czwartek, 5 kwietnia 2018

Psychika Uwodziciela, część 9

W tym artykule będę dalej kontynuował omawianie bardzo ważnego tematu, jakim jest SZACUNEK DO KOBIET.


Szacunek Do Kobiet w kontekście tego, że kobiety lecą na kasę

Gdyby ktoś nie wiedział, to generalnie jest tak, że KOBIETY LECĄ NA KASĘ.

To jest prawda znana każdemu co bardziej doświadczonemu i rozgarniętemu facetowi, coś co zostało zaobserwowane przez niezliczoną ilość facetów pochodzących z różnych krajów. Jest to też coś potwierdzonego przez badania naukowe.

Jeżeli ktoś o tym nie wie, to niech przyjrzy się temu, co robią BARDZO, najbardziej atrakcyjne kobiety, które z racji swojej urody mogą mieć dowolny typ faceta. A co robią? Chodzą do drogich, eksluzywnych klubów z "wyższej półki", bo tam są BOGACI faceci - i to jest dokładnie taki typ facetów, jakich te kobiety chcą poznawać. Ja znam wiele bardzo atrakcyjnych kobiet, wiem jakich miały czy mają partnerów i powiem to tak - najbardziej typową cechą partnera bardzo atrakcyjnej laski jest to, że jest BOGATY. Czyli laski które są najbardziej atrakcyjne, które mają NAJWIĘKSZY WYBÓR w doborze mężczyzn, korzystają z tego wyboru tak, że wybierają mężczyzn, którzy są BOGACI.


Te bardzo atrakcyjne kobiety mogłyby wybierać i mieć inny typ facetów - np. facetów bardzo inteligentnych, facetów wrażliwych i zajmujących się sztuką, albo z silnym i męskim charakterem, itd itp. Mogłyby - ale ich te cechy mało interesują. Oczywiście jeżeli BOGATY facet jest inteligentny czy ma męski charakter, to dobrze - ale jeżeli te same cechy ma facet biedny, to nie jest dla tych kobiet atrakcyjny (chyba, że jest mocno przystojny, ale to inna sytuacja).

Ale to zjawisko nie ogranicza się tylko do bardzo atrakcyjnych kobiet - po prostu w ich przypadku jest to szczególnie jaskrawo widoczne. "Atrakcyjne, ale nie bardzo atrakcyjne", czy też przeciętne kobiety też zwracają uwagę na zamożność faceta - tyle, że z racji mniejszej atrakcyjności i wynikających z tego mniejszych możliwości wyboru, ich zachowanie w tym względzie jest mniej widoczne, mniej oczywiste.

Bardzo atrakcyjne kobiety często wiążą się z facetami, którzy mają DUŻO pieniędzy i jeżdżą np. Porsche lub innym samochodem za kilkaset tysięcy. I to zwyczajnie rzuca się w oczy - gdy ludzie widzą zwyczajnie wyglądającego faceta z Porsche i modelką 9/10, to wielu osobom od razu przychodzi na myśl, że może ta modelka jest z nim dla jego pieniędzy.

Natomiast "atrakcyjne, ale nie bardzo atrakcyjne", czy też przeciętne laski nie mają aż tak wielkiej "mocy" przyciągania facetów i dlatego mierzą niżej - dla takiej laski często liczy się np. to, czy facet ma własne mieszkanie - własne, a nie obciążone kredytem. Takiej lasce może imponować np. to, że facet zarabia powiedzmy 10 tysięcy na miesiąc. Tylko to się NIE rzuca w oczy - gdy ludzie widzą laskę powiedzmy 6-7/10, z normalnie wyglądającym facetem w samochodzie za 60-80 tysięcy, to mało kto pomyśli, że ten samochód za 60-80 tysięcy jest oznaką pewnej umiarkowanej zamożności, która jak najbardziej może być powodem, dla którego ta kobieta jest z tym facetem.

Wyżej opisane postępowanie kobiet jest w drastyczny sposób niezgodne z dominującą w naszym społeczeństwie moralnością/obyczajowością - według której kobieta która sypia z facetem dla jego pieniędzy to "szmata", "dziwka", osoba zasługujaca na potępienie i pogardę. W tym kontekście od moralności/obyczajowości "obrywa się" też facetowi, który jest z taką kobietą - który jest postrzegany albo jako nieświadomy niczego frajer, albo jako obleśny degenerat moralny, który świadomie korzysta z czegoś, co tak naprawdę jest formą prostytucji.


Gdyby uczciwie, obiektywnie zastosować powyższą moralność do osądzenia kobiet, to wynik byłby jeden - "KOBIETY TO SZMATY" - a żadnego Szacunku Do Kobiet by nie było, byłaby POGARDA względem kobiet. :)

Ale tak jak już kiedyś pisałem, Szacunek Do Kobiet nie przedstawia kobiet takimi jakie są - przedstawia je takimi, jakie "POWINNY BYĆ" według dominującej moralności/obyczajowości.

Według moralności/obyczajowości kobiety nie powinny lecieć na kasę - więc propaganda Szacunku Do Kobiet przedstawia je tak, że nie lecą. Co jest po prostu MEGA KŁAMSTWEM, ale wielu naiwnych facetów w to wierzy.

Pozostaje jeszcze kwestia tego, że część kobiet leci na kasę w bardzo oczywisty, mało dyskretny sposób. Propaganda Szacunku Do Kobiet radzi sobie z tym poprzez klasyczny podział na "dobre" i "złe" kobiety. Według tego podziału większość kobiet jest "dobra", nie leci na kasę i należy im się Szacunek - a jedynie jakiś margines, jakaś mniejszość kobiet jest "zła" i leci na kasę. Oczywiście jest to wielkie kłamstwo bo na kasę leci przeważająca WIĘKSZOŚĆ, a nie mniejszość kobiet.

Wygląda to tak, że facet dotknięty Szacunek Do Kobiet niby wie, że jakieś złe kobiety, "gdzieś w oddali", lecą na kasę - ale jego dziewczyna, jego żona, jego siostra, jego koleżanka, albo jakaś nieznajoma laska o słodkiej buzi, na którą właśnie patrzy - no nie, "one takie nie są", a sugerowanie czegoś takiego to bezczelność i obrażanie tych słodkich, niewinnych kobiet. Oczywiście w rzeczywistości wygląda to tak, że na 99.99% te kobiety jak najbardziej lecą na kasę, tylko ten facet tego nie widzi, albo nie dopuszcza tego do siebie.

To w pewnym sensie jest niezłym horrorem, bo faceci potrafią się żenić, płodzić i wychowywać dzieci - z kobietami, które są z nimi dla ich pieniędzy. I nie mam tu na myśli tylko bogatych facetów - niejeden facet zarabiający np. 8 tysięcy na miesiąc jest z kobietą, która wybrała go dlatego, że on zarabia 8 tysięcy, a poprzedni facet który ją ruchał zarabiał tylko 4 tysiące. Gdyby takie rzeczy wyszły na jaw, to przez cały kraj przetoczyłaby się fala kłótni, rozstań, rozwodów, rękoczynów, depresji, a nawet morderstw czy samobójstw. Bo wyobraźcie sobie faceta, który autentycznie kocha swoją kobietę, ona jest dla niego wszystkim - a prawda jest taka, że ona jest z nim dla jego pieniędzy. Gdyby się dowiedział, to byłby to dla niego OGROMNY ból i wstrząs. Inna sprawa, że wielu mało lub umiarkowanie atrakcyjnych bogatych facetów, za to posiadających mocno atrakcyjne parnterki, w przypadku których jest rzeczą dość oczywistą, że funkcjonują w "związku finansowym", odmawia przyjęcia tego do wiadomości i wmawia sobie, że ich kobieta jest z nimi dla ich osobowości, inteligencji, itd itp.

W tej sprawie kobiety zachowują się w typowy dla siebie sposób, czyli uprawiają "Grę Pozorów", z reguły udając, że wcale, ale to WCALE nie lecą na kasę, bo przecież najważniejsza jest osobowość, bla bla bla. Tylko jakoś tak się potem często robi, że te same. laski potrafią gwałtownie zmieniać stosunek do faceta, gdy dowiedzą się, że jest bogaty (lub biedny). Tylko one się z tym kryją, a generalnie są sprytniejsze, bardziej przebiegłe i obłudne od większości facetów - więc robią to np. tak, że zagadują z facetem na jakiś przypadkowy temat, robi się z tego długa rozmowa, w której one cierpliwie słuchają, przytakują, wyglądają na zafascynowane - więc facet ma wrażenie, że:

1. Laska jest faktycznie zafascynowana NIM SAMYM, w sensie jego OSOBOWOŚCI.

2. To nie był celowy akt wyrwania bogatego faceta z jej strony, tylko "to samo tak wyszło", "zaiskrzyło", "zaczęliśmy rozmawiać i dalej się samo potoczyło".

Kobiety w dużej mierze są właśnie takie, że z jednej strony idzie "Gra Pozorów" i udawanie szlachetnej damy o emocjonalno-intelektualnym nastawieniu, a z drugiej strony strony idzie bezlitosne liczenie kasy i przedmiotowe traktowanie mężczyzny. Wciskają kit, że dla nich się liczy osobowość, miłość, itd itp - a tak naprawdę to obok wyglądu najbardziej patrzą na kasę.

Co z tego wynika?

1. Jeżeli chcecie rozumieć kobiety (a bez tego trudno stać się dobrym w ich uwodzeniu), to musicie nauczyć się, że "Gra Pozorów" kobiet, a rzeczywistość to dwie różne rzeczy. I to nie jest tylko kwestia werbalnej propagandy którą one MÓWIĄ - to też kwestia ich "Gry Aktorskiej", poprzez którą one niewerbalnie budują wokół siebie otoczkę bycia słodkimi, dobrymi, niewinnymi, itd itp. Tyczy się to nie tylko kontekstu lecenia na kasę, ale także innych kontekstów.
2. Kobiety generalnie lecą na kasę - a szczególnie te najładniejsze mają tendencję do wysokich wymagań w tym względzie. I dobry uwodziciel powinien to uwzględniać - bo sprawianie lub niesprawianie wrażenia bogatego faceta potrafi robić OGROMNĄ różnicę, szczególnie w przypadku najbardziej atrakcyjnych kobiet.

3. Tutaj dochodzimy do sprawy bezpośrednio związanej z tematem tego artykułu. Chodzi o to, jaki jest Twój emocjonalny ("głęboki" poziom psychiki) stosunek do kobiet w kontekście tego, że lecą one na kasę. Czy Twój stosunek do nich jest oparty o to, jakie one faktycznie są? Czy też jest oparty o propagandę Szacunku Do Kobiet i o wyidealizowany ich obraz?

Pomyśl o tym - dana laska, którą znasz, albo którą widzisz na ulicy, najprawdopodobniej leci na kasę. Nie laska o wyglądzie "suki", "zdziry", czy "szlauchu", tylko miła, porządnie wyglądająca laska, sprawiająca wrażenie, a najpewniej będąca inteligentną, wykształconą dziewczyną z porządnej rodziny. I taka laska najprawdopodobniej chętnie wejdzie w związek z jakimś gościem, którego jedyną ponadprzeciętną cechą będzie to, że jest BOGATY. Wejdzie w związek - czyli będzie z gościem sypiać, będzie przyjmować jego penis w różne otwory, a koleś będzie się z nią spuszczał. Tak naprawdę dlatego, że jest BOGATY. Przy czym laska mu tego nie powie - zamiast tego będzie mu mówić, że go kocha i będzie stwarzać pozory, że ich związek jest oparty na "zaiskrzeniu", albo na tym, że on jej tak bardzo zaimponował swoją osobowością i inteligencją, itd itp. A taki związek może trwać latami i często przeradza się w małżeństwo - kobieta może urodzić facetowi dzieci, przeżyć z nim dekady, ale nigdy nie powiedzieć mu prawdy.

Jedna rzecz, że jest to w pewnym sensie jakaś forma SPRZEDAWANIA SWOJEGO CIAŁA, sprzedawania seksu za pieniądze. Inna rzecz, jakie to jest ZAKŁAMANIE - wciskanie facetowi latami, że ona jest z nim z innych powodów, a nie dla pieniędzy. I to często z byciem milutką, przytulaniem, mówieniem mu, że on "jest taki kochany" i w ogóle. Po prostu tryb "pełnej miłości". Ja sobie czasami żartuję z kolegami, że to właśnie jest prawdziwa miłość - bo co jak co, ale miłość kobiety do pieniędzy jest na pewno prawdziwa i szczera. :)

Moi drodzy, co czujecie, czytając powyższy opis?

Czy czujecie SZACUNEK do takiej kobiety, która w pewnym sensie sprzedaje swoje ciało, sprzedaje seks za pieniądze?

Czy czujecie SZACUNEK do takiej kobiety, która żyje latami z facetem, sypia z nim, a jednocześnie okłamuje go, wprowadza w błąd odnośnie jej motywacji, powodu dla którego z nim jest?


Czy macie wrażenie, że taka kobieta to jest ktoś, czyją opinią o Was warto jest się przejmować, czyją opinię uważacie za wartościową? (mam tu szczególnie na myśli tradycyjne przejmowanie się "co ona sobie o mnie pomyśli")

Czy też może macie raczej wrażenie typu "to jest sprzedająca swoje ciało, kłamliwa dziwka, która nie ma NAJMNIEJSZEGO prawa mnie oceniać"?

Czy macie wrażenie, że macie obowiązek "grać fair", być w porządku względem takiej kobiety? Względem kobiety, która potrafi latami okłamywać faceta, ukrywając przed nim to, że jest z nim dla pieniędzy? Weźcie pod uwagę to, że względem WAS SAMYCH, jeżeli jesteście bogaci, albo gdybyście byli bogaci, ona też by taka była i wciskałaby Wam kit. Czy w kontekście tego granie fair jest czymkolwiek innym niż frajerstwem? A czy granie "nieuczciwe" nie jest paradoksalnie uczciwe, bo oznacza granie według tych samych zasad (braku zasad), co druga strona?

Czy dostosowanie się do zasad (braku zasad), według których grają kobiety, jest "krzywdzeniem kobiet"? Moim zdaniem nie - moim zdaniem jest to faktyczna RÓWNOŚĆ z kobietą.

W powyższym kontekście jest taka śmieszna sprawa, że wielu facetów dotkniętych Szacunkiem Do Kobiet krytykowało mnie mówiąc, że ja jestem degeneratem moralnym, że nie mam zasad, że jestem złym człowiekiem, itd itp. A jednocześnie ci sami goście mieli silny SZACUNEK do kobiet, mieli o nich wysokie mniemanie. Problem w tym, że zasadniczo i ja i kobiety działamy według tych samych zasad (braku zasad) - więc jakim cudem ja jestem "godnym pogardy degeneratem moralnym", a kobiety są "cudownymi i wartościowymi, godnymi szacunku damami"? Oczywiście wynika to z tego, że ci goście nie mają pojęcia, jakie tak naprawdę są kobiety, ale i tak jest to śmieszne. :)


Ja nie nie piszę powyższego po to, aby przekonać Was, że kobiety są w jakiś sposób "złe", aby Was do nich zrazić. Kobiety potrafią być bardzo fajne, potrafi być z nimi SUPER - ale mają też swoją "ciemną stronę". I z tej "ciemnej strony" należy zdawać sobie sprawę, być jej świadomym. A świadomość tej "ciemnej strony" pomaga OGARNIAĆ PSYCHIKĘ, pomaga nabrać zdrowego, realistycznego stosunku do kobiet. Na poziomie emocjonalnym, sama świadomość tego, że kobieta którą chcesz uwieść, to raczej nie jest jakaś szlachetna i szczera istota, tylko prędzej obłudna, nieszczera, lecąca na kasę materialistka, "quasi prostytutka" gotowa ruchać z bogatym facetem dla jego kasy, powinna dużo zmieniać.

Swoją drogą, w kontekście tego co napisałem powyżej, często faceci mają coś takiego, że na poziomie "ogólnym" rozumieją, że generalnie mam rację, ALE gdy chodzi o konkretną laskę którą widzą, szczególnie jeżeli wygląda porządnie i ma miłą buzię, to mają problemy z uzmysłowieniem sobie tego, że TAK, ta laska którą widzą najprawdopodobniej jest właśnie taka jak piszę.


Szacunek Do Kobiet w kontekście tego, że kobiety lecą na wygląd

Kobiety w ogromnym stopniu zwracają uwagę na wygląd. Z jednej strony zdawałoby się, że jest to rzecz oczywista, ale z drugiej strony jest wielu pseudo-ekspertów od uwodzenia, którzy wmawiają ludziom skrajne brednie typu "wygląd nie ma znaczenia", albo "wygląd ma niewielkie znaczenie".

My zwracamy ogromną uwagę na różne aspekty wyglądu kobiety - na twarz, na tyłek, na nogi, na cycki, na ogólną szczupłość, itd. One też zwracają ogromna uwagę na różne aspekty naszego wyglądu - na twarz, na umięśnienie/szczupłość, na wzrost, itd.


Oczywiście lecenie na wygląd jest dużo mniej kontrowersyjne, dużo mniej sprzeczne z obyczajowością niż lecenie na kasę. Niemniej jednak i tak istnieje sprzeczność pomiędzy leceniem na wygląd, a wyidealizowanym obrazem kobiety promowanym przez propagandę Szacunku Do Kobiet.

Jedna rzecz, że propaganda Szacunku Do Kobiet często przedstawia kobietę jako "stworzenie wyższe", istotę która zwraca uwagę na osobowość, a nie na "przyziemne" cechy fizyczne. Jest to często zestawiane z rzekomo "prymitywnymi" facetami, którzy zwracają uwagę na wygląd, niby "w przeciwieństwie" do "bardziej dojrzałych od nich psychicznie kobiet, dla których najważniejsza jest osobowość". A w rzeczywistości jest to zakłamana propaganda, bo rzekomo "uduchowione" kobiety generalnie zwracają duża uwagę i na kasę, i właśnie na wygląd.

Inna sprawą jest to, jak dokładnie wygląda to kobiece lecenie na wygląd. Bo jest taka "ugrzeczniona" wizja tego, według której kobieta leci na wygląd, ale w sensie "przystojnego faceta" , w sensie faceta z ładną, miłą, atrakcyjną twarzą. A w rzeczywistości często ma to bardziej "zwierzęcy" charakter, bo laska laska leci raczej na typ "umięśnionego osiłka" - wysokiego, z dużą i umięśnioną klatką piersiową. I wtedy nie chodzi o żadną chęć spokojnego randkowania z miłym gościem o ładnej twarzy, tylko CHĘĆ ZOSTANIA OSTRO ZERŻNIĘTĄ przez fizycznie męskiego "osiłka". Co jest sprzeczne z "grzecznym" obrazem kobiety przekazywanym nam przez rodziców, nauczycieli, romantyczne filmy, itd itp.

Podobnie jak lecenie na kasę, to nie tyczy się tylko lasek o prymitywnym wyglądzie, czy też tylko głupich lasek. Wiele inteligentnych lasek z miłą i słodką buzią też ma ochotę na ostre rżnięcie przez dobrze zbudowanego "osiłka". Co jest zdecydowanym PODOBIEŃSTWEM z mężczyznami - przecież inteligentny facet z miłą twarzą widząc żeński odpowiednik "umięśnionego osiłka", czyli opaloną, wysportowaną "sukę" z six-packiem na brzuchu też chętnie rżnąłby ją jak zwierzę.

Typowy facet widząc długie i ładne nogi, zgrabny tyłek, płaski lub wręcz six-packowy brzuszek, duże i jędrne piersi, seksowną twarz, itd itp, w jakimś stopniu chce tę laskę złapać, schwycić, przycisnąć do siebie, poczuć jej ciało i dziko ją zerżnąć.

Niejedna kobieta widząc wysokiego faceta z dużym, umięśnionym torsem i przystojną, męską twarzą, chciałaby przed uklęknąć, rozpiąć mu spodnie i patrzyć mu się o oczy liżąc jego jądra i robiąc mu dobrze oralnie, a na koniec połykając jego spermę. Albo chciałaby, aby on ją złapał i brutalnie wyruchał na pieska, trzymając ją za włosy. Przy czym mi nie chodzi o to, że to jest coś złego - ale czy uważasz, że taka kobieta to "Księżniczka", czy też "Królowa", ktoś w jakiś sposób lepszy od Ciebie, ktoś czyja opinia na temat Twój czy Twojego zachowania jest szczególnie ważna? Czy uważasz, że Twoja chęć, intencja jej wyruchania to coś złego, coś co jest jakiegoś rodzaju "krzywdzeniem" jej? Moim zdaniem ZDECYDOWANIE NIE. A wielu, wielu facetów ma z tym problem - niekoniecznie na poziomie intelektualnym, "powierzchownym" i świadomym, tylko na poziomie "głębokim", na poziomie głębokich, mniej czy bardziej podświadomych uwarunkowań.

W tym kontekście zdarza się często niezła komedia:

1. Dana kobieta widząc atrakcyjnego fizycznie faceta marzy o tym, aby mieć w sobie jego penisa, aby on się w nią spuszczał - w usta, w pochwę, a może także i analnie.

2. Inny facet patrzy na tę samą kobietę i chciałby ją wyruchać, ale ma "ROZTERKI" - bo boi się "co ona sobie o mnie pomyśli", boi się, że może ją urazi swoją "nieprzyzwoitą" intencją, itd itp.



Szacunek Do Kobiet w kontekście tego, że kobiety uwielbiają dobry seks

Propaganda Szacunku Do Kobiet mówi, że dla kobiety w facecie ważne jest to, jakim jest człowiekiem, jaką ma osobowość, charakter, itd.

A w rzeczywistości dla kobiety bardzo ważne jest to, jak facet sprawuje się w łóżku, to jak dobrze czy słabo ją rucha.

To w pewnym kontekście jest BARDZO drażliwa kwestia.

Gdy facet jest dobry w łóżku, to ma to "magiczny" wpływ na kobietę, która jest z nim w relacji. Laska traktuje go inaczej, dużo lepiej, jest w stanie dużo wybaczyć i jest DUŻO bardziej zainteresowana utrzymywaniem relacji, niż wynikałoby to z pozostałych czynników. Przy czym nie musi to być to tylko kwestia wyruchania, dbania o "dostawy dobrego seksu" - często tworzy się też "więź emocjonalno-seksualna", satysfakcja płynąca z seksu zbliża kobietę do faceta na poziomie emocjonalnym, zmienia jej odczucia względem niego.

Gdy facet jest słaby w łóżku, to w pewnym stopniu ma miejsce odwrotny proces. Laska w jakimś sensie czuje do faceta NIECHĘĆ, POGARDĘ. I jak to kobieta, nie powie tego otwarcie, tylko będzie go "dręczyć" - zrzędzić, utrudniać życie, odmawiać seksu, wymyślać różne bzdurne problemy, itd itp.

W tym miejscu ktoś mógłby zadać pytanie: ale w takim razie po co ona z nim jest? Dlaczego jest z facetem, do którego czuje niechęć i pogardę, zamiast się rozstać? Z jednej strony faktycznie tak jest, że ta pogarda, niechęć wynikająca z tego, że facet jest słaby w łóżku, ma generalnie negatywny wpływ na trwałość związku, to znaczy na chęć jego kontynuowania przez kobietę. Ale z drugiej strony, jest WIELE przyczyn, z powodu których laski kontynuują takie relacje:

1. Kobieta jest z facetem dla jego pieniędzy, a nie dla niego samego. O tym pisałem już wcześniej w tym artykule - często jest tak, że laska jest z bogatym facetem, pomimo tego, że on jej średnio czy mało odpowiada. I to może trwać latami, dekadami, do końca życia, włącznie z małżeństwem i spłodzeniem dziecka czy kilku dzieci.

Taki facet to bardzo często w mniejszym czy większym stopniu "bogaty leszcz", którzy najprawdopodobniej jest słaby w łóżku. A laska to z reguły ładna czy bardzo ładna laska, 7/10, 8/10 czy nawet 9/10 - laska która jest "naturalnym celem ataku" facetów mojego pokroju, laską którą na przestrzeni lat mogło ruchać WIELU naprawdę konkretnych gości. I ta laska wybrała tego gościa nie według kryteriów na dobrego kochanka, tylko według kryteriów na spokojnego, bogatego gościa, który miał zapewnić jej i jej przyszłym dzieciom wygodne życie. Ona po prostu uznała, że jest gotowa "pomęczyć się" z leszczem, w imię dostępu do jego pieniędzy - a dobry seks nie należał do wymagań.

2. Kobiecie podoba się wygląd faceta i dlatego chce z nim być, pomimo tego, że jest słaby w łóżku. Może się to wydawać dziwne, ale tak naprawdę wielu facetów robi podobnie - są w związku z ładną czy bardzo ładną laską, która jest słaba w łóżku (albo ma inne wady). Ilu facetów byłoby skłonnych rzucić laskę np. 8/10, dlatego, że w łóżku jest jak kłoda? :) Moim zdaniem raczej niewielu.

3. Kobieta ma z facetem bliskość emocjonalną. W tym miejscu może paść pytanie odnośnie tego, jak to możliwe, że ma bliskość emocjonalną, skoro napisałem, że bycie słabym w łóżku wywołuje niechęć, pogardę. W praktyce jak najbardziej może, bo to są jakby dwie różne płaszczyzny, dwa różne konteksty. Jest np. możliwa odwrotna sytuacja, w której facet daje lasce świetny seks, ale nie daje bliskości emocjonalnej, bo jest mówiąc skrótowo "topornym emocjonalnie ruchaczem". A jest też możliwa właśnie taka sytuacja, gdy facet buduje bliskość emocjonalną na płaszczyźnie emocjonalno-romantycznej, ale jest słaby w łóżku - jest takim "komunikatywnym, empatycznym leszczem seksualnym". I wtedy laska czuje się z nim blisko emocjonalnie, jako z osobą i na poziomie powiedzmy "romantycznych czułości", ALE na poziomie "zwierzęcej" seksualności czuje, że facet jest leszczem. W takim związku laska na poziomie emocjonalnym traktuje faceta trochę jak "kolegę, razem z którym realizuje projekt zwany związkiem". Ona lubi, czy wręcz szanuje go jako człowieka, osobę, nawet jako "kochanka w sensie czułości, uczuciowości", ale nie jako mężczyznę w sensie czysto seksualnym. To może być do pewnego stopnia udany związek, udane małżeństwo - pomimo tego, że tak naprawdę jest w nim poważna "dziura", poważny defekt seksualny.

4. Laska sypia z gościem, ale NIE WIE, że on jest słaby w łóżku. Co na pierwszy rzut oka może się wydawać niemożliwe - no jak może nie wiedzieć, że jest słaby w łóżku, skoro z nim sypia? Ale w rzeczywistości jest to jak najbardziej możliwe i często spotykane.

Chodzi tu o to, że wyobrażenia laski na temat tego, czym jest seks, jaki jest seks, kształtują się przede wszystkim pod wpływem jej własnych doświadczeń. I jeżeli laska miała np. 3-4 partnerów, z których WSZYSCY byli słabi w łóżku, to jest bardzo prawdopodobne, że ona pomyśli sobie "acha, czyli tak wygląda seks" i uzna ich poziom za normę. Ale to będzie tylko jej "intelektualna" opinia - na poziomie neurologii i hormonów, słaby seks nadal nie będzie dawał tego, co daje seks dobry. Seks nie będzie dawał tego "spoiwa" seksualno-emocjonalnego pomiędzy nią a mężczyzną, które potencjalnie może dawać - tylko ona nie będzie wiedziała, że tego brakuje. Z uwagi na niską rolę seksu w jej związku, jej uwaga podąży w innym kierunku - w pozytywnym wariancie, w kierunku więzi, bliskości emocjonalnej - a w wariancie negatywnym, w kierunku przedmiotowego traktowania faceta jako "służącgo" czy "narzędzia" to realizowania różnych codziennych potrzeb życiowych.

Faceci miewają coś podobnego, jeżeli chodzi o przyjemność z robionego loda. Trafiają na np. 5 lasek, które nie są w tym specjalnie dobre i wykształca się w nich opinia "gdy laska robi mi loda, to daje mi to przyjemność na poziomie X". A nie wiedzą, że gdyby trafili na laskę, która jest w tym DOBRA, to ich przyjemność byłaby powiedzmy 3x wyższa. I z jednej strony jest tak, że na poziomie "intelektualnej" opinii wydaje im się, że wszystko jest ok - ale na poziomie zadowolenia seksualnego, a także wynikającego z tego wpływu psychicznego, emocjonalnego, słaby jakościowo seks oralny daje inne rezultaty niż dobry jakościowo seks oralny.


To co opisałem powyżej w tej sekcji artykułu jest w pewnym sensie BARDZO drażliwą kwestią. Bo bardzo wielu facetów zdaje się uważać, że są dobrzy w łóżku, podczas gdy ZACHOWANIE ich lasek wskazuje na coś odwrotnego. Z jednej strony mamy rzesze facetów, którzy niby są dobrzy w łóżku - a z drugiej strony jest wiele lasek, które mówią coś zupełnie innego i co więcej, ich zachowanie odpowiada ich słowom. Moje wrażenie jest zresztą takie, że faceci słabi w łóżku stanowią WIĘKSZOŚĆ męskiej populacji - a jeżeli mniejszość, to i tak kilkudziesięcio-procentową (30-40%).

Generalnie jest tak, że laska która natrafi na faceta dobrego w łóżku, ma tendencję do traktowania go dobrze, z życzliwością, szacunkiem, itd itp. A tak się składa, że BARDZO WIELE związków nie pasuje do tego opisu.

Gdy laska która natrafi na faceta słabego w łóżku, mimo tego zdecyduje się z nim zostać, to stoją za tym powody inne niż czysto seksualne - w pozytywnym wariancie bliskość emocjonalna, w negatywnym "utylitarne" traktowanie faceta jako narzędzia do realizacji celów. W pierwszym wariancie związek to w jakimś sensie "romantyczna przyjaźń", bez autentycznego szacunku do faceta jako do kochanka/"samca". W drugim przypadku to często skutkuje przemocą psychiczną, "dojeżdżaniem", zrzędzeniem, złym traktowaniem, "dociskaniem faceta" przez kobietę. I tak jakoś jest, że WIĘKSZOŚĆ związków pasuje do właśnie tego, a nie wcześniejszego opisu. Przy czym często jest tak, że na początku związku, podczas "miesiąca miodowego", "burzy hormonów", to zjawisko "ukrywa" to, że seks jest słaby - a gdy hormony opadają, to zaczyna to wychodzić na jaw. A facet może myśleć, że jest dobry w łożku, właśnie ze względu na okres "burzy hormonów" - podczas gdy tak naprawdę jest słaby, ale wcześniej było to "przesłonięte" burzą hormonów.

To co opisałem powyżej stoi za wieloma "niezrozumiałymi", czy "nielogicznymi" zachowaniami kobiet, które traktują swoich facetów w średni, albo zły sposób. Przykra, bolesna dla wielu facetów prawda jest taka, że kobiety traktują ich słabo, bo oni są słabi w łóżku.


W kontekście (braku) Szacunku Do Kobiet i ułożenia sobie psychiki, należy zdawać sobie sprawę z tego, że jedną z podstawowych potrzeb kobiety jest DOBRY SEKS. Nie w jakimś odległym, abstrakcyjnym sensie, tylko w sensie dosłownym i po prostu FIZYCZNYM. Ona w głębi serca POTRZEBUJE DOBREGO RUCHANIA, nawet jeżeli na poziomie powierzchownym nie jest tego w pełni świadoma. Ona potrzebuje dobrego ruchania, co oznacza FIZYCZNY kontakt z ciałem mężczyzny, z jego penisem, dłońmi, językiem. Na tym etapie kończą się pozory, kończą się "intelektualistki" czy "grzeczne dziewczynki", kończą się też "wyniosłe suki". Na tym etapie zostaje wilgotna, napalona SAMICZKA, która istnieje po to, aby się ruchać. Seksualna "narkomanka", która w razie czego sama będzie się upominać, nagabywać, czy nawet żebrać o seks, tak aby tylko dostać swój "narkotyk".

Wielu facetów NIBY w jakimś stopniu wie o powyższym, ale w "odległym", "abstrakcyjnym" sensie. Niby o tym wiedzą, ale tak naprawdę nie mają "namacalnego" poczucia, że kobiety faktycznie takie są. Nie jest to dla nich "realne", gdy patrzą na określoną laskę, którą w danej chwili widzą - szczególnie, jeżeli laska wygląda na grzeczną, albo wyniosłą.


Szacunek Do Kobiet i mit miłości romantycznej

Propaganda obyczajowa/moralna mówi ludziom, że w relacji pomiędzy mężczyzną i kobietą powinno chodzić o MIŁOŚĆ. Nie o pociąg fizyczny do urody partnera, nie o ruchanie i odczuwanie przyjemności seksualnej, na pewno nie o korzyści finansowe, tylko o MIŁOŚĆ. O autentyczną, idealistyczną, bezinteresowną, "mającą głębszy sens" no i oczywiście monogamiczną MIŁOŚĆ ROMANTYCZNĄ. O "Miłość Romantyczną", która rzekomo ma być autentyczną miłością do osobowości, tego kim naprawdę jest druga osoba, itd itp.

Według tej propagandy, mężczyzna powinien pragnąć kobiety przede wszystkim w sposób UCZUCIOWY - a koncentrowanie się na wyglądzie, czy na chęci odczuwania przyjemności seksualnej jest rzekomo prymitywne, niewłaściwe, naganne.

Towarzyszy temu budowanie obrazu kobiety jako szlachetnej i uduchowionej istoty, zorientowanej właśnie na MIŁOŚĆ ROMANTYCZNĄ, a nie na "przyziemne" rzeczy pokroju wyglądu, a tym bardziej pieniędzy, czy też tego, jak dobrze facet się rucha.

Oczywiście już na tym etapie widać, że to są to MEGA KŁAMSTWA. Bo w realnym świece kobiety np. generalnie lecą na kasę, potrafią zakładać rodziny z uwagi na zamożność faceta - w jaki sposób są one niby szlachetne i uduchowione, nastawione na miłość romantyczną? Dawanie dupki dlatego, że facet jest bogaty i jeździ Porsche to ma być niby miłość romantyczna, zachowanie szlachetnej i uduchowionej istoty? To piękny przykład tego, jak pod płaszczykiem moralności, dobra, "słuszności" wmawia się ludziom OSTRE KŁAMSTWA.

Ale przejdźmy dalej, czyli do facetów i do tego, jak wpływa na nich ta propaganda.

Wielu facetów WSTYDZI SIĘ tego, że chce wyruchać laskę. Nie w sensie "Gry Pozorów" i uwodzenia unikającego kolizji z barierami laski - tylko w sensie AUTENTYCZNEGO WSTYDU, czucia się źle z tym, że chcą zaruchać. Bo mają wpojone, że chęć zaruchania, czysta seksualność pozbawiona romantyzmu, to coś prymitywnego, niewłaściwego, nagannego.

Wielu facetów ma poczucie, że ich chęć wyruchania laski to jakiegoś rodzaju chęc jej "SKRZYWDZENIA" - bo mają wpojone przekonanie, że kobieta to szlachetna, uduchowiona "cnotka/romantyczka", która brzydzi się seksem i cielesnością, interesuje ją tylko miłość romantyczna.

Ta propaganda powoduje też, że ludzie mylą "Miłość Romantyczną" z dwoma dużo bardziej realnymi zjawiskami:

1. Z Bliskością Emocjonalną.

Bliskość Emocjonalna pod pewnymi względami przypomina "Miłość Romantyczną" - bo występuje tam efekt zbliżenia emocjonalnego, poczucia rozmycia się barier, tworzenia wspólnoty, jedności, bezinteresowności, zauroczenia, miłości, romantyczności, itd itp. Ale to jest tylko PODOBIEŃSTWO, a Bliskość Emocjonalna NIE JEST "Miłością Romantyczną".

Bliskość Emocjonalna to nie jest coś szlachetnego, uduchowionego, coś mającego "głębszy sens". To nie jest jakaś magiczna kompatybilność pomiędzy osobowościami dwójki ludzi. Bliskość Emocjonalna to jest coś BUDOWANEGO poprzez określony rodzaj interakcji.

Gdy np. ludzie (różne lub tej samej płci) porozmawiają długo i empatycznie o swoich życiach, o swoich życiowych problemach, to budzi się między nimi jakiś poziom Bliskości Emocjonalnej - ale to nie ma nic wspólnego z jakaś "Miłością Romantyczną". Ludzie mają często jakiś stopień Bliskości Emocjonalnej z rodzicami, rodzeństwem czy kolegami, czyli z osobami z którymi są BLISKO - w relacjach z kobietami otwierają się oczywiście "dodatkowe płaszczyzny" romantyczne i seksualne, ale tak naprawdę jest to zasadniczo to samo zjawisko.

Bliskość Emocjonalna to nie "wielka miłość twojego życia", tylko coś, co da się budować w POWTARZALNY sposób z wieloma kobietami, jeżeli ktoś ma odpowiednie umiejętności. Ja sam zbudowałem Bliskość Emocjonalną z SETKAMI kobiet - czy to znaczy, że każda z nich jest "wielką miłością mojego życia"? Zwyczajni, słabi z kobietami faceci czasami budują z kobietami Bliskość Emocjonalną - albo w ramach celowego uwodzenia, gdy próbują się "jakoś do niej zbliżyć", albo przez przypadek, gdy prowadzą luźne rozmowy na imprezie, w pracy, na uczelni, itd. Ale oni mają niskie umiejętności (i niskie ogarnięcie), przez co po pierwsze zdarza im to się raczej rzadko, a po drugie przez swój brak kompetencji nie wiedzą dlaczego im to wyszło, jak to generalnie działa - oba te czynniki powodują, że mają tendencję to nadinterpretacji, to traktowania tego jako czegoś wyjątkowego, unikatowego, podczas gdy coś takiego można mieć z tuzinami dziewczyn.

2. Z zauroczeniem, "miesiącem miodowym", "burzą hormonów" w początkowym okresie relacji.

Chyba większość ludzi zna taki schemat, taki "cykl życia zwiazku", że na początku relacji jest wielka miłość i zakochanie, a potem za wiele miesięcy lub kilka lat jakoś okazuje się, że to jednak nie było to, a przynajmniej jedna osoba z pary ma dość drugiej osoby - czemu często towarzyszy niechęć, albo wręcz pogarda czy nienawiść. Takiej parze na początku może się wydawać, że to jest "wielka miłość ich życia", ale tak nie jest - o czym się przekonują najdalej za kilka lat. Oczywiście bywa tak, że w międzyczasie wezmą ślub, wspólne mieszkanie na kredyt i spłodzą dziecko - a potem się okazuje, że ich związek "to jednak nie to". W ten sposób wielu ludzi w dość poważnym stopniu skopało sobie życie.


Bardzo "podstępnym" efektem propagandy moralno-obyczajowej wciskającej ludziom obraz "Romantycznej Miłości", jest wykształcenie u wielu facetów przekonania, że o ile ich pociąg seksualny JEST uzależniony od wyglądu kobiety, o tyle ich potrzeba czułości, bliskości emocjonalnej, miłości rzekomo NIE JEST uzależniona od wyglądu kobiety, tylko od jej osobowości i że to jest jakby "coś więcej", coś wyższych lotów niż pociąg sekualny.

W rzeczywistości jest to BZDURA, bo tak naprawdę nie tylko pociąg seksualny, ale także potrzeba bliskości/czułości/miłości jest uzależniona od wyglądu, a nie osobowości laski.

Powiedzmy, że mamy brzydką laskę, która ma jednak super fajną osobowość, poczucie humoru, jest bardzo inteligentna, dobra, czuła, świetnie się z nią rozmawia, itd itp. No ale niestety, jest też gruba, ma brzydką twarz, niezgrabne, masywne nogi i wielką, toporną dupę.

Czy chcielibyście uprawiać z nią seks? Jak się domyślam, oczywiście, że NIE.

No ale jak z czułością, bliskością emocjonalną, miłością, romantycznością - które to czynniki są rzekomo zależne od osobowości, a nie od wyglądu?

Czyli chcielibyście się czule przytulić z taką brzydką, grubą laską o świetnej osobowości? No wiecie, Wasze ręce wokół jej spasionego, ozdobionego fałdami tłuszczu ciała... Jej szpetna twarz wtulona w Was... :)

Czy chcielibyście iść z nią na spacer trzymając się za ręce?

Czy chcielibyście razem z nią zjeść romantyczną kolację przy świecach, prowadząc niezwykle inteligentną rozmowę, tylko niestety patrząc się na brzydki ryj "paszteta"? :)

Coś mi mówi, że pewnie NIE.

A teraz wyobraźcie sobie przeciętnie inteligetną laskę, ze zwyczajną osobowością, ale za to ze ŚWIETNYM wyglądem. Śliczna twarz, szczuplutka, długie i zgrabne nogi, seksowny tyłeczek, itd itp.

Czy chcielibyście się czule przytulić z taką seksowną laską? Wasze ręce wokół jej szczuplutkiego, zgrabniutkiego ciałka, jej ładniutka, śliczna twarz wtulona w Was...

Czy chcielibyście iść z nią na spacer trzymając się za ręce?

Czy chcielibyście zjeść z nią romantyczną kolację przy świecach, prowadząc przeciętną rozmowę, ale za to patrząc w piękne oczy, na śliczną twarz bardzo ładnej kobiety?

Jak znam życie, to na ten wariant byłoby całkiem dużo chętnych. :)

W rzeczywistości "romantyczne" potrzeby TEŻ są uzależnione od fizycznej atrakcyjności kobiety, podobnie jak klasyczne potrzeby seksualne.

Tak samo wygląda sprawa z zakochiwaniem się - faceci zakochują się w kobietach inteligentnych i głupich, dobrych i wrednych, żywiołowych i spokojnych - ale nigdy nie zakochują się w kobietach BRZYDKICH, tylko zawsze w mniej czy bardziej ŁADNYCH.

Piszę o tym dlatego, że wielu facetów powinno sobie uzmysłowić, że ich bardziej "emocjonalno-romantyczne" potrzeby są uzależnione od fizycznej atrakcyjności kobiety tak samo jak potrzeba ruchania. Swoją drogą, ja tych potrzeb w żaden sposób nie neguję - sam mam potrzeby "emocjonalno-romantyczne" i je realizuję. Chodzi mi po prostu o to, że wielu facetów ma odnośnie tych potrzeb wyobrażenia, przekonania niezgodne z rzeczywistością - to znaczy sami nie rozumieją, nie dostrzegają tego, że te potrzeby są uzależnione od wyglądu kobiety, podobnie jak potrzeby czysto seksualne.


Określenie właściwej roli kobiety w Twoim życiu

Jakie są Twoje potrzeby, czego DOKŁADNIE potrzebujesz od kobiet?

Seksu? Jasne. Ale seks można uprawiać z każdą kobietą, w tym także brzydką. Czy chciałbyś uprawiać seks z brzydkimi kobietami, z ważącymi po 80 kg spasionymi grubaskami o szpetnych twarzach? One też mają cipki i to też byłby seks. Ale jak podejrzewam, wcale nie jesteś zainteresowany seksem z takimi kobietami i pewnie postrzegasz taką wizję jako coś ODRAŻAJĄCEGO.

Bo tak naprawdę nie jesteś zainteresowany jakimkolwiek seksem, a jedynie seksem z ATRAKCYJNYMI kobietami. Innymi słowy mówiąc, elementem który czyni seks atrakcyjnym jest URODA kobiety.

Wielu facetów, w tym ja, ma też bardziej "emocjonalno-romantyczne" potrzeby - chcemy nie tylko seksu, ale także czułości, bliskości emocjonalnej, itd itp. Ale tak samo jak z seksem, nie jest to chęć wymiany czułości z dowolną (czyli np. także brzydką) kobietą, a jedynie z ATRAKCYJNĄ kobietą. Czyli czynnikiem czyniącym wymianę czułości, bliskość emocjonalną atrakcyjną jest URODA kobiety.

Prawda jest taka, że WARTOŚĆ i czysto seksualną, i emocjonalno-romantyczną kobiety wyznacza jej URODA.

WARTOŚĆ kobiety wyznacza jej URODA.

Kobieta brzydka to kobieta BEZWARTOŚCIOWA.

Kobieta atrakcyjna fizycznie to kobieta posiadająca WARTOŚĆ, wyznaczaną przez poziom jej URODY.

To oczywiście jest jaskrawo sprzeczne z propagandą moralno-obyczajową, która mówi "wygląd to nie wszystko!" (za czym kryje się tak naprawdę sugestia: "brzydkie kobiety są ok"), która twierdzi, że ocenianie kobiet przez pryzmat wyglądu jest prymitywne, niewłaściwe, złe. Według tej propagandy masz patrzeć na kobietę w pierwszej kolejności jako na osobę, przez pryzmat jej osobowości, a nie wyglądu.

To co proponuje ta propaganda jest tak naprawdę NIENATURALNE z punktu widzenia naszej seksualności. Bo męska seksualność w swoim naturalnym, niezaburzonym stanie wygląda tak, że chcemy pięknych, seksownych kobiet - a reszta interesuje nas w dość niewielkim stopniu. A ta propaganda moralno-obyczajowa usiłuje nas nakłonić do innego sposobu myślenia, innego sposobu funkcjonowania - co tak naprawdę oznacza ZABURZENIE działania naszej seksualności.

Można powiedzieć, że ta propaganda działa tak:

1. "Zabija" w facecie Drania.

2. Buduje Leszcza, Harcerzyka, Grzecznego Chłopca Mamusi.

A to ma oczywiście ma negatywne konsekwencje, bo:

1. Zaburza to myślenie faceta, wprowadzając opory, wątpliwości moralne, wahania ("no chciałbym się z nią przespać, ale..."), itd itp.

2. Pogarsza "energię" faceta, oddalając ją od atrakcyjnej energii Drania, a przybliżając do nieatrakcyjnej energii Leszcza.

Dlatego dobrze jest układać sobie psychikę w dokładnie ODWROTNY sposób - odwrotny względem propagandy moralno-obyczajowej, natomiast jak najbardziej ZGODNY Z NATURALNĄ SEKSUALNOŚCIĄ MĘŻCZYZNY.

W tym kontekście polecam Wam ułożenie sobie psychiki w oparciu o niżej opisane przekonania Tylko mam na myśli nie samo intelektualne, powierzchowne zgodzenie się z tymi przekonaniami, tylko autentyczne, EMOCJONALNE "zsynchronizowanie" się z tym na poziomie głębokim.

1. Kobiety są do ruchania. Dlatego my mamy penisy, a one pochwy - jest to coś całkowicie naturalnego i oczywistego.

2. Wartość i seksu, i bliskości emocjonalnej z kobietą wyznacza jej URODA - tylko seks/bliskość z ładną kobietą jest pożądana.

3. Wartość kobiety wyznacza jej URODA - bo to ona wyznacza wartość seksu/bliskości z nią.

4. Osobowość kobiety, to jaką jest osobą, jest czymś DRUGORZĘDNYM. Brzydkiej kobiety NIE CHCEMY bez względu na jej osobowość, a kobietę ładną CHCEMY bez względu na jej osobowość.

Wyobraźcie sobie w tym kontekście, że poznajecie 8/10, albo 9/10 i możecie ją łatwo zaruchać - ale okazuje się, że ona jest głupia czy nudna. Czy to COKOLWIEK zmienia w kontekście tego, czy chcecie iść z nią do łóżka?

5. Liczy sie nie jakaś "unikalna" uroda danej laski, a POZIOM atrakcyjności. Każdą kobietę można zastąpić inną, o takim samym lub wyższym poziomie urody.

Pomyśl o jakichś dwóch bardzo atrakcyjnych kobietach, które Twoim zdaniem reprezentują podobny poziom urody. Czyli np. jakieś dwie laski, które obie wyceniasz na 8/10.

A teraz wyobraź sobie, że miałbyś dostać jedną z nich "na własność" - do ruchania czy do czegokolwiek byś chciał. I że zostanie to ustalone losowo - np. poprzez rzut monetą. Czy robiłoby Ci dużą różnicę, którą z nich dwóch byś dostał? Jak znam życie, to niespecjalnie - prawie każdy facet z którym na ten temat rozmawiałem powiedział, że on by się głównie cieszył z tego, że dostanie bardzo ładną laskę 8/10, a to którą z dwóch by dostał, byłoby już sprawą drugorzędną.

To jest istotne w kontekście tego, że czasami facetom się wydaje, że dana laska reprezentuje sobą coś unikatowego, istotnego dla nich - co tak naprawdę jest błędnym wrażeniem, bo kobietę można zastąpić inną o takim samym lub wyższym poziomie urody.


6. Rolą kobiety w moim życiu jest bycie "DOSTAWCĄ" pewnych usług czy dóbr. A dokładnie - kobieta ma mi "dostarczyć":

- URODĘ czyniącą dwie poniższe rzeczy atrakcyjnymi
- Seks
- Bliskość emocjonalną (opcjonalnie)

Takie są moje POTRZEBY, na tym opiera się moje zainteresowanie kobietą.

7. Rolą kobiety w moim życiu jest REALIZOWANIE MOICH POTRZEB.

Jeżeli kobieta nie realizuje moich potrzeb, to jej rola w moim życiu jest tym samym ZEROWA.

Jeżeli kobieta nie realizuje moich potrzeb i jej rola w moim życiu jest ZEROWA, to nie ma najmniejszego powodu, abym miał się nią przejmować - tym co o mnie myśli, jej odczuciami, wrażliwością, potrzebami, czymkolwiek. Jest ona dla mnie po prostu NIKIM. To tyczy się zarówno lasek, które mnie odrzuciły, jak i lasek, których po prostu nie znam - w obu przypadkach ich rola w moim życiu jest ZEROWA i są dla mnie NIKIM.

8. W kontekście powyższego, uwodzenie jest w pewnym sensie psychicznie PROSTE. Mamy tutaj dwa warianty:

8.1 Kobieta REALIZUJE moje potrzeby - a tym samym zaczyna pełnić w moim życiu ROLĘ KOBIETY.

8.2 Kobieta ODMAWIA zrealizowania moich potrzeb - a tym samym nie pełni w moim życiu ŻADNEJ ROLI i jest z mojego punktu widzenia NIKIM. Przy czym nie odbieram tego jako jakiegoś rodzaju "straty" - tak kobieta wcześniej NIE realizowała moich potrzeb (bo się nie znaliśmy) i teraz też ich NIE realizuje (po odmowie) - wiec była wcześniej i teraz dalej będzie dla mnie NIKIM, jest to w pewnym sensie utrzymanie poprzedniego stanu rzeczy, a nie zmiana.

9. Dla mnie ważne są tylko moje potrzeby/interesy. I dążę do ich realizacji bez przejmowania się potrzebami/interesami kobiety (takiego autentycznego, nie "taktycznego", pozornego przejmowania się). Bo kobieta to nie dziecko, tylko dorosła osoba, która dąży do realizacji swoich własnych potrzeb/interesów, bez autentycznego przejmowania się moimi potrzebami/interesami.



sobota, 10 marca 2018

Psychika Uwodziciela, część 8


W tym artykule będę dalej kontynuował omawianie bardzo ważnego tematu, jakim jest SZACUNEK DO KOBIET.

W poprzedniej części napisałem o tym, że KWINTESENCJĄ tego Szacunku jest:

Poczucie, że kobieta to ktoś LEPSZY, ktoś stojący WYŻEJ od mężczyzny. Ktoś kogo mężczyzna "MUSI SZANOWAĆ", ktoś kogo pod żadnym pozorem nie wolno w żaden sposób urazić.

To oczywiście jest coś bardzo niedobrego, bo stawia to kobietę na pozycji "Królowej" do której strach się zbliżyć, strach coś powiedzieć, bo przecież możemy w ten sposób narazić się "Królowej" za samo zakłócenie jej spokoju, nie mówiąc już o próbie wyruchania Jej Wysokości.

To ma dwa bardzo często pojawiające się równocześnie aspekty:

1. Facet ma poczucie, że jeżeli w ogóle ma podejść, zainicjować jakiekolwiek uwodzenie, to ma "OBOWIĄZEK MORALNY" zaprezentować "Królowej" coś, co będzie w jakimś stopniu jej godne, co będzie spełniać jej standardy. A w przeciwnym razie będzie "WINNY" obrazy jej majestatu, urażenia "Królowej". I czuje on w związku z tym wstyd i/lub lęk przez zostaniem upokorzonym, zmiażdżonym pogardą Jej Wysokości.

2. Facet wyolbrzymia to, jak wysokie wymagania, jak wysokie standardy ma "Królowa". Ma wrażenie, że taka kobieta jak ona miała w życiu tylko super facetów - atrakcyjnych, bogatych, inteligentnych, itd itp. I że jest rzeczą niemożliwą, aby taka "Królowa" dawała w swoim życiu dupy jakimś w miarę normalnym, bardziej przeciętnym facetom. Ten aspekt wpływa na poprzedni aspekt z punktu 1 i pogarsza sytuację, bo podnosi standardy, jakie facet uważa, że "ma obowiązek moralny" spełnić, żeby mieć "prawo" w ogóle wystartować do laski.

Jest co coś patologicznego, ponieważ:

1. Po pierwsze, NIE JESTEŚ LASCE NIC WINIEN. Kompletnie NIC - i nawet jeżeli jej się coś nie podoba, to nie ma naprawdę absolutnie ŻADNEGO powodu, abyś czuł się z tym źle emocjonalnie, abyś czuł się w jakis sposób winny.

Po drugie, jeżeli się jej nie podobasz, jeżeli jej nie pasujesz, to jej NIE PORUCHASZ - to jest REALNY zakres problemu, realny zakres negatywnych konsekwencji, które z tego wynikają.

2. W rzeczywistości dana kobieta często nie ma aż tak wysokich standardów, aż tak wysokich absolutnych wymagań, jak wydaje się patrzącemu na nią facetowi. Bywa różnie, ale np. zdarza się, że kobieta 8-9/10 jest ruchana przez gościa 6-7/10. I nie mówię tutaj nawet o ludziach takich jak ja, którzy mają bardzo wysokie ogarnięcie i umiejętności - mówię o w miarę normalnych gościach, którzy pojawili się we właściwym miejscu o właściwym czasie, złapali dobrą "chemię" czy "klimat" z laską i im się udało. W życiu jest masa sytuacji, gdy np. jeden facet 6-7 patrzy się na laskę 8-9 i myśli, że nie ma do niej startu, podczas gdy ta laska rucha lub ruchała się z innym facetem 6-7, który wcale nie wygląda lepiej od tego pierwszego.

Jednocześnie jednak nie chciałbym, aby ktoś mnie tutaj źle zrozumiał i wyciągnął z powyższego zbyt daleko idące, błędne wnioski, dlatego chciałbym zaznaczyć:

1. To co napisałem we wcześniejszym punkcie 1 tyczy się EMOCJONALNEGO PRZEJMOWANIA SIĘ, odczuwania wstydu, lęku przed bliżej nieokreśloną "karą", lęku przed zawstydzeniem, itd itp. Niech nikt tego nie interpretuje w ten sposób, że należy totalnie nie myśleć o tym, o pomyśli sobie kobieta.

Należy tutaj odróżnić:

- IRRACJONALNE, emocjonalne przejmowanie się reakcjami lasek. (to jest coś złego)
- RACJONALNE, praktyczne zajmowanie się laskami i ich myśleniem, mające na celu ich wyruchanie - czyli zasadniczo po prostu zajmowanie się uwodzeniem. (to jest coś dobrego)

2. Tak jak napisałem, często bywa tak, że kobieta ma niższe standardy/wymagania, niż się wydaje patrzącemu na nią facetowi. Ale niech nikt nie interpretuje tego tak, że kobiety nie mają standardów/wymagań, albo że te standardy/wymagania nie mają większego znaczenia.

Kobiety mają swoje standardy/wymagania i dla każdej jest pewien poziom, poniżej którego ona raczej nie zejdzie.To jest bardzo realny problem i dla wielu facetów bardzo zła wiadomość.

Bo o ile z jednej strony jest tak, że facet 6-7/10 może odnosić sukcesy z laskami 8-9/10, o tyle facet 3-4/10 najprawdopodobniej będzie miał mega problemy z laskami 6-7/10. Teoretycznie różnica w obu przypadkach to 2 punkty, ale w praktyce to wygląda zupełnie inaczej.

Chodzi o to, że patrząc na faceta, laski tak naprawdę nie tyle porównują jego urodę ze swoją, co po prostu oceniają jego urodę w skali bezwzględnej. To tak jak z nami facetami - gdy facet 8-9/10 widzi laske 6-7/10, to nie myśli "laska słabsza ode mnie, fuuuj", tylko myśli "fajna laska, może nic nadzwyczajnego, ale mogłbym ruchnąć". Albo w drugą stronę - facet 3-4/10 widząc laskę 5/10 wcale nie postrzega jej jako szczególnie atrakcyjnej, tylko widzi, że jest przeciętna.

Laski mają to samo i laska 8-9/10 widząc faceta 6-7/10 myśli "całkiem fajny facet" - ona oczywiście wie, że sama jest lepsza, ale nadal podoba się jej to co widzi. A z kolei laska 4/10 patrząc na faceta 5/10 wcale nie widzi w nim kogoś szczególnie atrakcyjnego - nawet jeżeli na poziomie racjonalnego myślenia wie, że być może to najlepszy facet na którego może być ją "stać".

Można powiedzieć, że ten stan rzeczy jest korzystny dla facetów 6-7/10, bo oznacza to, że tacy faceci mogą potencjalnie mieć szanse nawet u lasek 8-9/10. W przypadku tych facetów często ich sytuacja jest LEPSZA niż im się wydaje, bo ich "zakres skutecznego działania" przynajmniej potencjalnie może obejmować laski 8-9/10, których ruchanie może im się wydawać mało realne.

Niestety ten stan rzeczy jest wręcz MOCNO NIEKORZYSTNY dla facetów 4/10 i poniżej. Bo ich sytuacja wygląda tak, że nie tylko laski 8-9/10, ale także laski 6-7/10, czy też w ogóle JAKIEKOLWIEK laski, patrząc na nich widzą facetów mniej czy bardziej SEKSUALNIE ODPYCHAJĄCYCH. I ja osobiście szczerze współczuję takim ludziom, ale brutalna prawda jest taka, że wielu facetów nie ma genetycznych warunków do tego, aby być dobrymi uwodzicielami. Jeszcze jeżeli ktoś jest 4/10, to jeżeli taka osoba się super ubierze, zadba o ciało i fryzurę, to może się stać 5/10 i co prawda miernie, ale "jakoś to będzie". Natomiast jeżeli ktoś jest 3/10 albo mniej, to sorry, nawet razem z wysiłkami stanie się co najwyżej 4/10 i nadal będzie dla lasek seksualnie odpychający.


Wcześniej pisałem o tym, że kwintesencją Szacunku do Kobiet jest "Poczucie, że kobieta to ktoś LEPSZY, ktoś stojący WYŻEJ od mężczyzny. Ktoś kogo mężczyzna "MUSI SZANOWAĆ", ktoś kogo pod żadnym pozorem nie wolno w żaden sposób urazić."'

Można powiedzieć, że to jest główna, podstawowa "oś" Szacunku Do Kobiet.

Inną osią jest oś którą możemy nazwać "seksualną", czy też "osią cnotliwości". Jest to przekonania, że kobiety, albo przynajmniej większość z nich, są "cnotliwe", seksualnie konserwatywne.

Klasyczną formą tego jest poczucie, że seks, seksualność to jest dla danej kobiety "BIG DEAL", a może nawet coś nieprzyjemnego czy odpychającego. Chodzi o wrażenie, że kobieta jest w tym kontekście w jakis sposób niesamowicie WRAŻLIWA, psychicznie delikatna i dążenie do jej wyruchania jest jakiegoś rodzaju obrażaniem jej delikatnych uczuć, a może nawet zadawaniem jej psychicznego bólu.

Facet dotknięty czymś takim w jakimś stopniu patrzy na kobietę jako "cnotkę", dla której próba jej wyruchania będzie "obrazją jej moralności/obyczajowości". Wydaje mu się, że gdy kobieta się zorientuje, że on ją chce wyruchać, to stanie się w jej oczach jakiegoś rodzaju "brudnym, odrażającym, seksualnym WIEPRZEM", "ohydnym napaleńcem", który uraził jej delikatną psychikę sugestią, że ona mogłaby tak po prostu mu się oddać - itd itp.

Różnica względem poprzedniej osi jest taka:

1. Tam był lęk przed tym, że "Królowa" zmiażdży swoim spojrzeniem śmiałka naruszającego jej majestat.
2. Tutaj jest lęk przed tym, że "Cnotka" zblednie i spojrzy na faceta jako na brudnego, odrażającego wieprza, napaleńca, która narusza jej godność traktując ją jako istotę seksualną.

Te dwie osie wcale się nie wykluczają i często występują jednocześnie. Są możliwe różne warianty:

1. Obie osie są obecne - co oznacza postrzeganie danej kobiety jako "cnotliwej Królowej" czy też "cnotliwej Księżniczki", która jest WYŻEJ od faceta (oś główna/podstawowa), a do tego jest CNOTLIWA (oś seksualna).

2. Tylko "główna" oś - postrzeganie kobiety jako kogoś stojącego WYŻEJ, ale bez postrzegania jej jako cnotliwej. Idealnym przykładem tego jest "seksowna suka" - atrakcyjna, sukowata, opalona laska z tatuażami. Mało kto postrzega ją jako cnotliwą, ale większość facetów będzie miało w sobie wrażenie, że ona w jakiś sposób stoi "wyżej" od nich, a oni są dla niej za ciency.

3. Tylko oś "seksualna" - postrzeganie laski jako CNOTLIWEJ ale bez postrzegania jej jako kogoś lepszego. Tutaj przykładem może być "miła, grzeczna, spokojna szara myszka".

4. Żadna z osi - kobieta nie jest postrzegana ani jako stojąca wyżej, ani jako cnotliwa.

W praktyce wygląda to tak, że dany facet "szufladkuje" różne kobiety do różnych spośród tych 4 kategorii, często w mniej więcej taki sposób:

1. Atrakcyjne i przynajmniej w miarę przyzwoicie wyglądające kobiety.

2. Atrakcyjne i nieprzyzwoicie wyglądające "suki".

3. "Szare myszki", szczególnie te znane z kręgu znajomych.

4. Laski już ruchane przez tego faceta.



Bardzo ciekawy jest ten punkt 4 - mam na myśli to, że bardzo często faceci którzy generalnie mają duży problem z Szacunkiem Do Kobiet, nie mają dużego problemu w stosunku do swoich obecnych lub byłych kobiet. Co patrząc z jednej strony jest logiczne - bo trudno, żeby ktoś kojarzył laskę, w którą się wielokrotnie spuszczał, z cnotliwością, czy też postrzegał ją jako kogoś lepszego od niego samego, skoro wielokrotnie ją miał. Natomiast z drugiej strony mało logiczne jest to, że traktuje inne laski INACZEJ - przecież to, że nie ruchał jakiejś laski, nie musi wcale oznaczać, że ta laska jest "lepsza" czy "bardziej cnotliwa" od laski którą ruchał. Szczególnie uwzględniając to, że co prawda on jej nie ruchał, ale najprawdopodobniej ruchał ją ktoś inny, czy też raczej "kilku innych".


W kontekście tej osi "seksualnej", bardzo istotną rzeczą jest tworzenie sztucznego podziału, według którego większość kobiet jest "cnotliwa", "wartościowa", seksualnie konserwatywna, itd, a "niecnotliwa", "niewartościowa" i seksualnie niekonserwatywna jest jakaś mniejszość kobiet. Czyli według tego podziału większość kobiet "się szanuje", a jedynie jakaś mniejszość godnych pogardy "szmat" się "nie szanuje". Dotkniętemu tym facetowi często wydaje się, że o ile "gdzieś tam", w oddali może i są jakieś szmacące się, łatwo idące do łóżka kobiety, ALE jego żona, dziewczyna, koleżanka, siostra itd, ogólnie kobiety wokół niego "szanują się" i one są tymi porządnymi kobietami. Problem w tym, że o ile faktycznie istnieją seksualnie konserwatywne kobiety, o tyle jest ich dużo mniej, niż się takim facetom wydaje i taki facet najczęściej się myli w stosunku do swojej żony, dziewczyny, koleżanki, siostry, itd. Można powiedzieć tak, że to nie tyle sam podział jest błędny, co jego totalnie chore, ODWRÓCONE proporcje - w rzeczywistości mniejszość, a nie większość kobiet jest seksualnie konserwatywna, a większość jedynie gra w "Grę Pozorów" i ewentualnie trochę się krępuje, trochę się wstydzi, ale to nie jest "twardy" konserwatyzm seksualny.

Generalnie ta oś "seksualna" generuje lęk, wstyd przed tym, jak kobieta zareaguje na seksualność faceta i jego chęć jej wyruchania. Generuje przekonanie, że wyruchanie kobiety to jakiś "big deal", coś trudnego i wymagającego do przeprowadzenia, bo jest to "big deal" dla samej kobiety.

Jest to oczywiście debilne, oderwane od rzeczywistości myślenie, bo kobiety w większości wcale nie są żadnymi "Cnotkami". Tak jak pisałem we wcześniejszych częściach cyklu, kobieta po 20 roku życia ma na koncie z reguły kilku partnerów seksualnych. Powiedzmy, że było ich 5.

Co to oznacza, że laska miał 5 partnerów seksualnych? To oznacza, że miała w sobie fizycznie penisy 5 facetów. I o ile różne laski robią z różnymi facetami różne rzeczy, o tyle możemy podejrzewać, że mogła np. lizać ich jajka, połykać ich spermę, być klasycznie penetrowana z gumką i bez. Gdzie tu jest miejsce na "Cnotkę"? NIGDZIE. Laska może udawać "Cnotkę" w ramach "Gry Pozorów", ale to jest właśnie udawanie, a nie stan faktyczny.

To samo tyczy się tego, że pójście do łóżka z nowym facetem miałoby być dla niej rzekomo "Big Deal". Jakim cudem, skoro robiła to już z 5 facetami? Ja jak najbardziej wierzę, że pewnie był to dla niej "Big Deal" w przypadku jej pierwszego faceta - ale co z drugim, trzecim, czwartym i piątym facetem? I co teraz, kiedy ona ma już takie doświadczenie, a Ty chciałbyś ją wyruchać i być dla niej tym szóstym mężczyzną, szóstym penisem w jej życiu? Przecież to oczywiste, że nie jest to dla niej żaden "Big Deal", tylko raczej po prostu JESZCZE JEDEN facet.


Innym aspektem tej "cnotliwej" osi Szacunku Do Kobiet są błędne wyobrażenia odnośnie tego kiedy, jak i Z JAKICH POWODÓW kobieta idzie do łóżka z facetem.

W tym kontekście faceci z Szacunkiem często mają takie wyobrażenie, że kobiety, albo przynajmniej "ta porządna część kobiet", podchodzą do seksu jako do czegoś, co może dostać tylko i wyłącznie mężczyzna będący z nimi w związku, albo przynajmniej mężczyzna zawierający właśnie z nimi nowy związek. I oczywiście w ich wyobrażeniu ma to być związek monogamiczny, poważny, nastawiony długoterminowo i jeszcze najlepiej docelowo zmierzający w kierunku małżeństwa. Często towarzyszy temu przekonanie, że ("porządna") kobieta idzie do łóżka tylko z miłości.

W tym akurat jest jakaś ilość prawdy, bo wiele kobiet podchodzi do tego taki sposób, że chce seksu "w pakiecie" ze związkiem/miłością. Ale na pewno nie jest to całościowo prawdą ponieważ:

- Laski chcące seksu "w pakiecie" ze związkiem wcale niekoniecznie muszą chcieć jakiegoś super poważnego związku. Wiele z nich chce po prostu jakiejś bliskości emocjonalnej, poczucia bezpieczeństwa, stabilności, tego żeby było z kim pójść na imprezę, pojechać na wakacje itd itp. A to jest wbrew pozorom coś innego, różniącego się od wizji "cnotliwych", konserwatywnych kobiet, które domagają się poważnych, nastawionych długoterminowo związków, "bo się szanują". To jest zasadniczo bardziej potrzeba stabilności i bezpieczeństwa, niż konserwatyzm i "cnotliwość". I stąd jest dużo, dużo bliżej to takich rzeczy jak seks na jedną noc, długoterminowa relacja na samo bzykanie, itd itp.

- Wiele lasek bzyka się dla samego seksu, bez zawierania związku. Tyczy się to szczegolnie...lasek już będących w związkach z innymi facetami, a już szczególnie w małżeństwach. Taka laska już ma małżeństwo, albo długoterminowy związek zmierzający do małżeństwa. To już ma, więc tego już nie potrzebuje - ale jeżeli jej stały partner nie jest dobry w łóżku, to może tego dobrego seksu szukać poza związkiem. Dobrego seksu, albo po prostu odmiany, "odrobinki świeżego powietrza".


Ten aspekt Szacunku Do Kobiet powoduje, że dla dotkniętych nim facetów seks to generalnie jest jakiś "Big Deal", coś trudnego do zdobycia, "drogiego", na co trzeba sobie zapracować, zasłużyć, itd. W ich oczach seks to często jest coś jakby DROGOCENNEGO, czym "cnotliwe", "wartościowe" kobiety "nagradzają" tylko grzecznych, dobrych, "wartościowych" mężczyzn, tylko w okolicznościach związkowych, a najlepiej to już tylko i wyłącznie jako wyraz miłości. A próba uzyskania seksu poza tymi ramami jest według ich punktu widzenia krzywdzeniem, obrażaniem "cnotliwej" kobiety, "traktowaniem jej jak dziwki".

Jest to oczywiście bzdura, nieprawda, bo seks wcale nie musi być trudny do zdobycia, wcale nie musi być "drogi" - mam tu na myśli nawet nie tyle pieniądze, co zainwestowany czas, emocje, nerwy, wysiłek, itd. Ja sam jestem tutaj doskonałym, choć skrajnym przykładem - dla mnie seks nie jest niczym szczególnym, niczym trudnym do uzyskania, bo wszędzie jest mnóstwo lasek, które mógłbym uwieść i wyruchać. Ale ja to ja - jest wielu w miarę normalnych, umiarkowanie ogarniętych facetów, którym zdarza się dostać seks szybko, gładko i łatwo.

Inna sprawa, że dla ludzi wierzących w tego typu bzdury, to często w jakimś sensie JEST prawda, bo ich psychika jest ukształtowana w taki sposób, że DLA NICH seks faktycznie jest czymś trudnym do uzyskania, drogocennym dobrem. Mamy tutaj zresztą typowe dla takich kwestii "błędne koło":

1. Facet ma psychikę ukształtowaną w taki sposób, że utrudnia, ogranicza to jego dostęp do seksu, szczególnie "łatwego" czy "taniego" seksu. (Ten sposób ukształtowania psychiki wynika z wychowania, z propagandy obyczajowej)

2. Ograniczony dostęp do seksu, a szczególnie "łatwego" czy "taniego" seksu, powoduje, że nie ma doświadczeń, które mogłyby zmienić jego ukształtowanie psychiki z punktu 1.


Do tego często dochodzi punkt 3, wykraczający poza klasyczne, 2-punktowe "błędne koło":

3. Facet nie chce dopuścić do siebie informacji podważających światopogląd z punktu 1, bo te informacje są dla niego w jakiś sposób NIEPRZYJEMNE, PRZYKRE. Więc wypiera je, walczy z nimi - albo całkowicie je negując, albo uciekając w kierunku sztucznego podziału dzielącego kobiety na "wartościową większość" i "niewartością mniejszość".

Wyobraźmy sobie faceta, który jest konserwatywnym "harcerzem", dobrym "chłopcem mamusi", którego spojrzenie na kobiety jest bezpośrednio oparte o wychowanie i propagandę obyczajową.

Facet ma 25 albo 30 lat i jest w stałym związku z laską 4-6/10, która jest drugą albo trzecią kobietą w jego życiu. On traktuje ją zgodnie z tym, jak został wychowany, czyli ją "SZANUJE" i buduje z nią "wartościowy związek, który coś znaczy". Dla niego ta kobieta i relacje z nią to coś BARDZO WAŻNEGO, to niesamowicie ważny element jego zadowolenia z życia, stabilności emocjonalnej i także mniemania o sobie - bo ten związek z nią w ogromnym stopniu definiuje go jako mężczyznę. A do tego powiedzmy jeszcze, że ta laska średnio go traktuje i szanuje - nie jakoś super źle, nie zamienia jego życia w koszmar, ale z pewną skutecznością robi z niego swój podnóżek, pantofla. Czemu on się poddaje, bo postrzega to tak, że ona jest jego ukochaną, więc jej wolno, a w ogóle to "swoją kobietę trzeba szanować!". I laska mu zrzędzi, narzuca swoją wolę i zachcianki, ciągnie kasę, a ja on jej podskoczy, to ona odmawia mu seksu. Ale on to akceptuje, bo takie są jego standardy, taki jest model relacji z kobietami do którego jest przyzwyczajony. Przy czym to co napisałem to uogólnienie - może pojawiać się tylko część opisanych zjawisk, a może pojawiać się więcej, bo laska może go jeszcze zdradzać. Do tego te rzeczy nie muszą pojawiać się od razu - często w początkowym okresie, podczas "miesiąca miodowego" wszystko wygląda super, a jakoś relacji zaczyna się psuć później.

Powiedzmy, że taki facet jest z tą laską już np. 4 lata - to się sumarycznie przekłada na OGROMNĄ ilość wysiłku, ogromną ilość zniesionych upokorzeń, poniesionych wyrzeczeń. I co za to dostał? Seks z laską 4-6/10? Związek w którym jest średnio, albo wręcz słabo traktowany? Można powiedzieć, że zrobił KIEPSKI INTERES, interes typu "DAŁ DUŻO, A DOSTAŁ MAŁO".

Swoją drogą, to wcale nie musi być tak, że ten facet jest stereotypowym leszczem, jakimś nieśmiałym wymoczkiem w okularach, itd. To może być całkiem dobrze radzący sobie w życiu facet, całkiem ogarnięty, a nawet pewny siebie czy dominujący facet - tylko nie w kontekście lasek. Jest wielu facetów, którzy robią karierę w korporacji, czy we własnym biznesie, a są nieogarnięci z laskami. Z innych klimatów, ja osobiście znałem kiedyś gościa zajmującego się kulturystyką, sztukami walki, prowadzeniem zajęć fitness dla kobiet. Koleś jest wysportowany, umięśniony, opalony, ma tatuaże - a na zajęciach fitness kobiety ślinią się na jego widok. Wydawałoby się, że jest to ktoś, kto pewnie ma dobre, bogate życie seksualne. A w rzeczywistości ma kiedyś dziewczynę, a obecnie żonę, która na długo przed ślubem, podczas sporów wymierzała mu karę, poprzez odmawianie mu seksu. Kto by się po tym facecie spodziewał czegoś takiego? Szczególnie uwzględniając to, jak ślinią się na niego laski na prowadzonych przez niego zajęciach? Ale tak właśnie działa psychiczne nieogarnięcie - nawet jeżeli facet posiada duże atuty i możliwości, to nie jest w stanie ich sprawnie, albo w ogóle jakkolwiek wykorzystywać.

Facet typu "DAŁ DUŻO, A DOSTAŁ MAŁO", zasadniczo "zainwestował" dużo wysiłku, czasu, energii, nerwów, pieniędzy, itd itp, aby mieć seks/związek na tak naprawdę słabych warunkach. Ale on tego po części nie widzi, a po części NIE CHCE widzieć. Na co składa się wiele przyczyn:

1. Wypranie mózgu propagandą, indoktrynacją obyczajową. Czyli zasadniczo po prostu Szacunek Do Kobiet. Jeżeli facet ma wbite do głowy, że np. kobieta to jakiś drogocenny skarb i że "trzeba ją szanować", itd itp, to oczywiście, że przekłada się na to na większą skłonność do akceptacji słabych warunków i to postrzegania słabej relacji jako dobrej - bo przecież jest to relacja z "drogocennym skarbem".

2. Lęk przed samotnością, lęk przed stratą źródła nie tylko seksu, ale także stabilności emocjonalnej, poczucia posiadania swojego miejsca w życiu. Dla takiego faceta kobieta jest w jakimś stopniu "drogocennym skarbem" także dlatego, że ma on ograniczony dostęp do kobiet - niekoniecznie w sensie obiektywnym, ale w sensie psychicznym, w sensie ograniczeń wynikających z psychicznego nieogarnięcia. I taki facet nie chce konfrontować się z tym, że jego relacja jest słaba - on chce CZUĆ SIĘ BEZPIECZNIE i mieć wrażenie, że jest w dobrej, stabilnej i "wartościowej" relacji, w której jest mu dobrze i w której jest BEZPIECZNY.

3. Facet jest emocjonalnie "zainwestowany", bo wiele włożył w tę relację - a gdy ktoś w coś wiele włoży, to trudniej jest mu się przyznać do błędu, zaakceptować stratę i się wycofać. To podobny mechanizm, jak w przypadku giełdy czy hazardu - często gracz giełdowy wbrew zdrowemu rozsądkowi nie chce wyjść ze złej inwestycji, bo nie potrafi zaakceptować tego, że dokonał złej decyzji i na niej stracił - przez co w efekcie często traci jeszcze więcej. To coś podobnego jak w hazardzie, gdzie często gracz nie potrafi zaakceptować straty i ucieka od tego w kierunku obłąkanej myśli "ja się jeszcze odegram!" - po czym często przegrywa jeszcze więcej.

Bardzo podobne zjawisko ma miejsce w przypadku toksycznych relacji - osoba tkwiąca w takiej relacji łudzi się idiotyczną nadzieją typu "może On/Ona sie zmieni!", co oczywiscie najczęściej nigdy nie ma miejsca. I na tym w sumie polega istota toksycznych relacji, że ludzie AKCEPTUJĄ ZŁE WARUNKI i tkwią w relacji, zamiast się wycofać. Przy czym to nie jest tak, że jest jakiś sztywny podział na toksyczne i nietoksyczne relacje - tak naprawdę jest płynna skala, a pośrodku jest wiele relacji, w których jedna strona w jakiś sposób słabo traktuje drugą, ale które nie są w jaskrawy, oczywisty sposób patologiczne. I mi tutaj w dużej mierze chodzi o to, że wielu facetów tkwi w relacjach, w których są słabo traktowani, w relacjach tak naprawdę "nieco toksycznych", ale nie zdają i/lub nie chcą sobie z tego dać sprawy.


Co się dzieje, kiedy taki facet typu "DAJE DUŻO, A DOSTAJE MAŁO", spotyka na swojej drodze faceta zupełnie innego rodzaju - faceta typu "DAJE MAŁO, A DOSTAJE DUŻO"? Co się dzieje, gdy facet dla którego kobieta jest "drogocennym skarbem", a seks/związek jest "drogi", spotyka na swojej drodze faceta, dla którego kobieta "to tylko laska", a seks/związek jest "tani"?

Ja mam w czymś takim ogromne i jednocześnie bardzo wyraziste doświadczenie, bo sam jestem skrajnym przypadkiem "DAJE MAŁO, A DOSTAJE DUŻO", a jako że większość facetów to typ "DAJE DUŻO, A DOSTAJE MAŁO", miałem w swoim życiu ogromną ilość sytuacji, interakcji, w których dochodziło do "skonfrontowania" tego, jak to wygląda u mnie, z tym jak to wygląda u nich.

Tutaj ogromne znaczenie ma to, że ja generalnie spotykam się długoterminowo tylko z najbardziej atrakcyjnymi kobietami. Mogę wyruchać laskę 8/10, czy nawet 7/10 (w przeszłości także 6/10, kilka razy zahaczyłem o 5/10 nawet, ale byłem młody i pijany) , ale nie będę spotykał się z nimi długoterminowo, bo mogąc spotykać się z 8/10 lub z 9/10, to wolę spędzić ten czas z 9/10. I kiedy idę z laską ulicą, po centrum handlowym, kiedy jestem w restauracji, to inni faceci widzą mnie najczęściej z krańcowo atrakcyjnymi laskami 9/10, typu "najlepsza laska w klubie".

W przypadku obcych facetów wygląda to tak, że widzę w ich oczach zazdrość, pożądanie mojej laski, często właśnie ból, smutek, a nawet złość i niechęc do mojej osoby. Ale w ich przypadku to są tylko takie spojrzenia, które nie przechodzą w interakcję. Ot np. siedzę sobie z laską 9/10 w restauracji, a jakiś nieznany mi facet siedzi z laską 5/10 i widać po spojrzeniu, że mi zazdrości, co oczywiście ukrywa przed swoją towarzyszką.

Ze znajomymi jest inaczej, bo ze znajomymi oprócz spojrzeń są też interakcje, rozmowy - i w tych interakcjach często w jakimś stopniu wychodzi zazdrość, ból dupy, trudność z pogodzeniem się z tym, jaka przepaść dzieli moje i ich życie seksualne. Szczególnie, że znajomi często widzą mnie raz z jedną bardzo ładną laską, a innym razem z inną. I z reguły wiedzą o tym, że u mnie jest jak jest - że mam dużo bardzo atrakcyjnych kobiet i że dla mnie to nie jest jakiś luksus, tylko coś łatwo osiągalnego.

Większa część moich kolegów to jeżeli nie nadal aktywni, to przynajmniej byli imprezowicze i ruchacze. I dla nich to robię jest w jakiś sposób zrozumiałe, fajne, godne pochwały - nawet jeżeli oni sami się już ustatkowali, to przywołuje to u nich miłe wspomnienia z dawnych lat.

Mam też jednak wielu "normalnych" znajomych - z rodzinnego osiedla, ze szkoły, ze studiów, z miejsc pracy, itd itp. I te osoby nierzadko "mają problem" z tym jak bardzo atrakcyjne mam kobiety, jakie mam podejście do kobiet, ile ich mam, jak łatwo je zdobywam, itd itp.

Takie osoby często SAME kierują rozmowę w kierunku tematu kobiet, uwodzenia, itd, w celu dokonania ze mną konfrontacji, próby dokopania, dogryzienia mi, albo chorego "doprowadzenia mnie do porządku", "umoralnienia" mnie i zmiany mojego podejścia do kobiet. Ja sam unikam rozmów na te tematy z większością ludzi, bo z tego najczęściej nie wychodzi nic fajnego - mam bardzo małe szans na ciekawą rozmowę. To może skończyć się NUDNĄ rozmową z rozmówcą który jest miły, ale ma na ten temat niewiele do powiedzenia. A może się też skończyć tym, że będzie się ze mną wykłócał jakiś debil, który praktycznie nic nie wie o tym temacie, ale "ma swoje zdanie". Dlatego ja najczęściej nie wchodzę na ten temat, a zapytany nierzadko udzielam nieprawdziwych odpowiedzi. Np:
- Mówię komuś, że moja reputacja jako uwodziciela jest przesadzona. "Wiesz, trochę imprezowałem, miałem parę razy szczęście i jakoś tak przylgnęła do mnie taka łatka seryjnego uwodziciela".
- Zapytany, zaniżam liczbę kobiet które miałem. Mówię np. "dużo, kilkadziesiąt", albo "dużo, ponad 50".
- Zapytany, mówię, że sukces z kobietami to trochę kwestia szczęścia, pewności siebie, luzu i że moim zdaniem to "trzeba po prostu próbować". Czyli nie wychylam się z wiedzą i moim tak naprawdę skrajnie wysokim poziomem kompetencji, tylko udaję takiego bardziej normalnego, bardziej "niewinnego" faceta.
Ale wielu facetów i tak drąży temat. Część z powiedzmy "niepatologicznych" powodów, takich jak ciekawość, albo chęć uzyskania jakichś porad - co niestety bywa męczące wtedy, gdy np. jakaś laska dała gościowi kosza, a on myśli, że ja mu dam "magiczną poradę", dzięki której bezproblemowo ją zdobędzie. Ale część facetów drąży temat z powodów PATOLOGICZNYCH - dlatego, że "MAJĄ PROBLEM" z tym co robię, ile mam kobiet, jak bardzo atrakcyjnych, itd itp. I te rozmowy są nieprzyjemne, ale dzięki nim wiem bardzo dużo o tym, jak tacy faceci myślą.
Nieco wcześniej wskazałem 3 przyczyny, z powodu których facet typu "DAJE DUŻO, A DOSTAJE MAŁO" po części nie nie jest w stanie, a po części NIE CHCE zobaczyć, co jest nie tak z jego nastawieniem i relacjami z kobietami:
1. Wypranie mózgu propagandą, indoktrynacją obyczajową. Czyli zasadniczo po prostu Szacunek Do Kobiet.
2. Lęk przed samotnością, lęk przed stratą źródła nie tylko seksu, ale także stabilności emocjonalnej, poczucia posiadania swojego miejsca w życiu.
3. "Zainwestowanie" faceta w niekorzystną relację, co wywołuje potrzebę udowodnienia, że był to dobry wybór, tak aby nie wyjść na frajera. W szerszym ujeciu tyczy się to nie tylko danej pojedynczej relacji, ale także całego MODELU relacji i ich roli w życiu tego faceta.
Tak się składa, że moja osoba, to co sobą prezentuję, to jaki rodzaj życia seksualnego i relacji z kobietami prowadzę, UDERZA w tych facetów na wszystkich trzech poziomach:
1. Na poziomie propagandy, indoktrynacji obyczajowej, temu facetowi zostało wmówione, że jest jakaś "słuszna i wartościowa" ścieżka faceta, który "szanuje kobiety, bo kobiety trzeba szanować, traktować je właściwie", itd itp. I ta ścieżka ma prowadzić do szczęścia, dobrego życia, miłości, itd.
Jednocześnie zostało mu wmówione, że brak szacunku do kobiet, traktowanie ich przedmiotowo, bycie ruchaczem, to jest "bezwartościowa" ścieżka, która prowadzi do upodlenia, braku szczęścia, poczucia pustki i bezsensu w życiu, itd itp.
Ten schemat propagandowy jest wtłaczany facetom z różnych źródeł, ale najlepiej widać go chyba na filmach, gdzie z reguły jeżeli jest jakiś uwodziciel/ruchacz, to tak naprawdę jest nieszczęśliwy i na koniec filmu albo jest przegranym, albo "zaczyna rozumieć swój błąd", porzuca swoje zwyczaje i wchodzi w monogamiczny związek z kobietą która jest jego prawdziwą miłością.
W wyniku tej propagandy, u wielu facetów jest silniejsze słabsze przekonanie, a także OCZEKIWANIE, że uwodziciel/ruchacz będzie w jakiś nieszczęśliwy, "przegrany" życiowo w stosunku do "wartościowego" faceta, w stosunku do faceta który "szanuje kobiety". W swojej strukturze przypomina to zasadniczo wiarę w Świętego Mikołaja, który grzecznemu dziecku przyniesie prezent, a niegrzecznemu rózgę.
A tutaj pojawia się taki Milroh, który nie szanuje kobiet, traktuje je przedmiotowo, a ma najpiękniejsze kobiety - i to wcale nie jakieś idiotki, ani nie spalone solarium osiedlowe szlauchy, tylko "co gorsza" inteligentne, fajne kobiety w dobrym stylu. Kobiety które najczęściej MIAŻDŻĄCO przewyższają urodą najbardziej atrakcyjną partnerką, jaką kiedykolwiek miał dany facet. A ten wredny Milroh ma nie jedną taką, tylko wiele - dany znajomy mogł na przestrzeni lat zobaczyć ich kilka, ale najczęściej ma świadomość, że było tego więcej, bo lepiej czy gorzej zna moją reputację.
I jest sobie taki facet, który jest w związku z kobietą powiedzmy 5/10, który patrzy na moją laskę 9/10, typ "najlepsza laska w klubie", albo "najładniejsza kobieta w centrum handlowym". I oczywiście mi ZAZDROŚCI, oczywiście czuje się w pewnym sensie "PRZEGRANY" w stosunku do mnie. Ludzie to wypierają, udają że tak nie jest, ale sorry, w większości przypadków facet z laską 5/10 czuje się w jakimś stopniu "przegrany" względem faceta z laską 9/10, szczególnie jeżeli sam nigdy takiej laski nie miał, albo co więcej jeżeli nigdy nie miał nawet 8/10.
Więc stoi sobie taki facet, czuje zazdrość i bycie "przegranym" w stosunku do mnie - i w tym momencie często myśli też o tym w kontekście wpojonego mu światopoglądu, moralności, obyczajowości - przez co często czuje się dodatkowo ROZŻALONY, ROZGORYCZONY, bo "jakim prawem" taki wredny, nie szanujący kobiet Milroh ma takie laski, a on, dobry facet, który "bardziej na to zasługuje", takich lasek nie ma? Przecież "powinno być zupełnie inaczej" - według obrazu świata, który ten facet otrzymał od swoich rodziców, wychowawców, z romantycznych filmów, itd itp.
Możemy mieć tutaj zasadniczo (i/lub):
1.1 "Defensywne" poczucie bycia pokrzywdzonym, doznania niesprawiedliwości. Czyli "byłem takim dobrym chłopcem, a mam gorzej niż ten wredny Milroh, jakie to niesprawiedliwe". Tutaj jest większa koncentracja na własnej krzywdzie/braku fajnego życia seksualnego. To jest raczej smutek niż złość.
1.2 "Ofensywne", oskarżycielskie oburzenie typu "Jak może tak być, że ten wredny Milroh nie szanuje kobiet, traktuje je przedmiotowo, a ma tyle pięknych kobiet i uchodzi mu to wszystko płazem!". Tutaj jest więcej (niekoniecznie sensownej) troski o "te biedne kobiety" i bycia "strażnikiem moralności", bez koncentrowania się na swoim własnym losie. To jest raczej złość niż smutek.
To wywołuje nieprzyjemne napięcie, a dokładnie tak zwany "DYSONANS POZNAWCZY", bo to co widzą ci faceci patrząc na mnie i na moje kobiety, jest sprzeczne z obrazem, jaki mają wpojony przez propagandę obyczajową. A tak zazwyczaj działa ludzka psychika, że ludzie doświadczając takiego "konfliktu sprzecznych informacji", najczęściej BRONIĄ STAREGO, "ZABETONOWANEGO" ŚWIATOPOGLĄDU, a zarazem ATAKUJĄ, PODWAŻAJĄ NOWE INFORMACJE - te informacje, które podważają stary światopogląd. To ma miejsce w różnych dziedzinach życia - ludzie generalnie często "upierają się" przy swoich starych poglądach, nawet totalnie wbrew faktom. Z tego co kiedyś gdzieś czytałem, to jest to chyba tendencja o podłożu neurologicznym, wynikająca z tego, jak jest zbudowany ludzki układ nerwowy.
Mamy tutaj zasadniczo 2 elementy (nie mylić z punktami 1.1 i 1.2, to różne pary elementów):

A - AFIRMACJA, powtarzanie starego, "zabetonowanego" światopoglądu. Czyli np. powtarzanie sloganów propagandy obyczajowej i mówienie o tym, jaki to monogamiczny związek tego gościa z brzydką laską 4/10 jest "wartościowy" i ogólnie "wspaniały".
B - NEGOWANIE informacji podważających stary, "zabetonowany" światopogląd. Czyli np. negowanie tego, że czuję się szczęśliwy ruchając laski 9/10.

W jakimś stopniu w przypadku dominacji 1.1 jest więcej A, a w przypadku dominacji 1.2 jest więcej B, ale jest to tylko ogólna tendencja. Przykładowo taki bardziej "smutny" facet z przewagą 1.1 może mi mówić, że przecież na starość zostanę sam, że będę cierpiał, itd itp (co podpada pod B, czyli negowanie). A bardziej "wściekły" facet z przewagą 1.2 może oprócz atakowania mnie roztaczać wizję tego, jak to kiedyś, w dawnych czasach, mężczyźni mieli klasę, szanowali kobiety i jak to wspaniale działało (afirmacja Szacunku Do Kobiet, czyli A).
Patrząc na to od innej strony, A i B wyglądają nieco różnie u facetów z przewagą 1.1 lub 1.2, przykładowo :
A, czyli Afirmacja:
1.1 "Wiesz, ja kocham swoją dziewczynę i czuję się z nią szczęśliwy, nie potrzebuję innych - i o to chodzi w relacjach z kobietami"
1.2 "Prawdziwy mężczyzna szanuje kobiety! Ja szanuję moją kobietę i czuję się nią SZCZĘŚLIWY!"
B, czyli Negowanie:
1.1 "Wiesz, widzę, że się dobrze bawisz, ale moim zdaniem Twoje życie jest puste i kiedyś będziesz przez to cierpiał w samotności - nie myślałeś o tym?"
1.2 "To co robisz to PATOLOGIA!!! Nigdy nie miałeś i nigdy nie będziesz miał WARTOŚCIOWEJ relacji z kobietą! Ty nawet nie wiesz co to znaczy!".
Tak mniej więcej wygląda RETORYKA tego punktu 1, czyli zasadniczo retoryka wywodząca się z indoktrynacji propagandą obyczajową. Tylko tutaj wchodzi do gry pewna nieco skomplikowana rzecz - ta retoryka WYWODZI SIĘ z tego punktu, ale jest też używana instrumentalnie, z pobudek wynikających z punktów 2 i 3. Czytajcie dalej i dowiecie się poniżej o co chodzi.
2. Dla tego faceta jego związek jest bardzo istotnym elementem jego stabilności emocjonalnej, jego zadowolenia z życia, może wręcz być taką "centralną osią" jego życia, wyznaczającą jego miejsce w świecie.
Z uwagi na to, że jego kobieta i związek z nią są dla niego tak ważne, to POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA tego faceta jest w wysokim stopniu uzależnione od poczucia, że jego związek jest stabilny i "bezpieczny". A gdy pojawia się u niego podejrzenie, obawa o to, że mógłby tę laskę jakoś stracić, albo że mogłaby go ona zdradzić, to on traci to poczucie bezpieczeństwa i zaczyna czuć się zagrożony, co oczywiście jest czymś nieprzyjemnym.
Jak to się ma do mnie?

W najprostszym i najbardziej bezpośrednim sensie ma się tak, że część znajomych znając w jakimś wymiarze moją reputację, BOI SIĘ, że wyrucham im ich dziewczynę czy żonę. Swoją drogą, takie akcje miały miejsce, zdarzyło mi się kilka razy, ale co śmieszne bywało też tak, że widziałem przerażone spojrzenia facetów, gdy rozmawiałem z ich laskami 5/10, względem których absolutnie nie miałem takich planów.
Jak się czuje facet, który OBAWIA SIĘ, że mogę łatwo wyruchać jego dziewczynę czy żonę? Na pewno się boi, jest zestresowany - ale moim zdaniem też w jakimś stopniu czuje się ode mnie GORSZY, czuje się przeze mnie ZAGROŻONY - i siłą rzeczy to w jakimś stopniu przekłada się na NIECHĘĆ do mojej osoby.
Ale co taki facet ma powiedzieć? Przecież nie powie "Nie lubię Cię, bo obawiam sie, że możesz łatwo wyruchać moją dziewczynę!".
W takim faceci jest pewna emocja, pewien IMPULS do powiedzenia mi czegoś przykrego, ale jednocześnie niechęć do szczerego powiedzenia o co chodzi. Stąd też taki facet szuka innej RETORYKI , innych treści do wyrażenia tego impulsu.
Najczęściej jest to retoryka z punktu 1, czyli retoryka odwołująca się do obyczajowości i moralności. Każdy ją zna, jest jak najbardziej społecznie akceptowalna, więc generalnie jest "pod ręką", a jej użycie jest chyba subiektywnie dość łatwe i stosunkowo komfortowe.
3. Facet "zainwestował" w swój związek masę czasu, energii, pieniędzy, zaangażowania emocjonalnego, itd itp. A w szerszym sensie - "zainwestował" dużo w pewien MODEL relacji. I ma potrzebę posiadania poczucia, żę postąpił mądrze, że jego inwestycja jest słuszna i sensowna - bo w przeciwnym razie w jakimś stopniu wyszedłby na leszcza i frajera.
Czyli mamy tutaj gościa, który najprawdopodobniej "DAŁ DUŻO, DOSTAŁ MAŁO". Zainwestował dużo w związek z jakąś laską powiedzmy 5/10, która może go jeszcze w dodatku średnio traktować.
A tutaj pojawia się Milroh ze swoją laską 9/10, która swoim wyglądem MIAŻDŻY jego "szarą myszkę" 5/10, a reputacja Milroha mówi, że ma on więcej takich lasek 9/10 i zdobywa je łatwo, "tanio". A w dodatku laska 9/10 Milroha zdaje się go traktować lepiej, odnosić się do niego z większym szacunkiem niż "szara myszka" 5/10 traktuje tego faceta.
Efektem tego jest oczywiście ZAZDROŚĆ i POCZUCIE BYCIA GORSZYM.
Ale tak jak w przypadku poprzedniego punktu, to nie jest coś, co ten facet chce otwarcie powiedzieć. I znowu - ma IMPULS, ale potrzebuje do tego impulsu zastępczej RETORYKI. I tak jak poprzednio, najczęściej ten impuls zostaje wyrażony za pomocą retoryki "obyczajowej" z punktu 1. (inną formą w przypadku retoryki zastępczej dla 2 i 3 jest pozerstwo, mitomaństwo, bycie erotomanem gawędziarzem typu "co to nie ja")
Co z tego wszystkiego wynika?
Przede wszystkim zacznijmy od tego, że takich facetów, których w jakiś sposób oburza, smuci, drażni, itd, to że ktoś inny dostaje od kobiet "więcej za mniej", jest CAŁA MASA. To nie są wyjątki, to jest prędzej WIĘKSZOŚĆ mężczyzn, w skali samej Polski oznacza to przypuszczalnie MILIONY

Opisując powyższe odniosłem się do tego, jak wielu facetów drażni moja osoba i moje życie seksualne. Ja jestem świetnym przykładem, bo jestem skrajnym, wyjątkowo wyrazistym przypadkiem faceta typu "więcej za mniej". I ja bardzo łatwo wywołuję różne dziwne reakcje, bo jeżeli np. znajomy zobaczy mnie na przestrzeni krótkiego okresu czasu z dwiema różnymi laskami 9/10, to robi to na nim nieporównywalnie większe wrażenie, niż gdyby były to laski np. 7/10. Ale to wcale nie jest tak, że to zjawisko jest ograniczone do mnie i do innych "skrajnych" przypadków. W rzeczywistości bardzo często faceci zazdroszczą innym facetom lasek 7/10, albo nawet 6/10. I to zjawisko często ma postać negatywnych emocji względem jakiegoś lokalnego imprezowicza, który raptem wyruchał kilka lasek 6-7/10 i który nawet nie jest dobry z kobietami, ale jego skromne sukcesy i tak sprawiają przykrość części facetów z jego otoczenia.
Tak jak wcześniej napisałem, te negatywne odczucia, jeżeli są wyrażane, to są najczęściej wyrażane za pomocą retoryki powiązanej z obyczajowością/moralnością. Ale tylko część impulsu stojącego za tym to faktyczna obyczajowość/moralność - reszta to zazdrość, lęki, kompleksy, itd itp. Czyli rzeczy, o których ci faceci nie chcą mówić, więc wygodniej jest im wykorzystać retorykę "obyczajową".
Oznacza to, że gdy słyszycie retorykę krytykującą kogoś za ruchanie kobiet, czy brak szacunku do nich, itd, rzekomo na bazie obyczajowości/moralności, to praktycznie na pewno oprócz tej obyczajowości/moralności są tam też inne rzeczy, o których ta osoba nie chce mówić, bo by ją to zawstydziło/upokorzyło/ośmieszyło. To dodaje temu toksyczności, wytwarza niezdrowe napięcie - bo w krytykującej osobie z reguły "gotuje się" coś, o czym ta osoba nie chce otwarcie powiedzieć, zamiast tego mówiąc o czymś innym. Zresztą towarzyszy temu często przekonywanie, że u osoby krytykującej "wszystko jest dobrze/super", co praktycznie zawsze jest KŁAMSTWEM - to jest taka "leszczowska GRA POZORÓW".
Tak jak pisałem wcześniej, takich facetów, którzy mają w kontekście (braku) sukcesu z kobietami BÓL DUPY są MILIONY - to jest WIĘKSZOŚĆ mężczyzn.
To powoduje, że praktycznie każdy z nas jest w swoim życiu OTOCZONY takimi facetami. Tacy często bywają nasi ojcowie, bracia, wujkowie, koledzy z liceum, koledzy ze studiów, koledzy z pracy - nie wszyscy, ale w większość. To tyczy się nawet mnie - ja mam co prawda wielu kolegów dobrych z kobietami, ale i tak biorąc pod uwagę mój szerszy krąg znajomych, to przeważają osoby słabe.
Co się dzieje, gdy jakiś facet żyje całe życie w sytuacji, w której powiedzmy 95% facetów wokół niego to sfrustrowani, zakompleksieni, zawistni itd itp, LESZCZE? Jak ukształtuje się jego psychika, jakie wzorce zachowań i relacji z kobietami będzie posiadał? Już na tym poziomie jest mam nadzieję rzeczą oczywistą, że jest psychika ukształtuje się w kierunku bycia KOLEJNYM LESZCZEM. Bo jeżeli 95% facetów wokół dla niego to leszcze, to bycie leszczem jest dla niego NORMALNOŚCIĄ.
Ale tutaj istotne jest też to, że ci leszcze wokół niego najczęściej nie mówią mu prawdy o tym co naprawdę myślą i szczególnie CZUJĄ. Mam tu na myśli rzeczy typu:
- "Czuję się sfrustrowany, bo moja Gosia mnie traktuje jak popychadło, ale boję się od niej odejść, bo bez niej nie będę miał niczego"
- "Zazdroszczę Tomkowi, bo jego Ania jest taka seksowna, a ja nigdy w życiu nie ruchałem ładnej kobiety".
- "Jechałem windą z Beatą z 7 piętra, a potem w domu waliłem konia myśląc o niej. Znamy się od dzieciństwa, a ja nie mam odwagi, nie mam pojęcia jak spróbować ją wyruchać - chyba spaliłbym się ze wstydu"
- "Jestem z Kasią i mówię jej, że ją kocham, a tak naprawdę ona aż tak bardzo mi się nie podoba, gruba jest i jestem z nią z braku czegoś lepszego. Mówię Kasi, że ją kocham, a tak naprawdę wolałbym ruchać jej seksowną siostrę, albo moją seksowną koleżankę z pracy".
I tak dalej i tak dalej. Takich sytuacji większego i mniejszego kalibru jest całe mnóstwo.
Pierwsza sprawa, że tacy faceci grają we własną "GRĘ POZORÓW", która służy "zachowaniu twarzy". Najczęściej przybiera to formę "u mnie jest wszystko ok/super". Faceci NOTORYCZNIE opisują swoje życie seksualne, swoje relacje ze stałą kobietą, swój poziom zadowolenia, itd jako lepsze niż są w rzeczywistości. (swoją drogą, pewna odmiana tego jest często spotykana w internecie, na forach/grupach poświęconych uwodzeniu, gdzie wielu facetów udaje dobrych z kobietami, choć jest im do tego daleko)
Druga sprawa, że tak jak pisałem wcześniej, tacy faceci często posługują się RETORYKĄ propagandy obyczajowej, w którą częściowo faktycznie wierzą, a częściowo jest to sposób na wygodne dla nich wyrażenie negatywnych emocji, o których nie chcą, wstydzą się mówić bezpośrednio.
Wyobraźmy sobie np, że jest jakiś facet który zna mnie w realnym życiu i zna moją reputację jako ruchacza (nie wie o blogu i o tym, że Milroh to ja, wie tylko o "tym Michale który rucha tyle super lasek"). Koleś widzi mnie na przestrzeni tygodnia czy dwóch z DWIEMA różnymi laskami 9/10, podczas gdy jego życiowe maksimum to 6/10.
W tym momencie:
1. Indoktrynacja obyczajowa, wychowanie które dostał od mamusi tworzy BÓL DUPY #1 - "OBURZA mnie to, jak ten Michał się zachowuje! Jak można tak nie szanować kobiet, jak można sypiać z wieloma kobietami, wykorzystywać te biedne kobiety, zamiast stworzyć wartościowy związek!".
2. Jego niespełnione potrzeby, zazdrość tworzy BÓL DUPY #2 - "NIENAWIDZĘ Michała za to, że on rucha takie laski, jakich ja nigdy nie miałem. Och ile ja bym oddam, aby przespać się choć raz z tą przecudną 9/10. Ale ją rucha Michał, a ja czuję się przez to GORSZY i przez to NIEWIDZĘ Michała. NIENAWIDZĘ go, bo chciałbym mieć to, co on ma, a czego ja nigdy nie miałem".
Oczywiście takiemu facetowi bardzo trudno byłoby powiedzieć szczerze o punkcie numer 2- i dlatego najprawdopodobniej cały "impet emocjonalny", cały ból dupy, cała ŻÓŁĆ zostanie wyrażona za pomocą retoryki z punktu numer 1, czyli retoryki propagandy obyczajowej.
Tylko w kogo ta ŻÓŁĆ uderzy?
Mogłoby się wydawać, że to oczywiste - że we mnie. I w jakimś stopniu tak faktycznie bywa, ale nie zawsze i nie w jakimś szczególnie dużym stopniu.
Jeżeli coś w moim życiu zależy od tego faceta (życie zawodowe), to mogę mieć realne problemy, bo może się to skończyć obmawianiem, albo nawet bezpośrednim robieniem mi pod górkę. Doświadczyłem już mobbingu w pracy ze względu na moje bogate życie seksualne i zazdrość innych mężczyzn - nie polecam, przykra sprawa.

Ale co jeżeli od tego faceta nic w moim życiu nie zależy? Co może zrobić?
Może np. powiedzieć do mnie oskarżycielskim tonem "Ty nie szanujesz kobiet!".
Dla mnie w zależności od sytuacji i nastroju może być przykre, albo przynajmniej uciążliwe. Ale może też mnie to rozbawić - czasami wchodzę w rozmowę z takim gościem dla jaja i np. mówę mu z uśmiechem "Tak, masz całkowitą rację! Nikt nigdy tak mnie nie przejrzał!".
Ale nawet niezależnie od sytuacji, nawet jeżeli jest to dla mnie przykre czy uciążliwe, to wiem, że koleś jest LESZCZEM/IDIOTĄ.
Moja rzeczywistość wygląda w tym momencie tak:
1. Mam laski 9/10, typu "najlepsza laska w klubie", które:
- Ruchają się ze mną, są tym seksem zachwycone i chcą go więcej.
- Chętnie przyjmują moją spermę na siebie i w siebie - jak tylko mi się podoba.
- Okazują mi czułość, dają mi bliskość emocjonalną
- Mówią mi, że jestem wspaniałym, wyjątkowym mężczyzną.
- Dogadzają mi, dbają o to, abym był z nich zadowolony
2. Jakiś idiota/leszcz mówi mi, że nie podoba mu się to, jak wygląda moje życie seksualne.
Jakim cudem słowa tego leszcza miałyby wpłynąć na mnie w jakikolwiek silniejszy sposób? I to jeszcze w sytuacji, w której przecież dobrze wiem, że on tak naprawdę strasznie mi zazdrości?
Jak miałyby wpłynąć na mnie jego słowa?
Czy pod wpływem jego nauk moralnych przeżyję zmianę światopoglądu i zadzwonię do laski 9/10, mówiąc jej, że to koniec i że umówione na jutro ruchanie nie dojdzie do skutku? A dlaczego? Bo jakiś debil uważa, że postępuję niewłaściwie.
Alternatywa: spuszczenie się bez gumy w cipkę mojej słodkiej, posłusznej Suczki. Tej Suczki 9/10, na której widok debil tak się ślinił, gdy ją widział ze mną na ulicy.
Cipka suczki 9/10 vs nauki moralne jakiegoś frajera - cóż za "trudny" wybór. Czy widzicie, jak moje życie jest pełne poważnych dylematów moralnych? :)
Na co liczy taki koleś? Czy jemu naprawdę wydaje się, że jego słowa wywołają u mnie jakąkolwiek zmianę?
Tacy ludzie są BEZMYŚLNI. Faceci dotknięci Szacunkiem Do Kobiet to generalnie bezmyślne "DUŻE DZIECI" w fizycznych ciałach dorosłych mężczyzn - oni w pewnym sensie myślą, funkcjonują na takim poziomie, na jakim nauczyła ich myśleć w dzieciństwie mamusia. I tak już im zostało - pomimo rozwoju w innych sferach życia, w tej są NIEDOROZWINIĘTYMI "DUŻYMI DZIEĆMI".

Powiedzmy, że taki niedojebek wystartował do mnie ze swoimi "super mądrymi" pretensjami moralnymi i skończyło się to oczywiście tak, że uznałem go za idiotę. Wypowiedział swoją kwestię umoralniającą, oczywiście bez żadnego efektu, bez żadnej zmiany po mojej stronie - a mi nie chce się go dalej słuchać.
W tym momencie nasza interakcja się zakończyła, ale jego ŻÓŁĆ, jego BÓL DUPY tkwi w nim NADAL.
To samo ma miejsce wtedy, gdy taki facet CHCIAŁBY mi coś powiedzieć, ale czy to brakuje mu śmiałości/asertywności i się wstydzi, czy to po prostu jest na tyle rozgarnięty, że wie, że tylko wyjdzie na idiotę. Ja często widzę po spojrzeniu, że komuś nie podoba się to co robię, ale nic nie mówi. I w takich ludziach też tkwi ta ŻÓŁĆ/BÓL DUPY.
Ten ból dupy jest teoretycznie skierowany przeciwko mnie, ale tak naprawdę jest to coś bardziej ogólnego - żal tego faceta z powodu posiadania słabego życia seksualnego, niechęć do ruchaczy którzy "nie szanują kobiet" jako takich, itd.
To będzie siedziało w psychice tego faceta najprawdopodobniej do końca jego życia i to będzie WYCHODZIŁO przez jego zachowania i "energię" najprawdopodobniej do końca jego życia. Oczywiście ze szkodą dla jego własnego życia seksualnego, ale NIE TYLKO.
Wyobraźmy sobie, że jest jakiś młody facet, który ma powiedzmy 15-18 lat, a wszyscy dorośli mężczyźni przy których dorastał całe życie, to leszcze z "bólem dupy". Jaką łączną ilość negatywnego przekazu, negatywnego "klimatu" koleś zaabsorbował przez te kilkanaście lat życia? OGROMNĄ. I mam tu na myśli nie tylko bezpośrednie, werbalne "nauki moralne", ale także podświadome, empatyczne wyczuwanie tego, że dorośli mężczyźni w sytuacjach związanych z seksualnością tężeją, pojawiają się u nich negatywne emocje, napięcie - już dzieci wyczuwają tego typu napięcia emocjonalne, nawet jeżeli nie mają kompletnie pojęcia o co chodzi w danej sprawie.
Ten efekt na pewno byłby mniejszy, gdyby ten młody facet wiedział, że dorośli mężczyźni przy których dorastał to frajerzy z "bólem dupy". Ale skąd on ma o tym wiedzieć? Nawet oni sami tego do końca nie rozumieją - a w takim zakresie, w jakim rozumieją, to WYPIERAJĄ, UKRYWAJĄ to przed innymi, bo jest im wstyd. Często zresztą kreują siebie na zupełnie innych ludzi i czynią sprośne żarty, które mają rzekomo pokazywać, jakimi to oni nie są ruchaczami. Znacie taki typ faceta, który czyni sprośne żarty, pozuje na ruchacza, ale jego "energia" dziwnym trafem jest ODPYCHAJĄCA, OBLEŚNA? Są ogromne, przeogromne szanse na to, że to wyjątkowo żałosny frajer, zakompleksiony facet słaby z kobietami, który pozuje na ruchacza. To też wyrządza innym szkody, bo ludzie potem niesłusznie kojarzą bycie ruchaczem z odpychającą, obleśną "energią".
Gdy taki młody facet słyszy jako chłopiec czy nastolatek od dorosłego faceta z jego otoczenia werbalną "naukę moralną", to ta nauka moralna idzie po linii "tak jest, tak trzeba robić, to jedyna słuszna drogą". Nie ma w tym powiedzenia prawdy o tym, jak to faktycznie wygląda, bo nie ma powiedzenia:
1. "Moja mamusia i tatuś mnie tak wychowali, a ja to bezmyślnie powtarzam, nie wiedząc tak naprawdę, czy ma to jakiś sens".
2. "Mam ból dupy, bo nigdy nie ruchałem lasek które pragnąłem ruchać, więc uciekam się do tradycyjnej obyczajowości, tak aby przekonać sam siebie, że moje życie seksualne wcale nie jest porażką".
Sorry, ilu ojców mówi otwarcie synom "jestem frajerem, leszczem, nie naśladuj mnie, nie słuchaj się mnie, bo ja głupi jestem"? Na pewno odsetek takich przypadków jest MIKROSKOPIJNY względem odsetka przypadków, w których takie słowa byłyby PRAWDĄ. Tylko niestety, wielu facetów ma chorą potrzebę ochrony swojego ego i bycia autorytetem w oczach swojego syna, nawet kosztem nie mówienia mu prawdy.
Generalnie jest tak, że młody facet dorasta nie mając pojęcia o tym, że dorośli mężczyźni z jego otoczenia to w większości, albo w 100% frajerzy. Swoją drogą, inna sprawa, że ex-ruchacze, którzy się ustatkowali i założyli rodziny, też potrafią uderzać w "grzeczne" tony, bo takie osoby często chcą wychować swoje dziecko na podobieństwo swojego "nowego", ustatkowanego siebie, a nie na podobieństwo "starego", imprezowo-ruchaczowego siebie sprzed ustatkowania.
Przez to, że nasz młody facet dorastając nie wie, że otaczający go dorośli mężczyźni to w większości frajerzy, traktuje on NA SERIO to co mu mówią, traktuje ich postawy i zachowania jako normę tego, co to znaczy być mężczyzną. Traktuje to na serio, przyjmuje to bezkrytycznie, przez co uderza to w niego mocniej.
Do tego dochodzą kontakty z rówieśnikami, którzy w większości zostali tak samo wychowani przez swoje mamy i swoich ojców. Młody facet patrzy na nich, na produkty takiej samej propagandy, jaka ukształtowała jego samego i tym bardziej utwierdza się w przekonaniu, że to jest NORMALNOŚĆ. W tym sensie można mówić o "pośrednim" wpływie matek i ojców z poprzedniego pokolenia na cudze dzieci z następnego pokolenia (i bezpośrednim na własne, oczywiście).
Generalnie jest tak, że każde pokolenie zostaje poddane indoktrynacji prowadzącej do zrobienia z nich leszczy z Szacunkiem Do Kobiet, facetów słabych z kobietami.
Potem, w liceum i na studiach, część z nich się z tego w mniejszym czy większym stopniu uwalnia, dostrzega w mniejszym czy większym stopniu to, że ta propaganda obyczajowa nie ma żadnego sensu, poza pogarszaniem jakości życia seksualnego. Ale większość tych młodych facetów pozostanie leszczami do końca życia. I oni na pewno wychowają swoich synów na kolejne pokolenie leszczy. Co więcej, nawet spora część "ustatkowanych ruchaczy" też wychowa swoich synów na leszczy.
Mamy tutaj pewnego rodzaju CYKL, który powoduje, że każde młode pokolenie zostaje na starcie obciążone "propagandą obyczajową" przez poprzednie pokolenie. Wpływ tego, że w poprzednim pokoleniu są osoby dobre z kobietami, które się "wyłamały" z indoktrynacji dokonanej przez jeszcze poprzednie pokolenie, zostaje w dużym stopniu zneutralizowany przez to, że wielu ruchaczy przechodzi "ustatkowanie" i wychowuje swoje dzieci zgodnie z nowym światopoglądem, uważając, że "tak należy zrobić, wychować syna na porządnego człowieka, a nie na to, czym ja byłem za młodu".
Swoją drogą, w żadnym wypadku nie piszę o tym dlatego, aby nawoływać do jakieś "rewolucji", do jakiejś walki z tym cyklem, z tym "systemem". Nie - to jest GIGANTYCZNE zjawisko, obejmujące całą naszą cywilizację i nie ma sensu marnować życia na walkę z nim. Nie róbcie też ludziom "wykładów", nie próbujcie ich uświadamiać - wielu uzna Was za dziwaków czy degeneratów moralnych, a wielu powie, że ma to jakiś sens, ale nic się u nich nie zmieni.
Warto natomiast mieć świadomość tego, że żyjecie w społeczeństwie, które funkcjonuje właśnie tak, że każde pokolenie wtłacza kolejnemu Szacunek Do Kobiet, indoktrynuje młodych mężczyzn w kierunku bycia leszczami, facetami słabymi z kobietami. W bardziej praktycznym sensie oznacza to, że większość facetów z którymi macie do czynienia w życiu, to leszcze z Szacunkiem Do Kobiet, którzy często UDAJĄ, że idzie im z kobietami lepiej niż im faktycznie idzie, że są bardziej szczęśliwi niż faktycznie są szczęśliwi. Tacy ludzie często wygadują mniejsze czy większe bzdury na temat kobiet i uwodzenia, w tym nierzadko OSTRO toksyczne treści "umoralniające", indoktrynujące Szacunkiem Do Kobiet. I dlatego jeżeli ktoś chce być dobry z kobietami, to fajnie by było, gdyby:
1. Nie słuchał takich ludzi, nie zwracał na nich uwagi, nie traktował ich słów i zachowań jako wyznacznika normalności.
2. Przyjrzał się temu, ile z jego głębokich przekonań, głęboko zakodowanych reakcji emocjonalnych w kontekście kobiet to skutek tego, jaką ilością propagandy obyczajowej nasiąkł w swoim dotychczasowym życiu.
3. Miał świadomość tego, że to co chce robić jest SPRZECZNE z powszechną obyczajowością, a także może wywoływać silną ZAZDROŚĆ innych facetów - niech liczy się z tym, że część z nich może żywić do niego z tego powodu niechęć. I niech bierze pod uwagę to, że może się to też tyczyć osób mających spory wpływ na jego życie, w sensie np. ludzi obecnych w jego życiu zawodowym. W tym kontekście doradzam dyskrecję i unikanie otwartego głoszenia "niegrzecznych" poglądów, czy też przesadnego opowiadania o swoich podbojach.

W tym miejscu chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na to, w jakim stopniu ta propaganda obyczajowa, to wpajanie Szacunku Do Kobiet jest w dużej mierze czymś tak naprawdę PODŁYM. Ta propaganda przedstawia siebie jako coś "dobrego i słusznego", przedstawia Szacunek Do Kobiet jako jedyną słuszną drogę, itd itp. W ramach tej retoryki mówi się dużo właśnie o SZACUNKU do kobiet, o szacunku do drugiego człowieka, o wartościach, o zachowaniu z klasą, itd itp. A jak jest faktycznie?
Nieco wcześniej pisałem o tym, że kierowane do mnie "umoralnianie" jest NIESKUTECZNE i tak naprawdę BEZMYŚLNE - bo nie ma najmniejszych szans, aby to "umoralnianie" jakkolwiek mnie zmieniło. Mam tu na myśli to, że przecież nie przestanę ruchać lasek dlatego, że jakiemuś debilowi sie to nie podoba, no bez jaj.
W szerszym ujęciu wygląda to tak, że takie "umoralnianie" ogólnie nie działa na ludzi dobrych z kobietami. No bo co, ktoś ruchał kilkanaście, kilkadziesiąt, czy ponad 100 kobiet, fajnie się bawił - i teraz niby przestanie, bo jakiś leszcz tak chce? Akurat. Ok, ruchacz może się ustatkować, ale np. gdy zakocha się w danej kobiecie, albo gdy zaliczy wpadkę i zrobi to dla dziecka - ale nie dlatego, że jakiś frajer tak chce.
Swoją drogą, osoby dobre z kobiety doskonale zdają sobie sprawę z tego, że inni faceci są frajerami. To najczęściej nie jest takie "analityczne" zrozumienie sprawy, jakie przedstawiam na tym blogu. To jest zazwyczaj "proste", nieskomplikowane, ale zasadniczo prawidłowe zrozumienie sprawy - dany facet dobry z kobietami widzi po prostu, że większość facetów ma nie po kolei w głowie. Nie zastanawia się nad przyczynami, naturą tego zjawiska, itd, tylko po prostu myśli "to są frajerzy". A słysząc "umoralnianie", taka osoba widzi, że to są głupoty - nawet jeżeli nie jest w stanie, albo nie chce się jej tego dokładnie analizować, ani staranie uargumentować.
Generalnie jest więc tak, że "umoralnianie" NIE DZIAŁA na facetów dobrych z kobietami.
Skoro propaganda obyczajowa nie działa na facetów dobrych z kobietami, to na kogo DZIAŁA?
Mogłoby się wydawać, że skoro nie działa na facetów dobrych z kobietami, to może działa na tych, którzy są słabi czy przeciętni z kobietami. I w jakimś stopniu tak jest, ale w dużo mniejszym, niż się może wydawać. Spójrzcie np. na to, jakie poglądy mają faceci w wieku 20, 30, 40 lat. Przecież propaganda obyczajowa uderza cały czas - dlaczego faceci w wieku 40 lat nie mają mocniej wypranych mózgów niż faceci w wieku 20 lat, tylko prędzej odwrotnie? A przecież znajdują się w polu oddziaływania propagandy obyczajowej o 20 lat więcej, prawie 2x dłużej ("prawie" bo trzeba odliczyć bycie niemowlakiem). Dlaczego z upływem lat faceci z reguły w jakimś mniejszym czy większym stopniu odchodzą od Szacunku Do Kobiet, pomimo ciągłego życia w społeczeństwie w którym dominuje propaganda obyczajowa? Odpowiedź jest prosta: DOŚWIADCZENIE ŻYCIOWE. Życie dostarcza dowodów na to, że Szacunek Do Kobiet to coś poronionego. A propaganda obyczajowa w jakimś stopniu to blokuje, ale jak widać nie do końca skutecznie, bo większość facetów w jakimś stopniu ODDALA się od frajerstwa. Nie mówiąc już o "pogłębianiu" indoktrynacji - naprawdę mało który facet jest w wieku 30 czy 40 lat większym frajerem niż był w wieku 20 lat. Nawet jeżeli jest to facet, który w wieku 40 ma powiedzmy 3 kobiety na liczniku - i tak jego poziom frajerstwa będzie najprawdopodobniej niższy, albo w ostateczności porównywalny z jego poziomem frajerstwa w wieku lat 20. Tak więc wcale niekoniecznie jest tak, że propaganda obyczajowa działa dobrze na facetów słabych/przeciętnych z kobietami - w praktyce najczęściej poziom indoktrynowania w jakimś stopniu spada, albo co najwyżej pozostaje taki sam.
Wiecie na kogo najlepiej działa indoktrynacja, propaganda obyczajowa?
Na DZIECI.
Na dzieci, bo nie mają one punktu odniesienia i przyjmują bezkrytycznie to, co mówią im rodzice i inne osoby. Które są w bardzo "chłonnym" okresie, w którym dopiero kształtuje się ich psychika i światopogląd, w okresie w którym łatwo absorbują różne treści na "poziom głęboki".
Dlatego też TYPOWY "cykl życia" Szacunku Do Kobiet u danego faceta wygląda tak:
1. W dzieciństwie i we wczesnych latach nastoletnich, Szacunek Do Kobiet WZRASTA.
2. W późnych latach nastoletnich, po osiągnięciu dorosłości, Szacunek Do Kobiet PRZESTAJE ROSNĄĆ i często stopniowo SPADA.
Nawet w przypadku faceta który jest słaby z kobietami i nigdy nie stanie się dobry, ma najczęściej miejsce taka tendencja, że Szacunek Do Kobiet spada - za wolno, w zbyt małym stopniu, ale spada. Mam tu na myśli to, że nawet taki facet widzi, albo chociaż słyszy, że np. jego koledzy ze studiów ruchają jakieś laski na imprezach, że jakieś laski lecą na kasę, itd itp. To może być bardzo niewielki spadek, ale najczęściej ma on miejsce.
Ludzie wierzący w Szacunek Do Kobiet, wierzący w słuszność tego, co mówi ta propaganda obyczajowa, z reguły uważają, że jest to coś SZLACHETNEGO, "na poziomie", itd itp.
A jest to tak naprawdę pranie mózgu najbardziej skuteczne względem NIELETNICH. Pranie mózgu, które często zadaje im bardzo dużo emocjonalnego bólu - gdy np. potem taki facet dorośnie i zakocha się w jakieś głupiej ździrze, która złamie mu serce, bo on będzie zbyt naiwny i za mało obyty, aby zamiast tego po prostu ją wyruchać. A potem taki młody człowiek cierpi, ma myśli samobójcze, zawala maturę czy studia, itd itp. Wow, jakie to jest "szlachetne" - mam na myśli wychowanie go na naiwnego wrażliwca, który jest przez to podatny na takie problemy. Ale to jest "gwałtowna" forma problemów wynikających z tego zjawiska - forma "powolna" jest taka, że ktoś całe życie będzie sfrustrowanym frajerem, który nigdy poczuje, jak to jest być dobrym z kobietami. Wyprać komuś mózg i skazać go na to, że nigdy w życiu nie spełni swoich seksualnych marzeń - nie ma co, jakie to jest strasznie "szlachetne". I zrobić to w formie indoktrynacji wykorzystującej podatność na propagandę, naiwność NIELETNIEGO - super, super "szlachetność".
Inną kwestią jest to, na ludzi o jakim typie OSOBOWOŚCI ta propaganda obyczajowa działa lepiej, a na jakich gorzej.
Kiedyś pisałem o tym, że ludzi dobrzy z kobietami to najczęściej imprezowicze, TIAN - bo imprezowanie daje obycie z (podpitymi) kobietami, alkohol ośmiela, a bardziej doświadczeni TIANowcy służą dobrą radą (np. "nie dołuj się, idź ją wyruchaj!") i co najważniejsze, swoim własnym PRZYKŁADEM. Tylko jaki typ facetów z tego korzysta? Generalnie imprezowicze/TIAN. Czyli jaki typ ludzi? Faceci którzy zamiast zająć się czymś "produktywnym", wolą imprezy. Którzy zamiast zdrowego trybu życia, uprawiają chlanie. Często ludzie nieodpowiedzialni, z lekkim stosunkiem do życia, itd itp.
A kto z tego NIE korzysta? Spokojni, grzeczni faceci, którzy na studiach się uczą zamiast imprezować i chlać.
Jaki jest tego efekt?
1. "Klucz do kobiecych cipek" dostają tylko imprezowicze, chlejusy, degeneraci moralni, goście typu "wyruchaj i porzuć".
2. Wartościowi w klasycznym sensie, pracowici, sumienni goście, którzy nie imprezują, mają w życiu seksualnie "pod górkę", mają utrudniony dostęp do seksu.
Szacunek Do Kobiet w intencji osób go głoszących ma "chronić kobiety". Ale jak widzimy powyżej, w jakimś stopniu dzieje się ODWROTNIE, bo powoduje to, że osobami mającymi łatwy dostęp do kobiet są imprezowi "degeneraci moralni", goście typu "wyruchaj i porzuć".
Szacunek Do Kobiet w intencji osób go głoszących ma być czymś przyjaznym względem "porządnych facetów" - ale jak widać wyżej, to właśnie w nich to uderza. Np. w takim sensie, że jeżeli taki "porządny facet" upatrzy sobie piękną kobietę, zakocha się monogamicznie i będzie gotowy się jej oświadczyć, spędzić z nią całe życie, itd itp - to najczęściej NIE MA ZASOBÓW, aby to zrealizować.
Szacunek Do Kobiet w intencji go głoszących ma być czymś nieprzyjaznym względem "degeneratów moralnych" jak ja. I w pewnym kontekście jest, ALE w pewnym kontekście, tak jak opisałem powyżej, wytwarza to sytuację, w której to właśnie my dostajemy "broń do ręki".
Podsumowując - czy mówiłem już, że ludzie głoszący Szacunek Do Kobiet są po prostu GŁUPI, są jak duże dzieci? :) Oni kompletnie nie maja pojęcia, jaki "SYSTEM" tworzy tak naprawdę to w co głoszą.

W tym artykule napisałem dużo o tym, jaką rolę w propagowaniu Szacunku Do Kobiet odgrywają faceci - częściowo z powodu indoktrynacji, a częściowo z powodu frustracji, bólu dupy. Wydawało mi się to mniej oczywiste, niż analogiczne zjawisko w przypadku kobiet. Szczególnie, że część facetów myśli w jakichś dziwnych kategoriach "my faceci vs one kobiety". Podczas gdy tak naprawdę zindoktrynowany/frustrowany facet najczęściej nie jest moim/Waszym przyjacielem, tylko WROGIEM. Oczywiście kobiety też propagują Szacunek Do Kobiet, ale moim zdaniem jest to coś w miarę oczywistego - chyba każdy wie, jak wygląda kobieca propaganda na ten temat.

Opisałem to zasadniczo w ramach opisywania "osi seksualnej" Szacunku Do Kobiet, czyli osi która mówi "kobieta to cnotka". To co napisałem tyczy się też poprzedniej, "głównej osi", czyli osi która mówi "kobieta to ktoś lepszy, stojący wyżej", ale moim zdaniem łatwiej to było opisać koncentrując się na "osi seksualnej", która bardziej łączy się z konkretnymi zachowaniami ze strony kobiet.
Dobrze byłoby jeszcze wspomnieć o tym, że propaganda Szacunku Do Kobiet oczywiście wpływa też na same kobiety. Jak? [w kontekście osi seksualnej]:
1. Jeden aspekt, to indoktrynacja. Kobiety też ulegają indoktrynacji tą propagandą, to znaczy zaczynają w nią w pewnej mierze wierzyć. A to powoduje, że w jakiejś mierze występuj u nich autentyczny opór obyczajów, czyli autentyczna "cnotliwość". Co wywołuje opory, z którymi musimy sobie radzić - między innymi dlatego Bliskość Emocjonalna jest takim ważnym, potężnym narzędziem - bo ujmuje naszą relację z kobietą w ramy EMOCJONALNO-seksualne, a nie czysto seksualne, co wygląda inaczej z punktu widzenia obyczajowości. Zwróćcie uwagę, jak inaczej z punktu widzenia obyczajowości jest traktowane "poszłam z nim do łóżka, bo miałam ochotę na seks" albo "poszłam z nim do łóżka, bo był przystojny", VS "poszłam z nim do łóżka, bo było między nami coś wyjątkowego, nigdy z nikim tak dobrze się nie rozumiałam". W tym ostatnim przypadku ryzyko negatywnej oceny moralnej - czy to u samej laski, czy to u innych osób, jest ZNACZNIE NIŻSZE.
W kontekście indoktrynacji Szacunkiem Do Kobiet, pomiędzy sytuacją mężczyzny i kobiety zindoktrynowanych tą propagandą, jest w praktyce jedna poważna różnica:
1.1 Facet z reguły musi sobie radzić sam. Jeżeli tak się składa, że nie ma odpowiednich kolegów (TIAN), to są bardzo małe szanse na to, aby z tego wyszedł. (Nie mam tu na myśli czytelników tego bloga, bo Wy dostajecie tutaj co prawda tylko tekstowo-opisową, ale jednak jakąś "odtrutkę", która na pewno zrobi u Was jakąś wyrwę w Szacunku Do Kobiet).
1.2. Ładna, a szczególnie bardzo ładna kobieta, jest często "celem ataku" facetów takich jak ja, przez co często MY rozwalamy jej indoktrynację. Ona może być grzeczna, posłuszna rodzicom, mieć grzeczne koleżanki - ale są ogromne szanse, że pojawi się w jej życiu "drań", który i tak ją wyrucha, przy okazji naruszając jej indoktrynację obyczajową. Ona może być grzeczna, mieć grzeczne otoczenia, a i tak są duże szanse na to, że będzie miała kontakt z TIAN.
Wielu facetów ma nieraz wrażenie, że bardzo ładne laski są często "luźne" obyczajowo, bardziej perwersyjne, bardziej konkretne, itd itp. Oczywiście mogą być też inne przyczyny, ale można podejrzewać, że przynajmniej po części wynika to właśnie z tego, że bardzo ładna laska została już odpowiednio "rozluźniona" przez jednego, albo nawet kilku konkretnych facetów.
2. Drugim aspektem jest to o czym pisałem wcześniej w kontekście mężczyzn, czyli to, jak frustracja, zazdrość, ból dupy bywa wyrażane za pomocą retoryki propagandy obyczajowej. To raczej nie tyczy się tych kobiet, które pragniemy, czyli ładnych czy bardzo ładnych. To tyczy się kobiet, których NIE pragniemy - przeciętnych i brzydkich. W tym momencie ktoś mógłbym się zapytać - skoro ich NIE pragniemy, to co nas to obchodzi? Problem w tym, że niestety często ładna/bardzo ładna laska ma przeciętną/brzydką koleżankę czy siostrę. I niestety, często jakaś gruba szmata będzie nas sabotować, niby w obronie czci i cnotliwości koleżanki - a tak naprawdę dlatego, że ONA by nas chciała, ale że my jej nie chcemy, to ona będzie pracować na to, abyśmy my nie dostali jej koleżanki/siostry.

3. Trzecim aspektem jest lęk laski przed wyjściem na "dziwkę" w oczach innych ludzi. To jest lęk przed negatywnym osądem, pogardą, atakami wynikającymi ze złamania przez laskę zasad obyczajowości. Skutkiem tego lęku jest "Gra Pozorów". To potrafi dawać OBJAWY podobne do punktu 1 (autentyczna wiara w propagandę obyczajową), ale jest to COŚ INNEGO. Co więcej, te dwie rzeczy z reguły występują RÓWNOLEGLE - to znaczy laska po części faktycznie odczuwa (chociażby niewielki) opór wynikający z autentycznej "cnotliwości", a po części robi "Grę Pozorów", bo nie chce wyjść na dziwkę. Swoją drogą, wcześniej dużo pisałem o tym, jak częściowo zindoktrynowani, a częściowo sfrustrowani faceci atakują facetów dobrych z kobietami - to samo, ta sama żółć trafia w kobiety. I kobieta w jakimś stopniu jest świadoma, że może zostać uznana za "szmatę" i stać się przedmiotem nienawiści sfrustrowanych facetów.
Bardzo wielu facetów tego nie rozumie i działa z kobietami tak jakby zakładając, że tylko jedna część tego jest prawdziwa.
Szczególnie poza społecznością PUA, jest masa facetów, którym się wydaje, że kobieta jest tylko i wyłącznie cnotliwa. Nie mam tu na myśli przypisywania lasce skrajnej cnotliwości - mam na myśli traktowanie tego poziomu oznak cnotliwości, jaki pokazuje kobieta, jako czegoś będącego w 100% objawem autentycznej cnotliwości. Czyli jeżeli ona wygląda na dość grzeczną, to oni traktują ją tak, jakby to wrażenie "dość grzeczna" w 100% odpowiadało prawdzie, bez żadnego uwzględnienia "Gry Pozorów".
W wyniku tego oczywiście są zbyt grzeczni, zbyt stonowani, zbyt aseksualni, itd itp.
Efekt?
Po pierwsze, to oczywiście MASAKRUJE ich wizerunek w oczach kobiety, w kontekście seksualności, "ostrości", dominacji, "niegrzeczności".
Powiedzmy, że ta laska dzień czy tydzień wcześniej była ruchana i szmacona PRZEZE MNIE. I np. chodziła pod dywanie na czworakach, miaucząc i "prosząc o mleczko dla Kicii ". Albo np. klęczała przede mną, a ja lekko ją policzkowałem, mówiąc jej, jaką jest suką, która nadaje się tylko do zerżnięcia, na co ona odpowiadała "Tak Panie". A teraz startuje do niej jakiś inny facet, który sobie ubzdurał, że ona jest przecież grzeczna i koleś próbuje ją uwieść pokazując, jaki to on jest DELIKATNY i jak KOBIETY SZANUJE i że w ogóle to z niego taki ROMANTYK jest. Co ona sobie ma pomyśleć?
1. "On to by chyba dostał zawału serca, gdyby zobaczył, co robiłam z Milrohem".
2. "Ten koleś to by pewnie prędzej chciał, żebym to ja jego biła po twarzy, niż on mnie. Pewnie chciałby mi stopy lizać - i jeszcze by mnie o to błagał na kolanach".
3. "Ten facet od strony łóżka i charakteru to nie jest to, co mnie kręci. To jest jakiś leszcz, a ja nie sypiam z leszczami".
Niektórzy ludzie myślą, że seksualność/dominacja i bliskość emocjonalna to dwa przeciwległe bieguny, tak że jeżeli idziemy bardziej kierunku jednego, to oddalamy się od drugiego. Niektórzy ludzie powiedzieliby, że w tej sytuacji ten facet popełnił błąd, bo "postawił na emocjonalność", a powinien zamiast tego "być seksualnym", albo "być dominującym". Problem w tym, że ten facet wcale nie postawił na emocjonalność TEJ LASKI - on postawił na swoje BŁĘDNE WYOBRAŻENIE tego, jakie są emocje laski. Dokładnie dlatego, że wziął "Grę Pozorów" za rzeczywistość.
Koleś po prostu NIE TRAFIŁ - ani w seksualność, ani w dominację/uległość, ani w emocjonalność laski.
Co ona czuje względem niego na poziomie emocji? Pewnie POGARDĘ. Poczucie OBCOŚCI, NIEZROZUMIENIA.
W społeczności PUA jest z kolei wielu ludzi, którym może się wydawać, że ta kobieta nie ma żadnej cnotliwości, a tylko udaje. Tym ludziom wydaje się, że należy "być Alpha", "okazać dominację", "być seksualnym", "być aroganckim", dużo dotykać kobietę od samego początku, a ona nie będzie mogła powstrzymać swojego pożądania, bo to będzie "silniejsze od niej". Można powiedzieć, że m się wydaje, że właściwym sposobem działania jest takie działanie, jakby kobieta posiadała tylko i wyłącznie "Grę Pozorów", bez jakiejkolwiek autentycznej cnotliwości.
Odstawiając na bok masturbacyjne sny wesołych chłopców z PUA, a wracając do realnego świata, to sprawy w praktyce wyglądają tak: pojawia się PUA i od razu dotyka laskę, próbuje wypaść na dominującego, seksualnego "super Alpha", ale ona krzywi się i odpycha go, z wyraźnym wstrętem, a cała sprawa trwa kilka sekund.
Co się stało? Przecież poprzednio opisałem, że podejście "grzeczne" zadziałało - a teraz nie zadziałało "niegrzeczne". Jak to możliwe? Czy tej laski nie da sie wyrwać?
W rzeczywistości, oba te podejścia były wbrew pozorom bardzo PODOBNE do siebie, pomimo tego, że pod wieloma względami były przeciwieństwem.
To podobieństwo polega na tym, że oba podejścia po prostu NIE TRAFIŁY. Ani w jej emocje, ani w jej seksualność.
1. Podejście "grzecznie" nie trafiło nie tylko w jej seksualność (co jest oczywiste), ani w jej emocje (co jest mniej oczywiste).
2. Podejście "niegrzeczne" nie trafiło nie tylko w jej emocje (co jest oczywiste), ani w jej seksualność (co jest mniej oczywiste).
Jak myślicie, ilu facetów z lepkimi rączkami próbowało tak uwieść kobietę w klubie, na przestrzeni jej życia? :) Na pewno wielu. I pomysł, że coś takiego samo w sobie wzbudzi podniecenie jest niedorzeczny. Oczywiście, jeżeli facet jest FAJNY, atrakcyjny fizycznie, ma dobrą "energię" i trafi n a odpowiednią laskę, to może się to udać - ale nie z powodu wysoko seksualnego, wysoko "dotykowego" zachowania samego w sobie.
W tym kontekście bardzo dużo złego robi ludziom "anty-wiedza", fałszywe informacje budujące błędny obraz uwodzenia - ta "anty-wiedza" bardzo często przegina właśnie w kierunku mówienia ludziom, że mają "być Alpha", "być dominujący", dotykać kobietę jak najwięcej, jak najszybciej, itd itp. Są to oczywiście bzdury, oparte nie na znajomości, a na NIEZNAJOMOŚCI kobiet przez panów "ekspertów".
Tak więc jak należy działać z tą kobietą? Napisałem, że robiła ze mną rzeczy typu BDSM, klęczała przede mną, policzkowałem ją lekko po twarzy, itd - czy to oznacza, że należy uderzać w ten ton i zacząć od czegoś w stylu "NA KOLANA SUKO!"?
Jeżeli czytaliście poprzednią część cyklu, to wiecie, że NIE. Zresztą zrobienie czegoś takiego byłoby błędem bardzo podobnym do wcześniej opisanego "niegrzecznego" podejścia z przesadzoną, niedopasowaną i toporną seksualnością:

1. Laska lubi seks.
2. Ale to nie znaczy, że dobrze działa na nią bezpośrednie, toporne demonstrowanie seksualności na samym starcie. Mam tu na myśli jakieś obmacywanie na samym starcie, czy też teksty typu "chodź, wyrucham Cię" - najczęściej laska lubi seks i zasadnico chce seksu, ALE nie w takiej formie.
Analogicznie:
1. Laska lubi BDSM.
2. Ale to nie znaczy, że dobrze działa na nią komunikacja typu BDSM na samym starcie. Rzucanie na starcie tekstów typu "Ty suko!" to odpowiednik rzucania na starcie tekstów "chodź, wyrucham Cię" - laska może lubić BDSM, może w głębi serca pragnąć bycia szmaconą, ALE nie w takiej formie.
Laska oczywiście uprawia "Grę Pozorów" i udaje grzeczniejszą, bardziej konserwatywną seksualnie niz jest - JASNE.
Ale to wcale nie oznacza, że nie ma w niej też elementu AUTENTYCZNEGO konserwatyzmu, potrzeby poczucia, że zna danego faceta, potrzeby poczucia się przy nim komfortowo, "znajomo", itd itp.
Innymi słowy, występują u niej RÓWNOLEGLE dwa elementy:
1. "Gra Pozorów".
2. Autentyczny konserwatyzm/autentyczna "grzeczność".
I oba te elementy mogą "wykoleić" uwodzenie.
W przypadku autentycznego konserwatyzmu, sprawa jest dość oczywista - są pewne rzeczy, zachowania, które laska autentycznie uważa za niedopuszczalne, niesmaczne, będące w złym stylu. I jeżeli będziecie zbyt mocno działać wbrew temu, to najprawdopodobniej wyjdzie z tego "zgrzyt", albo nawet ostra "kolizja".
W przypadku "Gry Pozorów", sprawy wyglądają nieco inaczej, niż się może wydawać wielu osobom. Bo wielu ludzi może myśleć, że skoro jest to "Gra Pozorów", udawanie, to jest to coś 100% iluzorycznego, czyste udawanie. A tak naprawdę o ile to jest udawanie, to "Gra Pozorów" jest u wielu kobiet wieloletnim, SILNYM, naładowanym emocjonalnie nawykiem. Naładowanym emocjonalnie, bo powiązany jest z tym lęk przed zawstydzeniem, potępieniem, złością czy też wręcz nienawiścią ze strony innych. Dla kobiety "Gra Pozorów" to w pewnym sensie ochrona, BEZPIECZEŃSTWO - i dlatego może mieć ona mieć silne opory przed "wyłączeniem" tej ochrony, jeżeli ma do czynienia z facetem którego słabo zna i któremu po prostu nie ufa. Dlatego można ująć to tak, że z jednej strony "Gra Pozorów" to coś iluzoryczego, ale z drugiej jest to całkiem "realny" i istotny mechanizm w umyśle kobiety, którego nie należy traktować z lekceważeniem.

Część facetów, po zorientowaniu się, że istnieje coś takiego jak "Gra Pozorów" (niekoniecznie w sensie czytania tego bloga i znajomości tego konkretnego terminu - mam na myśli po prostu świadomość tego, że kobiet udają grzeczniejsze niż są), podchodzi do tego w głupi sposób i komunikuje to kobietom w bardzo bezpośredni, a nawet wulgarny sposób - jakby licząc na to, że skonfrontowana z tym kobieta "wyłączy" Grę Pozorów i pójdzie z nimi do łóżka. Oczywiście to tak nie działa - to, żeby kobieta "wyłączyła" Grę Pozorów to kwestia zaufania, czucia się komfortowo przy facecie - a dokonywanie "konfrontacji" prędzej w tym kontekście zaszkodzi niż pomoże.
Tacy faceci myślą często, że zakomunikowanie kobiecie tego, że wiedzą o "Grze Pozorów" postawi ich na pozycji atrakcyjnych mężczyzn, doświadczonych kochanków, "starych wyjadaczy, którzy wiedzą co i jak", itd itp. W rzeczywistości jest odwrotnie - zbyt otwarte komunikowanie wiedzy o tym, chwalenie się na zasadzie "ja wiem! ja wiem!" to zachowanie pokazujące, że facet jest chłystkiem, leszczem, który podnieca się tym, że dowiedział się o czymś, o czym naprawdę ogarnięci ludzie wiedzą od dawna. Dla odmiany faceci, którzy są naprawdę ogarnięci i doświadczeni, wiedzą doskonale, że pewnych rzeczy nie należy zbyt otwarcie okazywać.
Dlatego nie należy mówić wszystkiego co wiemy, wszystkiego co sądzimy o lasce i generalnie o kobietach. Nie należy też w otwarty sposób traktować kobiety jak dziwki, wprowadzać zbyt szybko czy zbyt mocno seksualność, a już szczególnie seksualność przekazywaną werbalnie otwartym tekstem. Bo co prawda kobieta to zasadniczo SEKSUALNA DZIWKA - jasne, ALE wokół tej jej dziwkowatości są zbudowane "bariery ochronne", wykształcone w wyniku funkcjonowania w społeczeństwie, w którym dziwkowatość jest potępiania. I jeżeli ktoś chce robić dobre jakościowo uwodzenie, to musi się nauczyć sprawnie pracować z barierami. W przeciwnym wypadku będzie miał OGROMNE problemy - i to nie tylko z laskami "grzecznymi", które mają silny autentyczny konserwatyzm, ale w sporej mierze także z laskami "niegrzecznymi", u których jest to praktycznie tylko i wyłącznie "Gra Pozorów".
Najlepszym sposobem na poradzenie sobie z tymi "barierami" jest uprawianie WŁASNEJ "Gry Pozorów" i udawanie grzeczniejszych niż naprawdę jesteśmy. To uspokaja, wzbudza zaufanie u "grzecznych" lasek, u których silny jest autentyczny konserwatyzm. Co więcej, działa to też dobrze na "niegrzeczne" laski, u których jest mało autentycznego konserwatyzmu - bo one lubią, gdy facet jest doświadczony, "na poziomie", gdy umie "grać w tę grę" i po prostu "nie robi wiochy". Ogólnie wygląda to tak, że jeżeli facet ma dobrą "Grę Pozorów", to bardziej naiwna, bardziej "grzeczna" laska może potraktować to na serio, natomiast bardziej doświadczona, bardziej ogarnięta "niegrzeczna" laska może zobaczyć, że jest to "Gra Pozorów", ale będzie się to jej podobać, bo będzie to dla niej komfortowe, a jednocześnie będzie to dla niej oznaka doświadczenia i "jakości" faceta.
Tutaj mamy taki paradoks, że z jednej strony w uwodzeniu zasadniczo chodzi o doprowadzenie do seksu, o nawiązanie seksualnej relacji - ale z drugiej strony często najpewniejsza drogą do tego seksu jest...ograniczanie, opóźnianie, ukrywanie, unikanie dążenia do seksu. (Oczywiście w rozsądnych granicach.) Z jednej strony laski lubią facetów, którzy są draniami, którzy są seksualni, itd itp - a z drugiej strony mniej więcej te same rzeczy potrafią je drażnić, odstraszać, odrzucać. To kwestia odpowiedniej lub nieodpowiedniej formy, stopnia natężenia, dopasowania do konkretnej laski i stanu relacji z laską w danym momencie.
Większość facetów bardzo słabo sobie z tym radzi - z reguły przesadzając czy to w jedną, czy to w drugą stronę. Część (szczególnie ludzie spoza PUA) działa zbyt grzecznie, przez co wytwarza sztywny, aseksualny i leszczowski klimat, który często jest nieatrakcyjny nawet dla "grzecznych" lasek, nie mówiąc już o "niegrzecznych". A część (szczególnie ludzie z PUA) stawia na toporną, zwichrowaną, przesadnie otwartą seksualność - co zraża nie tylko "grzeczne", ale także "niegrzeczne" laski.
Przy czym w tym wszystkim nie chodzi o to, że jest jakieś jedno statyczne "idealne ustawienie", w takim sensie, że np. jesteśmy grzeczni/niegrzeczni w stopniu 40/100 czy 60/100 i to jest optymalne rozwiązanie. To jest dużo bardziej skomplikowane, bo tak naprawdę jest to sprawa DYNAMICZNA - to zależy nie tylko od laski, ale także od STANU RELACJI Z LASKĄ W DANYM MOMENCIE.
Inna sprawa, że liczy się też JAKOŚĆ WYKONANIA - co z tego, że ktoś w miarę celnie określi właściwy poziom grzeczności/niegrzeczności na dany moment interakcji z laską, jeżeli nie będzie w stanie sprawnie zadziałać w oparciu o tę informację?
W uwodzeniu generalnie jest tak, że sprawne radzenie sobie z barierami jest OGROMNIE ISTOTNĄ rzeczą. W pewnym sensie można powiedzieć, że jest to tak naprawdę esencja technicznej strony uwodzenia. Bo kobieta w głębi serca jest seksualną dziwką, ALE są wokół tego zbudowane bariery - gdy te bariery opadną, to dziwka "wychodzi na zewnątrz". Dlatego umiejętne radzenia sobie z barierami to w pewnym sensie potężna technika "SEKSUALNA", która UWALNIA w kobiecie jej seksualność/dziwkowatość. Wielu facetów głupio kombinuje odnośnie czystej seksualności, "rozpalania kobiety", itd itd, myśląc, że to na tym polega uwodzenie - podczas gdy tak naprawdę prawdziwe uwodzenie to w ogromnej mierze radzenie sobie z barierami, zbliżania się do kobiety BEZ "zgrzytów" i "kolizji" z jej barierami - a napalenie przychodzi później praktycznie samo. Dla odmiany próby "przepalenia" barier czystą seksualnością mają bardzo niewielką skuteczność - a osoby stosujące coś takiego co prawda miewają z tego seks, ale opiera się to na trafieniu na odpowiednią, "chętną" laskę - co tak naprawdę jest nie tyle "przepaleniem" barier, co znalezieniem laski z mocno obniżonymi barierami.
W kontekście barier i (braku) umiejętności radzenia sobie z nimi, mocno negatywny wpływ wywiera Szacunek Do Kobiet. Bo facet nim dotknięty wyolbrzymia poziomi i siłę konserwatyzmu u kobiet, traktuje "Grę Pozorów" jako coś autentycznego. Takiemu facetowi nie mieści się w głowie, do czego są zdolne laski, gdy ktoś umiejętnie obchodzi się z ich barierami, buduje Bliskość Emocjonalną, itd - szczególnie gdy chodzi o grzecznie wyglądające laski. Jest to świetny przykład tego, jak Szacunek Do Kobiet szkodzi nie tylko w sensie negatywnych emocji, lęków, oporów, ale także szkodzi w sensie umiejętności technicznych, poprzez wciskanie fałszywego obrazu kobiet i uwodzenia. To znaczy trudno, żeby ktoś umiał dobrze "demoralizować" kobiety, w sytuacji w której on nawet nie wie, że można i należy tak robić - w sytuacji w której to jemu w pierwszej kolejności przydałaby się "demoralizacja".
Ale szkodliwe są też różnego rodzaju obrazy "macho seksualności", według których laski padają na kolana przed facetami, którzy w otwarty sposób okazują seksualność - podczas gdy w przypadku większości lasek, to po prostu tak nie działa.
Można ująć to tak, że kobieta JEST seksualną dziwką - ALE trzeba umieć to z niej ZRĘCZNIE WYDOBYĆ. Co oznacza wyczucie, elastyczność i rozumne działanie, a nie toporne zgrywanie macho, czy jakieś inne głupie zachowania.
Kobieta jest JEST seksualną dziwką - ALE dla odpowiedniego faceta. A nie na zasadzie "łatwy seks i super życie seksualne dla każdego".
W powyższym kontekście jak najbardziej polecam pozbycie się Szacunku Do Kobiet i zastąpienie go REALISTYCZNYM, pozbawionym tego Szacunku spojrzeniem na kobiety. Ale właśnie REALISTYCZNYM obrazem, a nie jakimś zwichrowanym poglądem typu "łatwy seks dla każdego", bo coś takiego byłoby zastąpieniem jednego błędnego obrazu innym błędnym obrazem, tyle że zafałszowanym w przeciwnym kierunku.