O priorytetach, planach i perspektywach czasowych.
W idealnym świecie
uwodzenie wyglądałoby tak, że podchodzimy do kobiety, zamieniamy
dwa zdania na krzyż i od razu idziemy z nią do siebie. Niestety,
nie żyjemy w idealnym świecie i prawie
zawsze trzeba
spędzić z kobietą godzinę czy dwie w klubie, a w przypadku
większości kobiet także kolejne kilka godzin na randkach.
Zdaję sobie
sprawę z tego, że część czytelników może poczuć się
zniechęcona powyższymi słowami - bo przecież chcieliby się
nauczyć jak brać do domu każdą laskę po 5 minutach, a ja tutaj
piszę o godzinach i o chodzeniu na randki. Niestety, to wygląda tak
jak wygląda. Większość kobiet nie pójdzie z nami do łóżka tej
samej nocy, a nawet te które pójdą, uczynią to najczęściej
dopiero po
spędzeniu razem
godziny czy dwóch.
Dlaczego tak jest?
Bo kobieta na ogół będzie chciała nas poznać, poczuć, że mamy
coś wspólnego i
że pójście z
nami do łóżka jest bezpieczne. Do tego dochodzi moc przekonań
zaszczepianych przez wychowanie i kulturę, według których kobieta
idąca do łóżka zbyt szybko jest dziwką. Możecie próbować z
tym walczyć, możecie kombinować, ale moim zdaniem to nie ma
większego sensu, to walka z wiatrakami.
Ja ujmę to tak:
1. Część
kobiet nie pójdzie z Tobą do łóżka niezależnie od tego, czego
byś nie zrobił i jakbyś się nie starał.
2. Z tych które
mogą potencjalnie pójść z Tobą do łózka tylko część,
powiedzmy 20%, może pójść z Tobą do łóżka tej samej nocy.
Przy czym podkreślam, że chodzi nie o 20% w ogóle, a o 20% już po
odsianiu tych z poprzedniego punktu. Czyli to jest ułamek z ułamka.
3. Z tych które
mogą pójść z Tobą do łóżka tej samej nocy tylko bardzo mała
część lasek pójdzie z Tobą do łóżka w przeciągu 10 minut
czy też podobnych wartości czasowych. To wygląda nieco lepiej w
nadmorskich miejscowościach w okresie wakacyjnym, ale w normalnych
okolicznościach to jest totalna masakra.
Po co to piszę?
Po pierwsze po to,
aby wybić z głowy potencjalnym łosiom radosne pomysły w stylu
"wyjście na ruchanie po 10 minutach znajomości". Ok, to
CZASAMI ma miejsce, ale nastawianie się na to i aktywne dążenie do
tego jest moim zdaniem słabym pomysłem, chyba że komuś naprawdę
nie przeszkadza duża ilość porażek.
Po drugie (przede
wszystkim) po to, aby uzmysłowić fanom seksu tej samej nocy
istnienie dylematu związanego z tą niewątpliwie bardzo sympatyczną
formą rozrywki. Chodzi o to, że większość lasek na to nie
pójdzie, a nietrafione lub zbyt nachalne parcie w tym kierunku może
łatwo zaowocować tym, że laska która dałaby nam dupy np. na
drugiej randce nie da nam dupy W OGÓLE.
W tym kontekście
należy się zastanowić nad swoimi PRIORYTETAMI.
Ja osobiście
uważam seks tej samej nocy za bardzo fajną sprawę, ale czy jest on
w jakiś sposób lepszy od seksu po randce? Jeżeli widzę laskę
którą chcę mieć, to oczywiście chciałbym ją mieć jak
najszybciej, ale jeżeli poprzez parcie na to "najszybciej"
miałbym nie dostać jej w ogóle, to ja wolę zaczekać, świat się
nie zawali.
Jest też jednak i
druga strona medalu - gdy widzę fajną laskę, gdy rozmawiam z nią
i patrzę na jej seksowną twarz czy ciało, to pragnę jej nie "za
tydzień", a "już teraz" i ostrożnie kombinuję,
staram się wyczuć czy dana laska może poszłaby na seks tej samej
nocy.
Mój model relacji
z kobietami jest taki, że praktycznie zawsze mam DWIE laski, z
którymi regularnie sypiam, nie licząc licznego zbioru eks różnej
maści, z których część jest nadal chętna (RECYCLING eks to
zabawna sprawa). To ma bardzo korzystny wpływ na moje samopoczucie
i daje mi bardzo dużo jeżeli chodzi o uwodzenie w ogóle, pomaga
także w tej kwestii - ja JUŻ mam seks i to pozwala mi podchodzić
na większym luzie do kwestii seksu z nową laską, w tym także do
kwestii TERMINU w którym ten seks miałby się odbyć.
Ja działam w taki
sposób, że domyślnie nastawiam się na randkowanie i na seks na
1-3 randce, ale w międzyczasie wypatruję też oznak tego, że laska
może pójść ze mną do łóżka tej samej nocy. Moim zdaniem to
podejście jest optymalne, możliwie najlepiej dostosowane do
mentalności kobiet,
co jednak nie
oznacza, że wszystko zawsze idzie idealnie, bo tak oczywiście nie
jest.
Wiem przy tym o
tym, że niektórzy ludzie rozpowszechniają w internecie inną
doktrynę, według której należy szybko i nachalnie dążyć do
seksu tej samej nocy, tak aby "odsiać" te kobiety, które
nie są na to chętne i jak najszybciej trafić na taką, która na
to pójdzie. Mi osobiście to się nie podoba, moim zdaniem to nie
jest najlepszy pomysł. Ok, rozumiem intencje i koncept stojący za
tą doktryną - szybko odsiewamy niechętne kobiety, natrafiamy w
końcu na kobietę chętną pójść z nami do łóżka tej samej
nocy i mamy seks. Może się to wydawać sensowne, ale jest pewien
PROBLEM. We wcześniejszej części artykułu napisałem o tym, że
większość kobiet skłonnych iść do łóżka tej samej nocy i tak
wymaga godziny czy dwóch, które należy z nimi spędzić. Napisałem
też o tym, że istnieje skrajnie mała, mikroskopijna wręcz ilość
kobiet, które są skłonne iść do łóżka w ciągu 10 minut czy
też w podobnych granicach.
Czy widzisz, jak
to się ma do doktryny "szybkiego odsiewania"? Zwolennicy
tej doktryny myślą, że odsiewają kobiety, które nie poszłyby z
nimi do łóżka tej samej nocy. A tak naprawdę odsiewają nie tylko
te kobiety, które by tego na pewno nie zrobiły, ale także
ZDECYDOWANĄ WIĘKSZOŚĆ kobiet potencjalnie skłonnych iść z
facetem do łóżka tej samej nocy! Ich "filtr" służy do
selekcji malutkiego zbioru lasek, które są skłonne iść do łóżka
bardzo szybko i do których przemawia agresywna seksualnie
interakcja.
Z tego co mi
wiadomo, to owocuje to znikomą skutecznością. Nastawianie się na
ten mikroskopijny podzbiór kobiet kończy się tym, że ludzie
stosujący "szybkie odsiewanie" miewają podobno
skuteczność rzędu np. 1%. Czyli muszą podejść do około 100
(!) kobiet, zanim zaliczą jedną z nich. Ok, ja rozumiem, że to
jest szybkie odsiewanie i że te podejścia nie trwają długo, ale
zaliczanie kosza od setek kobiet musi być przykre, to nie jest co
czego ja bym chciał dla siebie.
Dla mnie
priorytetem jest nie zaliczenie z jakąkolwiek kobietą tej samej
nocy, a jak największe szanse na zaliczenie z tą kobietą, którą
sobie wybiorę - nawet jeżeli ma to oznaczać pójście na randkę
czy dwie. Seks tej samej nocy jest bardzo fajny, ale zbyt mocne
parcie w tym kierunku może łatwo spalić podejście do laski, która
w innym wypadku dałaby mi dupy po kilku randkach.
Oczywiście może
się też zdarzyć sytuacja odwrotna - laska chce się jak
najszybciej bzykać, a facet pokazuje jej, że nie czuje klimatu,
przez co ona się zniechęca. Jest to jednak dużo rzadsze, a w
dodatku te akurat kobiety potrafią w miarę wyraźnie pokazać o co
im chodzi. Poza tym, nie każda kobieta skłonna pójść do łóżka
tej samej nocy zrazi się przez brak takiego poprowadzenia akcji.
Powtórzę jeszcze
raz KLUCZOWE informacje:
1. W klubach jest
dużo więcej kobiet niechętnych niż chętnych na seks tej samej
nocy.
2. Z laskami
skłonnymi na seks dopiero po randce należy spędzić godzinę czy
dwie, jeżeli chcemy mieć potem lepsze szanse na to, aby randka z
nią faktycznie się odbyła.
3. Nawet spośród
lasek chętnych na seks tej samej nocy, tylko bardzo niewielka część
pójdzie z Tobą do łóżka od razu, po 10 minutach czy coś.
Większość z nich pójdzie na to dopiero po godzinie czy dwóch.
Co z tego wynika?
Przede wszystkim
to, że podchodząc do kobiety powinieneś być nastawiony na
spędzenie z nią przynajmniej 45 minut. Taki powinien być Twój
plan, taka powinna być Twoja perspektywa czasowa.
To może się
wydawać mało istotne - bo co może wynikać z tego, na jaki okres
czasu się nastawiamy. Ale to jak najbardziej ma znaczenie. Są dwa
klasyczne przypadki obrazujące znaczenie perspektywy czasowej:
Przypadek 1
Facet podchodzi do
kobiety, rozmawiają 15 minut, wszystko wygląda wspaniale. Facet
bierze od niej numer, a po kilku dniach dzwoni i...NIC. Dopóki był
na miejscu, to wszystko szło wspaniale, ale potem laska nie odbiera
telefonu, nie odpisuje na SMS lub opowiada różne wykręty i
wymówki, nie chcąc się spotkać.
Co się stało?
To proste - z
perspektywy kilku dni te 15 minut spędzone razem były jak krótki
błysk, mgliste wspomnienie "jakiegoś faceta z klubu".
Laska czuje, że dała numer facetowi którego tak naprawdę w ogóle
nie zna i odczuwa dyskomfort na myśl o umówieniu się z nim na
randkę.
Oczywiście nie
każdy opór przed randką wynika z tego i nie każde wzięcie numeru
po 15 minutach musi się tak kończyć - niemniej jednak bardzo
często ma to właśnie miejsce.
Co powinien zrobić
facet? Spędzić z nią godzinę, a może i dwie. Wtedy laska
czułaby, że go zna i odczuwałaby dużo mniejszy dyskomfort przed
umówieniem się z nim na randkę. Ta godzina czy dwie to byłby też
"okres próbny nowego faceta" - laska zaobserwowałaby
zachowanie delikwenta i wyciągnęłaby wnioski odnośnie tego, jak
wyglądałby ich związek, gdyby miało do niego dojść.
Przypadek 2
Facet podchodzi do
kobiety, zaczynają rozmawiać, wszystko jest super. Potem po 15
minutach on chce pójść dalej i próbuje ją pocałować lub
posuwa się zbyt szybko z obmacywaniem jej. I w tym momencie bajka
się kończy, laska zaczyna go spławiać i zachowywać się zimno.
Co się stało?
Facet nie
dostosował swojej prędkości do prędkości laski. Ona
najprawdopodobniej czuje się niekomfortowo z byciem obmacywaną czy
całowaną po 15 minutach. Owszem, na początku się jej podobał i
ona chciała go poznać, ale teraz on jej stworzył w jej oczach
negatywny obraz swojej osoby, teraz on jest dla niej "tym
napalonym facetem z klubu".
Oczywiście nie
każda laska odrzuci kontaktu fizycznego po 15 minutach, a powyższa
przyczyna nie jest jedyną możliwą przyczyną odrzucenia w takiej
sytuacji, ale jest to bardzo często spotykane.
Co powinien zrobić
facet? Po pierwsze, sondować i działać z wyczuciem. Po drugie,
wiedzieć tym, że większość kobiet i tak nie pójdzie z nim do
łóżka tej samej nocy, a z tych które pójdą tej samej nocy
większość i tak będzie wymagała godziny czy dwóch spędzonych
razem.
Moim zdaniem
posiadanie odpowiedniego PLANU i odpowiedniej perspektywy czasowej
jest bardzo istotne i ma duży wpływ na stan psychiczny faceta
wychodzącego na podryw. Jeżeli ktoś podchodzi do laski z
nastawieniem "zobaczę jak mi wyjdzie", "zagadam z
nią, muszę chociaż spróbować" czy nawet "pogadam z nią
trochę i wezmę numer", to sam z góry budujesz w sobie
przeświadczenie, że NIE JESTEŚ poważnym, konkretnym facetem. I to
przeświadczenie, to (podświadome?) założenie będzie Cię
podcinać.
Co by się stało,
gdybyś podchodził do kobiet z myślą, że to podejście oznacza,
że spędzisz z tą laską kolejną godzinę czy dwie? Oczywiście do
tego może nie dojść, pomimo Twoich najlepszych starań, bo kobieta
może dać Ci kosza po 10 sekundach, ale mi chodzi o sposób, w jaki
Ty o tym MYŚLISZ.
Jeżeli jesteś
jak większość facetów, to podchodzisz do laski z bardzo
krótkoterminowym i mglistym
planem, z czymś
na zasadzie "zobaczę co wyjdzie". Jeżeli tak jest, to ja
proponuję Ci zmianę - zmianę na PLAN 1-2 godzinny. Plan nie w
takim sensie, żebyś sobie rozplanował na kartce kilkadziesiąt
punktów czy coś. Chodzi o to, abyś miał WIZJĘ tego, co ma się
stać, zwłaszcza na końcu tej godziny czy dwóch. Mam tu na myśli
wizję w sensie praktycznie dosłownym - optyczne wyobrażenie sobie
tej sceny z detalami, z tą konkretną laską, w mniej czy bardziej
konkretnych okolicznościach. Czyli widzisz laskę i wyobrażasz
sobie swój cel w postaci sceny, w której przykładowo minęła
już godzina, Ty stoisz z nią przy barze i delikatnie sią
całujecie, przytulacie się do siebie, a na koniec wychodzicie razem
z klubu.
To może się
wydawać dziwne, ale takie skierowanie części uwagi w kierunku
pożądanego efektu zmienia coś w psychice. Nawet w tej chwili, gdy
siedząc przed komputerem i pisząc ten tekst myślę o podejściu do
jakiejś laski z nastawieniem "pójdę i zobaczę, może mi
wyjdzie", to zaczynam się czuć źle, trochę tak jakby było
ze mną coś nie tak, jakbym był niepełnowartościowym facetem czy
coś. A kiedy myślę o podejściu z nastawieniem "PLAN jest
taki, że spędzamy ze sobą godzinę, a potem dostaję od Ciebie
numer/pocałunek/seks", to czuję się inaczej, dużo lepiej.
Posiadanie PLANU
nie oznacza, że mamy się tego trzymać kurczowo. Ani że mamy nie
zwracać uwagi na to, co się dzieje (a zwłaszcza na reakcje
kobiety), idąc do przodu jak autystyczna lokomotywa. Mamy zwracać
uwagę na jej reakcje i tak dalej, ale w duchu "co mam zrobić,
aby wszystko poszło w kierunku realizacji PLANU?". To jak
zmiana fundamentalnego, kierującego nami pytania - z "czy mam u
niej szanse?", na "co mam zrobić, aby zdobyć tę laskę
tej nocy, w tym klubie?". Nie zawsze będzie dało się tą
kobietę faktycznie zdobyć, ale zmiana pierwszego pytania na drugie
zmieni coś na lepsze w Twojej psychice.
Nie wiem czy
zwłaszcza ta ostatnia rzecz o PLANIE jest zrozumiała - jeżeli są
jakieś niejasności, to piszcie.