale ją traktuje, którego koleżanki jej zazdroszczą - a ona jakoś nie czuje się ok z jego zachowaniem względem niej. Ja w tym momencie (z wyczuciem) opowiadam jej, że ja mam odwrotne impulsy, że jak dla mnie kobieta musi być pode mną, że lubię "ostro" traktować kobiety, itd itp. Laska patrzy na mnie Z PODZIWEM, rozmarzonym wzrokiem. Lecą teksty typu "ja też bym tak chciała" i "zazdroszczę Twojej dziewczynie". W ciągu może 1.5h czy 2h laska przechodzi z klimatu "co to nie ja", do tego, że np. otwarcie jej mówię "jesteś moją słodką suczką", na co ona odpowiada "tak, jestem". Albo "ale nie będziesz mnie bił zbyt mocno, ok?".

Później poznaję laskę lepiej i co się okazuje? Faktycznie ma chłopaka, chłopak faktycznie dobrze wygląda. Problem w tym, że ona jest masochistką, a on ją kocha i dogadza jak tylko może, traktuje jak księżniczkę. Co więcej, ona próbowała go SPROWOKOWAĆ do ostrzejszych zachowań poprzez celowe bycie chamską i nieprzyjemną. Efekt? On jej ustępował, a jej ręce opadały.

Ta laska zachowywała się względem innych ludzi, w tym względem swojego chłopaka, w sposób uszczypliwy, konfrontacyjny, nieco złośliwy i szorstki, itd itp. Lubiła na odchodne zrobić mi loda, albo przynajmniej polizać, pocałować mój penis - mówiąc, że potem spotka się ze swoim chłopakiem i pocałuje go, oczywiście w międzyczasie nie myjąc zębów. Ona śmiała się z tego, szydziła przy mnie z tego swojego chłopaka, itd itp. Mówiła np. "no wiesz, a może mu posmakuje?".

A jak traktowała mnie?

Oczywiście zupełnie inaczej, z ogromnym szacunkiem, uległością, itd itp. I była naprawdę UROCZĄ, PRZEMIŁĄ dziewczyną, zupełnie inną od tego, czego doświadczali od niej inni ludzie.

Ona mi mówiła, że przy swoim chłopaku jest jakaś wściekła, bo on ją denerwuje - i że jej złośliwość względem niego to JEGO wina, a nie jej.

Z kolei odnośnie mnie mówiła, że właśnie przy mnie czuje się wyluzowana, odprężona, szczęśliwa i ogólnie PSYCHICZNIE WYPOCZĘTA. Co jest swoją drogą bardzo TYPOWĄ reakcją kobiet przy tego typu klimatach.

Co ciekawe, ta laska mówiła, że gdy rozważała, myślała o tym, czy by nie zachować się względem mnie w jakiś złośliwy/szorstki sposób (co w jej przypadku było już nawykiem w stosunkach z ludźmi), to powstrzymywało ją przed tym JEJ WŁASNE CIAŁO - mówiła, że wtedy czuje uścisk gardle, drętwienie języka, dreszcz przechodzący przez ciało i że od tego czuła się całkowicie pokonana, całkowicie bezsilna, ale jednocześnie było to dla niej PRZYJEMNE doświadczenie. To były indywidualne odczucia tej konkretnej laski, ale moim zdaniem jest w tym coś ciekawego, chyba istotnego. Po pierwsze spójrzcie na to, jaki zestaw wrażeń ta laska odbierała jako coś przyjemnego, a po drugie zwróćcie uwagę na to, że w jej własnym odbiorze płynęło z jej ciała (a nie z psychiki) - czy może być tak, że jest to jakiegoś rodzaju "pierwotny", biologiczny mechanizm?



Bardzo istotnym aspektem tego wszystkiego, a jednocześnie czymś, czego wielu ludzi nie skojarzyłoby z tego typu praktykami, jest SPOKÓJ, HARMONIA, WYCISZENIE. Może się to na pierwszy rzut oka wydawać czymś kompletnie niezrozumiałym, bo przecież chodzi tu o "szmacenie" kobiety, o jej upokarzanie, zadawanie jej bólu, itd - to nie są rzeczy, które kojarzą się ze spokojem/harmonią/wyciszeniem. Ja sam na początku tego nie widziałem, bo czułem w sobie agresję, wściekłość, chęć psychicznego i fizycznego "stłamszenia" kobiety - to mnie kręciło, ale nie miało to nic wspólnego ze spokojem czy wyciszeniem. Dopiero później, gdy zacząłem to wprowadzać w życie, to okazało się, że jasne, jest agresja, przemoc, tłamszenie, upokarzanie - ale kiedy to już zostanie DOKONANE to pojawia się niesamowite KATHARSIS.

Kobiety mają DOKŁADNIE to samo - po zeszmaceniu, sponiewieraniu, upokorzeniu, zniewoleniu kobiety następuje u niej SILNE WYCISZENIE, SZCZĘŚCIE, HARMONIA, SPOKÓJ.

Już pokazałem kobiecie jej miejsce, już ją zeszmaciłem, już ją sobie podporządkowałem jako suczkę i niewolnicę. W tym momencie czuję władzę na kobietą, mam takie specyficzne poczucie miażdżącej władzy i wyższości, ale jest w tym także pewnego rodzaju HARMONIA, poczucie tego, że moje stosunki z kobietą są właśnie takie, jakie być powinny. Ona jest u moich stóp, a ja jestem jej Panem, Władcą, Właścicielem, a ona moją Suczką, Poddaną, Niewolnicą. I oboje wiemy, oboje czujemy, że to jest coś PIĘKNEGO, SŁUSZNEGO, PRAWIDŁOWEGO. I kiedy ma to miejsce, to przelewa się przeze nas oboje fala niesamowicie przyjemnego, niesamowicie głębokiego SPOKOJU, ZRELAKSOWANIA, takiego poczucia, że osiągnęliśmy razem stan idealnej harmonii, "fundamentalnego poukładania", stan który idealnie wydobywa na zewnątrz moją męskość, a jej kobiecość. I powiem tak - moim zdaniem kto tego nie zaznał, ten tak naprawdę nie rozumie co to znaczy być mężczyzną, ten nie rozumie co to znaczy kobieta, ani co to znaczy być z kobietą JAKO MĘŻCZYZNA - a nie jako "osoba z penisem".



Swoją drogą, może być tak, że część czytelników pomyśli sobie coś w stylu "Milroh, Ty masz takie instynkty, ale JA NIE MAM - więc z tego co piszesz niewiele dla mnie wynika". Chciałbym to z góry uprzedzić i napisać, że Wy (część czytelników) możecie mieć zupełnie inne skłonności, ale to nic zmienia w kontekście tego, jakie skłonności mają kobiety. A wiele kobiet, moim zdaniem większość, ma właśnie jakiegoś rodzaju potrzebę bycia zdominowanymi, zeszmaconymi, itd itp. I jeżeli ktoś chce mieć realne spojrzenie na kobiety, czy też realne spojrzenie na to, w jaki sposób obyczajowość i Szacunek Do Kobiet budują obraz kobiet rozmijający się z rzeczywistością, to zwyczajnie musi to uwzględnić, nawet jeżeli jego własne upodobania są zupełnie inne.

Jeszcze inną sprawą jest to, czy dany facet który uważa, że nie ma takich skłonności, faktycznie w ogóle ich nie posiada, czy też może posiada powiedzmy "potencjał" w tym kierunku, który nie został "uaktywniony" przez brak odpowiednich doświadczeń, wzorców i/lub został "zablokowany" przez wychowanie, obyczajowość, Szacunek Do Kobiet. Ta druga opcja jest o tyle prawdopodobna, że coś takiego na pewno występuje u wielu kobiet - dana kobieta często nie wie, że lubi takie rzeczy, aż pozna odpowiedniego partnera, który ją w to wprowadzi. Oczywiście ja wiem o tym stąd, że dla bardzo wielu kobiet to ja byłem takim partnerem. I słuchałem od nich tekstów typu "Ile się przy Tobie o sobie dowiedziałam", czy też "Ja nie wiedziałam, że taka jestem".


Chciałbym tutaj jeszcze zaznaczyć, żebyście nie postrzegali tego, co piszę o Szacunku Do Kobiet i tego co piszę o moich klimatach "lekkiego BDSM" jako jednej i tej samej rzeczy.

To co piszę o (braku) Szacunku Do Kobiet to w przeważającej mierze produkt "tradycji" imprezowiczów z TIAN, która to tradycja nie jest związana z BDSM, tylko raczej ze "standardowym" ruchaniem panienek na/po imprezach. I ta wiedza służy dobrze także takim ludziom, którzy niespecjalnie czują klimat BDSM - więc jeżeli ktoś takich klimatów nie czuje, to nadal może z tego korzystać. Zresztą u mnie samego brak Szacunku Do Kobiet pojawił się w liceum, a tendencje BDSM zaczęły się pojawiać w poważniejszej formie kilka lat później, w okolicach 20 roku życia.

Jednocześnie uważam, że moja perspektywa na kwestie (braku) Szacunku Do Kobiet, męskiej i kobiecej psychiki, itd, jest "pogłębiona", zdecydowanie BOGATSZA, PEŁNIEJSZA, LEPSZA dzięki temu, że mam też doświadczenia z moim "lekkim BDSM". I moim zdaniem BDSM to nie jest jakaś głupia zabawka, tylko coś co uruchamia w człowieku pewne silne, "głębokie" mechanizmy/instynkty.

 Przy czym ja piszę w tym artykule o klimatach BDSM niekoniecznie po to, aby ktoś z tego korzystał realizując tego typu praktyki. Tutaj chodzi też o pokazanie, że pewne cechy, pewne zachowania mężczyzn mogą być dla kobiet atrakcyjne lub nieatrakcyjne "wbrew logice". I mam tu na myśli nie tylko łóżko czy związek - także w momencie samego poznawania kobiety, nasze zachowanie i ogólna "energia" może dać kobiecie do zrozumienia, wywołać odczucie, że jesteśmy facetem tego czy innego rodzaju. Facetem który być może mógłby ją zeszmacić, albo facetem do tego niezdolnym. Facetem któremu być może mogłaby paść do stóp, albo facetem którym mogłaby tylko pogardzać. Wielu facetów tego nie rozumie, robiąc jeden z dwóch przeciwstawnych błędów:

1. Część facetów zachowuje się w sposób zgodny z ich wysokim czy średnim Szacunkiem Do Kobiet i wywołuje u kobiet przede wszystkim EMOCJONALNE wrażenie, że są leszczami, seksualnie niegroźnymi, bezpłciowymi chłopcami (wysoki Szacunek), albo umiarkowanymi leszczami (średni Szacunek). I o ile wygląd czy pieniądze mimo tego spokojnie mogą doprowadzić do seksu, o tyle jakość tej relacji może nie być najwyższa. 

2. Część facetów nieudolnie próbuje "być Alpha", "zdominować laskę", itd itp. Co w pewnej mierze można nazwać nieudolnymi próbami SYMULOWANIA zachowań mężczyzn z brakiem Szacunku Do Kobiet, przez facetów ze średnim Szacunkiem Do Kobiet (ci z wysokim pewnie by się nie odważyli). Tutaj najczęściej mamy podwójny problem, bo raz, że ci faceci TOPORNIE próbują zasymulować coś, czego tak naprawdę nie czują i nie rozumieją, bazując na własnych błędnych wyobrażeniach i/lub "anty-wiedzy" z internetu, a dwa, że ich Szacunek Do Kobiet nadal w nich jest i oporuje, sabotując nawet te nieudolne symulacje.




poniedziałek, 27 listopada 2017

Problem z wyświetlaniem komentarzy i opcja "Wczytaj więcej..."


Chyba przekroczyliśmy jakiś limit ilości komentarzy, jakie są normalnie wyświetlane pod jednym artykułem. W wyniku tego może się wydawać, że nie odpowiadam na komentarze pod ostatnią notką, podczas gdy w rzeczywistości odpowiadam, ale musicie kliknąć na napis "Wczytaj więcej...", który znajduje się bardzo nisko, prawie na samym dole strony - wtedy zostaną wyświetlone komentarze przekraczające limit. Informuję Was o tym, bo moim zdaniem ten napis jest mało widoczny i łatwo jest go przeoczyć.

Swoją drogą, gdyby ktoś chciał wiedzieć, kiedy będzie następny artykuł, to zamierzam się za to wkrótce zająć i przy dobrych wiatrach artykuł będzie w ciągu najbliższych 2-3 tygodni.


piątek, 21 lipca 2017

Psychika Uwodziciela, część 6


Psychika Uwodziciela 6


W tej części skupię na naturze patologii jaką jest SZACUNEK DO KOBIET, na konkretnych formach i objawach tego zjawiska, a także dlaczego dokładnie taka postawa jest tak bardzo chybiona i szkodliwa.


1. Osoby ogarnięte z kobietami generalnie mają podejście do kobiet, zestaw przekonań który można streścić słowami: KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA. Przy w żadnym wypadku nie chodzi tutaj tylko o to, że po prostu chcą bzykać kobiety - sednem sprawy jest to, że ich podejście, przekonania są KOMPATYBILNE z uwodzeniem i ruchaniem, przez co te działania nie wywołują u tych ludzi OPORÓW psychicznych/emocjonalnych/światopoglądowych.

2. Osoby nieogarnięte z kobietami generalnie mają podejście, zestaw przekonań zawierający w sobie elementy NIEKOMPATYBILNE z uwodzeniem i ruchaniem - przez co te działania wywołują u nich OPORY psychiczne/emocjonalne/światopoglądowe. Przy czym to nie jest tak, że te osoby nie pragną kobiet, albo uważają, że kobiet nie należy ruchać - nie, te osoby najczęściej pragną kobiet i ruchania, ale w innej (głębokiej) części ich psychiki budzi się SPRZECIW, OPÓR przeciwko podążaniu w tym kierunku. I tak się składa, że przekonania generujące ten OPÓR to w przeważającej mierze pewnego rodzaju respekt, SZACUNEK WZGLĘDEM KOBIETY, perspektywa nadająca kobiecie nadmierne znaczenie. Typowym przykładem jest obawa przed negatywną reakcją, negatywną oceną faceta przez kobietę - co wynika właśnie z nadania kobiecie nadmiernego znaczenia, ustawienia kobiety na pozycji "sędziego" czy "królowej" oceniającej faceta. Z tego powodu ja nazywam ten szkodliwy zestaw przekonań mianem "SZACUNEK DO KOBIET".

Tak naprawdę ten szkodliwy zestaw przekonań to jest coś SKOMPLIKOWANEGO, jest to głęboko osadzony w psychice zestaw przekonań wynikających z wpływów różnych ludzi (szczególnie rodziców), obrazów wpojonych przez filmy i pozory stwarzane przez kobiety, często traum, itd itp - ja określam to wszystko mianem "SZACUNEK DO KOBIET", co może nie jest 100% idealną nazwą, ale jest najlepszą, najbardziej użyteczną nazwą, jaką udało mi się wymyślić i oddaje to całkiem dobrze ogólną naturę problemu.

3. Jeżeli w punkcie 2 mamy SZACUNEK DO KOBIET, to przekonania z punktu 1 możemy nazwać BRAKIEM SZACUNKU DO KOBIET, co odzwierciedla to, że osoby dobre z kobietami generalnie traktują je najczęściej bardziej przedmiotowo i gorzej, mniej altruistycznie i bardziej egoistycznie, niż osoby słabe z kobietami. To się łączy z obserwacją dokonaną przez wielu ludzi, którzy zauważyli, że z kobietami idzie lepiej "draniom", a gorzej "grzecznym, dobrym chłopcom". To łączy się też z tym, że gdy ktoś ma do kobiet bardziej olewczy wewnętrzny stosunek, to ma więcej luzu w kontaktach z nimi, a większe wyluzowanie oznacza lepsze efekty. A z kolei gdy ktoś miał już dużo kobiet, to trudno, żeby postrzegał kolejną kobietę jako coś wyjątkowego. Dlatego też można powiedzieć, że brak szacunku do kobiet jest zarówno przyczyną, jak i skutkiem bycia dobrym z kobietami. To też działa w odwrotną stronę - szacunek do kobiet utrudnia ich zdobywanie, ogranicza do nich dostęp - a mniejsza ilość kobiet zwiększa szanse na postrzeganie ich jako wyjątkowych, szczególnych istot. Dlatego też można powiedzieć, że szacunek do kobiet jest zarówno przyczyną, jak i skutkiem bycia słabym z kobietami.



Dlaczego koncentruję się tyle na SZACUNKU DO KOBIET, czyli na tym co jest NIEWŁAŚCIWE, a nie na tym, jak to powinno wyglądać?

Dlatego, że w ogarnięciu psychicznym kluczowe są tak naprawdę nie te przekonania, które mamy, ale te przekonania, których NIE MAMY.

Wcześniej napisałem:

"Osoby ogarnięte z kobietami generalnie mają podejście do kobiet, zestaw przekonań który można streścić słowami: KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA. Przy w żadnym wypadku nie chodzi tutaj tylko o to, że po prostu chcą bzykać kobiety - sednem sprawy jest to, że ich podejście, przekonania są KOMPATYBILNE z uwodzeniem i ruchaniem, przez co te działania nie wywołują u tych ludzi OPORÓW psychicznych/emocjonalnych/światopoglądowych."

A później:

"Osoby nieogarnięte z kobietami generalnie mają podejście, zestaw przekonań zawierający w sobie elementy NIEKOMPATYBILNE z uwodzeniem i ruchaniem - przez co te działania wywołują u nich OPORY psychiczne/emocjonalne/światopoglądowe."

I można ująć to tak:

1. Ogarnięcie psychiczne polega zasadniczo na osiągnięciu KOMPATYBILNOŚCI przekonań z uwodzeniem i ruchaniem lasek (czy też bardziej uniwersalnie: z tym co chcemy robić).

2. W praktyce osiągnięcie tej KOMPATYBILNOŚCI polega na USUNIĘCIU PRZEKONAŃ NIEKOMPATYBILNYCH z uwodzeniem/ruchaniem (bardziej uniwersalnie: z tym co chcemy robić).

Chodzi tutaj po prostu o to, że osoba nieogarnięta ma w sobie pewien zestaw przekonań generujących OPORY, czyli generujących to "NIE CHCĘ" na poziomie głębokim. I ogarnięcie polega bardziej na USUNIĘCIU tych przekonań, niż na czymkolwiek innym.

Swoją drogą, to jest jedna z przyczyn, dla której to wszystko jest trudne - bo ludzie generalnie mają problemy ze zmianą, pozbywaniem się zakorzenionych przekonań.

To też jedna z przyczyn, dla których jest to trudne do zrozumienia - bo ludzie generalnie szukają CZEGOŚ, obecności czegoś, a nie BRAKU.

Tak więc w ogarnięciu psychicznym chodzi tak naprawdę przede wszystkim to WYELIMINOWANIE pewnego zestawu przekonań NIEKOMPATYBILNYCH z uwodzeniem/ruchaniem. I warto się skupić na naturze tych niekompatybilnych przekonań, ponieważ:


1. Jeżeli mamy coś wyeliminować, to dobrze byłoby wiedzieć CO DOKŁADNIE.

2. Zrozumienie natury tych niekompatybilnych przekonań i zobaczenie tego, jak bardzo są one toksyczne/bezsensowne/szkodliwe/itd, może pomóc w ich eliminacji. Bo takie zrozumienie wpływa poźniej na naszą bieżące INTERPRETACJE i tego co obserwujemy w zewnętrznym świecie, i naszych wewnętrznych reakcji, odczuć odnośnie tego co obserwujemy. W tej drugiej kwestii mam na myśli to, że ludzie zaczynają dostrzegać na bieżąco, jak działa u nich szacunek do kobiet i świadomość tego o co w tym chodzi zaczyna ten szacunek w jakimś stopniu osłabiać.

Można by tak dziwnie powiedzieć, że poprzez samą świadomość w jakimś stopniu traci się "szacunek do swojego szacunku do kobiet". Chodzi o to, że gdy ktoś nie wie o co chodzi, to te myśli, emocje płynące z szacunku do kobiet są często traktowane...z szacunkiem, na zasadzie np. "no tak, tak się nie powinno robić, to jest niestosowne (a ta generująca opór myśl jest uzasadniona)". Albo na zasadzie "no tak, ja niestety po prostu taki jestem (a ta negatywna emocja to wyraz mojej osobowości)". Natomiast gdy jest ta świadomość, to nawet jeżeli facet nie jest w stanie oprzeć się danej negatywnej myśli/emocji wygenerowanej przez szacunek do kobiet, to jednak mimo wszystko nie traktuje już jej w tak poważny sposób, nie bierze tego już tak do siebie. Po prostu gdy ktoś ma w sobie autentyczne poczucie typu "Ta myśl/emocja to wytwór szacunku do kobiet, to jest coś toksycznego", to już stawia go to na trochę lepszej pozycji.


Ok, więc przejdźmy co samego sedna:

CO TO JEST SZACUNEK DO KOBIET?

Szacunek do kobiet to zestaw (głębokich) przekonań, które w jakiś sposób robią z kobiety kogoś wartościowego, ważnego, cnotliwego, dobrego, godnego zaufania, kogoś komu należy się szacunek - TYLKO Z TEGO POWODU, ŻE JEST KOBIETĄ.

Nie mam tu na myśli szacunku w takim sensie, że ktoś szanuje daną kobietę za coś konkretnego - to jest UZASADNIONY szacunek do tej konkretnej kobiety, do tej konkretnej osoby, a nie NIEUZASADNIONY szacunek do kobiet jako takich za to, że są kobietami. Przy czym tutaj warto zaznaczyć, że jeden rodzaj szacunku w żaden sposób nie wyklucza drugiego - najczęściej facet szanujący kobietę za coś konkretnego RÓWNOLEGLE szanuje też kobiety za bycie kobietami.


Generalnie szacunek do kobiet powoduje, że facet patrzy na zwyczajne (w sensie osobowości i zachowania) laski i widzi w nich "COŚ WIĘCEJ" - w IRRACJONALNY sposób przypisuje im znaczenie, przymioty/cechy, a także przywileje.

Znaczenie - w sensie poczucia, że kobieta jest w jakiś sposób WAŻNA, ISTOTNA. Co w praktyce wywołuje u faceta stres, napięcie - bo jeżeli ona jest WAŻNA, to jej opinia o nim też jest WAŻNA - stąd bierze się głęboki lęk przed negatywną oceną, negatywną reakcją z jej strony. I tak jak pisałem we wcześniejszej części cyklu - faceci tak naprawdę nie boją się tego, że kobieta nie da im seksu - boją się tego, że spojrzy się na nich z odrazą.

Przymioty/cechy - tutaj to mogą być różne rzeczy. Jednym z klasycznych przypadków jest przypisywanie lasce cnotliwości, czy też "niedostępności" wyższej od faktycznej - przez to facetowi nie mieści się w głowie np. to, że mógłby do tej laski podejść i wyruchać ją ciągu tego samego dnia, w ciągu tygodnia lub dwóch tygodni - nie mieści mu to się w głowie, więc nie próbuje dążyć w tym kierunku - a ponieważ nie próbuje, to oczywiście do tego nie dochodzi.

Przywileje - w sensie poczucia, że lasce się "NALEŻY" jakiś rodzaj traktowania. To w praktyce jest nakładanie na siebie obowiązków, nakładanie na siebie ograniczeń, UTRUDNIEŃ w sensie uwodzenia. Bardzo wielu facetów ma potrzebę "bycia fair" względem kobiet - np. czują się źle ze spotykaniem się z kilkoma dziewczynami równolegle, z okłamywaniem kobiet, czy nawet z przemilczaniem, zatajaniem przed nimi pewnych rzeczy. Niektórzy faceci mają nawet coś takiego, że jeżeli chcą tylko sypiać z laską, a nie planują wejścia z nią w związek, to czują potrzebę "bycia fair" i powiedzenia jej o tym. Takie postawy skutkują problemami, utrudnieniami praktycznymi, a poza tym w ogromnym stopniu są jednostronnym frajerstwem w kontekście postaw i zachowań samych kobiet - bo kobiety generalnie dużo kłamią, zatajają, manipulują.


Można ogólnie powiedzieć, że szacunek do kobiet "WYOLBRZYMIA" kobietę - w takim sensie, że wyolbrzymia jej znaczenie, wyolbrzymia zalety i wyjątkowość jej osobowości, wyolbrzymia jej prawa i przywileje, a nasze "obowiązki" względem niej.

To "wyolbrzymianie" często przybiera formę idealizowania, ale wcale nie musi polegać na idealizowaniu. Świetnym przykładem jest taka sytuacja, w której ktoś widzi atrakcyjną kobietę z "sukowatym" wyrazem twarzy, myśli sobie "ale suka!" i czuje względem niej ogromny szacunek w sensie RESPEKTU, pewnego rodzaju lęku przed taką kobietą - ale wcale jej nie idealizuje, bo przecież postrzega ją jako sukę.

Generalnie szacunek do kobiet działa tak, że bierze co prawda ładną, ale tak naprawdę ZWYCZAJNĄ laskę i ją "WYOLBRZYMIA", czyniąc z niej "COŚ WIĘCEJ" w oczach faceta.

Powiedzmy, że jest zwyczajna dziewczyna, jakaś zwyczajna Kasia czy Basia, która jest ładna, ale to nie czyni jej wyjątkową, bo ładnych kobiet jest wiele. Ta laska ma zwyczajną osobowość, zwyczajną inteligencję, zwyczajne życie, itd itp.

Nasza Kasia czy Basia w pewnym wieku, mając kilkanaście lat, zaczyna być obiektem zainteresowania ze strony chłopców. A ponieważ jest ładna, to zainteresowanie nią jest silniejsze, co tyczy się także chłopaków którzy są ponadprzeciętnie dobrzy z kobietami. I wcześniej czy później ktoś ją rozdziewicza - to może być grzeczny chłopak, z którym chodziła wcześniej rok, ale to może być też lokalny TIANowiec, który wyruchał ją znając ją np. kilka tygodni.

Potem jest już w mniejszym czy większym stopniu "z górki" - pierwszy raz już był, przez co seks już nigdy nie będzie to dla niej takim "big deal" jak wcześniej. Mijają kolejne lata - najpierw licealne, potem studenckie, a laską z uwagi na jej urodę cały czas interesują się faceci. W tym także faceci ponadprzeciętnie dobrzy z kobietami, różnego rodzaju cwaniaki, imprezowicze, TIANowcy z jej otoczenia - którzy mieli ponadprzeciętnie wysoką szansę na jej udane wyruchanie. I mogło być różnie, ale laska na przestrzeni kilku lat przypuszczalnie dała dupy kilku facetom. Ilu dokładnie? Nie wiadomo, ale "statystycznie" jest to generalnie WIĘCEJ niż się ludziom wydaje. W tym kontekście ogromne znaczenie ma fakt, że kobiety najczęściej przyznają się tylko do sytuacji, w których miały stałego chłopaka, natomiast NIE PRZYZNAJĄ się do sytuacji typu "byłam pijana, poznałam fajnego gościa na imprezie i dałam mu się wyruchać znając go 2 godziny", ani do sytuacji typu "byłam w związku 2 lata, ale czasami zdradzałam chłopaka z przystojnym sąsiadem".

Przy czym laski bywają różne i ja nie chcę stworzyć tutaj fałszywego obrazu, według którego one wszystkie ruchają się na potęgę - bo bywa różnie. Są laski, które w wieku 20 lat są dziewicami, a są też takie laski, które w wieku 20 lat mają już na koncie kilkudziesięciu partnerów seksualnych. Niemniej jednak generalnie, "statystycznie" ruchają się WIĘCEJ niż się ludziom wydaje, ponieważ laski mają tendencje do nie przyznawania się do co bardziej "kompromitujących" akcji - DOKŁADNIE tych akcji, których ujawnienie najbardziej uderzyłoby w ich reputację, a także w poziom szacunku do kobiet mężczyzn którzy by o tym usłyszeli. I to jest jedna z przyczyn, dla których tak wielu mężczyzn ma szacunek do kobiet, obraz kobiet rozmijający się z rzeczywistością - one po prostu do pewnych rzeczy się nie przyznają.

Powiedzmy, że nasza hipotetyczna Kasia czy Basie w wieku 23 lat miała w życiu 5 partnerów seksualnych. Dużo, mało? Moim zdaniem to nie jest jakoś dużo, szczególnie jak na ładną laskę, która przez to przez lata była obiektem podwyższonego zainteresowania, w tym także ze strony facetów ponadprzeciętnie dobrych z kobietami, mających większe szanse na udane jej wyruchanie.

I tutaj chciałbym, abyście wyobrazili sobie tych 5 facetów, którzy ruchali tę laskę, jako realnych ludzi z krwii i kości, a nie jako jakieś abstrakcyjne przykłady. Wyobraźcie sobie jakichś stosunkowo normalnych gości - pewnie w jakiś sposób atrakcyjnych, ale nie żadne ideały, nie żadne gwiazdy filmowe. I wyobraźcie sobie, jak oni ją RUCHALI - jak ich penisy wchodziły w jej wilgotną cipkę, jak ona lizała ich po jądrach, jak brała do ust i jak połykała ich spermę. Taka wizja może wiele osób obrzydzać, odrzucać, ale TAK WŁAŚNIE TO WYGLĄDA.

Jedną z form szacunku do kobiet jest "wypieranie", zwalczanie powyższego obrazu i wmawianie sobie, że "kobiety takie nie są!", albo że jakaś mała część kobiet jest taka, ale większość jest inna, "lepsza", bardziej "cnotliwa". Oczywiście są w przeważającej mierze rozmijające się z rzeczywistością bzdury i między innymi dlatego obraz kobiet oparty o szacunek do kobiet jest PATOLOGIĄ, czymś opartym na KŁAMSTWIE. Bo szacunek do kobiet i wynikający z niego obraz kobiet nie są oparte o to, jakie faktycznie są kobiety, tylko o to, jakie teoretycznie "POWINNY BYĆ" być według moralności/obyczajowości powierzchownie obowiązującej w społeczeństwie. Mamy tutaj nieprawidłowość polegającą na tym, że wmówiony danej osobie moralizatorski przekaz typu "jak powinno być (według obyczajowości)" jest przez nią błędnie postrzegany jako informacja mówiąca "jak jest".


Wracając do naszej Kasi czy Basi, to mamy laskę, która miała w sobie penisy 5 różnych facetów. I teraz zadajmy sobie istotne z punktu widzenia uwodzenia jako dążenia do zaruchania pytanie: na ile zaruchanie takiej laski jest jakiegoś rodzaju wielkim wyzwaniem czy osiągnięciem, na ile jest to "BIG DEAL"?

Laska miała już w sobie penisy 5 facetów - więc to o co się staramy nie jest dla niej niczym nowym, niczym rewolucyjnym. My tak naprawdę chcemy jedynie tego, aby to nasz penis był SZÓSTYM Z KOLEI penisem, którego ona ugości w sobie. Ścieżka została już dawno przetarta (przepchana), a my jedynie nią podążamy - nie torujemy jej. Laska jest dorosła, doświadczona, robiła to już z 5 facetami i seks naprawdę nie jest dla niej jakąś nie wiadomo jak wielką sprawą. I w tym kontekście jest chyba rzeczą oczywistą, że zaruchanie jej nie jest jakimś kosmicznym wyczynem, ani też jakimś "gwałtem na jej psychice" - seks z kolejnym facetem to po prostu kontynuacja jej życia seksualnego.

Teraz wyobraźmy sobie, że nasza Kasia czy Basia jest obiektem zainteresowania ze strony jakiegoś faceta. To może być nieznajomy facet - przykładowo widzący ją na ulicy, w centrum handlowym albo w klubie. To może być też ktoś kto jest jej znajomym, albo kto zna ją tylko z widzenia - np. będąc jej sąsiadem, pracując w tym samym budynku, albo studiując na tej samej uczelni. Facet patrzy na nią i co "widzi", co myśli o niej?

Mocno nieogarnięty z kobietami facet, posiadający SILNY szacunek do kobiet, spojrzy na nią przez pryzmat "filtru" przypisującego jej cnotliwość wyższą od faktycznej. Bo szczególnie jeżeli laska ma miły wygląd, jest grzecznie i schludnie ubrana, to jemu "NIE MIEŚCI SIĘ W GŁOWIE" obraz tej laski mającej w pochwie czy w ustach penisy 5 facetów. Z jego punktu widzenia taka wizja to jest coś zboczonego, zdegenerowanego, nienormalnego i OBRAŹLIWEGO dla tej "porządnej dziewczyny". Natomiast jeżeli u danego faceta szacunek do kobiet występuje, ale w formie bardziej umiarkowanej, to taki obraz co prawda nie wydaje się być absurdalny i totalnie krzywdzący dla kobiety, ale jednak wydaje się częściowo nierealny, "odległy". Czyli z jednej strony takiemu facetowi wydaje się to być teoretycznie możliwe, ale z drugiej wydaje mu to się w praktyce niezbyt rzeczywiste.

Powyższe zjawisko skutkuje poważnymi negatywnymi konsekwencjami:

1. Facet ma wrażenie, że wyruchanie laski jest niemożliwe (silny szacunek do kobiet), albo wydaje mu się to teoretycznie możliwe, ale w praktyce "odległe", mało rzeczywiste (umiarkowany szacunek do kobiet).

To bardzo skutecznie demotywuje - bo skoro wyruchanie wydaje się być niemożliwe, albo mało realne, to trudno żeby komuś się szczególnie chciało próbować. I taka osoba moża po prostu nic nie zrobić, nie poczynić żadnych kroków, nie zainicjować uwodzenia.

Przy czym tutaj uwaga - wielu ludzi robi "niby-uwodzenie" bez autentycznej intencji, oczekiwania zaruchania. Mam tu na myśli postawy typu "poćwiczę podchodzenie do kobiet", albo "szanse są praktycznie zerowe, ale podejdę, a nuż coś wyjdzie". Tego typu postawy JAK NAJBARDZIEJ też są przykładem patologii o której tutaj piszę - bo "niby-uwodzenie" to właśnie oznaka tego, że ktoś nie jest w stanie robić normalnego uwodzenia, takiego będącego autentycznym dążeniem do zaruchania.

Swoją drogą, co jest nie tak z "niby-uwodzeniem"? W dużym skrócie, "niby-uwodzenie" co prawda może czasami doprowadzić do zaruchania, ale ten brak wiary, brak intencji zaruchania w jakimś stopniu jest wyczuwalny, ma wpływ na spojrzenie, mimikę, mowę ciała, ogólnie "energię" - to wszystko jest nieco inne niż u faceta który ma autentyczną intencję zaruchania. I to ma wpływ na kobietę, na to jak odbiera ona faceta - trudno żeby facet nie posiadający autentycznej intencji zaruchania miał dobrą "energię".

Mamy więc tutaj trzy możliwe negatywne warianty:

A. Ktoś nie podejmuje próby.
B. Ktoś ucieka w "niby-uwodzenie".
C. Ktoś próbuje robić normalne, solidne uwodzenie, ale tak naprawdę nie jest z tym wewnętrznie spójny, przez co idzie mu to ciężko, a wychodzi słabo jakościowo.

W tym pierwszym przypadku oczywiście do niczego nie dochodzi, a w tym drugim i trzecim co prawda może dojść, ale efektywność takiego uwodzenia jest dużo niższa.

Gdyby dany facet posiadał silne, "namacalne" (a nie "odległe") przeświadczenie, że przecież ta "Kasia czy Basia" najprawdopodobniej spała z kilkoma facetami, a więc przespanie się z nią nie jest żadnym "big deal", to oczywiście byłoby to bardzo pomocne w kontekście wyżej wymienionego problemu. Podobnie jest z "namacalną" świadomością tego, że laska jak najbardziej mogła mieć w życiu epizod pt. "byłam na imprezie, napiłam się i dałam wyruchać kolesiowi którego znałam 2 godziny".

Z wyżej opisanym problemem jest szczególnie śmiesznie wtedy, gdy facet jest od dawna znajomym laski i od dawna chciałby być dla laski kimś więcej niż tylko znajomym, ale albo w ogóle się do tego nie zabiera, albo zabiera "na niby". Widziałem tuziny takich sytuacji - gdy ja wyruchałem laskę w ciągu kilku godzin, kilku dni albo kilku tygodni, a potem poznawałem jej kolegę z pracy/uczelni/itd, który znał ją od miesięcy/lat - i widać było, że koleś ma ból dupy, bo on miesiącami/latami się na nią patrzył, myślał i niewiele robił, a tu pokazał się taki Milroh i wyruchał "jego" upatrzoną laskę. To dla niego było coś istotnego, dla niego to był "big deal" - a dla mnie nie, dla mnie to była normalna rzecz, po prostu zaruchanie laski. Przekręcając pewne znane powiedzenie, to były sytuacje typu "Veni, Vidi, Zaruchaczi" – "Przybyłem, Zobaczyłem, Wyruchałem". Nie w sensie dosłownym, bo to mogło zająć i kilka tygodni, ale w sensie mojego "luźnego" nastawienia do tego.


2. Facet ma wrażenie, że laska jest konserwatywną"cnotką", delikatną dziewczyną, którą łatwo można URAZIĆ, której łatwo można zrobić PRZYKROŚĆ.

Efekt tego jest zasadniczo taki, że facet cały czas BOI SIĘ, że zrobi coś źle i urazi "delikatne dziewczę".

Z tego potrafi się robić niezła KOMEDIA. Mam tu na myśli szczególnie sytuacje, gdy ja sypiam z jakąś laską, spędzamy razem czas także poza łóżkiem i widzę, jak inni faceci się względem niej odnoszą. I ja znam ją od takiej strony, że ona jest moją "seks suczką", która sama się do mnie dobiera, demonstracyjnie liże mojego obspermionego penisa patrząc mi przy tym w oczy. Natomiast widzę, jak inni faceci traktują ją w taki strasznie delikatny, nacechowany ogromną ostrożnością i szacunkiem sposób, z taką przesadną troską o to, jak się laska poczuje i co sobie pomyśli – z taką widoczną obawą przed tym, żeby przypadkiem jej w żaden sposób nie urazić. Czyli laska w rzeczywistości z rozmiłowaniem bawi się w demonstracyjne bycie suczką, ale mający z nią do czynienia w normalnym życiu faceci mają w głowie jakiś cukierkowy obraz "cnotki", z którą należy się obchodzić w nadzwyczaj delikatny sposób.

Taką mentalność fajnie opisują słowa autorstwa pewnego błyskotliwego człowieka, według których dany facet "boi się zranić swoim kutasem niewinny kwiatek jej cipki".

Te słowa to humorystyczne przerysowanie, ale tego typu mentalność w mniejszym czy większym stopniu występuje u ZDECYDOWANEJ WIĘKSZOŚCI FACETÓW. Ja widzę to w bardzo wielu sytuacjach i widzę, że generalnie faceci mają tendencję do postrzegania kobiet jako bardziej "cnotliwych" i delikatnych niż one są w rzeczywistości. Przy czym mówię tutaj o ogólnej tendencji - jakaś konkretna kobieta faktycznie może być "cnotliwa" i delikatna, względem danej kobiety faceci "wrażliwcy" mogą mieć akurat rację, ale GENERALNIE SIĘ MYLĄ w ocenie tego, co jest u kobiet "ŚREDNIM" poziomem cnotliwości/niecnotliwości.

Mnie osobiście szczególnie śmieszą sytuacje typu który opisałem nieco wcześniej – gdy ja sypiam z kobietą, wiem doskonale jaka jest, co lubi i wiem ze 100% pewnością, że ona nie jest żadną "cnotką", tylko "suczką", która lubi być wręcz szmacona. A widzę, jak faceci – czy to znajomi, czy to nieznajomi, traktują ją z taką "harcerzykowatą" ostrożnością, zauważalnym szacunkiem, traktowaniem jej jako "cnotliwej damy". Mnie to śmieszy, bo ja wiem, że gdy pojedziemy do mnie, to ja złapię ten ich obiekt za szacunku za włosy i bezceremonialne wsadzę jej do ust kutasa. Ja będę ruchał "suczkę", co do której oni ubzdurali sobie, że jest "damą". Ja będę się spuszczał w ich "księżniczkę", a oni mogą sobie pomarzyć i ewentualnie zrobić "pamięciówkę". I moim zdaniem to jest dobra lekcja odnośnie całego uwodzenia – tak to właśnie często wygląda, że przychodzi ogarnięty facet i po prostu sobie rucha laskę, która jest "cnotliwą księżniczką" w mniemaniu nieogarniętych frajerów. (Swoją drogą, uprzejmość i wyczucie samo w sobie są dobre, ale NIE WTEDY, gdy w widoczny sposób wynikają z lęku, obawy przed urażeniem laski).

Jest taka rzecz, która do wielu facetów nie dociera, a do wielu dociera w sposób "odłegły" – niby o tym wiedzą, ale nie jest to dla nich "namacalne". Chodzi o to, że generalnie rzecz biorąc:

KOBIETY SĄ SEKSUALNYMI "SUCZKAMI".

Kobiety generalnie lubią seks, a wiele z nich lubi taki seks, w ramach którego są w jakiś sposób "ostro rżnięte", "szmacone", dominowane, upokarzane – tak, że są "suczkami swojego Pana", a nie "partnerkami równymi mężczyźnie".

W tym kontekście warto spojrzeć na ogromny sukces i popularność książki „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, czyli zasadniczo romansu erotycznego w klimacie BDSM. Skąd się wzięła popularność/sukces tej książki? Z tego, że klimat BDSM rezonuje z pragnieniami nie jakiejś garstki, nie jakiegoś marginesu, ale szerokiej rzeszy kobiet. Niekoniecznie w takim sensie, że te kobiety chcą podpisywać jakiś idiotyczny kontrakt i być wiązane, czy też ściśle kontrolowane, itd itp. Chodzi raczej o to, że na jakimś poziomie pociąga je obraz mężczyzny który rządzi, kontroluje kobietę, który dokonuje względem niej jakiejś formy (seksualnej) agresji i przemocy. I o ile popularność książki w jakimś stopniu zaowocowała modą idącą w tym kierunku, o tyle tego typu skłonności były obecne u wielu kobiet już wcześniej, bez tego ta popularność po prostu nie miałaby miejsca.

Przy czym kwestia pragnienia bycia podporządkowaną, czy też kwestia pragnienia bycia przedmiotem seksualnej przemocy to powiedzmy bardziej „zaawansowany” temat, podczas gdy ludzie mają najczęściej problemy z ogarnięciem bardziej bazowych spraw, jak np. kwestia pod tytułem „Kobiety lubią się ruchać”.

W kontekście „Kobiety lubią się ruchać” widzę mniej więcej 3 grupy facetów dotkniętych szacunkiem do kobiet:

1. Faceci z bardzo silnym szacunkiem do kobiet uważają samo hasło za oburzające, bo przecież ich zdaniem „Kobiety takie nie są!”.

2. Faceci z silnym szacunkiem do kobiet często mają w tym względzie „polaryzację”, bo dzielą oni kobiety na „porządną większość” i „źle prowadzącą się mniejszość”. To znaczy dociera do nich, że takie zjawisko istnieje, ale wydaje im się, że tyczy się to jakiegoś marginesu, a nie większości kobiet. Typowy tekst takich osób pod moim adresem to „masz trochę racji, ale przesadzasz”, czy też „za bardzo generalizujesz” (ja faktycznie generalizuję, ale raczej „adekwatnie”, a nie „za bardzo).

3. Faceci z umiarkowanym szacunkiem do kobiet niby wiedzą, niby są w stanie zaakceptować to, że tak jest, ale jest to dla nich „odległe” i w praktyce gdy widzą konkretną kobietę, to myślą, czują co innego.

Ze świadomością, akceptacją tego, że dana kobieta może pragnąć bycia seksualnie zdominowaną czy ZESZMACONĄ, jest oczywiście jeszcze gorzej.

W wyniku tego wszystkiego bardzo często bywa tak, że u kobiety występuje „okno”, możliwość rozwinięcia interakcji/relacji w kierunku seksualności, seksualnej dominacji czy seksualnego zeszmacenia, ale facet nie jest w stanie z tego skorzystać, bo jest to niekompatybilne z jego światopoglądem i obrazem kobiety w jego oczach. Innymi słowy mówiąc - jakim cudem facet ma obudzić w kobiecie „seksualną suczkę”, skoro on tej „seksualnej suczki” w niej NIE WIDZI? W tym momencie ta płaszczyzna interakcji/uwodzenia jest w ogromnym stopniu ZAMKNIĘTA, NIEDOSTĘPNA.

Co gorsza, jeżeli facet ma naiwny, nacechowany szacunkiem, „harcerzykowaty” światopogląd i obraz kobiet, to najprawdopodobniej ma to swoje przełożenie na jego zachowania i „energię” - po prostu w jakimś stopniu DA SIE WYCZUĆ, że facet jest „harcerzykiem”. I w wariancie bardziej świadomym kobieta wie, że to nie jest facet który nadaje się do robienia pewnych rzeczy, poruszania pewnych klimatów, a w wariancie mniej świadomym kobieta jedynie czuje na poziomie bardziej emocjonalnego wrażenia, że facet jest w jakiś sposób „nijaki”, „bezpłciowy”, „wykastrowany”. Co swoją drogą tworzy pewnego rodzaju BŁĘDNE KOŁO, bo przez to kobiety unikają pokazywania takiemu facetowi „suczkowatej” strony swojej natury, przez co on tym bardziej w nich tego nie widzi i tym bardziej utwierdza się nim POPARTY DOŚWIADCZENIEM „grzeczny” obraz kobiet - tylko to doświadczenie jest już z góry „skażone” tym, że kobiety czegoś mu nie pokazują. To tyczy się zarówno obrazu kobiet jako takich, jak i obrazu konkretnych kobietych - wielu facetów „harcerzyków” nie ma pojęcia o tym, jak suczkowate sa kobiety które znają długie lata - ich koleżanki, ich byłe i obecne dziewczyny czy żony, ich siostry, a także...matki.

Często się zdarza np. tak, że laska dobiera sobie spokojnego, dobrze zarabiającego, „harcerzykowatego” faceta na stałego chłopaka/narzeczonego/męża - bo taki ktoś zapewni jej stabilność, będzie się zajmować rodziną, a nie ruchaniem innych kobiet, co mogłoby się skończyć rozwodem/odejściem do jednej z nich. W takiej sytuacji kobieta wie doskonale, że „harcerzyk” z jego moralnością/obyczajowością zareagowałby źle gdyby ona powiedziała mu o co bardziej „suczkowatych” aspektach jej osobowości, mniej by ją szanował, być może gorzej traktował - więc ona mu po prostu o tym nie mówi. I w wyniku tego często mają miejsce sytuacje, w których facet ma żonę z którą ma dzieci, z którą tworzy rodzinę, ale tak naprawdę wie o jej seksualności mniej od kilku czy nawet wielu „konkretnych” facetów, którzy rżnęli ją jak sukę, a potem odeszli by ruchać inne kobiety. Do tego oczywiście dochodzi to, że to ruchanie przez konkretnych facetów może mieć miejsce zarówno przed, jak i W TRAKCIE jej związku/małżeństwa z „harcerzykiem”.

Generalnie kobiety UKRYWAJĄ swoją „suczkowatą naturę”, ukrywają prawdziwe oblicze swojej seksualności. Przy czym nie jest to różnica, tylko PODOBIEŃSTWO względem mężczyzn - bo faceci też ukrywają to, jak naprawdę wyglądają ich pragnienia i upodobania, też udają „grzeczniejszych” niż są w rzeczywistości.

Spójrzmy na to, jakie są pragnienia seksualne typowego faceta - w większości przypadków chodzi w nich po prostu o ruchanie, o posiadanie jak najbardziej atrakcyjnych fizycznie kobiet. Widząc śliczną twarz ze słodkimi ustami, większość z nas chciałaby najbardziej tego, aby te słodkie usta zrobiły nam loda z połykiem. A widząc seksowne nogi i tyłek, większość z nas chciałaby wejść w ten tyłek i się w nim spuścić. Ale czy rozmawiamy o tym otwarcie z kobietami? NIE. Teksty typu „ruchałem Anię”, albo „ale bym przeruchał Magdę, zajebisty jest ten jej tyłek” są najczęściej wypowiadane do dobrych kolegów, a przy kobietach, a nawet mężczyznach których słabo znamy, tego typu rzeczy najczęściej nie mówimy i zamiast tego UDAJEMY „GRZECZNIEJSZYCH” NIŻ FAKTYCZNIE JESTEŚMY.

Kobiety robią mniej więcej to samo - w towarzystwie dobrych, zaufanych koleżanek rozmawiają o seksie, rozmawiają o rozmiarach i kształtach penisów swoich facetów, o tym który jest dobry, a który słaby w łóżku (wiem o tym z relacji kobiet z którymi sypiałem), ale w kręgu znajomych, a jeszcze bardziej przy obcych, te same kobiety nie rozmawiają na takie tematy i udają „grzeczniejsze” niż są faktycznie.

Żyjemy w określonej kulturze, w której panuje określona obyczajowość i zwyczaje - czego częścią jest to, że seksualność jest w pewnej mierze tematem tabu, którego nie należy, „nie wypada” poruszać, a jeżeli ktoś to czyni, to grozi mu za to negatywny osąd, negatywne reakcje, opinia osoby prymitywnej, bez klasy, czy też w jakiś inny sposób „gorszej”. Jesteśmy tego uczeni przez naszych rodziców, nauczycieli, filmy, itd itp. I ten sposób tworzy się GRA POZORÓW - ludzie obojga płci generalnie udają „grzeczniejszych” niż w istocie są.

Problem w tym, że ponieważ ta obyczajowość i wynikająca z niej gra pozorów jest tak WSZECHOBECNA - ponieważ ludzie są bombardowani tą obyczajowością ze wszystkich stron, to daje to w praktyce efekt PRANIA MÓZGU, PROPAGANDY OBYCZAJOWEJ.

Jest to szczególnie nasilone w dzieciństwie - to jest okres kiedy człowiek jest najbardziej „chłonny”, najbardziej podatny na wpływy, a jednocześnie okres, kiedy jest się poddawanym ścisłemu „tabu” odnośnie seksualności - dzieci są „chronione” przed obrazami seksualności. Wystarczy tutaj spojrzeć chociażby na ograniczenia wiekowe dla filmów - są filmy od 16 lat, są filmy od 18 lat, a seksualność jest „cenzurowana” mocniej niż np. przemoc, w tym zabijanie. Być może to jest dobre, być może tak trzeba - nie znam się na psychologii dziecięcej i nie wiem tego. Natomiast na pewno w wyniku tego dzieje się tak, że człowiek przez pierwsze kilkanaście lat życia jest szczególnie mocno poddany obyczajowemu PRANIU MÓZGU, bo nie są do niego dopuszczane informacje świadczące o tym, że ta „GRA POZORÓW” jest właśnie grą pozorów, a nie autentycznym odzwierciedleniem tego, jacy są ludzie. Czego efektem jest oczywiście to, że dany człowiek dorastając jako dziecko postrzega tę „GRĘ POZORÓW” jako realny obraz ludzkiej natury. Po prostu jest mu dane widzieć tylko tę „grzeczną”, aseksualną stronę, więc w sumie w całkiem logiczny sposób uznaje właśnie ten obraz za prawdziwy - bo jest to jedyna rzecz, jaką widzi.

Oczywiście wcześniej czy później do danej osoby zaczynają docierać informacje zarówno o seksie ogólnie, jak i konkretnie o co bardziej „niegrzecznych” zachowaniach, w sensie np. informacji o zdradach, „puszczaniu się”, itd itp. ALE:

1. Te nowe informacje pojawiają się po wielu latach postrzegania „GRY POZORÓW” jako realnego obrazu ludzkiej natury. I te nowe informacje nie zapisują się na „czystej kartce”, tylko w praktyce w jakimś stopniu są „filtrowane” przez już istniejące, głęboko zakorzenione przekonania.

2. Do nastolatków i ludzi dorosłych kierowany jest inny rodzaj PROPAGANDY OBYCZAJOWEJ - taki opierający się nie na cenzurze i ukrywaniu seksualności, tylko na moralizowaniu i dzieleniu zachowań, postaw seksualnych na „akceptowalne” i „nieakceptowalne”. W wyniku tego generalnie tworzy się „spolaryzowany” obraz, który dzieli ludzi na tych „przyzwoitych” i na tych „nieprzyzwoitych”, gdzie ci pierwsi są rzekomo normą, a ci drudzy godną potępienia anomalią, patologią. Co jest bzdurą, bo w rzeczywistości ludzie generalnie są „niegrzeczni”, ale uprawiają „GRĘ POZORÓW” i jedynie udają „grzecznych”.


Mamy tu więc:

1. PROPAGANDĘ OBYCZAJOWĄ - propagandę promującą określoną obyczajowość/moralność, a także pewien oderwany od rzeczywistości obraz tego jacy są ludzie i jak to wszystko funkcjonuje. Występuje w tym kontekście sporo zafałszowania polegającego na tym, że obraz typu „Jak powinno być (według obyczajowości), ale NIE JEST” jest fałszywie przedstawiany jako opisujący rzeczywistość obraz „Jak jest”. I ta propaganda uczy też ludzi dokonywania ostracyzmu, potępiania osób, które postępują wbrew tej obyczajowości/moralności.

2. GRĘ POZORÓW - w ramach której ludzie udają „grzeczniejszych” niż są, tak aby uniknąć ostracyzmu, negatywnego osądu wynikającego z obyczajowości/moralności z punktu 1.

Różni ludzie (obie płcie) wierzą w różnym stopniu w propagandę z punktu 1 - w zależności od osobowości, wpływu znajomych, doświadczeń życiowych, itd itp. Ma to też tendencje do zmiany czasie, dosłownie zawsze w kierunku spadku wiary w tę propagandę - po prostu nowe doświadczenia życiowe pokazują komuś, że coś z tą propagandą jest nie tak. Ale są też tacy ludzie, którzy tak mocno przywiązali się do tej propagandy, że wręcz IDENTYFIKUJĄ się z promowanym przez nią sposobem postrzegania świata - to jest ich moralność i będą jej bronić choćby i wbrew wszystkiemu, bo mają poczucie, że „TAK TRZEBA!”.

SZACUNEK DO KOBIET o którym tyle piszę jest zasadniczo efektem wyprania mózgu PROPAGANDĄ OBYCZAJOWĄ - wieloletnie pranie mózgu „wtłoczyło” na poziomie głębokim określoną obyczajowość/moralność, określony obraz kobiet i relacji z nimi. Przy czym w co silniejszych, bardziej patologicznych przypadkach dana osoba IDENTYFIKUJE się z tą propagandą i uważa ją za słuszną, o tyle o wiele liczniejszych przypadkach umiarkowanych ma to postać „ciągnącego” się za osobą „STRAUMATYZOWANIA”, „ZRANIENIA” - mam tu na myśli przypadki, kiedy dana osoba widzi, że coś tu nie gra, na poziomie świadomym ma mniejsze czy większe zastrzeżenia do obrazu świata promowanego przez tę propagandę, ale ciągle nosi w sobie na poziomie głębokim skutki długotrwałego, wieloletniego prania mózgu.

PROPAGANDA OBYCZAJOWA na poziomie praktycznym przekłada się na „GRĘ POZORÓW”, w ramach której ludzie udają „grzeczniejszych” niż są. A z tym zjawiskiem jest tak:

1. Różni ludzie wierzą w „Grę Pozorów” w RÓŻNYM stopniu. Jedni autentycznie wierzą, że w dużym stopniu faktycznie odzwierciedla ona ludzką naturę - to są np. te osoby, dla których kompletnie nie do pomyślenia jest myśl, że ich dziewczyna, ich siostra, ich koleżanka, mogłaby zachowywać się względem jakiegoś faceta jak „seksualna suczka”. Inne osoby, takie jak ja, wiedzą doskonale, że „Gra Pozorów” to jak sama nazwa wskazuje, POZORY, a nie realny obraz. Jest też cała masa ludzi, którzy są gdzieś pomiędzy - np. w jakimś stopniu wiedzą, że są to pozory, ale w jakimś nadal traktują to na serio.

2. W „Grze Pozorów” uczestniczą praktycznie WSZYSCY - zarówno osoby w nią wierzące, jak i osoby wiedzące, że są to tylko pozory. Dlaczego? Dlatego, że dominująca w naszej kulturze obyczajowość/moralność zawiera w sobie także OSTRACYZM, potępianie osób zachowujących się „niegrzecznie”, a także tych poddających w wątpliwość autentyczność „Gry Pozorów” innych ludzi. I co z tego, że dana osoba wie, że „Gra Pozorów” to POZORY, skoro za otwarte okazywanie tego, za działanie w widoczny sposób zgodne ze swoimi poglądami mogą na nią spaść jak najbardziej 100% REALNE negatywne konsekwencje?

To też tyczy się mojej osoby - ja zresztą miałem już „przyjemność” padania w realnym życiu celem ataków, niechęci, albo wręcz nienawiści wynikających z tego, że moje zachowanie i słowa łamały ogólnie przyjęte normy obyczajowe.

3. W kontekście uwodzenia to, że „Gra Pozorów” to pozory NIE oznacza, że należy ją ignorować, czy też otwarcie demonstrować swoje lekceważenie. Jest zupełnie inaczej - „Gra Pozorów” i stojąca za nią powszechnie obowiązująca obyczajowość/moralność to REALNE zjawisko, mające ogromny wpływ na ludzi, w tym także na kobiety. To znaczy pozory są pozorami, czymś iluzorycznym, ale samo zjawisko, ZWYCZAJ utrzymywania pozorów i przyzwyczajenie, przywiązanie ludzi do tego zwyczaju jest czymś REALNYM.

Kobiety też są obiektem działania PROPAGANDY OBYCZAJOWEJ, one też są „STRAUMATYZOWANE”, one też boją się negatywnych konsekwencji wynikających z łamania powszechnie obowiązującej obyczajowości/moralności.

Z różnymi kobietami może być różnie, ale generalnie jest tak, że uwodzenie wykazujące pewien poziom początkowej kompatybilności z „Grą Pozorów” jest DUŻO SKUTECZNIEJSZE, bo unika aktywowania obyczajowych „MECHANIZMÓW OBRONNYCH”.

4. „Gra Pozorów” generalnie opiera się na pozorach NAWET w przypadku ludzi, którzy wierzą, a nawet identyfikują się z nią. Bo takie osoby najczęściej robią najczęściej robią co najmniej jedną z poniższych rzeczy:

4.1 Są świadome „niegrzecznej” części swojej natury, więc ją tłumią, blokują, „bo tak należy robić”. A tłumienie jej oznacza, że tak naprawdę nie pokazują innym ludziom całego siebie, a więc tym samym tworzą pewne pozory odnośnie swojej osoby.

4.2 Same siebie oszukują odnośnie „niegrzecznej” części swojej natury. Typowy przykład to słaby z kobietami, nieatrakcyjny facet, który ma laskę typu „szara myszka” i WMAWIA SOBIE, że wcale, ale to wcale nie pragnie innych, nawet miażdżąco bardziej atrakcyjnych kobiet, bo jest taki super szczęśliwy ze swoją „szarą myszką”. Potem taki facet ślini się na widok bardzo atrakcyjnej kobiety, zalewa go żółć z zazdrości, ale jednocześnie ta sytuacja pokazująca jego niższość rani jego ego, więc wraca on do wmawiania sobie, że to wcale nie ma miejsca, bo on najbardziej na świecie kocha swoją „szarą myszkę”. Taka osoba utrzymuje pozory nie tylko przed innymi ludźmi, ale także przed sobą.

4.3 Są nieświadome tego, jakie tak naprawdę są. To wynika zarówno z braku określonych doświadczeń (nie mylić z brakiem doświadczenia, to jest wbrew pozorom co innego), jak i z tego, że dana osoba SZCZERZE się identyfikuje z „grzeczną” wersją swojej osoby, wykształconą pod wpływem Propagandy Obyczajowej.

U facetów często ma miejsce taka sytuacja, że facet jest „grzeczny”, nieogarnięty z kobietami, nieśmiały, itd itp - i wydaje mu się, że on „taki po prostu jest”. Ale potem wpada w „niegrzeczne” towarzystwo typu TIAN i nagle odkrywa, że czuje się dużo bardziej spełniony, czuje się dużo bardziej „sobą” będąc „niegrzecznym”, a swoje „dawne ja” postrzega jako coś żenującego i toksycznego. I taka osoba wcześniej, w tym „grzecznym” okresie nikogo celowo nie wprowadzała w błąd - ani siebie, ani innych, lecz jednocześnie w pewnym sensie stwarzała pozory kogoś innego, bo „niegrzeczna” część jej osobowości była „zakopana” pod grubą warstwą indoktrynacji obyczajowej i przez to nie była pokazywana. Swoją drogą, taka „pozornie grzeczna” osoba bardzo często NIGDY z tego nie wychodzi, bo nigdy nie przeżywa ODPOWIEDNICH doświadczeń. Jednocześnie, co może być bardzo mylące, taka osoba może posiadać nawet w miarę spore doświadczenie z kobietami, ale doświadczenie leżące w pewnym „tunelu”, bez doświadczeń które by go wyprowadziły poza ten „tunel”.

U kobiet często wygląda to tak, że dana kobieta szczerze nie zdaje sobie sprawy z poziomu własnej „suczkowatości”, dopóki nie spotka na swojej drodze ODPOWIEDNIEGO faceta, który z niej tą „suczkowatość” wydobędzie. A gdy ma to miejsce, to laska jest ROZWALONA i ZACHWYCONA tym, co się z nią dzieje. Padają wtedy wypowiadane z zachwytem teksty w stylu „nie wiedziałam, że taka jestem”, albo „co Ty ze mną zrobiłeś?”.

I uwaga - moim zdaniem zjawisko z powyższego akapitu jest BARDZO ZNACZĄCE w kontekście uwodzenia (bardzo) atrakcyjnych kobiet jako takiego.

Chodzi o to, że atrakcyjne i bardzo atrakcyjne kobiety są "naturalnym celem ataku" facetów takich jak ja - facetów dobrych z kobietami, "zdegenerowanych moralnie" i ogólnie rzecz biorąc sprawnych w wydobywaniu z lasek ich "suczkowatości". Atrakcyjne i bardzo laski są naturalnym celem zainteresowania z naszej strony, przez co te laski często mają na koncie doświadczenia z nami. Innymi słowy mówiąc, one są przez nas często "zdeprawowane", co wywołuje u nich ZMIANĘ sposobu w jaki postrzegają same siebie, swoją seksualność, a także facetów i swoje relacji z nimi. Jest to dla nich pewnego rodzaju ZMIANA STANDARDÓW, ZMIANA OPTYKI.

Z punktu widzenia normalnego, przeciętnego faceta, jest to NIEKORZYSTNE zjawisko, z którego jednak tacy faceci nie zdają sobie sprawy.

Faceci nieogarnięci z kobietami mają tendencję do postrzegania atrakcyjnych i bardzo atrakcyjnych kobiet jako "księżniczek" czy "królowych" - a w rzeczywistości jest rzeczą podnaprzeciętnie prawdopodobną, że właśnie taka kobieta ma na koncie SOLIDNE ZESZMACENIE, że w przeszłości była ruchana jak bura suka przez kolesia takiego jak ja - a na przestrzeni całego życia, może i przez kilku takich gości.

Potem gdy do takiej laski "zeszmaconej" przez gościa dobrego z kobietami podchodzi normalny, przeciętny koleś, to:

1. Ona jest od niego bardziej doświadczona.
2. Ona jest od niego bardziej "zdeprawowana", "zdegenerowana moralnie".
3. Ona jest od niego bardziej konkretna, bardziej ogarnięta psychicznie i seksualnie.

I to w mniejszym czy większym stopniu DA SIĘ WYCZUĆ podczas interakcji.

Koleś próbuje ją zdobyć, próbuje jej zaimponować, albo co śmieszniejsze próbuje przed nią zgrywać kogoś konkretnego i doświadczonego, albo co gorsza "super samca" - a ona patrzy na niego i widzi LESZCZA, którym on faktycznie jest relatywnie do ogarniętego z kobietami faceta, który ją kiedyś ruchał/szmacił, a także relatywnie względem NIEJ SAMEJ.

Taka laska ma lepsze rozeznanie, lepiej się na tym wszystkim od takiego gościa - i ona widzi, rozumie to, że on jest LESZCZEM dużo lepiej niż on sam siebie rozumie.

Swoją drogą, wiele razy pisałem na blogu o "Grze Aktorskiej", o udawaniu kogoś kim laska chce abyśmy byli, o używaniu kłamstw, itd itp. I to są użyteczne, przedatne metody, ALE pod warunkiem, że ktoś jest w stanie to zrobić w sposób WIARYGODNY. A w tym kontekście łatwiej jest np. zasugerować lasce, że ma się więcej pieniędzy niż się ma, albo udać zainteresowanie związkiem, gdy tak naprawdę chcemy ją wyruchać - trudniej natomiast jest ukryć przed laską to, że jest się "ogólnie" nieogarniętym z kobietami leszczem.


Wracając do kwestii SZACUNKU DO KOBIET i mylnych wyobrażeń odnośnie kobiet, to potrafi to być naprawdę KOMEDIĄ.

Jakiś nieogarnięty facet widzi atrakcyjną czy bardzo atrakcyjną laskę w wieku np. 23 lat i w jego oczach ona jest szanującą się "księżniczką" czy "królową" - i on przejmuje się tym, co ona sobie może pomysleć i czy przypadkiem on jej nie urazi tym co zrobi lub powie - bo przecież ona taka "delikatna", taka "wrażliwa" jest i taka "porządna".

A w rzeczywistości wygląda to tak, że laska najprawdopodobniej smakowała w ustach spermę kilku facetów - np. 5. I co, ona się niby obrazi za to, że ktoś będzie chciał, aby to jego penis był 6-tym, ktory spuści się w jej usta? Nie sądzę. Może się natomiast poczuć zirytowana w sytuacjach gdy:

1. Próbuje ją wyruchać LESZCZ - szczególnie leszcz nachalny i/lub wyjątkowo niezdarny i/lub niereprezentujący sobie niczego szczególnie dobrego, w sensie np. wyglądu, kasy, czy chociażby fajnej, przyjemnej rozmowy.

2. Facet silnie narusza jej "GRĘ POZORÓW", uaktywniając u niej "mechanizmy obronne", lęk przed ostracyzmem i publicznym uznaniem jej za szmatę.

Odnośnie punktu 2, to w dużym skrócie takie laski dużo bardziej lubią facetów, którzy grają na początku "KOMPATYBILNIE" z jej gra oporów, ale do których CZUĆ, że sa ogarnięci i konkretni i że ich granie zgodnie z "Grą Pozorów" to tylko poza, pozory właśnie, a nie autentyczne przekonanie. To daje im z jednej strony poczucie, że facet jest KONKRETNY, a z drugiej poczucie, że zapewnia BEZPIECZEŃSTWO w sensie uniknięcia ostracyzmu, reputacji dziwki.

Takie granie "Kompatybilne" z Grą Pozorów działa też świetnie na te laski, które są autentycznie (relatywnie) "niewinne", "niezepsute", więc można to zrobić praktycznie na ślepo, a dopiero potem dostosowywać postępowanie do konkretnego typu laski.

Jeszcze co do tego, jakie rzeczy potrafią robić laski i jaką KOMEDIĄ jest szacunek do kobiet, to opisany wcześniej przykład z tym, że laska smakowała w ustach spermę kilku, np. 5 facetów jest jeszcze taki bardzo "standardowy" - wiele, wiele lasek ma na koncie taki "dorobek". A bywają też inne rzeczy - ja np. lubię "SZMACIĆ" laski, upokarzać je, widzieć je na kolanach i chodzące na czworakach, bić je po twarzy w sposób upokarzający, nie bolesny - ot takie "lekkie BDSM", które one UWIELBIAJĄ w moim wykonaniu. A inni faceci oczywiście widzą w nich "księżniczki", które ich zdaniem "na pewno się szanują". Acha... ;)

Mam dobrego kolegę, który też lubi je "szmacić", tylko on dodatkowo lubi też ruchać laskę dwa baty - mnie to osobiście obrzydza, nie chcę samego widoku penisa innego mężczyzny, nie mówiąc już o ryzyku przypadkowego dotknięcia, ale on robi takie akcje z innym kolegą. I też potem faceci widzą w tych laskach "księżniczki", które "na pewno" się szanują. A w rzeczywistości te laski miały w sobie spermę DWÓCH kolesi jednego wieczoru - "gratuluję" szanującym je facetom "mądrego" wyboru obiektu swojego szacunku. :)

Swoją drogą, niech nikt nie myśli, że ruchamy z kolegą jakiegoś rodzaju głupie laski bez studiów, jakieś spalone solarium osiedlowe dziwki - NIE. Całe sedno sprawy polega właśnie na tym, że obaj szmacimy głównie inteligentne, wykształcone i fajne dziewczyny - i ja i on szmaciliśmy tak nawet laski z doktoratami lub będące w trakcie ich robienia. 

Można ująć to tak, że robimy to głównie z typowymi czytelniczkami "Pięćdziesiąt twarzy Greya" - laskami wykształconymi, inteligentnymi, czytającymi książki, itd itp. Tylko my oczywiście robiliśmy to na długo przed ukazaniem się tej książki, która z jednej strony jest bardzo wygodnym przykładem w sensie pragnień kobiet, ale z drugiej wręcz boli mnie to, że potem ktoś postrzega mnie i moje upodobania przez jej pryzmat, podczas gdy ja uważam tę książkę za tandetną, a moje upodobania wykształciły się na wiele lat zanim o niej usłyszałem. Niemniej jednak to jest właśnie chyba najlepsze zobrazowanie tego, jaki typ kobiet zeszmacam - spójrz na jakąś ładną/bardzo ładną, wykształconą i inteligentną czytelniczkę "Pięćdziesiąt twarzy Greya" - to jest właśnie moja typowa "grupa docelowa". A to są mniej więcej dokładnie te same kobiety, które inni mężczyźni najbardziej szanują - bo są i ładne/bardzo ładne, i wykształcone, inteligentne, czytające książki, itd itp.



CDN.