środa, 31 sierpnia 2016

Psychika Uwodziciela, część 1



To jest pierwsza część cyklu o ogarnięciu/nieogarnięciu psychicznym - nie jestem pewien, ale całość pewnie będzie miała około 3 części.


Zalecana Lektura

Pewnie większość czytelników bloga już to czytała, ale jeżeli ktoś nie czytał, to polecam lekturę tych dwóch artykułów:

http://uwodzenie-milroh.blogspot.com/2012/02/jak-staem-sie-dobry-z-kobietami.html

http://uwodzenie-milroh.blogspot.com/2012/06/o-braku-szacunku-do-kobiet.html


O czym jest ten cykl artykułów?

Tematem tego cyklu jest psychika uwodziciela - nasze wewnętrzne uporządkowanie, ogarnięcie emocjonalne i światopoglądowe. To jak myślimy i co czujemy odnośnie kobiet, uwodzenia i naszej pozycji względem tego wszystkiego.

Chodzi tu o to, co odróżnia psychikę osoby dobrej z kobietami od psychiki osoby słabej z kobietami. O to co powoduje, że jeden facet jest w stanie rozmawiać, uwodzić i bzykać kobiety na luzie, bez stresu czy napięcia, a inny facet stresuje się przy byle odezwaniu się do kobiety, myśl o podjęciu próby zaciągnięcia jej do łóżka napawa go panicznym, paraliżującym strachem.

Na ile ważne jest ogarnięcie psychiczne? Jakie są efekty ogarnięcia lub jego braku?

Jest to coś BARDZO, BARDZO WAŻNEGO.

Wystarczy spojrzeć na banalną sytuację - facet widzi w klubie czy na ulicy bardzo atrakcyjną kobietę i pragnie jej, ale boi się do niej podejść, sama myśl o podejściu jest dla niego głeboko stresująca, więc nie podchodzi. I w takiej sytuacji problemy z psychiką obniżają skuteczność praktycznie do zera, bo skoro facet nie jest w stanie w ogóle podejść i zagadać do kobiety, to raczej jej nie uwiedzie i nie prześpi się nią (pomijam rzadkie sytuacje, kiedy to kobieta podejdzie do niego).

Wielu facetów ma powyższy problem, ale nie w formie całkowitej, tylko w formie częściowej. Czyli np. facet jest w stanie podejść do kobiety w klubie, ale nie na ulicy. Albo jest w stanie podejść , ale tylko po alkoholu, a nie na trzeźwo. Albo jest w stanie podejść do kobiety przeciętnej lub umiarkowanie ładnej, ale do bardzo ładnej to już nie.

Ale takie sytuacje typu "facet nie podchodzi od kobiety" to tylko część problemu. To jest coś bardzo oczywistego, coś "czarno na białym", natomiast są też inne sytuacje, które są mniej oczywiste.

Bywa tak, że facet jest zestresowany, ale mimo tego jest w stanie podejść, często na siłę, "przełamując się". Problem w tym, że co prawda podszedł, tylko że nadal jest mniej czy bardziej zestresowany i to odbija się na JAKOŚCI jego interkacji. Facet zestresowany wypada gorzej, bo jego zestresowanie jest mniej czy bardziej WYCZUWALNE/WIDOCZNE w jego spojrzeniu, mimice twarzy, tonie głosu, itd itp. W cięższym przypadku laska całkiem świadomie zdaje sobie sprawę z tego, że on jest spięty, natomiast w lżejszym ona nie widzi tego w zdecydowany sposób, ale wywierane wrażenie, atmosfera interakcji jest "niewyraźna", dużo gorsza niż mogłaby być przy większym wyluzowaniu. Gdy facet podchodzi pomimo zestresowania, to co prawda ma jakieś szanse na sukces i w tym sensie jest to dużo lepsza sytuacja niż gdyby nie podszedł, ale są to szanse mniejsze niż gdyby był wyluzowany. Przy czym tutaj może być masa różnych czynników, wiele zależy od innych cech faceta, wiele zależy od kobiety, itd - przykładowo zestresowany przystojny facet może mieć spore szanse u przeciętnej dziewczyny, ale zestresowany przeciętnie wyglądający facet ma raczej niewielkie szanse na przespanie się z modelką.

Jeszcze inną sprawą jest to, jak problemy z psychiką wpływają na sposób prowadzenia interkacji, w sensie tego robi/mówi facet, a raczej czego NIE robi. Chodzi o to, że tak jak kwestia podejścia jest jakimś testem, wyzwaniem dla psychiki faceta, tak samo testami/wyzwaniami są inne rzeczy, takie jak np. kwestia pocałowania dziewczyny, albo nawet kwestia poprowadzenia rozmowy w jakimś bardziej osobistym czy "niestosownym" kierunku. Klasycznym przykładem takiej patologii jest to, gdy facet idzie z kobietą na randkę, a na randce nie ma odwagi spróbować jej pocałować. Z tego generalnie robią się dziwne, słabe interakcje, w których facet częściowo próbuje zdobyć laskę, a częściowo tego unika, bo czuje się niekomfortowo.

Podsumowując, brak ogarnięcia psychicznego generuje zasadniczo 2 rodzaje negatywnych efektów:

1. Facet czegoś NIE ROBI, bo czuje się z tym niekomfortowo. Czyli np. w ogóle nie podchodzi do kobiety, nie całuje jej na randce, itd itp.

2. Facet ma "złą energię", "emanuje" zestresowaniem/napięciem/dyskomfortem poprzez spojrzenie, mimikę, mowę ciała, ton głosu, itd itp, przez co wypada gorzej.

Tego typu problemy wynikające z braku odpowiedniego ogarnięcia psychicznego dotykają różnych facetów w różnym stopniu, a także różnie w różnych okolicznościach. W szczególności chodzi mi tu o to, że wielu facetów radzi sobie przyzwoicie, dobrze czy nawet bardzo dobrze z kobietami, ale tylko na domówce lub w klubie, i tylko po alkoholu. Takie osoby z jednej strony potrafią być naprawdę bogate życie seksualne, mieć na koncie czasami po kilkadziesiąt czy nawet więcej lasek, ale z drugiej strony jest to ograniczone do określonego kontekstu (domówka/klub, alkohol) i te same osoby poza imprezą i na trzeźwo są tylko cieniem tego, co prezentują na imprezach. I na takie osoby można patrzeć różnie - z jednej strony można się czepiać, że ich uwodzenie jest uzależnione od alkoholu i określonych okoliczności - zresztą czymże jest tutaj alkohol, jeżeli nie "protezą" uzupełniającą braki ogarnięcia psychicznego? Ale z drugiej strony jeżeli ktoś ma bogate i fajne życie seksualne, to też nie ma co za bardzo szukać dziury w całym. Szczególnie, że takie osoby w dużym stopniu SĄ dobre - to nie jest tak, że byle chłystek może wyjść na imprezę, napić się i już świetnie sobie radzi - tabuny gości piją, ale tylko niektórzy z nich są na tyle ogarnięci, że pomoc ze strony alkoholu wystarcza im do bycia dobrymi.


Wcześniej napisałem o tym, że brak ogarnięcia psychicznego [w kontekście danych okoliczności] generuje 2 rodzaj problemów. A co jeżeli jest odwrotnie, jeżeli ktoś jest dobrze ogarnięty [w kontekście danych okoliczności]?

Ma miejsce "odwrócenie" poprzednich dwóch punktów:

1. Mamy LUZ, WOLNOŚĆ EMOCJONALNĄ do zrobienia tego, co chcemy. Czyli możemy podejść, możemy pocałować, możemy powiedzieć cokolwiek, możemy zrobić cokolwiek - "ogranicza" nas tylko nasza szczera opinia odnośnie tego, co naszym zadaniem zadziała lub nie zadziała, a nie strach czy dyskomfort. I niech nikt nie myli tego z "przełamywaniem się", gdzie ktoś wykonuje jakieś działanie, ale dzięki temu, że siłą woli pokonuje (tymczasowo) swoje opory - mi chodzi o coś zupełnie innego - o sytuację w której nie potrzebujemy siły woli, nie musimy walczyć, bo nie mamy oporów i czujemy się z czymś autentycznie ok.

Tutaj jest też taka dodatkowa, "ukryta" korzyść która być może nie jest dla każdego oczywista. Chodzi o nasz komfort - myśląc o uwodzeniu myślimy na ogół o zdobywaniu lasek i oczywiście słusznie, bo to jest celem uwodzenia, natomiast nie wiem na ile ludzie np. czytający tego bloga mają świadomość tego, że luz wynikający z ogarnięcia psychicznego jest jakby wartością samą w sobie - oczywiście generalnie chodzi o laski, ale dodatkową wartością jest tutaj nasz komfort, nasz luz. Nie wiem na ile to jest zrozumiałe, bo większość czytelników bloga najprawdopodobniej nigdy nie była w mojej sytuacji, ale patrząc na innych, "normalnych" ludzi oprócz gigantycznej różnicy w ilości i jakości lasek, widzę też zauważalną różnicę w komforcie jeżeli chodzi o przebywanie wśród nieznajomych kobiet. Mam na myśli to, że ja nie mam tego EMOCJONALNEGO przejmowania się, martwienia tym co laska sobie pomyśli. Mogę o tym myśleć i zajmować w sensie praktycznym, "taktycznym", ale nie mam tego zestresowanego, emocjonalnego martwienia się, które widać u wielu innych facetów. I moim zdaniem nawet odsuwając na bok samą efektywność w uwodzeniu, to ten komfort, luz, wolność od przejmowania się jest korzyścią samą w sobie.

2. Lepsza "emanacja" w sensie innego spojrzenia, mimiki twarzy, mowy ciała, tonu głosu, itd itp. Moim zdaniem ten efekt ma tak naprawdę dwa poziomy, czy też aspekty:

A. Brak negatywnej "emanacji", brak "złej energii" - czyli brak tego, co opisałem wcześniej opisując efekty niedostatecznego ogarnięcia - nie mamy tej "emanacji" zestresowania i dyskomfortu, nie mamy tego efektu wypadania gorzej. Co już stawia nas na lepszej pozycji względem większości facetów, którzy mają wypisane na twarzy napięcia, lęki, kompleksy, itd.

B. Pozytywna "emanacja", "dobra energia" - tak jak widać w ludziach złe rzeczy, takie jak zestresowanie, tak widać też te dobre. I dlatego jeżeli ktoś jest wyluzowany, jeżeli ktoś jest konkretnym facetem, a nawet draniem, to też w jakimś stopniu to po nim widać. Laski jeżeli nie na świadomym, to na podświadomym poziomie widzą, CZUJĄ, że ten facet jest w jakiś sposób inny, w jakiś sposób "lepszy" psychicznie, seksualnie czy życiowo. I nie chodzi o to, że ten efekt jest jakiś super potężny, moim zdaniem jest dużo mniej ważny od zwyczajnego wyglądu, ale jednak ma miejsce i ma jakiś wpływ.


Błędne przekonania/wyobrażenia odnośnie znaczenia (nie)ogarnięcia psychicznego.

Jak to często bywa w tego typu sytuacjach, odnośnie znaczenia (nie)ogarnięcia psychicznego zdarzają się dwa przeciwstawne typy błędnych przekonań - jedne umniejszające, drugie wyolbrzymiające to znaczenie.

1. Wielu ludzi dostrzega tylko część efektów ogarnięcia/nieogarnięcia. Chyba każdy rozumie to, że jest jakiś czynnik psychiczny potrzebny do tego, aby "mieć odwagę" podejść. Sporo ludzi rozumie też to, że podejście podejściem, ale dobrze byłoby, gdyby facet nie był w widoczny sposób zestresowany. Na tym jednak na ogół kończy się zrozumienie - pomijając przypadki widocznego zestresowania, większość ludzi nie dostrzega tego, że źle ułożona psychika daje złą "energię", co oczywiście źle wpływa na uwodzenie. Nie widzą też oni tego, jakie znaczenie ma dobra "energia" i jak sukcesy wielu facetów radzących sobie dobrze z kobietami opierają się w mniejszym czy większym stopniu między innymi na tym.

"Klasyką gatunku" jest sytuacja, w której facet ma złą energię, ale nie dostrzega, nie rozumie tego i próbuje uwodzić, oczywiście z marnymi skutkami. Przez lata widziałem w klubach setki, jeżeli nie tysiące takich sytuacji - facet podchodzi do kobiety i stara się ją poderwać, ale na jego twarzy jest wypisane to, że jest LESZCZEM. Ja to widzę i jednocześnie wiem o co chodzi, natomiast kobieta nie rozumie tego tak dobrze jak ja, ona tylko CZUJE tę jego złą energią i myśli po prostu "jakiś leszcz się do mnie podwala". I jeżeli on jest przystojny albo wygląda na bogatego, to ona może dać mu szansę POMIMO jego złej energii, ale jeżeli nie jest, to jego szanse na sukces są nikłe. Tak właśnie najczęściej wygląda "uwodzenie" w wykonaniu zdecydowanej większości facetów podchodzących do kobiet w klubach - do kobiety podchodzi facet z wypisanym na twarzy niewerbalnym przekazem "jestem LESZCZEM", który tak naprawdę nie ma u niej realnych szans. Mnie osobiście to z jednej strony śmieszy, ale z drugiej też czasami denerwuje, bo tacy faceci robią "tłok", zamieszanie w klubie, pogarszają atmosferę, "blokują" laski tak naprawdę z góry skazanymi na niepowodzenie próbami podrywu.


Przez to powszechne wśród innych facetów niedostrzeganie, niezrozumienie znaczenia ogarnięcia psychicznego mam też problemy w kontaktach ze znajomymi. Chodzi o to, że moi znajomi w dużej mierze wiedzą o tym, że jestem bardzo dobry z kobietami i często zadają mi odnośnie tego pytania. W czym problem? W tym, że osoby pytające najczęściej są mocno nieogarnięte psychicznie, ale ich niski poziom zrozumienia tematu powoduje, ze zadają mi pytania typu "Co mam mówić do laski?". I oczekują, że skoro ja się na tym znam, to udzielę im szybkiej i krótkiej, a jednocześnie dobrej odpowiedzi, dzięki której zacznie im lepiej iść z kobietami. A ja patrzę na gościa i wiem, że on ma psychikę "do wymiany", a wyleczenie go z bycia leszczem/frajerem to kwestia może roku, może dwóch lat wspólnego wychodzenia - a to nie jest coś, co on chciałby usłyszeć, a także najprawdopodobniej nie jest to coś, co on byłby w stanie zrozumieć bez wielogodzinnego tłumaczenia.

Powyżej przedstawiam sprawy z mojego punktu widzenia, ale mam nadzieję, że każdy czytelnik bloga rozumie, że jest to też jak najbardziej istotna informacja pt. "jacy ludzie są głupi" i "jakiego typu facetem warto NIE BYĆ".


2. Przeciwnym rodzajem błędnego przekonania jest wyolbrzymianie znaczenia ogarnięcia psychicznego. Mam tu na myśli różnego rodzaju zwichrowane poglądy, według których ogarnięcie psychiczne to praktycznie 100% uwodzenia, super potężny czynnik "unieważniający" działanie wyglądu czy pieniędzy.

Co tu dużo mówić - są to DEBILNE BZDURY.

Jasne - ogarnięcie psychiczne jest bardzo ważnym czynnikiem, ale ma to swoje GRANICE.

Wygląd ma znaczenie i to znaczenie OGROMNE, tak samo jak pieniądze. Dobra lub zła "energia" wynikająca z ogarnięcia lub nieogarnięcia psychicznego jak najbardziej może to MODYFIKOWAĆ , ale w pewnych GRANICACH.

W szczególności dobra energia płynąca z ogarnięcia psychicznego NIE odmieni sytuacji, w której facet jest wizualnie nieatrakcyjny, poniżej realnych minimalnych wymagań danej kobiety. Po prostu - kobieta widząc wyraźnie nieatrakcyjnego faceta "skreśla" go, niezależnie od jego energii czy zachowania, podobnie jak my skreślamy brzydkie laski niezależnie od tego, jakie nie byłyby fajne na innych płaszczyznach. Co innego, gdy ktoś nie jest mocno atrakcyjny, ale spełnia nasze minimalne wymagania ORAZ ma dobrą energię - wtedy to jak najbardziej ma znaczenie.

Głównym źródłem błędnych przekonań wyolbrzymiających znaczenie ogarnięcia psychicznego jest "anty-wiedza" - nieprawdziwe informacje na temat uwodzenia propagowane przez różnych pseudo-ekspertów. To jest nieuczciwy marketing trafiający w myślenie życzeniowe wielu facetów, którzy chcieliby, aby istniała "magiczna broń" która pozwoli im zneutralizować różnego rodzaju braki, szczególnie wyglądowe czy finansowe. Problem w tym, że czegoś takiego nie ma - są tylko fałszywe obietnice typu "Kup mój super produkt, a będziesz miał najlepsze laski, niezależnie od tego jak wyglądasz i ile masz pieniędzy!". I to jest MOCNO SZKODLIWE - nie dlatego, że ktoś straci trochę pieniędzy, ale dlatego, że jest to ZATRUWANIE SWOJEGO UMYSŁU fałszywym obrazem uwodzenia, bzdurami autorstwa osób które wcale nie są dobre z kobietami, tylko dobre w "strzyżeniu jeleni".

Innym źródłem tego typu błędnych przekonań jest wyciąganie błędnych, zbyt daleko idących wniosków na podstawie obserwacji sytuacji z życia. Przykładowo ktoś ma kolegę dobrego z kobietami, który bzyka laski dużo atrakcyjniejsze od niego samego i na tej podstawie wysnuwa wniosek, że "wygląd nie ma znaczenia, tu chodzi o pewność siebie!" - tylko tak się "niefortunnie" składa, że ten kolega jest w miarę atrakcyjny i mieści się w minimalnych wymaganiach wyglądowych tych lasek - czyli jest to działanie w obrębie "granic" o których wcześniej wspomniałem, a nie żaden dowód na to, że rzekomo ogarnięcie psychicznie całkowicie unieważnia znaczenie wyglądu.


Podsumowanie:

Ogarnięcie psychiczne jest z jednej strony BARDZO WAŻNE, ale z drugiej strony nie jest "magiczną bronią", tylko czynnikiem działającym w pewnych granicach.

CDN

W następnej części napiszę o tym, na czym polega ogarnięcie psychiczne, jaki jest sposób myślenia, sposób postrzegania świata, przekonania i nastawienie moje oraz innych znanych mi osób dobrych z kobietami.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Blondynka z klubu



Ta akcja jest o tyle inna niż poprzednie, że została przeprowadzona po części z myślą o czytelnikach bloga. :)

Tego dnia słabo się czułem, byłem śpiący i pozbawiony siły. W ogóle nie planowałem, nawet nie myślałem o pójściu do klubu, ale zadzwonił do mnie kolega i zaczął namawiać na wyjście. Okazało się, że ma już nagranego na wyjście naszego wspólnego kolegę. Po długim namawianiu odpowiadam, że się zastanowię. No i się zastanawiam - nie czuję się idealnie, ale przecież mogę się napić z kolegami, a przy okazji MOŻE "dla jaja" zrobię akcję, z której potem opiszę raport. A jeżeli nie będę się czuł na siłach, to ograniczę się do pogadania z kumplami, co jest samo w sobie całkiem fajną perspektywą. W końcu dzwonię do kolegi i oznajmiam, że przybędę.

Przygotowuję się, ubieram, wyjeżdżam.

Docieram do klubu i znajduję w środku chłopaków, którzy właśnie w trakcie chlania. Jeden z nich tak jak ja pije normalnie, ale drugi jest z tych, którzy piją jak smoki. Pijemy, gadamy i na razie tylko luźno gapimy się na laski.

W klubie jak to w klubie, ładnych kobiet jest wiele, niestety część jest z facetami. W pewnym momencie zauważam jedną laskę, która zdecydowanie wyróżnia się swoją urodą. Jest średniego wzrostu jasną blondynką z BARDZO zgrabnymi nogami i ŚLICZNĄ, dziewczęcą twarzą. Ma odsłonięte, zgrabniutkie łydki z mlecznobiałą skórą. Całościowo sprawia wrażenie "świeżości", a także niewinności. Wygląda trochę tak, jakby miała 15 lat i spędziła całe życie w jakimś kurorcie dbając o cerę. Oczywiście widzę, że tak naprawdę ona ma ponad 20 lat, wiem też o tym, że jej cera to kwestia genetyki - niektóre laski tak mają, ale efekt jest tak czy inaczej bardzo fajny. Dziewczyna nie jest z absolutnie najwyższej półki - są ładniejsze, ale aż tak wiele jej nie brakuje i jest zdecydowanie "bardzo ładna", a nie tylko "ładna". To nie jest topowy klub i tak się składa, że ona jest najlepszą laską w klubie.

Jej towarzyszką jest jako tako ładna, ale jednocześnie dużo słabsza brunetka - ładna twarz i w miarę przyjemne, choć odrobinkę za masywne ciało. (nie jakaś specjalna otyłość, tylko bardziej grubokoścista budowa ciała).

Ok, czyli mamy najlepszą laskę w klubie - bez faceta, w towarzystwie jednej koleżanki - bardzo dobra sytuacja. Niestety są dwa problemy - duży i mały.

Mały problem jest taki, że właśnie podbiło do nich jakichś dwóch facetów. To najczęściej oznacza powiedzmy 5% szansę na to, że laski zostaną z tymi kolesiami, a 95% szansę, że za najdalej 10 minut będą już wolne. Jeżeli ci goście je wyrwą, to trudno, ale najbardziej prawdopodobne jest to, że im to się nie uda - facetów którzy podchodzą w klubach jest dużo, facetów którzy są w tym dobrzy jest wielokrotnie mniej.

Dużym problemem jest moje samopoczucie. Nie, nie czuję się zestresowany - czuję się słabo fizycznie, jestem BEZ ENERGII, najchętniej bym się położył i zasnął. No cóż, tak to bywa gdy idzie się do klubu mając "zły dzień", bo akurat wtedy kolega zadzwonił, zamiast wyjść wtedy, gdy jest się w dobrej formie. W tej chwili z jednej strony mam psychiczne pragnienie zdobycia blondynki, ale moje ciało ma ochotę na danie sobie spokój i odpoczynek. Postanawiam spróbować się jakoś ogarnąć, bo mam wrażenie, że w swoim obecnym stanie przedstawiałbym w potencjalnej akcji nędzny cień siebie samego. Zamawiam więc Red Bulla, szybko go piję i idę NA PARKIET. Z góry mówię, że osoby spodziewające się teraz opisu uwodzenia na parkiecie będą zawiedzione, bo żadnego uwodzenia na parkiecie nie było. Poszedłem na parkiet w celu zrobienia "Aerobiku" - po prostu poruszać się, rozgrzać, "rozbudzić się". Nie ma maksa, bo nie przecież nie chciałem się spocić czy też pomiąć sobie zbytnio ubranie, ale tak umiarkowanie. Tańczę sobie, gapię się na laski w nadziei, że moi ich widok też mnie trochę pobudzi, ale niczego nie robię. Mijają tak kolejne minuty i kogo widzę kilka metrów dalej? Oczywiście blondynkę razem z jej koleżanką brunetką. Czyli wyszło tak jak się spodziewałem - faceci którzy do nich podeszli pogadali, pogadali, a potem zostali spławieni. Teoretycznie mógłbym do niej podejść na parkiecie, bo czuję się już lepiej, ale podejścia w tańcu to nie moja specjalność, więc odwracam się do nich plecami, odchodzę kolejne kilka metrów dalej i kontynuuję "aerobik".

Po kilku minutach poczułem się już całkiem ok - nie super, ale normalnie, więc mogłem przejść do dalszych działań. I tutaj są dla mnie jasne dwie sprawy:

1. Podrywanie na parkiecie to nie mój styl, zdecydowanie chcę podejść poza parkietem.

2. Laski są dwie, więc najlepiej będzie podejść z kolegą, w układzie 2x2.

Jestem w klubie z dwoma kolegami, obu których znam od wielu lat, tak więc wiem doskonale jacy są i czego mogę się po nich spodziewać podczas akcji. I wiem też od razu, że jeden z nich jest zbytnio "niesterowalny", za mało zdyscyplinowany, natomiast drugi będzie dużo lepszym wyborem. Ten pierwszy to taki klasyczny "stary TIANowiec", który jest dobry, ale lubi robić rzeczy po swojemu. A ten drugi to osoba którą uczyłem od podstaw, czyli ktoś kto podchodzi do tego w podobny, zdyscyplinowany sposób, a przy okazji ma także względem mnie spory dług wdzięczności.

Gdzież jest więc mój wierny giermek? :)

Schodzę z parkietu i idę szukać moich kolegów. Odnajduję ich i widzę, że obracają jakieś brunetki - w sumie mogłem się tego spodziewać. Jest mały problem, bo oni są w trakcie akcji, a ja bym chciał zabrać jedno z nich do mojej. Zastanawiam się i patrzę na laski - są ładne, ale wyraźnie słabsze od blondynki którą chcę zdobyć. Znajduję w tym usprawiedliwienie do zakłócenia ich akcji, aczkolwiek postanawiam dać im jeszcze trochę czasu - jeżeli zaczekam, to wtedy ten kolega którego nie zabieram będzie miał większe szanse na sukces ze swoją brunetką. Po może 10 minutach podchodzę i wyjaśniam drugiemu koledze sytuację. Zgadza się olać swoją brunetkę i idzie ze mną pomóc mi w polowaniu na blondynkę.

Idziemy w kierunku miejsca, gdzie ostatnio widziałem na parkiecie blondynkę. Jest tam nadal, więc zaczynamy "czatować" na prawdopodobnej trasie jej powrotu. Nie jest to nic specjalnie ekscytującego, ale wolę to niż uwodzenie na parkiecie.

Stoimy z kolegą i rozmawiamy, aż wreszcie widzę, że dziewczyny schodzą z parkietu. W tym momencie następuje zasadniczo najtrudniejszy element całej akcji - zrobienie DOBREGO podejścia. Bardzo łatwo jest zrobić JAKIEŚ podejście, to znaczy średnie lub słabe. I nawet może coś z takiego średniego czy nawet słabego podejścia być, tylko pytanie jak często i z jakiej klasy kobietami. A ja chcę ZMAKSYMALIZOWAĆ swoje szanse na sukces, więc chcę zrobić DOBRE podejście, a to nie jest łatwe. Idealnie byłoby, gdybym mógł najpierw "zaprezentować" się lasce, tak aby ona mnie zobaczyła, odnotowała w swojej głowie pozytywne wrażenie, a ja niby dopiero wtedy bym ją zauważył i "spontanicznie" do niej podszedł, startując z poziomu jej pozytywnego wrażenia, a nie jakiegoś losowego faceta pojawiającego się znikąd i gadającego jej coś od razu do ucha. Inaczej może się u niej pojawić irytacja i/lub "autopilot" na spławienie natręta, zanim w ogóle będę miał szanse jej coś zaprezentować. Oczywiście to nie jest jedyny czynnik i nie jest to też absolutnie konieczne, ale na pewno lepiej jest, gdy tak to wygląda. Niestety klub żyje swoim życiem, ludzie ciągle się kręcą i przepychają, jest wielka szansa np. na to, że między mną a laską pojawią się przechodzące między nami osoby, a w tym czasie ona mnie minie i będę ją musiał "ganiać od tyłu", albo zaryzykować np. to, że laska wejdzie mi na nie wiadomo jak długo do damskiej toalety.

Zanim przejdę dalej, wspomnę o kilku rzeczach, które działają na moją korzyść i które są tutaj istotne:

1. Jestem dość atrakcyjnym fizycznie facetem - według większości ocen jestem 6-7/10. To nie jest żaden super dobry wygląd, takich facetów jest mnóstwo, a w klubie zawsze (tego dnia też) są faceci zdecydowanie przystojniejsi ode mnie, ale to jednak ma znaczenie, bo co prawda nie jestem w czołówce, ale podobam się kobietom. To tak samo jak z laską 6-7/10 - taka laska nie robi super wrażenia, raczej nie wywołuje super napalenia, ale "na spokojnie" się podoba.

2. Jestem BARDZO dobrze ubrany. W dużym skrócie mówiąc, bardzo dobre ubranie z jednej strony wygląda dobrze optycznie, a z drugiej strony sugeruje, że dany facet jest zamożny, że pewnie prowadzi fajne życie i jest ogólnie ogarnięty, że ma powodzenie u innych kobiet i jest dobrą partią, itd itp. Generalnie rzecz biorąc, bardzo dobre ubranie powoduje, że już na starcie wiele kobiet patrzy na nas dużo bardziej przyjaznym wzrokiem.

3. Jestem AUTENTYCZNIE wyluzowany. Nie tak jak wielu innych facetów, którzy co prawda są w stanie podejść, czy też raczej "przełamać się do podejścia", ale tak naprawdę nadal jest w nich napięcie, napięcie które widać w ich spojrzeniu, minie i ruchach. Ja jestem autentycznie wyluzowany, a człowiek wyluzowany lepiej wypada i ma lepszą "energię". Nawiasem mówiąc, są badania naukowe które wykazały, że atrakcyjność seksualna wbrew typowym wyobrażeniom nie zależy od poziomu testosteronu, czyli od męskości, ale od niskiego poziomu kortyzolu, "hormonu stresu", czyli zasadniczo właśnie od wyluzowania.

4. Stosuję to, co nazywam "Grą Aktorską". Chodzi o to, że wchodzę w pewną "rolę", odgrywam różne rzeczy, podobnie jak czyni to aktor teatralny (teatralny, bo on musi grać na żywo, bez powtórek). Tylko ja nie odgrywam określonej postaci, a raczej określony RODZAJ postaci (typ faceta), czy też konkretne cechy, reakcje i zachowania.

To nie jest łatwa sprawa do wytłumaczenia - nie tylko w tekście, ale nawet na żywo. Wiele osób nie za bardzo dostrzega efekt, a ci którzy dostrzegają często miewają problemy z brakiem wyluzowania, potrzebnym do robienia tego w praktyce.

Nie chcę się nad tym zbytnio rozwodzić, ale w skrócie chodzi o to, aby kontrolować swoją "energię", swoją mimikę i spojrzenie, a także mowę ciała, poprzez ODGRYWANIE czegoś. Większość ludzi tego nie ma i nawet pomijając zestresowanie i podobne "twarde" problemy z ich energią, to nawet gdy niby wszystko jest ok, tak naprawdę ich energia, ich ekspresja jest zbyt "pospolita", "rozmyta", "niewyraźna". I przez to oczywiście są dużo mniej charyzmatyczni niż teoretycznie mogliby być. Ja natomiast ODGRYWAM pewną "rolę " czy "pozę" i przez to jestem bardziej charyzmatyczny w obrębie tej pozy, bo jest ona "silniejsza", wyraźniej zarysowana.

Swoją drogą, to co robię jest tak naprawdę przeciwieństwem tego, co zalecają różnego rodzaju głupie porady, według których należy "być sobą", albo "być naturalnym", itd itp. Ja NIE JESTEM - ja jestem "AKTOREM" i ogromnie sobie cenię to, że nie wierze w głupoty i nie jestem przywiązany do jakiegokolwiek "bycia sobą".


Wracając do klubu i do "polowania na blondynkę", to laska jest młoda i wygląda raczej niewinnie, tak więc będę chciał uderzyć w nieco łagodniejszy, ale nie przesadnie miękki image. Chcę być tym facetem, który jest od niej starszy i bardziej doświadczony, a także bogaty, ale jednocześnie jest też w miarę "niezepsuty". Nie chcę wyjść na cwaniaka, czy też na gościa który rucha dużo kobiet (którym jestem w istocie). Wersja którą chcę pokazać jest taka, że bardzo mi się spodobała i może widzę w niej "coś więcej" niż tylko urodę - ale też bez przegięcia w drugą stronę, bo mam być niezepsutym, ale bardziej doświadczonym od niej facetem, który ma powodzenie u kobiet.

"Wchodzę w rolę" i podążam w kierunku blondynki, kolega idzie ze mną. Staję na jej drodze, ale dając nam trochę dystansu, tak abym mógł nawiązać z nią kontakt wzrokowy, tak aby miała okazję zobaczyć mnie jeszcze przed samą interkacją.

Patrzę się na nią, ona instynktownie patrzy się na mnie, ja uśmiecham się lekko i podnoszę dłonie w geście DELIKATNEGO "zatrzymania", ale z dłońmi rozchylonymi na boki. Chodzi o to, że jeżeli kogoś zatrzymujemy w sposób kategoryczny i robimy mocne "STOP!", to nasze dłonie są zwrócone wewnętrzną stronę do zatrzymywanej osoby, palcami do góry. Ja tego NIE robię - robię delikatniejszy gest zatrzymania/nawiązania kontaktu - moje dłonie są podniesione na wysokość klatki piersiowej (przy zgiętych łokciach) i są odchylona trochę do góry, trochę na boki - wnętrza dłoni są trochę do laski, a trochę do siebie nawzajem. Kciuki są zasadniczo skierowane do góry, a pozostałe 4 palce są lini prowadzącej ponad i na boki od jej barków.

Moje spojrzenie, uśmiech i gest powodują, że ona sama zatrzymuje się i daje mi okazję do odezwania się bez niepotrzebnego "szarpania się" i bez "napastliwej" atmosfery. Ja zbliżam się, lekko nachylam i mówię do niej "Cześć". NIE jest to "Cześć" na zasadzie "udaję, że jestem Twoim kolegą", ani "chcę się zapytać która godzina". To jest "Cześć" na zasadzie "Mówię to dlatego, że mi się podobasz, teraz się poznamy i będziesz moją dziewczyną".

Ona odpowiada mi "Cześć", ale w taki sposób, po którym widać, że idzie dobrze - to jest powiedziane tak, że według mojego przypuszczenia do oznacza "Czuję się nieco onieśmielona, podszedł do mnie starszy, tak ŚWIETNIE ubrany facet i w dodatku wydaje się być naprawdę fajny (dobra energia)". Ona na tym etapie nie jest jeszcze całkowicie urobiona, ale jest to zdecydowanie dobra reakcja - powiedzmy 7-8 w skali 10 punktowej (reakcja, nie laska). Moim zdaniem to jest bardzo fajne, bo według mnie zasadniczo mamy już uzgodnioną wstępną "ramę" naszej interkacji i relacji - ona co prawda jeszcze nie zdecydowała się na zostanie moją dziewczyną, ale zdecydowała się już na poznanie mnie jako kandydata na faceta. W tym momencie ja z jednej strony nadal mam kawał roboty do wykonania, ale z drugiej to wszystko jest już ułożone na właściwym "torze".

Przedstawiam się jej, ona przedstawia się mi, do akcji wkracza mój kolega, czy też "koleżanko-neutralizator", wszyscy się sobie przedstawiają, kolega zaczyna gadać z koleżanką, tym samym rozpoczynając (udany) proces likwidacji tego, co na tym etapie jest największym zagrożeniem dla powodzenia akcji, czyli możliwości sabotażu ze strony koleżanki.

Ja mówię blondynce, że jest śliczną dziewczyną - to pasuje do atmosfery i kształtu interakcji - mówię to w taki sposób, aby jej zrobiło się miło i żeby wzmocnić wrażenie, że konkretnie ona zrobiła na mnie wielkie wrażenie (a nie że podchodzę do każdej ładnej laski). Uśmiecha, cieszy się, jest jej miło.

Mówię jej, że wygląda na spokojną dziewczynę, która nie chodzi dużo do klubów. To dobry temat idący w kierunku klimatu wzajemnego poznawania siebie - ona mówi, że może trochę tak, pyta się o mnie, itd itp. Ja pozostaję cały czas w swojej "roli", generalnie jestem miły, czarujący - nie słaby, ale w pewien sposób konwersacyjnie "miękki", czy wręcz "słodki". Oczywiście równolegle pilnuję też tego, aby pozostać dla niej tym starszym, bardziej doświadczonym facetem, który ma lepsze życie od niej i przy którym ONA będzie miała lepsze życie.


Rzucam spojrzenie w kierunku baru - jest tam w miarę luźno, proponuję blondynce napicie się czegoś ze mną, a ona się zgadza. Oczywiście podpita laska jest łatwiejsza, ale mi bardziej chodzi o to, że wspólne picie zbliża, daje też coś "do roboty". Zamawiam alkohol i płacę za całą naszą czwórkę, a następnie stoimy i pijemy przy barze.

Pijemy i rozmawiamy, poznajemy się coraz lepiej, nasza relacja staje się coraz bardziej "solidna". Rozmawiamy o niej, o mnie, wymieniamy się różnymi opiniami, itd itp. W gruncie rzeczy nie jest to jakoś bardzo odległe od tego, gdy poznaje się koleżankę lub nawet kolegę - taka w miarę normalna "rozmowa zapoznawcza". Ja co prawda jestem cały czas w swojej "roli" i patrzę na nią, genralnie jestem bardziej ciepły i "słodki" niż byłbym z koleżanką, a tym bardziej z kolegą, ale podstawą konwersacyjną jest właśnie normalna rozmowa dwójki poznających się ludzi.

Z czasem więź, nić porozumienia pomiędzy nami staje się silniejsza. Ja patrzę się na nią czule i widzę też w jej oczach, że jest emocjonalnie, "romantyczno-seksualnie" pobudzona. Patrzę się jej głęboko w oczy, kładę lewą rękę na jej talii i przyciągam ją lekko do siebie, prawą kładę na jej karku i całuję. Pocałunek wchodzi, a my później funkcjonujemy już w trybie "para" - lekko obejmujemy się, jesteśmy w siebie nieco wtuleni. Mam tu na myśli konkretnie tryb "para czująca do siebie miętę". Istotne tutaj jest to, że to NIE było czysto seksualne doświadczenie idące w kierunku obmacywania się, to NIE była atmosfera "jesteśmy napaleni, nasze ciała wariują". To było coś "miękkiego", "romantycznego", działającego na bardziej emocjonalnym i osobowym, a nie jedynie fizycznym poziomie.

Generalnie na tym etapie sprawa jest już praktycznie przesądzona - prawie na pewno wylądujemy razem w łóżku, to raczej tylko kwestia tego kiedy to się stanie. Jak doszedłem do tego punktu?

GDYBY ona chciała po prostu napalonego ogiera, to znalazłaby go bez problemu - wyższego, przystojniejszego, lepiej zbudowanego - ja w tej kategorii nie miałbym najmniejszych szans w konkurowaniu o najlepszą laskę w klubie. Nie należy tego jednak odczytywać w zbyt daleko idący sposób, nie jest to też afirmacja debilnych poglądów typu "wygląd nie ma znaczenia" - ja wyglądam w miarę dobrze, a mój wygląd też ma znaczenie. Mam atrakcyjność (trochę) powyżej przeciętnej - gdybym był przeciętny, to ta akcja pewnie i tak by się udała, ale gdybym poniżej przeciętnej, to najprawdopodobniej by się NIE udała. Natomiast z drugiej strony ja na pewno nie byłem tego wieczoru i NIGDY nie jestem w klubie "ogierem #1", ani nawet blisko.

A co z "leceniem na kasę" i sprawianiem przeze mnie wrażenia bogatego faceta? To generalnie ma dużo większe znaczenie, bo ja świadomie i celowo ubieram się bardzo dobrze, między innymi właśnie po to, aby wyglądać na faceta który jest bogaty. Ale czy to oznacza, że blondynka poleciała po prostu na kasę? W pewnej mierze TAK, a jeżeli komuś to się nie podoba, to powinien się nad sobą poważnie zastanowić, bo kobiety generalnie takie są. Ale z drugiej strony jest też tak, że gdyby jej chodziło po prostu o faceta z kasą, to by go sobie znalazła - co prawda akurat w kategorii wyglądania na bogatego ja jestem zawsze w czołówce, ale w klubach jest wielu bogatych facetów i gdyby tylko o to chodziło, to ona by już dawno była zajęta.

Tak naprawdę to co jej "zaprezentowałem" było czymś złożonym, a jednocześnie czymś trudnym do zrozumienia dla wielu facetów. Bo z jednej strony pokazałem się jako w miarę atrakcyjny fizycznie facet "z klasą i kasą", ale z drugiej strony zaprezentowałem też wyluzowanie, dobrą energię i zainteresowanie jej osobą na "głębszym", a nie jedynie czysto seksualnym pozomie. A do tego to wszystko było DOBRE JAKOŚCIOWO. Dobre jakościowo w sensie sprawności, płynności wykonania - tam nie było "potknięć" czy "niezgrabności", przez co wszystko wyglądało nie tylko dobrze, ale także (paradoksalnie) naturalnie i autentycznie. To jest coś zupełnie innego niż uwodzenie w wykonaniu większości innych facetów, którzy podchodzą w klubach z umiarkowaną, słabą lub wręcz złą energią, robią to często "NIEZGRABNIE", jeżeli nie żenująco tandetnie lub głupio.

Wracając do sytuacji z blondynką - po pocałunku lekko wtulamy się w siebie i funkcjonujemy w trybie "para czująca do siebie miętę". W tym momencie sprawa pójścia ze sobą do łóżka jest już w zasadzie przesądzona, pozostaje tylko pytanie "kiedy" - szczególnie w kontekście tego, czy będzie to miało miejsce tej nocy, czy też po kilku randkach.

Pisząc powyższe pominąłem równolegle biegnący wątek "Giermka" i brunetki, który też jest tutaj istotny. Koledze idzie z nią dobrze i jakoś tak się dzieje, że oni w pewnym momencie zaczynają lgnąć do siebie jak ja z blondynką. Może zadziałał nasz przykład, a może po prostu kolega spodobał się brunetce? Dla niego to żadna gratka, ale z drugiej strony jeżeli laska ma w miarę ładną twarz, jest miła, a on i tak "musi" z nią rozmawiać, to jak najbardziej go tutaj rozumiem. Dla mnie to jest korzystne, bo neutralizuje to brunetkę w wyjątkowo silny i pewny sposób. Podnosi to też moje szanse na wyizolowanie blondynki i seks tej samej nocy.

Mija czas, obie pary są w siebie "wlepione", zajmujemy się razem sobą nawzajem i bardziej się przytulamy niż rozmawiamy. Wiem o tym, że tak naprawdę blondynka jest już gotowa na pójście do mnie, ale mogłaby poczuć się źle z zostawieniem brunetki i atmosferą typu "to cześć, my idziemy się ruchać".

Zamiast tego zaczynam rozmawiać z blondynką, a potem z kolegą/brunetką o tym, czy nie poszlibyśmy czegoś ZJEŚĆ. Tak naprawdę każda osoba z naszej 4-ki jest już gotowa na wyjście z klubu, ale pójście na jedzenie nie niesie ze sobą takiej seksualnej wymowy jak wyjście w klubu.

Opuszczamy klub, zamiast taksówki wybieramy opcję "spacer", ja idę obejmując się z blondynką, kolega z brunetką.

Dochodzimy do lokalu, gdzie siadamy i zamawiamy coś do jedzenia. Po jedzeniu wszyscy jesteśmy już lekko zmęczeni i chcemy iść do domu. A tak się składa, że dziewczyny nie mieszkają razem. A skoro nie mieszkają razem, to nie muszą iść razem, tylko każdy z nas może "odprowadzić" swoją. Po rozejściu się jestem już sam na sam z blondynką, a ani jej, ani mi nie głowie jest rozstawanie się. Szybko uzgadniamy, że pójdziemy do mnie i tak też się dzieje.

(Swoją drogą, brunetka też "zgubiła się" i trafiła tego ranka do mieszkania kolegi)



czwartek, 2 czerwca 2016

O Draniowatości. Bycie Draniem vs Bycie Miłym Facetem.



O Draniowatości. Bycie Draniem vs Bycie Miłym Facetem.

Wielu ludzi wygłasza opinie, według których kobiety preferują facetów będących draniami. Mam tu na myśli te wszystkie wypowiedzi typu "Kobiety wolą drani", czy też "Kobiety kochają drani". Alternatywnie zamiast "drań" może się pojawić określenie "badboy" czy też "niegrzeczny chłopiec".

Według powyższej grupy poglądów, kobietom podobają się faceci z "draniowatymi" cechami, które pociągają je pomimo tego, że cechy te są normalnie uznawane za negatywne - może tu chodzić np. o arogancję, nieliczenie się z odczuciami innych, niewierność, nieczułość, złe traktowanie kobiety, a nawet używanie względem niej przemocy fizycznej. Według tych przekonań, kobiety szaleją za takimi facetami, jakby wbrew zdrowemu rozsądkowi.

Drugą stroną tej samej grupy poglądów jest przekonanie, że facet będący jakby odwrotnością drania, czyli "Miły Facet" - mężczyzna który jest kulturalny, miły, uczciwy, liczący się z uczuciami innych, itd itp, jest seksualnie przegrany, bo takie cechy działają na kobiety odpychająco.

Istnieje też grupa poglądów PRZECIWNA względem tej opisanej powyżej. Według ludzi wyznających tę grupę poglądów bycie draniem wcale nie działa dobrze na kobiety, może za wyjątkiem jakiegoś "uszkodzonego" emocjonalnie marginesu. Według ich przekonań kobiety siebie szanują, postępują odpowiedzialnie, kierują się zdrowym rozsądkiem i preferują facetów kulturalnych, miłych, godnych zaufania, facetów szanujących kobiety i liczących się z ich odczuciami.

Powyżej mamy dwie przeciwstawne grupy poglądów wyznawane przez różnych ludzi. Kiedy piszę "grupa poglądów", to mam na myśli to, że o ile w przybliżeniu są to dwa przeciwstawne poglądy, ale tak naprawdę w każdym "obozie" jest wiele różniących się od siebie przekonań, które jednak w ogólnym ujęciu idą w podobnym kierunku.


Mamy więc dwa "obozy", dwie grupy poglądów - ale KTO MA RACJĘ?

Odpowiedź: RACJI NIE MAJĄ ANI JEDNI, ANI DRUDZY.


W rzeczywistości ludzie z jednego i drugiego obozu nie mają większego pojęcia o kobietach i uwodzeniu. Jedni i drudzy mają zwichrowane poglądy, oparte na niezrozumieniu i wyciąganiu chybionych wniosków.


Tak naprawdę sprawa jest dużo bardziej skomplikowana i wykracza znacznie poza prostacką oś "Drań vs Miły Facet".

Czy bycie Draniem działa? TAK i NIE. To zależy od tego, CO DOKŁADNIE rozumiemy poprzez "bycie Draniem", od jakości wykonania, a także od konkretnej sytuacji - od tego z jaką laską mamy do czynienia, od stanu interakcji i od tego, co jeszcze prezentujemy lasce.

Czy bycie Miłym Facetem działa? TAK i NIE. To zależy od tego, CO DOKŁADNIE rozumiemy poprzez "bycie Miłym Facetem", od jakości wykonania, a także od konkretnej sytuacji - od tego z jaką laską mamy do czynienia, od stanu interakcji i od tego, co jeszcze prezentujemy lasce.


CO WIĘCEJ, o ile wcześniej wspomniane dwa "obozy" są sobie przeciwstawne, o tyle samo bycie Draniem wcale nie musi być sprzeczne z byciem Miłym Facetem - te dwie rzeczy jak najbardziej mogą występować razem u tego samego faceta, nawet w ciągu tej samej interakcji.

Postrzeganie tego wszystkiego przez pryzmat osi "Drań vs Miły Facet" jest bezsensowne i nie tylko nie służy, ale PRZESZKADZA zrozumieniu uwodzenia.

Powiem tutaj kilka słów o mentalności stojącej za tymi dwoma "obozami" - być może pomoże to części osób wyzwolić się z błędnego myślenia.

Sprawa z obozem "Pro-MiłyFacet/Anty-Drań" jest dość prosta. W dużej mierze są to po prostu "LAMUSY" - faceci z ponadprzeciętnie wysokim poziomem szacunku do kobiet, którzy nie wiedzą, albo nie potrafią zaakceptować tego, jakie są kobiety. Do takich facetów potrafi np. nie docierać to, że atrakcyjne, inteligentne, wykształcone i generalnie "grzeczne" kobiety potrafią szybko dawać dupy nieznajomym mężczyznom, którzy to mężczyźni raczej nie są zbyt "grzeczni". To że "lamusy" tak myślą wynika z wielu czynników - jest to kwestia braku doświadczenia, braku wiedzy ("lamusy" często mają podobnych sobie kolegów), ponadprzeciętnie wysokiego poziomu szacunku do kobiet, ale także myślenia życzeniowego - "lamus" CHCE wierzyć, że kobiety doceniają takich facetów jak on i że wcale nie chodzą szybko do łóżka z "draniami" - a jeżeli już, to "na pewno jakiś margines".

Sprawa z obozem "Pro-Drań/Anty-MiłyFacet" jest nieco bardziej skomplikowana. Poglądy tego obozu są przeciwne względem poglądów poprzedniego, więc komuś mogłoby się wydawać, że i ludzie z tego obozu różnią się diametralnie od ludzi z przeciwnego obozu. Tak jednak NIE JEST. W rzeczywistości geneza tego obozu ma BARDZO dużo wspólnego z przeciwnym obozem, ten obóz wręcz wywodzi się z poprzedniego. Jak to możliwe? Po prostu co pewien okres czasu jakiś "lamus" z poprzedniego obozu doznaje "olśnienia" i zdaje sobie nagle sprawę z tego, że to w co wierzył było kłamstwem. Bodźcem do tego mogą byc przykre doświadczenia, jak np. zdrada czy odejście dziewczyny, albo po prostu ogólny brak powodzenia w życiu seksualnym. "Lamus" doznaje "olśnienia", zaczyna sobie w jakimś stopniu zdawać sprawę ze swoich problemów i...co robi? Zaczyna KOMPENSOWAĆ, rzucając się od jednej ściany do drugiej. Widzi, że był/jest "lamusem" czy "leszczem", wiec zaczyna nawet logicznie, ale niekoniecznie mądrze kombinować w kierunku stanie się PRZECIWIEŃSTWEM tego czym był/jest - i stąd właśnie bierze się przeciwieństwo pomiędzy tymi dwoma obozami. Taki "uświadomiony lamus" coś zrozumiał i to oczywiście jest coś dobrego, ALE to wcale nie przekreśla tego, że latami kształtował siebie jako lamusa i brakuje mu doświadczenia, ogarnięcia, pojęcia o kobietach. I to powoduje, że tak naprawdę brakuje mu kompetencji do kierowania sobą, "nawigowania" na drodze ucieczki od bycia lamusem. Taki ktoś nie ma jak dokonywać dobrych wyborów, więc dokonuje złych i uciekając od jednej głupoty, podąża w kierunku innej. Taka osoba uciekając od bycia "debilem-lamusem", często podąża w kierunku bycia "debilem-antylamusem", "debilem-macho", czy też "debilem-draniem". Tutaj ogromną negatywną rolę odgrywają internetowi pseudo-eksperci, którzy wypisują w sieci bzdury popychające ludzi w takim kierunku.

Cechą obu tych "obozów" jest to, że ludzie do nich należący najczęściej są SŁABI W TYM, W CZYM NIBY MAJĄ BYĆ DOBRZY.

1. "(Nieuświadomione) Lamusy" opowiadający się za działaniem na "Miłego Faceta" najczęściej wcale nie są w tym dobrzy. Ich gra w stylu "Miłego Faceta" jest często naznaczona napięciem, brakim wyluzowania, co szkodzi i bliskości emocjonalnej i atrakcyjności/otwartości seksualnej. Do tego często dochodzi różnego rodzaju płaszczenie się przed laską, czy też nieudolne próby zaimponowania jej, np. mało atrakcyjnym poczuciem humoru.

2. "Uświadomione Lamusy" opowiadające się za "byciem Draniem" też najczęściej nie są w tym dobrzy. Ich "bycie Draniem" to często napinanie się i robienie z siebie debila. To często niedostosowane do sytuacji i do psychiki lasek zachowania, wynikające z bezmyślnego zapatrzenia w pomysł "byciem Draniem", przy jednoczesnym braku pojęcia o kobietach i uwodzeniu.


Co wynika z powyższej sekcji o dwóch "obozach"?

1. Pamiętaj o tym, że najprawdopodobniej 99-100% tego co słyszałeś odnośnie skuteczności lub nieskuteczności bycia Draniem to słowa ludzi nie mających o tym realnego pojęcia. Najprawdopodobniej opinie które słyszałeś były opiniami "kretynów" - niezależnie od tego, czy były to wypowiedzi za, czy też przeciwko byciu Draniem.

2. Skonfrontuj się z tym, czy Ty sam przypadkiem nie należysz do jednej czy też drugiej grupy - w przypadku czytelników tego bloga, są w szczególności ogromne szanse na obecność ludzi z drugiej grupy, czyli "Uświadomionych Lamusów", który w ramach ucieczki od dawnych błędów podążają w zwichrowany, niemądry sposób w całkowicie przeciwnym kierunku.


Jak bycie Draniem działa w uwodzeniu realnych kobiet w realnym świecie.

Tak jak pisałem wcześniej, to zależy od tego, CO DOKŁADNIE przez to rozumiemy, a także od tego, jak to się ma do konkretnej laski, stanu interakcji i innych cech, które jej pokazujemy.

Niemniej jednak, UPRASZCZAJĄC i ZAKŁADAJĄC DOBRĄ IMPLEMENTACJĘ, można powiedzieć, że bycie Draniem DZIAŁA, wpływa korzystnie na proces uwodzenia.

BARDZO wiele, moim zdaniem wręcz przeważająca większość kobiet ma tak, że podoba im się, gdy facet jest w jakiś sposób "ostry".

Temu w mniejszym czy większym stopniu towarzyszy pragnienie bycia zdominowaną, impulsy niewolniczo-poddańcze, a także masochistyczne, kojarzone powszechnie z BDSM. Ale tutaj niekoniecznie chodzi o akcje z rekwizytami jak kajdanki czy pejcze, tylko o charakter relacji, który jak najbardziej może się bez takich rekwizytów obywać. Laski często lubią być mniej czy bardziej "zniewolone", "sponiewierane" czy "poniżone", ale nawet niekoniecznie w sensie fizycznym, tylko w sensie charakteru relacji, pozycji obu stron. Gdy natomiast przyjmuje to formę fizyczną, to w wersji cywilizowanej jest to ostry seks czy BDSM, natomiast w wersji niecywilizowanej są to związki, w których facet bije laskę, a ona nadal go kocha.

Powyższe jest w wysokim stopniu społecznym tabu, a kobiety często nie uświadamiają sobie w pełni swoich skłonności w tym względzie. I nie mówię tutaj tego w sensie luźnej opinii, tylko w oparciu o konkretne doświadczenia - wiele lasek mówiło mi otwartym tekstem, że w tym względzie dowiedziały się przy mnie czegoś o sobie samych. Dowiedziały się, czyli NIE WIEDZIAŁY tego przedtem. Nie wiedziały na poziomie świadomym, bo oczywiście takie impulsy były już w nich wcześniej.

Jak to się ma do bycia Draniem?

Najprawdopodobniej te same impulsy mają wpływ na postrzeganie atrakcyjności seksualnej facetów - faceci którzy wyglądają na "ostrych", albo przynajmniej POTENCJALNIE ZDOLNYCH do bycia "ostrymi" są odbierani jako bardziej atrakcyjni. Przy czym to nie polega na tym, że u kobiety przebiega świadomy proces myślowy "Chcę tego faceta, bo jest X". Ona widzi, że facet nie jest typowym "emocjonalnie wykastrowanym leszczem" i widząc to CZUJE, że on jest "fajny", czy też "ma to coś". Dogłębniej wypytywana może powiedzieć przykładowo, że "on ma w sobie coś gangsterskiego, podobają mi się tacy faceci", ale na tym etapie zatrzymuje się jej zrozumienie.

Ok, czyli "Dranie" podobają się kobietom. Ale co dalej? Na ile silny, na ile znaczący jest ten efekt i jak wykorzystać go w praktyce?


Jak bardzo silny, jak bardzo znaczący jest ten efekt?

Szybka odpowiedź: dużo mniej silny/znaczący, niż się niektórym ludziom wydaje.

Przede wszystkim, "efekt Drania" podnosi, ale nie zastępuje tradycyjnych atrakcyjności.

Jeżeli kobiecie podoba się "draniowaty" facet, to najczęściej podoba się jej facet, który jest "draniowaty" i który JEDNOCZEŚNIE posiada tradycyjne elementy atrakcyjności. Czyli np. koleś jest wysoki, wysportowany, przystojny ORAZ "draniowaty", ale nierozgarnięty obserwator myśli jedynie "Ona lubi drani!". A wypadałoby się zastanowić nad tym co by było, gdyby nasz Drań był tak samo draniowaty, ale przy tym niski, otyły i brzydki.

W tym kontekście polecam przyjrzenie się dwóm niezwykle popularnym wśrod kobiet książkom (i filmom): "Zmierzch" i "50 Twarzy Greya".

W "Zmierzchu" główny amant jest "ostry", bo jest wampirem. Problem: jest też PRZYSTOJNY.

W "50 Twarzach Greya" głowny amant jest "ostry", bo jest dominującym fanem BDSM. Problem:
jest też PRZYSTOJNY i BOGATY.

To co mamy powyżej to nie jest żaden przypadek, tylko odzwierciedlenie typowych kobiecych pragnień. Facet ma być "ostry", ale ma też być do tego PRZYSTOJNY, a najlepiej jeszcze BOGATY.

Innymi słowy mówiąc, jeżeli ktoś jest zwyczajnie brzydki, to niech absolutnie nie liczy na to, że 'bycie Draniem" w magiczny sposób zahipnotyzuje laski, bo to tak nie działa. To trochę jak atrakcyjne cechy osobowości u lasek - fajna osobowość uczyni dobrze wyglądającą laskę jeszcze bardziej pociągającą, ale brzydkiej lasce specjalnie to nie pomoże.

Jak można wykorzystywać ten efekt w praktyce?

Zacznijmy od tego, że nie wszystko zależy od Ciebie - przykładowo jeden facet ma "twarz gangstera", inny facet ma "twarz grzecznego chłopca". Mam tu na myśli nie samą atrakcyjność, ale cechy sugerowane przez wygląd - można mieć wygląd "przystojnego grzecznego chłopca", a można też mieć wygląd "przystojnego gangstera", można też mieć przeciętną lub brzydką wersję danego wariantu.

Oczywiście ktoś z "twarzą gangstera" będzie miał automatycznie "efekt Drania" i najczęściej tak właśnie będzie postrzegany. Natomiast ktoś z "twarzą grzecznego chłopca" może być przystojny i może się podobać, ale jego wygląd "profiluje" go w kierunku innym niż bycie "Draniem". W tym przypadku należy szczególnie uważać z wysiłkami idącymi w kierunku promowania się na "Drania", bo takie wysiłki mogą zostać łatwo odebrane jako pozerstwo i próba zaimponowania, bo mamy tam już na starcie rozdźwięk, niespójność pomiędzy działaniem, a "profilowaniem" przez wygląd.

Kolejną rzeczą po wyglądzie genetycznym jest to, co Ty możesz wpływać na swój wygląd. Mam tutaj na myśli dobór ubrania, fryzury, a także potencjalnie zrobienie sobie tatuaży. Sam nie mam tatuaży, nie czułbym się z nimi dobrze, ale jest to BARDZO skuteczna metoda podnoszenia swojego "poziomu draniowatości". Oczywiście postępujcie rozważnie i nie róbcie sobie tatuaży bez
SOLIDNEGO zastanowienia. Jeżeli chodzi o fryzurę i dobór ubrania, to można się ubierać w jakieś powiedzmy skóry i tego typu "ostrzejsze" elementy ubioru, ale można tez tak jak ja celować w image eleganckiego "lekkiego drania" - chodzi o to, aby ubierać się elegancko, ale nie zbyt sztywno czy nudno, ani też hipstersko, tak aby zostawić sobie chociażby "furtkę" do wiarygodnego potencjalnego bycia draniem.

Oczywiście do tego dochodzi ZACHOWANIE. Zachowanie powinno być w miarę możliwości spójne z tym jak wyglądamy, inaczej mamy zwiększone szanse na wyjście na pozera, faceta który "próbuje zaimponować". Widzę tutaj kilka kategorii działania:

1. Bezpośrednie profilowani werbalne. Czyli mniej czy bardziej bezpośrednie werbalne przekonywanie laski co do tego, jakimi to nie jesteśmy "ostrymi facetami". Jest to często zły pomysł - są ogromne szanse na szufladkę pozera lub faceta próbującego zaimponować. W skrajnych przypadkach możemy też wyjść na debila, porąbanego gościa.

2. Niebezpośrednie profilowanie werbalne. Czyli nie mówimy tego bezpośrednio, tylko implikujemy, dajemy do zrozumienia, tak aby laska sama to "wyczytała". Przy czym to, że samo profilowanie na Drania jest niebezpośrednie, nie oznacza w żaden sposób, że to są tylko subtelne i delikatne zachowanie - często jest wręcz ODWROTNIE. Tutaj wchodzą wszelkiego rodzaju teksty polegające na wyśmianiu czy wręcz "pojechaniu" laski - niebezpośrednie jest to, że takie teksty profilują nas jako Drania, podczas gdy bezpośrednio są właśnie wymierzone w laskę. To może być np. wyśmianie lub krytyka czegoś co powiedziała, jej inteligencji, jej wyglądu, makijażu, zachowania, itd itp. Nie polecam tego osobom normalnie nie działajacym w takim stylu, ale przykładem takiego tekstu może być np. "Wymalowałaś się i wydaje Ci się, że wreszcie uda Ci się znaleźć jakiegoś faceta?". Tekst dość chamski, "ostry" względem laski, nie odnoszący się bezpośrednio do faceta, ale tak naprawdę ukazujący go błyskawicznie jako "drania" (lub chama).

Niebezpośrednie profilowanie werbalne to pomysł lepszy od tego z punktu 1, z mniejszymi szansami na zostanie uznanym za pozera. Inna sprawa, że możemy zostać uznani za zwykłego chama, a nie za pociągającego drania. :)

3. Profilowanie niewerbalne - poprzez SPOJRZENIE i mowę ciała. To potrafi być BARDZO DOBRĄ rzeczą, jeżeli jest to autentyczne (autentyczna draniowatość), inaczej może się to skończyć robieniem z siebie błazna.


W moim uwodzeniu największą rolę odgrywa punkt 3, czyli niewerbalne profilowanie siebie na Drania. Ja mam tutaj o tyle łatwo, że ja w dużej mierze autentycznie JESTEM "Draniem". Pisałem już zresztą dawno na blogu o moim braku szacunku do kobiet:

http://uwodzenie-milroh.blogspot.com/2012/06/o-braku-szacunku-do-kobiet.html

Rzecz w tym, że w mojej "energii", w mojej mowie ciała, spojrzeniu itd widać oprócz wyluzowania także DELIKATNĄ "aurę Drania". To nie jest jakiś hard core'owy efekt, ale jak najbardziej działa na laski, a przy tym jest pozbawione obserwowalnych efektów ubocznych. Jestem elegancki, jestem MIŁY, ale laska czuje też, że gdzieś pod tym jest coś innego, ostrzejszego. Z jednej strony bardzo dobre, eleganckie ubranie i miłe zachowanie działają "obezwładniająco" na blokady wynikające z obyczajowości i wychowania, a jednocześnie delikatna "aura Drania" mająca swoje korzenie w ogarnięciu psychicznym "działa pod radarem", "bezkolizyjnie" ukazując mnie jako faceta, któremu ona mogłaby chcieć się (seksualnie) podporządkować. Oczywiście można zrobić to wszystko inaczej, ale moim zdaniem to jest bardzo dobry, bardzo skuteczny i wygodny model. :)


To na tyle - oczywiście gdyby były jakieś pytania, to zadawajcie je w komentarzach.

EDYCJA:

Chciałbym zaapelować do wszystkich czytelników, aby podchodzili do tego artykułu w wyważony sposób, zachowując zdrowy rozsądek. "Efekt Drania" działa, jest to użyteczna rzecz, ale nie jest to coś niezbędnego. A jest to akurat taki element, z którym łatwo można "przeholować" i nie tylko na tym nie zyskać, ale stracić. Apeluję też o to, abyście nie robili sobie nierozważnie tatuaży - sam tatuaż to o wiele za mało, abyście stali się dobrymi uwodzicielami, a potem możecie żałować, że go sobie zrobiliście. Będzie lepiej, jeżeli zamiast tego poeksperymentujecie z ubraniami, fryzurami, zachowaniami.






środa, 18 maja 2016

O Randkach




Randki stanowią ważną część tego, co robię. Co prawda oczywiście lubię uprawiać seks tej samej nocy, bzykając kobietę dopiero co poznaną w klubie, ale nie każda kobieta jest skłonna iść na coś takiego i w przypadku wielu z nich jest moim zdaniem tak, że jedyną realną możliwością przelecenia ich jest pójście na jedną czy kilka randek.

Muszę przy tym powiedzieć, że o ile w ciągu mojej "kariery" jako uwodziciela miewałem z różnymi rzeczami problemy, o tyle nigdy nie miałem problemu z randkami. Wynika to zapewne z tego, że zanim zacząłem chodzić na klasyczne randki, to "wyrosłem" na imprezach domowych, które pod pewnymi względami mają wiele wspólnego z randkami. Piszę o tym dlatego, że tak naprawdę to nie wiem jak to jest mieć problemy z randkami, a moje pojęcie o tym, jakie można mieć problemy opieram głównie na nieudanych randkach innych ludzi.


Moim zdaniem randki są łatwe

Być może ja mam skrzywioną perspektywę, ale moim zdaniem randki są czymś bardzo, bardzo łatwym. Dlaczego?


1. Przede wszystkim dlatego, że na ogół kobieta która przyszła na randkę z Tobą JUŻ jest Tobą mniej czy bardziej zainteresowana, a w najgorszym wypadku jest to coś na zasadzie "facet chyba jest ok". Jeżeli kobieta przychodzi na randkę, to zasadniczo oznacza to, że JUŻ coś dobrze zrobiłeś lub że coś JUŻ zadziałało na Twoją korzyść. To nie musi (choć może) być już załatwiona sprawa, ale zdecydowanie jest tam jakiś początkowy potencjał.

2. Formuła randki sama w sobie gwarantuje Ci co najmniej kilkadziesiąt minut niezakłóconej rozmowy jeden-na-jeden z laską, podczas której jej uwaga jest skupiona na Tobie. Nie ma tam jej koleżanek, które mogłyby przeszkadzać lub których ona mogłaby się wstydzić. A randki odbywają się na ogół lub przynajmniej powinny się odbywać w spokojnych miejscach, gdzie jest nastrojowa atmosfera, sprzyjająca sukcesowi. To wszystko tworzy doskonałe, komfortowe warunki do działania.


Ogólne cele i plan randki

Randka to nic specjalnie trudnego, ale nie jest to też luźna rozmowa z kumplem, którą możesz sobie prowadzić byle jak. Randka to istotna "rozmowa służbowa" na drodze do zaruchania. Dlatego też należy zdefiniować ogólne CELE i PLAN.

Cele Randki

Jak wspominałem wcześniej, kobieta przychodząc na randkę jest już przypuszczalnie mniej czy bardziej ZAINTERESOWANA Twoją osobą. I to jest ATUT, który masz już na samym początku, jeżeli tylko laska przyszła narandkę. Niemniej jednak poziom tego zainteresowania może być bardzo różny. Typowe możliwości:


1. Laska JUŻ podjęła decyzję o przespaniu się z Tobą, a randka to tylko formalność, o ile się mocno nie skompromitujesz ORAZ jeżeli wykonasz swój ruch w odpowiednim momencie.

2. Laska widzi w Tobie fajnego faceta, ale chciałaby poznać Ciebie lepiej i/lub poczuć się bardziej komfortowo i/lub "poczuć chemię". W tym przypadku musisz jej dostarczyć tego "towaru", którego ona pragnie, czyli komfortu, poczucia zaznajomienia.

3. Laska widzi w Tobie pewien potencjał, ale na randkę przychodzi z dość "badawczym" nastawieniem, na zasadzie "zobaczę, może to jest fajny facet". W tym przypadku jest oczywiście najwięcej roboty.

Celem powyższego wypunktowania jest przede wszystkim uświadomienie Ci tego, że niektóre randki wymagają naprawdę niewiele (Typ 1), a niektóre randki niestety wymagają pewnych starań (Typ 2 i 3).

Oczywiście wiele zależy od tego, co robiłeś PRZED randką i jak dobrze to robiłeś. Jeżeli całowałeś się z laską w klubie, to będzie to najprawdopodobniej typ 1. Ale jeżeli masz w zwyczaju "męczenie" i "wymuszanie" spotkań od lasek, które są Tobą tylko letnio zainteresowane, to te randki które "wymęczysz" będą częściej typu 3.

Rozpoznawanie tego, z jakiego rodzaju sytuacją spośród tych 3 mamy do czynienia może być przydatne, ale nie jest konieczne. Bardzo prostym i bezpiecznym rozwiązaniem jest traktowanie każdej randki jak przypadku numer 3. Chodzi o to, że nawet jeżeli przykładowo potraktujemy przypadek Numer 1 teoretycznie zbędną auto-promocją z naszej strony, to prawdopodobnie wcale nie pójdzie to na marne. Dostaniemy w wyniku tego JESZCZE lepiej nastawioną do nas partnerkę, która będzie dla nas w stanie więcej zrobić, itd. A jeżeli pomylimy się w drugą stronę, to rezultaty nie będą zbyt dobre.

Dużo ważniejsze jest rozpoznanie, jaki typ auto-promocji i postepowania z naszej strony będzie dobrze działać na tę daną kobietę. Bo typ sytuacji to jedno, ale dana laska może potrzebować, oczekiwać różnych rzeczy, różnych cech, różnych zachowań, ogólnie rzecz mówiąc - "towarów" które powinieneś dostarczyć. Po prostu przykładowo jedna laska jest bardziej romantyczna, inna bardziej seksualna, itd itp. Przykładowo nawet laska z sytuacji typu 1, czyli sytuacji "laska już Cię chce", może być albo bardziej romantyczna i być chętna na zasadzie "co za słodki facet, chcę z kim być", albo bardziej czysto seksualna i być chętna na zasadzie "chcę się z nim bzykać". Jedynie sytuacja typu drugiego to bardziej domena lasek bardziej emocjonalnych, konserwatywnych - choć nie tylko, bo laski seksualne też miewają akcje pt. "chcę się bzykać, ale nie chcę, aby pomyślał, że jestem łatwa".


Wyczuwanie tego nie różni się od odczytywania charakteru czy nastawienia kobiety w innych okolicznościach, na przykład w klubie czy podczas podejścia w centrum handlowym i jest to temat wykraczający poza samą tematykę randek. Dlatego też nie będę tego tutaj specjalnie rozwijał i dalszą część artykułu będę opierać o założenie, że mamy do czynienia z typową, przynajmniej w Polsce laską, czyli laską dobrze reagującą na budowanie bliskości emocjonalnej.

Plan

Nie mam tu na myśli super szczegółowego planu, ale to, żebyś miał jakąś ogólną wizję tego, jak chcesz aby przebiegała ta randka.

Wyobraź sobie tę randkę, włącznie z tym, przy którym stoliku będziecie siedzieć. Ile będzie trwać? Godzinę? Półtorej? Dwie? Co chcesz osiągnąć na tej randce? Chcesz tylko pogłębić relację, a konsumpcję planujesz na kolejne spotkanie? A może chcesz się całować? Może całować na ostro w połączeniu z macaniem? A może chciałbyś zakończyć tę randkę przejażdżką do lokum i bzykaniem?

Oczywiście w trakcie akcji mogą dziać się różne rzeczy i należy zmieniać swoje postępowanie w zależności od tego co się dzieje, ale mimo dobrze jest się zastanowić i mieć w głowie jakiś ogólny plan, który potem adekwatnie do sytuacji ulegnie modyfikacji lub nie.

Zastanów się, na jakiego faceta chciałbyś wyjść w oczach laski i jak chciałbyś jej to przekazać. Co chciałbyś jej o sobie powiedzieć (prawdziwego czy fałszywego)? Jaką "pozę", jaką "grę aktorską" chciałbyś jej pokazać?

Wszystko może się zmienić, ale PRZED randką opracuj, przemyśl jakiś plan, stwórzy jakąś wizję. Moim zdaniem są duże szanse na to, że jeżeli obmyślisz jakiś plan, to potem będziesz miał wrażenie, że uczyniłeś to niepotrzebne i że w ogóle tego nie potrzebowałeś, ALE gdybyś tego nie zrobił, to byłoby Ci ciężej.

Lokal

Wybór lokalu moim zdaniem jest bardzo prostą sprawą, lecz bardzo wielu ludzi popełnia tutaj błędy.

Każdy lokal jest inny, ma inny wystrój, oświetlenie, muzykę, itd itp. To wszystko składa się na ATMOSFERĘ lokalu. I ta atmosfera może działać SPRZYJAJĄCO lub NIESPRZYJAJĄCO temu, co chcesz osiągnąć. Czyli dokonując wyboru lokalu, określamy czynnik, który może działać na naszą korzyść lub niekorzyść, bez żadnego wysiłku z naszej strony. Chyba nie muszę tłumaczyć, że warto jest wybrać taki lokal, który będzie działał na naszą KORZYŚĆ.

Jaki lokal jest dobry?

Być może zacznę od tego, jaki lokal jest zły lub niedostatecznie dobry (czyli praktycznie patrząc też zły/niewłaściwy, skoro są lepsze). Zły lokal daje wrażenie sterylności i/lub wystawienia na publiczny widok. Jest tam jasno, wystrój też w jasnych kolorach, jest duże oszklenie, a tuż za oknem chodzą ludzie. Nie ma kanap, są tylko stoliki i stoją one bardzo blisko siebie, tak że prywatność jest zmniejszana przez znajdujących się blisko ludzi przy sąsiednich stolikach.

Jest cała masa złych lokali, spełniających wiele spośród powyższych warunków. I jest cała masa durnych facetów, którzy i tak chodzą tam na randki.

Więc jaki jest dobry lokal?

W dobrym lokalu powinno być CIEMNO, co zwiększa poczucie prywatności, zwiększa poczucie możliwej INTYMNOŚCI, a także daje poczucie odizolowania od świata. To samo tyczy się wystroju, który powinien być ciemny, a nie jasny. Przykładowo białe ściany wręcz podświadomie kojarzą się z czystością i sztywniejszym zachowaniem, w przeciwieństwie do ścian w ciemnych kolorach.

W dobrym lokalu powinien być mały stopień oszklenia, a dokładniej okna powinny być albo małe, albo częściowo zasłonięte zasłonami czy coś. Ogólnie lokal powinien dawać poczucie odizolowania, co tyczy się i całego lokalu i konkretnie tego miejsca, gdzie zamierzasz siedzieć. Czyli jeżeli jest jakieś miejsce z tyłu, z boku, daleko od wejścia, daleko i od baru i od toalety, to jest to właśnie to miejsce, gdzie powinieneś siedzieć.

Zawsze powinieneś dążyć do tego, aby usiąść z kobietą NA KANAPIE, a nie na krzesłach. Jeżeli siadasz na krzesłach, to siłą rzeczy usiądziesz naprzeciwko jej, co buduje trochę "konfrontacyjną" otoczkę, to znaczy siadacie sztywno na krzesłach, naprzeciwko siebie, a pomiędzy Wami jest stolik. A jeżeli siadacie na kanapie, to siadacie obok siebie, wytwarza się z tego dużo bardziej wyluzowana i "zażyła" otoczka. I oczywiście jeżeli miałbyś ochotę ją pocałować czy coś w tym stylu, to w czysto fizycznym sensie będzie łatwiej i wygodniej to zrobić. A zakładając najbardziej pozytywny wariant rozwoju sytuacji, to na kanapie można się bardzo fajnie obmacywać, miziać, można pół-siedzieć, pół-leżeć przytulając drugą osobę, itd itp.

Mnie z pewien sposób zaskakuje to, w jak wielkim stopniu krzesła dominują w polskich kawiarniach i pubach. A także to, że faceci mimo tego i tak przychodzą tam na randki. Ale z drugiej strony nie powinno mnie to dziwić - ci faceci są w większości "leszczami", którzy WIEDZĄ, że żadnego obmacywanie najprawdopodobnie nie będzie, więc w sumie im to może to nie przeszkadzać.

W kontekście lokalu ważne jest też to, że wybór lokalu to jedno, a wybór KONKRETNEGO STOLIKA w obrębie tego lokalu to drugie. W tym samym lokalu może być bardzo fajna kanapa i relatywnie dużo, dużo gorszy stolik z krzesłami, w dodatku umieszczony tuż przy wejściu do lokalu, gdzie non-stop kręcą się ludzie. Nie licz na to, że gdy przyjdziesz do lokalu, to najlepsze stoliki będą akurat wolne. Zadzwoń i ZAREZERWUJ sobie najlepszy stolik w lokalu.

Pomyśl o tym także w kontekście tego, co pisałem wcześniej o posiadaniu PLANU. Chodzi mi o to,
że jeżeli zawczasu rezerwujesz określony stolik, jeżeli wiesz z góry, gdzie będziesz siedzieć, to w pewien sposób tworzy to "ogólną otoczkę" dobrej organizacji i tego, że naprawdę masz sprawić, aby wszystko poszło w tym kierunku, w ktorym chcesz. Porównaj to z typowym dla wielu facetów debilnym podejściem "pójdę na randkę i zobaczę jak pójdzie". Mi chodzi między innymi właśnie o to, aby nie być "obserwatorem", od którego niewiele zależy, ale żeby SPRAWIĆ, żeby ZORGANIZOWAĆ to w taki sposób, aby wszystko poszło po naszej myśli.

Alkohol

Jeżeli mówimy o doborze lokalu, to warto jeszcze wspomnieć o alkoholu. Wiele kobiet będzie wolało kawę, ale niektóre będą wolały lub przynajmniej akceptowały alkohol. Co jest lepsze z punktu widzenia Twoim interesów? Oczywiście alkohol, który rozluźnia i sprawia, że rozmowa bardziej się "klei". Nie należy w tej kwestii wywierać nawet delikatnej presji, ale często warto jest zasygnalizować kobiecie, że akceptujesz to lub wręcz wolałbyś napić się z nią alkoholu. Chodzi o to, że jeżeli na początku powiesz, że Ty bierzesz kawę lub wspomnisz coś o kawie, to kobieta dużo częściej weźmie kawę. Ale jeżeli dasz jej znać (w odpowiedni sposób), że może wybrać alkohol i że nie zostanie to przez Ciebie źle odebrane, to ona czasami weźmie coś alkoholowego. Możesz np. podczas oglądania karty powiedzieć coś w stylu "Wiesz, tu robią naprawdę fajne Mojito". Moim zdaniem drinki są właśnie niezłym rozwiązaniem. Nie są tak "ordynarne" jak piwo, a jednocześnie są bardziej "na luzie" niż wino. Być może to kwestia tego, że niezbyt lubię wino, ale moim zdaniem wino co prawda w części przypadków może zostać bardzo dobrze przyjęte, ale może też wpłynąć negatywnie, przykładowo poprzez wywarcie wrażenia "facet się za bardzo stara" lub "już się zaangażował". Według mnie kulturowe skojarzenia z winem są takie, że wino kojarzy się trochę z miłością, zaangażowaniem i czymś ogólnie rzecz biorąc poważnym, a więc przynajmniej potencjalnie także odrobinkę sztywnym, czy też "narzucającym się romantycznie". Natomiast drink to drink, to nic "ordynarnego" jak piwo, ale to po prostu "picie z kimś drinka", to jakby coś bardziej wyluzowanego niż picie wina. Dobierając alkohol weź jeszcze pod uwagę to jaki jest Twój styl ubierania się i wiek, a także styl i wiek laski. Ja mam ponad 30 lat i ubieram się elegancko, więc drinki do mnie pasują - jeżeli Ty masz powiedzmy 20 lat i jesteś studentem, to drinki mogą do Ciebie NIE pasować i wyjdzie na to, że starasz się na siłę jej zaimponować.

Struktura Randki

Stoi przede mną trudne zadanie - muszę w możliwe rozsądny sposób opisać strukturę randki. A ta struktura potrafi się zmieniać, bywa różna dla różnych randek. Z tego powodu opiszę tutaj "KLASYCZNĄ" strukturę, której w żadnym wypadku nie powinieneś traktować jako czegoś obowiązkowego. To po prostu szkic mojego "podręcznikowego" przypadku, a nie coś, czego należy się sztywno trzymać.

Fazy Randki

Istotną trudnością w opisaniu, a przypuszczalnie także zrozumieniu tego jest to, że niżej opisane fazy na ogół się na siebie NAKŁADAJĄ. Niemniej jednak, kolejność w jakiej są opisane i ponumerowane ma znaczenie, odpowiada w przybliżeniu ich kolejności w praktyce.

1. Spotkanie, faza organizacyjna.

Spotykasz się z kobietą, witacie się, siadacie przy stoliku, zamawiacie coś do picia.

Ta faza to nic specjalnego, tylko pamiętaj tutaj o tym o czym pisałem wcześniej w kontekście wyboru miejsca W OBRĘBIE lokalu i w kontekście wyboru napoju.

2. Wstępna rozmowa.

To jest rozmowa na lekkie, przyjemne i mało intensywne emocjonalnie czy seksualnie tematy. Możemy zamienić kilka słów na temat lokalu w którym jesteśmy, na temat alkoholi, na temat klubów w naszym mieście, itd itp.

3. Promocja.

Ta faza to (dodatkowe) zaimponowanie dziewczynie lub zakomunikowanie jej, że spełniamy w jakiś sposób jej kryteria względem faceta. Często jest tak, że ona już widzi w nas faceta którego chce (dlatego przyszła na randkę), ale tak jakby chce potwierdzenia, chce zobaczyć to jeszcze raz, tym razem dokładniej, na randce.

Dla wielu lasek wystarczy, że upewnią się co do tego, że dobrze im się z nami rozmawia, że jesteśmy inteligentni i elokwentni.

Na inne działa dobrze, jeżeli dostaną informacje (prawdziwe lub nie) odnośnie naszego statusu finansowego. Odnośnie tego panuje bardzo wiele błędnych wyobrażeń. Bardzo wielu facetom się wydaje, że laski dzielą się na "normalne" i "materialistyczne szmaty". W praktyce nie ma ostrego podziału, a bardzo wiele lasek patrzy na stan majątkowy faceta, tyle że bez super wymagań. Jest masa kobiet, które wcale nie obracają się z bogatymi sponsorami, ale które wolą, kiedy ich potencjalny chłopak ma powiedzmy własne mieszkanie.

Moim zdaniem jeżeli nie jesteś bogaty, to możesz umiejętnie porozmijać się z prawdą. Oczywiście mogą być ograniczenia wynikające z tego, na jakim poziomie faktycznie żyjesz, bo jeżeli opowiesz jej o życiu luksusie, a potem będziesz próbował zawieść ją 20-letnim samochodem do obskurnej kawalerki, to może to się obrócić przeciwko Tobie. :)

Dobrym tematem do kłamstw są kwestie własnościowe. Jeżeli przykładowo żyjesz w wynajętym mieszkaniu lub spłacasz kredyt, to możesz spokojnie powiedzieć lasce, że mieszkanie jest Twoje. W zależności od mieszkania i Twojego wieku możesz jej powiedzieć, że dostałeś je po babci (stare budownictwo), że kupili Ci je rodzice (nowe budownictwo), albo że już spłaciłeś lub właśnie kończysz spłacać kredyt (jeżeli masz dostatecznie dużo lat). Laska tego nijak nie sprawdzi, a w ten sposób możesz dodać sobie w jej oczach ładny kawałek kasy.

Być może niektórym osobom będzie się wydawać, że przesadzam z tym naciskiem na materializm. Niestety, nie przesadzam. Po prostu w rozmowach między facetami ten temat jest poruszany w skrzywiony sposób. Mówi się w nich dużo o tych skrajnych, skrajnie rzucających się w oczy przypadkach materializmu, gdy przykładowo seksowna laska jest ze starszym o 20 lat, średnio wyglądającym, ale za to bogatym biznesmenem. A nie mówi się o tym, jak wygląda przeciętny materializm, czyli materializm średnich lasek, które są w tym dużo bardziej dyskretne niż otwarcie materialistyczne "szmaty". To jest mały temat tabu - całe masy nieźle zarabiających przedstawicieli często spotykanych zawodów (prawnicy, lekarze, informatycy itd) nie byłyby ze swoimi partnerkami, gdyby zarabiali tylko średnią krajową. To nie jest coś, z czym ci mężczyźni poczuliby się dobrze - gdyby nagle ujawnić prawdę o tym wszystkim, to przez kraj przetoczyłaby się fala rozwodów, depresji, w pewnej części przypadków pewnie samobójstw. Po prostu masa normalnych, wcale nie super bogatych facetów zostałaby emocjonalnie skopana, tracąc (niesłuszne) dobre mniemanie o sobie i wychodząc (zgodnie z prawdą) na oszukiwanych, nieatrakcyjnych seksualnie leszczy. A wśród majętnych posiadaczy różnego rodzaju działalności gospodarczych byłoby jeszcze gorzej - nie zdziwiłbym się wcale, gdyby powiedzmy 50% czy 75% partnerek takich mężczyzn nie byłoby z nimi, gdyby nie ich pieniądze. To jest przypuszczalnie jest jedna z przyczyn, dla których temat faktycznej skali materializmu wśród "normalnych" kobiet jest tematem tabu.

Laski lubią, gdy facet jest bardziej obyty i światowy od nich. Lubią, gdy prowadzi życie towarzyskie i rozrykowe fajniejsze niż one, a przynajmniej na takim samym poziomie. Dobrze jest więc porozmawiać o klubach, o restauracjach i innych tego typu rzeczach, tak aby dyskretnie pokazać, że takie rzeczy stanowią ważną część Twojego życia i jeżeli laska będzie z Tobą, to będzie
w tym wszystkim uczestniczyła.

Podobnie jest z powodzeniem u kobiet i urodą Twoich były - byłoby dobrze, gdyby kobieta nie miała wrażenia, że jest najpiękniejszą kobietą z jaką kiedykolwiek byłeś na randce, nawet jeżeli tak właśnie jest. Powinna mieć wrażenie, że miałeś w swoim życiu kobiety tak samo ładne lub ładniejsze od niej.


4. Głębokie Wyluzowanie.

W tej fazie chodzi o (wielka niespodzianka!) WYLUZOWANIE. Wyluzowanie zarówno Ciebie jak i laski - właśnie w tej kolejności, choć w praktyce na ogół jedno przekłada się na drugie.

Jeżeli jesteś spięty, to będziesz gorzej wypadał i wszystko będzie Ci gorzej szło. Dlatego też jedną z pierwszych rzeczy do zrobienia powinno być wyluzowanie, zmniejszenie ciśnienia. To jest fundament, na którym będziesz budować kolejne rzeczy.

Ja osobiście nie odczuwałem na randce większego stresu od...sam nie wiem jak dawna, od wielu, wielu lat. Czy to oznacza, że ten etap randki pomijam? NIE. Bo owszem, jestem wyluzowany, ale z racji tego, że to jest randka, to mogę wejść w szczególny, nadzwyczaj głęboki poziom wyluzowania. Mogę też tym stanem "zarazić" laskę. Atmosfera randki, kawiarni na to pozwala, a jeżeli wybrało się odpowiedni lokal, to wręcz mocno temu sprzyja. Tego samego nie da się powiedzieć o powiedzmy klubie, gdzie "energia lokalu" wyznacza inne granice.

Jeżeli masz problemy z wyluzowaniem i jesteś spięty, to na tym etapie być może powinieneś skoncentrować się na normalnym wyluzowaniu, co w większości przypadków może oznaczać kolejne zmierzenie się z przesadnym szacunkiem do kobiety i z wewnętrznym przekonaniem, że kobieta i cała randka to coś szczególnie ważnego.

Jeżeli już czujesz się wyluzowany, to możesz spróbować wprowadzić się w coś, co ja nazywam "nastrojem wakacyjnym". Chodzi o taki nastrój, kiedy siedzę sobie z fajną laską, najlepiej nad morzem, siedząc razem wieczorem w knajpce na plaży i obserwując morskie fale. Dla mnie taka atmosfera ma w sobie coś głęboko wyluzowanego, ma w sobie uczucie bycia "królem życia" - ale nie szybki, energiczny sposób, a w sposób powolniejszy, "chillout'owy". Zapomnij o wszystkich problemach, wręcz powiedz sobie aktywnie "Nie mam żadnych problemów, moje życie to ta chwila, a ta chwila to chillout i randka z seksowną kobietą". Pomyśl o tym w taki sposób, że skoro właśnie siedzisz na randce z atrakcyjną kobietą, to Twoje życie jest komfortowe jak dobry fotel i powinieneś się w nim wygodnie rozsiąść.

Ten stan powinien polegać na wyluzowaniu, na poczuciu komfortu i zadowolenia, ale powinien być otwarty na kobietę. To taki stan, w którym rozmawia się z kobietą o życiu, o głębokich tematach, w autentycznie lub pozornie autentycznie bezpretensjonalny sposób.

To co opisałem powyżej daje kilka rzeczy za jednym zamachem:

A. Głębsze wyluzowanie jest dobre z same z siebie, człowiek bardziej wyluzowany wypada lepiej.

B. To może nie być oczywiste, ale to także dodatkowo pomaga korygować kwestię właściwego, czytaj: przedmiotowego podejścia do kobiety. Bo to co opisałem powyżej (wbrew pozorom?) stawia w naszym odbiorze kobietę na pozycji obiektu, elementu rozrywkowego randki, randki której głównym beneficjentem i "właścicielem" jesteśmy MY.

C. Jeżeli punkt B jest dla laski odczuwalny w odpowiednim stopniu (bez przesady), to wywiera to na niej takie wrażenie, że jesteśmy bardziej "cool" od niej. Tylko z tym nie należy przesadzać, to nie powinno być niesympatyczne.

D. Lasce też udzieli się wyluzowanie i "chilloutowanie", co obniży jej bariery.

Podczas wyluzowania rozmawiamy na lekkie, przyjemne, ale nie nadmiernie energetyczne tematy.

5. Budowanie bliskości emocjonalnej.

Na ten temat napisałem na tym blogu 3 oddzielne artykuły, wiele stron tekstu, więc nie będę tutaj opisywał tego samego jeszcze raz, poza kilkoma uwagami:

Gdy jesteśmy głęboko wyluzowani, to i laska pewnie zdążyła się mocno wyluzować - to dobry moment na zbudowanie głębokiej, emocjonalnej bliskości między wami. Jeżeli pomiędzy mężczyzną i kobietą jest bliskość emocjonalna, to owocuje to brakiem barier - a brak barier, przy chociażby minimalnej wzajemnej atrakcyności, bardzo łatwo prowadzi do akcji seksualnych.

Wiele zależy jednak od typu kobiety - jedna kobieta będzie totalnie zachwycona bliskością emocjonalną i będzie się tym upajać, ale inna może uznać, że jesteśmy dla niej zbyt miękcy. Niemniej jednak w większości przypadków przeważa ten pierwszy typ, czyli typ kobiety dobrze reagującej na dużą ilość bliskości emocjonalnej. Poza tym dużo łatwiej jest zrazić laskę romantyczną zbyt topornym działaniem, niż laskę nie-romantyczną działaniem zbyt romantycznym.


6. Pocałunek.



Czy należy całować laskę na pierwszej randce?

Czasami zdarzają się takie dziewczyny, które upierają się przy tym, aby nie dać się pocałować na pierwszej randce - ale najczęściej całowanie na pierwszej randce jest jak najbardziej możliwe i zalecane.

Kiedy, w którym momencie pocałować laskę?

Nie ma ściśle określonego momentu - sam musisz WYCZUĆ to, czy laska jest już gotowa przyjąć Twój pocałunek. Spójrz się na to, jak się na Ciebie patrzy, jak z Tobą rozmawia, na to jak się zachowuje - musisz nauczyć się wyczuwać, czy laska jest gotowa, do czego jest niestety potrzebne DOŚWIADCZENIE, a nie lektura tego artykułu.

Zdecydowanie odradzam szukanie na to "sposobu" i różne pseudo-sprytne metody "testowania". W rzeczywistości "testowanie" może łatwo pokazać lasce Twoją bezradność, brak wyluzowania i doświadczenia z kobietami.

Jak całować?

Chcąc pocałować kobietę, dobrze jest spojrzeć się czule w jej oczy, najlepiej patrzyć się czule w jej oczy przez wiele minut, oczywiście cały czas rozmawiając. Potem możesz, ale nie musisz dotknąć jej dłoni. Możesz, ale nie musisz położyć dłoń na jej karku lub tyle głowy. Potem przechyl swoją głowę i zbliż swoje usta do jej ust. Nie próbuj być macho, nie próbuj być cool, nie próbuj być "namiętny na ostro". Bądź czuły, zrób to płynnie i w miarę spokojnie.

Nie baw się w szukanie "magicznych sposobów" które miałyby zagwarantować Ci to, że pocałunek wejdzie. Pocałunek wchodzi dlatego, że laska jest gotowa na bycie pocałowaną. I jest to tak naprawdę OWOC WCZEŚNIEJ WYKONANEJ PRACY. Laska musi zostać doprowadzona do tego punktu całością dotychczasowego przebiegu randki.

Swoją drogą, dla jasności - nie podoba mi się podejście zakładające ciągłe dotykanie laski przed pocałunkiem, którym czasami fascynują się ludzie. Ja tego generalnie nie robię - czasami przytulam i dotykam laskę kilka minut przed pocałunkiem, ale znacznie częściej najpierw doprowadzam ją do odpowiedniego stanu rozmową i spojrzeniem, a dotyk pojawia się tuż przed całowaniem. Moim zdaniem długotrwałe dotykanie bez pocałunku może dawać lasce do zrozumienia, że robimy "podchody" i że nie jesteśmy do końca poważnymi facetami.

7. [Opcjonalne] Mizianie/Obmacywanie się

To jest faza opcjonalna, będąca kontynuacją, pogłębieniem pocałunku. Chodzi tutaj zasadniczo o zachowywanie się jak zakochana i/lub napalona na siebie PARA. Możemy mieć tutaj elementy "romantyczne" jak przytulanie się, delikatne całowanie i czułe dotykanie. Możemy mieć też elementy "seksualne" jak intensywne lizanie się i obmacywanie.

Po nam to?

1. Bo jest to PRZYJEMNE.

2. Bo ta faza w dużo większym stopniu niż pocałunek powoduje, że stajemy się z laską PARĄ, co czyni późniejsze przejście do seksu dużo płynniejszym.

Dostosowanie do sytuacji

To w którym kierunku pójdziemy (o ile pójdziemy) w tej fazie powinno zależeć od laski i od tego jak wyglądała do tej pory nasza randka, a także od tego, jak wygląda otoczenie i jaki mamy poziom prywatności. Z tą samą laską możemy sobie pozwolić więcej w słabo oświetlonym lokalu, a mniej w lokalu jasno oświetlonym. Więcej, jeżeli najbliższe stoliki są wolne, a mniej jeżeli tuż obok nas siedzą inni ludzie. W tym kontekście elementy "seksualne" są bardziej problematyczne od "romantycznych" - wiele lasek znajdując się blisko innych ludzi będzie się czuło ok z przytulaniem i obejmowaniem się, ale NIE BĘDZIE się czuło ok z mocnym macaniem się.

Trzy zasadnicze warianty, kombinacje elementów "romantycznych" i "seksualnych"

1. Tylko elementy "romantyczne". Czyli przytulamy się, delikatnie całujemy, pieścimy dłonie, gładzimy włosy, itd itp.

Wariant zalecany:
- Na konserwatywne/romantyczne laski.
- Gdy nie ma warunków zewnętrznych do elementów "seksualnych", czyli np. jesteśmy w jasno oświetlonym lokalu, a blisko nas są inni ludzie.

2. Tylko elementy "seksualne". Czyli długo i intensywnie liżemy się, obmacujemy piersi, tyłek czy krocze.

Generalnie odradzam ten wariant - jest on ryzykowny, bo jeżeli laska jest bardziej konserwatywna niż myśleliśmy, to może się nam "wykoleić" cała relacja. A nawet na laski mocno "fizyczne" i seksualne lepiej działa wariant 3.

3. Zarówno elementy "romantyczne", jak i "seksualne". Czyli połączenie dwóch poprzednich punktów.

Jeżeli są ku temu warunki (dostateczny poziom prywatności, odpowiednio urobiona laska), to jest to NAJLEPSZE rozwiązanie. Najlepsze, bo:

- Otwiera seksualnie bardziej romantyczne czy "grzeczne" laski, dając im płynne przejście od czułości do seksualności.

- Nawet laski "seksualne" tak naprawdę nie są czysto seksualne i też mają w sobie coś emocjonalnego. Obecność elementów "romantycznych" zaspokoi równolegle także tę "mniejszościową" część ich psychiki, to najczęściej da to lepszy ogólny efekt niż zaspokojenie tylko samej "dominującej" części seksualnej.

Tak jak w przypadku całowania, musisz WYCZUĆ, czy dana laska przyjmie mizianie/obmacywanie się w tym konkretnym momencie i w tych konkretnych okolicznościach (kwestie prywatności, obecności ludzi w pobliżu).

8. Co po randce?

Po randce w danym lokalu mamy zasadniczo 3 możliwości:

1. Pożegnanie i kontynuowanie na kolejnej randce.

2. Kontynuowanie randki w innej lokalizacji.

3. Zabranie laski do domu.

(Tak jak w przypadku poprzednich punktów, musisz WYCZUĆ to, czy laska byłaby skłonna pójśc do Ciebie i się z Tobą bzykać, czy też nie. I zdaję sobie sprawę z tego, że być może wiele osob oczekiwałoby ode mnie napisania czegoś innego, ale niestety jest jak jest - pewne rzeczy wymagają wyczucia i nie da się tego nauczyć od kogoś innego, trzeba to sobie wykształcić poprzez doświadczenie.)

Spośród powyższych punktów, punkty 1 i 3 są chyba oczywiste, natomiast pewnie przydałby się komentarz odnośnie punktu 2.

Kontynuacja randki w innej lokalizacji oznacza oczywiście, że wychodzimy z laską z lokalu i idziemy kontynuować randkę gdzie indziej. Ale gdzie i po co? Tutaj ja osobiście znam dwa, często nakładające się na siebie warianty:

1. Wariant "turystyczny". Idziemy z laską na spacer, oglądamy Stare Miasto, Wisłę, Park, sklepy, lokale, ludzi, cokolwiek. Potem możemy pójść do drugiego lokalu, np. do restauracji.

Ten wariant buduje dobrze poczucie więzi i bycia razem, bo nasze zachowanie jest już zasadniczo zachowaniem ludzi stanowiących parę.

2. Wariant "seksualny". Idziemy na spacer, znajdujemy jakieś ustronne miejsce w stylu odosobnionej, nieoświetlonej ławki w parku, siadamy, obejmujemy laskę i...podążamy w kierunku ostrego macania się, a może nawet seksu oralnego czy lekkiego klasycznego. Nie wiem jak w innych miastach, ale w Warszawie zdecydowanie są miejscówki, które po zmroku zapewniają dostatecznie dobre warunki do tego, aby laska wzięła do ust, a nawet do oszczędnego seksu przy lekko rozpiętych/ściągniętych spodniach. Pomijając odpowiednio umiejscowione ławki, to w okresie umiarkowanej temperatury w okolicach 20 stopni można założyć leciutki płaszcz lub kurtkę która tak naprawdę nie jest nam 100% potrzebna, ale w razie czego może posłużyć za kocyk.

Wariant seksualny potrafi być o tyle dobry, że czasami laska może nie czuć się do końca ok z pójściem do nas, a na spacerze sprawy potoczą się PŁYNNIE, bez zgrzytów. I wtedy pójście do nas tego samego lub innego wieczoru będzie czymś dużo bardziej naturalnym.

Zdarzają się też takie laski, które potrafią zrobić obciągnięcie z połykiem pod gołym niebem, ale nadal nie czują się ok z pójściem do faceta do domu. I to jest dziwne, ale bywa i tak - w takim przypadku seks oralny w parku z jednej strony daje nam przyjemną gratyfikację, a z drugiej cementuje relację i przybliża, ułatwia normalny seks w mieszkaniu.

Powyższe dwa warianty jak najbardziej mogą się na siebie nakładać - możemy najpierw pójść na "turystyczny" spacer po mieście, a potem skończyć "wariantem seksualnym" w parku.

W tym miejscu jedna uwaga - poświęciłem więcej miejsca wariantowi seksualnemu kontynuowania randki nie dlatego, że jest to główna opcja, ale dlatego, że moim zdaniem to wymagało najwięcej wyjaśniania. Moim typowym modelem jest model "1-3 randki -> pójście do mnie", bez obmacywania się w parkach.


To tyle - być może o czymś zapomniałem lub wyraziłem się niejasno - jeżeli są jakieś pytania lub wątpliwości, to piszcie w komentarzach.