piątek, 3 marca 2017

Psychika Uwodziciela, część 5



Psychika Uwodziciela, część 5

W poprzednich częściach cyklu pisałem o różnych rzeczach związanych z ogarnięciem i nieogarnięciem psychicznym, teraz na początek dokonam krótkiego przypomnienia/podsumowania części z nich:

Bycie ogarniętym psychicznie z kobietami to tak naprawdę posiadanie odpowiednich (głębokich) PRZEKONAŃ.

Poprzez (głębokie) "PRZEKONANIA" mam na myśli to jak postrzegamy kobiety i to jak postrzegamy naszą rolę w relacjach z nimi. Przy czym chodzi tutaj przede wszystkim o GŁĘBOKIE przekonania, które są często w jakiejś mierze podświadome, a także powiązane bardziej z emocjami niż z intelektem.

Jeżeli facet próbuje zrobić coś, co jest sprzeczne z jego głębokimi PRZEKONANIAMI, to wywołuje to w nim KONFLIKT WEWNĘTRZNY, konflikt pomiędzy dwiema częściami jego psychiki - pomiędzy "CHCĘ" na poziomie powierzchownym, a "NIE CHCĘ" na poziomie głębokim. Tak właśnie powstają OPORY - jest to po prostu to "NIE CHCĘ" poziomu głębokiego.

Ok, skoro tak naprawdę chodzi tu o PRZEKONANIA, to jakie te przekonania powinny być?

W pewien sposób, odpowiedź na to pytanie jest DEBILNIE prosta:

Przekonania muszą być kompatybilne, ZGODNE z tym co chcemy zrobić.

To jest naprawdę proste - jeżeli próbujemy zrobić coś, co NIE JEST SPRZECZNE z naszymi (głębokimi) przekonaniami, to NIE MAMY OPORÓW, bo głęboki poziom naszej psychiki nie generuje żadnego "NIE CHCĘ".

W jednej ze wcześniejszych części tego cyklu napisałem coś takiego odnośnie przekonań osób dobrych z kobietami:

Gdybym miał ująć to w jednym zdaniu, to napisałbym tak: KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA.

To jest mocno skrótowe ujęcie, ale jest to tak naprawdę SEDNO SPRAWY. Jeżeli ktoś autentycznie, głęboko wierzy, że kobieta służy do ruchania, to raczej nie będzie miał oporów przed dążeniem do tego ruchania. To jest PROSTA ZALEŻNOŚĆ.

Oczywiście tak naprawdę to wszystko jest bardziej skomplikowane, ale powyższa zasada jest naprawdę BARDZO istotna. Uwodzenie to przecież zasadniczo DĄŻENIE DO ZARUCHANIA - jeżeli ktoś czuje się ok w kontekście zaruchania, to czuje się ok względem GŁÓWNEJ OSI UWODZENIA.

Teraz trochę to rozwinę i uczynię trochę bardziej skomplikowanym, chociaż nadal uproszczonym:

KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA.

1. Kobieta służy do ruchania, A WIĘC dążenie do jej zaruchania jest czymś normalnym, naturalnym, słusznym, oczywistym, itd itp.

2. Kobieta służy do ruchania, A NIE DO TEGO, aby się jakoś specjalnie przejmować tym co ona sobie o nas pomyśli, jak się poczuje, ani też tym, czy jesteśmy względem niej fair, itd itp.

Ponownie, sposób w jaki przekłada się to na bycie dobrym w uwodzeniu, stanowi PROSTĄ ZALEŻNOŚĆ. Facet który (głęboko, autentycznie) myśli w ten sposób, nie ma OPORÓW i dlatego w sytuacjach uwodzeniowych ma WYLUZOWANIE, ma swobodę działania, itd itp. W sytuacjach uwodzeniowych taki facet zajmuje się samym uwodzeniem, dążeniem do zaruchania, bez prowadzenia walki ze swoją własną psychiką.

To co napisałem powyżej jest jak najbardziej trafne i prawdziwe, ale występuje tutaj problem powiedzmy "edukacyjny". Chodzi o to, że teoretycznie mógłbym poprzestać na tym co juz napisałem, bo powiedziałem jak jest i na swój sposób "zadanie jest wykonane". Ale wiem z doświadczenia, że ludziom bardzo często trudno jest te sprawy zrozumieć - nie w sensie abstrakcyjnego, "zdystansowanego" zrozumienia, ale w sensie realnego, "dogłębnego" zrozumienia tego, jak to działa w prawdziwym życiu. Bo tutaj nie chodzi o jakąś intelektualną ideę, a o pewien rodzaj MENTALNOŚCI, mentalności ODMIENNEJ względem mentalności przeważającej większości facetów. I w moim odczuciu tłumaczenie tego przebiega lepiej, gdy opisuję także to, jak wygląda myślenie faceta nieogarniętego widziane z mojej perspektywy, jakie widzę RÓŻNICE i dlaczego w moich oczach myślenie faceta nieogarniętego jest PATOLOGIĄ. Coś takiego daje nieogarniętym facetom lepszy "punkt odniesienia" w kontekście zrozumienia mentalności ludzi ogarniętych z kobietami, a także większy poziom zrozumienia tego, co dokładnie jest nie tak z ich własną mentalnością.

Wróćmy jeszcze raz do tego, co napisałem wcześniej:

KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA.

1. Kobieta służy do ruchania, A WIĘC dążenie do jej zaruchania jest czymś normalnym, naturalnym, słusznym, oczywistym, itd itp.

2. Kobieta służy do ruchania, A NIE DO TEGO, aby się jakoś specjalnie przejmować tym co ona sobie o nas pomyśli, jak się poczuje, ani też tym, czy jesteśmy względem niej fair, itd itp.


Jak ma się to, co opisałem powyżej, do mentalności nieogarniętych facetów?

Wielu nieogarniętych facetów czytając powyższy opis, poczułoby OBURZENIE, a wręcz dostałoby "emocjonalnej biegunki". Praktycznie na pewno zostałbym przez nich zaatakowany po linii "TY NIE SZANUJESZ KOBIET!", czego już zresztą wielokrotnie doświadczałem w przeszłości.

I oczywiście, ja jak najbardziej NIE SZANUJĘ KOBIET - jasne, to prawda. Pisałem o tym na blogu, a nawet jeżeli ktoś nie czytał, to słowa "KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA" są chyba całkiem wymowne.

Ja nie szanuję kobiet i to w ogromnym stopniu UŁATWIA może je życie, czyni je LEPSZYM - oczywiście właśnie w kontekście uwodzenia i kobiet. W dużym uproszczeniu wygląda to tak, jak już opisałem w tym atykule - według mojego obrazu świata "Kobieta służy do ruchania", a więc dążenie do tego ruchania, czyli uwodzenie, jest zgodne z moimi przekonaniami i nie wywołuje oporów.

Ja uważam szacunek do kobiet za GŁUPOTĘ, za PATOLOGIĘ szkodzącą tysiącom facetów, pogarszającą ich życie seksualne. To jest rozległy temat, ale w uproszczeniu chodzi o to, że szacunek do kobiet GENERUJE OPORY w kontekście uwodzenia i ruchania.

Wróćmy do tego typu facetów, którzy w zetknięciu z moimi poglądami atakują mnie po linii "TY NIE SZANUJESZ KOBIET!". Osobiście podejrzewam, mam nadzieję, że przeważająca część czytelników tego bloga jest powyżej takiego poziomu (nie)ogarnięcia, natomiast tacy faceci są dobrym, bo jaskrawym przykładem obrazującym zjawisko szacunku do kobiet. Mam tu na myśli, że dobrze się tłumaczy jakieś zjawisko zaczynając od jego najostrzejszej, najbardziej rzucającej się w oczy formy, tak aby potem przejść do form mniej oczywistych, bardziej subtelnych.

Tak jak pisałem wcześniej, podstawowy zarzut stawiany mi przez takich facetów jest jak najbardziej PRAWDZIWY, bo ja faktycznie nie mam szacunku do kobiet. Natomiast moim zdaniem głęboką PATOLOGIĄ jest to, że robią zarzut z czegoś takiego, to że oburzają się z takiego powodu.

Tacy faceci mają silne przekonania MORALNE, mówiące coś w stylu "Kobiety TRZEBA szanować - to OBOWIĄZEK każdego faceta! Facet który nie szanuje kobiet to nic nie warty śmieć!". I oni nie tylko sami w to wierzą, ale także czują się w obowiązku "naprawiać" świat i przekonywać innych do tego rzekomo "jedynego słusznego" poglądu.

Streszczę problem z takimi ludźmi w kilku słowach: w kontekście kobiet są to FRAJERZY, mentalne "HARCERZYKI", "CHŁOPCY MAMUSI", którzy mają tak mocno wbity do głowy światopogląd LAMUSA, że wydaje im się, że bycie LAMUSEM to mądrość i jedyna słuszna droga.

Takim ludziom "zabetonowało" się w głowie "grzeczne" podejście do kobiet, podejście które generalnie jest wynikiem WYCHOWANIA, najczęściej ze strony RODZICÓW i opiekunów w przedszkolu/szkole, którzy uczą małych chłopców, że ci mają "być grzeczni" i szanować dziewczynki, itd itp.

Przy czym wychowanie typu "bądź grzeczny i szanuj dziewczynki" odbiera w dzieciństwie chyba każdy facet, ale później to wychowanie generalnie ulega osłabieniu, w różnym stopniu u różnych facetów - a ja piszę powyżej o tych facetach, u których to "grzeczne" wychowanie uległo "ZABETONOWANIU" i występuje w dorosłym życiu w wyjątkowo silnej, "agresywnej" formie. Chodzi o takie osoby, które nie tylko są nieogarnięte, ale w dodatku uważają swój nieogarnięty światopogląd za JEDYNĄ SŁUSZNĄ DROGĘ, którą ma OBOWIĄZEK podążać każdy facet.

Ja w swoim życiu byłem wiele razy pouczany, krytykowany, atakowany przez takie osoby, a czasami poznawałem ich poglądy w sposób "pokojowy", kiedy jakaś normalna rozmowa zeszła na temat kobiet, a ja słuchałem wywodów rozmówcy nie przyznając się do tego, jak te sprawy u mnie wyglądają i co naprawdę myślę o tym co mówi. I ja znając poglądy, sposób myślenia takich osób częściowo ich nienawidzę, częściowo nimi pogardzam, częściowo mnie śmieszą, a częściowo jest mi ich żal, a do tego czuję się ROZWALONY tym, że dorośli i często teoretycznie inteligentni ludzie potrafią mieć tak kretyńskie, zdawałoby się w oczywisty sposób GŁUPIE spojrzenie na kobiety.

Poglądy tych ludzi można z grubsza sprowadzić do dwóch punktów:

1. Przekonanie, że większość, albo co gorsza wszystkie kobiety są WARTOŚCIOWE i godne szacunku, cnotliwe, wierne, uduchowione, dobre, itd itp. Jest to generalnie spojrzenie IDEALIZUJĄCE kobiety - czasami wszystkie, a czasami część z nich - w tym przypadku występuje wiara w podział na "dobre" i "złe" kobiety, przy idealizowaniu tych pierwszych.

Na czym polega to idealizowanie? Przykładowo:

1.1 Na wierze w to, że kobiety są WIERNE i nie zdradzają swoich facetów. Najbardziej skrajny, prawdziwie "kosmiczny" przypadek, to znany mi facet, według którego kobiety jako takie rzekomo nie zdradzają - jego zdaniem one po prostu tego nie robią, tylko przez zejściem się z nowym facetem najpierw kończą stary związek. Oczywiście jest to MEGA GŁUPOTA i nawet osoby nie będące wcale dobre czy doświadczone z kobietami słysząc o tym łapią się za głowę, bo każdy wie, że kobiety przynajmniej czasami zdradzają, chyba każdy przynajmniej słyszał o takiej sytuacji, nawet jeżeli w niej nie uczestniczył. A jednak jest taki facet, znam go i co ciekawe on ma wyższe wykształcenie i radzi sobie całkiem dobrze w życiu. Przy czym ten gość to ekstremum, natomiast jest wielu takich facetów, którzy co prawda wiedzą, że kobiety zdradzają, ale wydaje im się, że to jest jakiś margines, rzadkie przypadki, może głównie kobiety z nizin społecznych, itd itp.

1.2 Na wierze, że kobiety NIE SĄ ŁATWE. To coś trochę innego pod poprzedniego podpunktu, bo tutaj chodzi także o kobiety samotne. Tacy faceci MOCNO wyolbrzymiają to ile trzeba, aby kobieta poszła z facetem do łóżka. Oni potrafią np. myśleć, że większość kobiet idzie do łóżka z facetem po co najmniej pół roku chodzenia i to "oczywiście" tylko w ramach zawierania nowego związku - a seks po 3 miesiącach to już "całkiem szybko".

1.3 Na wierze w to, że kobiety interesują się "wyższymi" przymiotami faceta, takimi jak inteligencja czy ciekawa/dobra osobowość, a nie "przyziemnymi", takimi jak wygląd czy zamożność.


2. Przekonanie, że mężczyzna ma ABSOLUTNY OBOWIĄZEK "Szanować Kobiety". Pod czym kryją się takie rzeczy, jak np.:

2.1 Przekonanie, że facet ABSOLUTNIE NIE MOŻE dążyć "zbyt szybko" do seksu, bo to OBRAŻA kobietę i pokazuje jej, że facet jest jakiegoś rodzaju prymitywnym wieprzem, itd itp. Problem w tym, że dla tych facetów "zbyt szybko" może oznaczać kilka miesięcy - oczywiście jest wyraźny związek pomiędzy tym podpunktem, a wcześniejszym podpunktem 1.2.

2.2 Przekonanie, że facet ABSOLUTNIE MUSI być względem kobiety szczery. Problem w tym, że kobiety generalnie sporo kłamią i coś takiego oznacza często jednostronne frajerstwo, a nie obustronną uczciwość.

2.3 Przekonanie, że facet ABSOLUTNIE MUSI być względem kobiety wierny. Jest z tym problem jak w poprzednim punkcie - to często jest jednostronne frajerstwo, a nie obustronna wierność.

Podkreślam to "ABSOLUTNIE", bo chodzi mi tutaj o naprawdę ostre przypadki, o ludzi którzy czują silne OBURZENIE na myśl o tym, że są jacyś faceci myślący, albo co gorsza postępujący inaczej.

Swoją droga, powyższe podpunkty to przykłady, a nie pełne wyliczenie wszystkiego - spotkałem się np. z facetem oburzającym się na to, że kobiety połykające spermę podczas seksu oralnego "nie szanują się" i że ich faceci nie powinni im na to pozwalać, bo pozwalając im na to oni tych kobiet "nie szanują". Tak, to autentyk i to był inny idiota, niż ten od tego "kobiety nie zdradzają".

Teraz dla większej przejrzystości dokonam "kompresji" powyższych dwóch punktów do bardziej uproszczonej formy:

1. Kobiety są WARTOŚCIOWE.

2. Facet ma OBOWIĄZEK "SZANOWAĆ KOBIETY".


Faceci "Lamusy" o takich przekonaniach stanowią doskonały, bo jaskrawy przykład tego, jak wygląda patologia, nieogarnięcie psychicznie w stosunkach z kobietami. I przydatność tego przykładu wykracza poza prosty, oczywisty przekaz "Nie bądź taki!", ponieważ:

1. "Lamus" jest PRZECIWIEŃSTWEM faceta ogarniętego z kobietami - a opisanie obu jako przeciwnych biegunów daje bardziej przystępne zobrazowanie mentalności tego drugiego niż opisanie tylko jej samej.

2. Przeciętny facet, czyli tak naprawdę facet "o przeciętnym stopniu nieogarnięcia", jest POMIĘDZY "Lamusem" i facetem ogarniętym. I spojrzenie na oba przeciwstawne bieguny może mu ułatwić zrozumienie tego, jak patologie które są obecne u "Lamusa" w silnej formie, są też obecne u niego, ale w trudniejszej do zauważenia formie umiarkowanej.

We wcześniejszej części artykułu umieściłem skrajnie skrótowy opis przekonań faceta ogarniętego:

KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA.

Czyli kobieta jest tutaj w pierwszej kolejności OBIEKTEM SEKSUALNYM.

A teraz powtórzę to, jak nieco wcześniej scharakteryzowałem poglądy "LAMUSA":

1. Kobiety są WARTOŚCIOWE.

2. Facet ma OBOWIĄZEK "SZANOWAĆ KOBIETY".

Jak to streścić w skrajnie skrótowej formie?

KOBIETA JEST PO TO, ABY JĄ SZANOWAĆ

(a w domyśle: I TO JEST WAŻNIEJSZE OD JEJ RUCHANIA)

Czyli kobieta jest tutaj w pierwszej kolejności OBIEKTEM SZACUNKU.


Komuś może się wydawać, że przesadzam, albo może w ogóle uważać, że piszę coś dziwnego. Otóż nie, NIE przesadzam. Natomiast to co piszę może brzmieć dziwnie, ale to dlatego, że piszę o PATOLOGICZNYCH rzeczach, o rodzaju mentalności który przy bliższym przyjrzeniu się jest właśnie dziwny i irracjonalny.

Wyobraźmy sobie, że stawiamy takiego "Lamusa" w sytuacji potencjalnie uwodzeniowej, czyli np. w klubie lub na ulicy, gdzie są jakieś atrakcyjne kobiety.

Skrajny Lamus w takiej sytuacji najprawdopodobniej nie będzie nawet specjalnie zestresowany - bo nie będzie ani przez moment rozważał na poważnie możliwości podejścia. W jego obrazie świata, podejście, uwiedzenie i zaruchanie laski jest czymś NIEMOŻLIWYM, więc ta wizja go nawet nie stresuje, bo nie rozważa jej poważnie. Według jego przekonań, kobiety, albo przynajmniej większość kobiet, zachowuje się "na poziomie" i rozmawia z nieznajomymi facetami poznanymi np. w klubie, a tym bardziej nie daje im się ruchać. I według tego modelu świata, podejście do laski nie prowadzi do seksu, jest za to "nękaniem" laski, która pewnie poczułaby się urażona tym, że "zaczepia" ją nieznajomy mężczyzna, który tym samym traktuje ją "bez szacunku".

Zjawisko opisane powyżej to SKRAJNA FORMA SZACUNKU DO KOBIET - szacunek do kobiet tak silny, że "wypycha" jakąkolwiek możliwość zaruchania poza granice tego, co jest postrzegane jako możliwe. Pomyślcie o tym w kontekście tego "KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA" u faceta ogarniętego - tutaj w pewien sposób mamy tego TOTALNĄ ODWROTNOŚĆ, czyli punkt widzenia, według którego w danej sytuacji kobieta TOTALNIE NIE JEST DO RUCHANIA, bo szanse na jej zaruchanie są ZEROWE.

A teraz wyobraźmy sobie nieco mniej nieogarniętego faceta, bardziej przeciętnego faceta. Takiego który będąc w sytuacji potencjalnie uwodzeniowej, w sytuacji w której mógłby podejść do atrakcyjnej kobiety, jak najbardziej rozważa możliwość podejścia, ale ma OPORY, odczuwa STRACH, itd itp, więc w końcu nie podchodzi.

Pytanie: przed czym dokładnie odczuwa on ten strach, czego dokładnie się boi?

Czy boi się braku seksu? Czy boi się tego, że nie zdobędzie tej kobiety, że jej nie zarucha? NIE. Gdyby faceci bali się braku seksu, tego że nie zaruchają laski, to każdy facet by podchodził, a ten strach motywowałby do podejścia, nie przed nim powstrzymywał - bo przeciez każdy idiota wie, że brak podejścia oznacza zerowe szanse na zaruchanie, a podejście może dawać jakieś szanse. Tak się jednak oczywiście nie dzieje - bo faceci boją nie tego, że nie zaruchają laski, ale czegoś zupełnie innego.

A czego się boją?

Boją się NEGATYWNEJ REAKCJI ZE STRONY LASKI. Boją się jej skrzywionej miny, spojrzenia pełnego pogardy. Mają poczucie, że ich podejście, jako coś przynajmniej teoretycznie mającego na celu zaruchanie laski, jest czymś "niewłaściwym", czymś mało stosownym, że może to stanowić "nękanie" albo "obrazę" kobiety. Wielu facetów nie zdaje sobie z tego sprawy, ale mają na poziomie głębokim takie przekonanie, że do kobieta to "księżniczka" czy "królowa", której nie wolno"zaczepiać" w celu jej wyruchania, bo jest to "niestosowne" zachowanie, które "uraża jej godność".

Tyczy się to także (uzasadnionych lub nie) wątpliwości odnośnie tego, czy atuty faceta, takie jak np. wygląd, wyluzowanie czy umiejętność prowadzenia rozmowy, są wystarczające. Wielu facetów dostrzega tylko same wątpliwości, a nie dostrzega tego, że najczęściej towarzyszy temu przekonanie, że kobiecie NALEŻY się, aby facet próbujący ją wyruchać spełniał jakieś (wygórowane) standardy. Mam tu na myśli poczucie, że oni mają OBOWIĄZEK spełniać wysokie standardy próbując ją wyruchać, bo inaczej jest to jakiegoś rodzaju "obraza majestatu królowej", za którą "królowa" niechybnie zmiażdży bezczelnego śmiałka pełnym pogardy i potępienia spojrzeniem.

Powyższe zjawisko STANOWI FORMĘ SZACUNKU DO KOBIET, bo opiera się na (głębokim) postrzeganiu kobiety jako "księżniczki" czy "królowej", której NIE WOLNO "urazić", NIE WOLNO dążyć do jej szybkiego wyruchania, NIE WOLNO uwodzić niespełniając wysokich standardów. A skrzywiona mina, pogardliwe spojrzenie ze strony "księżniczki/królowej" to potężna KATASTROFA, której potencjalnego wystąpienia należy unikać nawet za cenę wyrzeczenia się jakichkolwiek szans na zaruchanie tej kobiety.


A jak to wygląda u faceta ogarniętego?


Przypomnę to co napisałem wcześniej:

KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA.

1. Kobieta służy do ruchania, A WIĘC dążenie do jej zaruchania jest czymś normalnym, naturalnym, słusznym, oczywistym, itd itp.

2. Kobieta służy do ruchania, A NIE DO TEGO, aby się jakoś specjalnie przejmować tym co ona sobie o nas pomyśli, jak się poczuje, ani też tym, czy jesteśmy względem niej fair, itd itp.

Innymi słowy mówiąc, OGARNIĘTY FACET NIE MA SZACUNKU DO KOBIET.

Co więcej, brak szacunku do kobiet to tak naprawdę ESENCJA BYCIA PSYCHICZNIE OGARNIĘTYM.

Z tłumaczeniem tego często bywają problemy, bo wielu facetom to się po prostu nie mieści w głowie, jest to dla nich coś OBCEGO. I chodzi tutaj nie tylko o "Lamusów", ale także o wielu przeciętnych facetów (przeciętnie nieogarniętych).

Niektórzy faceci nie mogąc zrozumieć, zaakceptować tego co piszę starają się to interpretować w sposób zgodny z ich przekonaniami i wydaje im się, że mówiąc o braku szacunku, ja mam na myśli tylko to, aby nie stawiać laski na piedestale. NIE - gdyby chodziło tylko o to, to bym tak napisał. Stawianie lasek na piedestale jest oznaką bardzo silnego szacunku do kobiet i oczywiście jest to coś bardzo szkodliwego, natomiast mi chodzi o CAŁE zjawisko szacunku do kobiet - w sensie zarówno silnych, jak i umiarkowanych jego form.

Niektórym facetom wydaje się, że skoro nie mam szacunku do kobiet, to czuję do nich nienawiść. To jest bzdura - brak szacunku do kobiet to coś innego niż nienawiść do nich - te zjawiska mogą występować razem, ale wcale nie muszą. W moim przypadku kobiety są źródłem OGROMNEJ ilości przyjemności zarówno seksualnej, jak i emocjonalnej i dlatego rola kobiet w moim życiu jest ZDECYDOWANIE POZYTYWNA, co nie sprzyja nienawiści, bo ja osobiście nie mam za co się na kobietach mścić czy odgrywać. Natomiast widzę to jakie one są i jak inni faceci potrafią przez to dostawać po dupie, często z poważnymi konsekwencjami (depresja, porzucenie studiów, straty finansowe, alkoholizm, itd). Ja wiem doskonale, że kobiety odpowiednio traktowane są generalnie ŁATWE i PUSZCZALSKIE - ja osobiście nad tym nie lamentuję, tylko to WYKORZYSTUJĘ, czerpię z tego korzyści.

Niektórym facetom nie podoba się to co piszę, bo jest to ich zdaniem pozbawione zasad, psychopatyczne, toksyczne, itd itp. I tacy faceci z jednej strony mają o tyle rację, że moje uwodzenie faktycznie jest pozbawione zasad, a ja sam czasami nazywam je "psychopatycznym". Ale z drugiej strony postawa takich ludzi jest BARDZO MOCNO PORONIONA w kontekście samego uwodzenia.

Problem w tym, że moralność, obyczajowość, szacunek do kobiet, bycie "grzecznym chłopcem" to GŁÓWNE PRZYCZYNY BYCIA NIEOGARNIĘTYM PSYCHICZNIE Z KOBIETAMI.

Występuje tu taki paradoks, że osoby którym nie podoba się to co piszę, bo jest to sprzeczne z ich moralnością, są najczęściej dokładnie tymi osobami, u których w największym stopniu występują problemy o których piszę. I to ich (głębokie) wychowanie "broni się samo" zwalczając, potępiając sprzeczny ze sobą, inny punkt widzenia. Właśnie z tego względu ludzie nie uczą się, nie stają się w czymś lepsi wraz ze wzrostem doświadczenia życiowego - po prostu raz zainstalowany punkt widzenia "broni się", zwalczając zmianę.

Wiele, wiele osób zauważyło taką taką tendencję w kontekście reakcji na moje poglądy, że osoby ogarnięte, radzące sobie dobrze z kobietami praktycznie zawsze dobrze reagują na moje poglądy, natomiast sprzeciw, potępienie wychodzi praktycznie zawsze ze strony "lamusów", ludzi nieogarniętych, którzy albo mają problemy z kobietami, albo (przy dobrym wyglądzie, zamożności) ruchają dużo mniej niż by mogli. I oczywiście nie jest to żaden przypadek, tylko skutek tego, że pomiędzy spojrzeniem na świat, a byciem ogarniętym lub nieogarniętym z kobietami istnieje ścisły związek.

Wcześniej w obrębie tego cyklu artykułów pisałem o tym, że ludzie ogarnięci z kobietami to nie są "grzeczni chłopcy", tylko imprezowi "degeneraci moralni". Tacy ludzie nie odczuwają szacunku do kobiet, oni traktują je przedmiotowo, widzą w nich obiekty seksualne, dosłownie "dupy do ruchania". I chcę, aby było w tym kontekście rzeczą jasną, że to co piszę o braku szacunku do kobiet to nie jest jakaś teoria, jakiś sztuczny koncept - to jest opis bardzo rzeczywistego zjawiska, bardzo realnej różnicy pomiędzy takimi osobami, a przeciętnymi ludźmi.

Jeżeli mamy dwie osoby, które myślą/czują w środku siebie:

Osoba 1 - "Ooo fajna dupa, dobrze byłoby ją wyruchać. Zagadam - może da mi dupki. A jak nie da, to niech spierdala - poszukam innej".

Osoba 2 - "Ooo fajna laska, dobrze byłoby do niej podejść, może by coś z tego wyszło. Tylko co ona sobie o mnie pomyśli? Co jeżeli mnie wyśmieje? Co jeżeli nie będę wiedział jak pociągnąć tego dalej? Czuję się spięty - pewnie to po mnie widać... Co ona sobie o mnie pomyśli? (Itd Itp)".

No to sorry, na przestrzeni jednej imprezy może jeszcze być różnie, ale na przestrzeni powiedzmy roku jest chyba rzeczą jasną, że Osoba 1 zarucha WIELOKROTNIE więcej lasek (jeżeli wygląd, zamożność, inne cechy są na podobnym poziomie). Zarucha wielokrotnie więcej, zdobędzie wielokrotnie więcej doświadczenia i to przy mniejszym poziomie wysiłku/stresu. Taka osoba będzie miała więc dużo, dużo lepszy stosunek otrzymanej przyjemności względem poniesionych kosztów emocjonalnych, przeżytego dyskomfortu - a to zachęci ją jeszcze bardziej i pogłębi, utrwali jeszcze bardziej obraz świata pt. "laski sa do ruchania".

A Osoba 2? Najprawdopodobniej strasznie się namęczy, nastresuje, a zarucha WIELOKROTNIE mniej. I przez to wykształci/pogłębi się w niej obraz "uwodzenie jest trudne, ruchanie lasek jest trudne, mało osiągalne", co będzie tworzyło "barierę zniechęcenia" na drodze do dalszego działania i ruchania.

Część ludzi ma problem z tym, żeby w ogóle przyjąć powyższe do wiadomości - bo mają w sobie tak silny szacunek do kobiet, że w ich wizji świata jest to niemożliwe, bo według ich przekonań kobiety są w większości mądre i cnotliwe, "szanują sobie" i "nie sypiają z byle kim".

Wielu ludzi teoretycznie rozumie o czym piszę, widzi w tym sens, ale tylko na poziomie "powierzchownym", intelektualnym, natomiast nie przekłada się to za bardzo na poziom "głęboki", a podczas realnego działania wszystko odbywa się mniej więcej po staremu - nadal odzywa się szacunek do kobiet i stawianie kobiety w roli "księżniczki" oceniającej faceta. 

Część facetów ma z kolei taki problem, że nie są w stanie dostrzec różnicy pomiędzy swoimi "powierzchownymi", a "głębokimi" przekonaniami i błędnie im się wydaje, że patrzą oni na kobiety jako na obiekty seksualne, bez szacunku, podczas gdy w rzeczywistości jest tak tylko na "powierzchownym" poziomie, a na "głębokim" jak najbardziej mają szacunek do kobiet. Prostym i pewnym miernikiem tego jest to, co dzieje się u faceta PODCZAS AKCJI UWODZENIOWEJ - a nie to, co myśli sobie "na spokojnie" nie będąc w akcji.


CDN.

wtorek, 17 stycznia 2017

Psychika Uwodziciela, część 4



W poprzedniej części pisałem o tym, że u osoby nieogarniętej występuje KONFLIKT WEWNĘTRZNY, bo taka osoba na poziomie powierzchownym CHCE, a na poziomie głębokim NIE CHCE uwodzić kobiet. Przyrównałem ten drugi czynnik do plecaka wypełnionego kamieniami , który powoduje, że nosząca go osoba musi wydać z siebie więcej siły aby cokolwiek zrobić. Teraz chciałbym omówić nieco dokładniej "układ sił" jaki się wtedy tworzy.

W ujęciu minimalistycznym ten układ sił wygląda tak:

"CHCĘ" VS "NIE CHCĘ"

Ale w odrobinkę precyzyjnym ujęciu wygląda to tak:

PRAGNIENIE + SIŁA WOLI VS OPORY


PRAGNIENIE - to stopień w jakim facet pragnie zdobyć kobietę. To jest AUTENTYCZNE, NIEWYMUSZONE "CHCĘ".

SIŁA WOLI - to jest wykorzystanie siły woli do walki z oporami, czyli np. osławione "przełamanie się" do podejścia do kobiety do której boimy się podejść. To jest SZTUCZNE, WYMUSZONE "CHCĘ" ("POWINIENEM").

OPORY - to poziom wszelkiego rodzaju oporów, blokad, lęków. To jest element "NIE CHCĘ".


W praktyce bardzo często te elementy "grają" ze sobą mniej więcej tak:

PRAGNIENIE: "Ale seksowna laska! Chcę ją mieć! Chcę do niej podejść i ją zdobyć!"

OPORY: "Czuję się zestresowany... Co jeżeli ona mnie odrzuci, wyśmieje? Co jeżeli wyjdę na głupka, poczuję się upokorzony i będę się potem źle czuł?"

SIŁA WOLI: "Muszę się przełamać, muszę podejść, nawet jeżeli jest to dla mnie coś stresującego."

Przy czym typu gra tych 3 elementów może mieć miejsce w różnych sytuacjach, nie tylko w momencie rozważania podejścia - tłumaczę to w kontekście podejścia dlatego, że moim zdaniem jest to łatwy do zrozumienia przykład. Ale są też inne sytuacje - facet może mieć lęk, opór przed pocałowaniem kobiety, przed zaproponowaniem jej pójscia do niego do domu, a może też np. stresować się podczas rozmowy.

Np. przy rozmowie, już po podejściu, może to wyglądać tak:

PRAGNIENIE: "Ona jest taka seksowna! Chcę poprowadzić tę rozmowę w kierunku jej zdobycia!"

OPORY: "Czuję się zestresowany... Momentami czuję, jak mój głos się łamie... Boję się, że wypadam w jej oczach na leszcza... Najchętniej przestałbym z nią rozmawiać i poszedłbym w jakieś odosobnione miejsce się uspokoić...."

SIŁA WOLI: "Muszę rozmawiać dalej, nawet jeżeli ta rozmowa jest dla mnie stresująca"


Wielu ludzi ma różne, najczęściej błędne pomysły, wizje odnośnie tego, jak można ogarnąć swoją psychikę i jak wygląda psychika dobrego uwodziciela. Te koncepcje można podzielić w zależności od tego, na którym z powyższych 3 elementów się koncentrują.

Mamy tutaj taki podział:

1. Koncepcje koncentrujące się na wykorzystaniu SIŁY WOLI do walki z OPORAMI.

2. Koncepcje koncentrujące się na wykorzystaniu PRAGNIENIA do walki z OPORAMI.

3. Koncepcje koncentrujące się na bezpośrednim obniżaniu, likwidowaniu OPORÓW, tak aby nie trzeba było z nimi walczyć.

Z góry mówię, że wszystkie koncepcje z grupy 1 i 2 są BŁĘDNE. Nie dlatego, że w ogóle nie działają, ale dlatego, że nie działają dostatecznie dobrze i są u podstaw obłożone POTĘŻNĄ "wadą konstrukcyjną". Po prostu nie koncentrują się one na wyleczeniu problemu, czyli na likwidacji oporów, tylko na działaniu w stanie bycia obciążonym oporami, co jest dużo mniej skuteczne i komfortowowe od działania bez obciążenia.

Większość koncepcji z punktu 3 także jest BŁĘDNA - co prawda ogólny kierunek myślenia jest właściwy, bo właściwą drogą jest właśnie obniżenie/zlikwidowanie oporów, to jednak większość koncepcji z tej grupy próbuje zrealizować ten prawidłowy cel w nieprawidłowy sposób.


1. Koncepcje koncentrujące się na wykorzystaniu SIŁY WOLI do walki z OPORAMI (Wymuszone Działanie)

Powiedzmy, że mamy jakiegoś faceta, który właśnie widzi atrakcyjną kobietę - w klubie, na ulicy, czy gdziekolwiek.

Powiedzmy, że ten facet ma względem tej kobiety jakiś poziom PRAGNIENIA - dajmy na to 50/100, czyli laska mu się "po prostu podoba".

Powiedzmy, że ma on względem tej kobiety, w tych okolicznościach, określony poziom OPORU - dajmy na to 70/100, czyli jest całkiem poważnie zestresowany na myśl o tym, że miałby do niej podejść.

PRAGNIENIE: 50/100
OPÓR: 70/100

Różnica to 50 - 70 = - 20. Ta liczba ujemna oznacza tutaj tyle, że on bez zmuszania się nie podejdzie, bo co prawda chce podejść (Pragnienie 50/100), to jednak jeszcze silniej chce NIE podejść (Opór 70/100).

A teraz dołóżmy do tego SIŁĘ WOLI.

Powiedzmy, że ten facet postanawia się "przełamać" i ZMUSIĆ SIĘ do podejścia.

Powiedzmy, że jego SIŁA WOLI to 50/100.

W tym momencie mamy:

PRAGNIENIE: 50/100
OPÓR: 70/100
SIŁA WOLI: 50/100

Różnica to 50 + 50 - 70 = 30. Mam liczbę dodatnią, co oznacza tutaj, że facet podchodzi.

Mogłoby się wydawać, że wszystko jest ok - bo przecież facet podszedł. Problem w tym, że ok, podszedł, ALE najprawdopodobniej JAKOŚĆ jego podejścia i JAKOŚĆ działania po podejściu będzie słaba.

Facet NADAL ma wysoki poziom OPORU 70/100, czyli NADAL jest poważnie zestresowany. W nim cały czas toczy się KONFLIKT WEWNĘTRZNY - w jego psychice ścierają się w nim znaczące siły - po jednej strony OPÓR po drugiej stronie PRAGNIENIE i SIŁA WOLI. On jest tak naprawdę w każdej sekundzie ROZRYWANY, bo jedna strona ciągnie go w jednym, a druga w drugim kierunku.

Efekty?

1. Jego "ENERGIA" w sensie spojrzenia, mimiki twarzy, mowy ciała jest słaba. Po prostu widać, CZUĆ, że coś jest z nim nie tak i ma to wpływ na to, jakie wrażenie wywiera.

2. Jego umysł jest obciążony koniecznością ciągłego wygrywania konfliktu wewnętrznego, co zaburza jego zdolność trzeźwego myślenia o podrywie. Owocuje to większą ilością sytuacji w których facet robi coś głupiego i po (najczęściej nieudanej) akcji sam widzi, że mógł coś powiedzieć, zrobić lepiej, ale "jakoś" w trakcie akcji nie przyszło mu to do głowy.

3. Komfort uwodzenia jest niższy - uwodzenie jest czymś nieprzyjemnym, kojarzącym się wysiłkiem i napięciem. I problemem tutaj nie jest tylko brak wygody - aczkolwiek jako że w tym wszystkim chodzi zasadniczo o przyjemność, to wygoda też ma swoją wartość. Problemem jest też to, że długofalowo to może budować trwałe negatywne skojarzenia uwodzenia z napięciem i blokować postępy w kierunku realnego ogarnięcia psychiki.

Ogólnie rzecz biorąc, takie podejście wymuszone siłą woli jest DUŻO GORSZE niż podejście wykonanego na luzie. Może się wydawać, że to podejście i to podejście, ale w praktyce sa poważne różnice i jedno nie jest równe drugiemu.

Dlaczego więc faceci robią podejścia i ogólnie działają w uwodzeniu w ten WADLIWY sposób?

Odpowiedź jest bardzo prosta: bo NIE POTRAFIĄ działać na luzie. Mało kto ma ogarniętą psychikę, większość facetów ma do wyboru albo podejście "na siłę", albo brak podejścia. I mogą albo podejść w sposób wymuszony i mieć jakieś, chociażby niskie szanse z laską, albo nie nie podejść i nie nie mieć tych szans w ogóle.

Z uwagi na powyższe ja wcale nie mówię, że wymuszone podchodzenie jest bezwarunkowo złe i nie powinno się go robić - bo dla wielu osób to jest na dany dzień ich jedyna opcja, dająca mimo wszystko jakieś szanse na zdobycie kobiety. Natomiast jednocześnie jasno stwierdzam, że to jest wadliwe rozwiązanie i że nie jest to sposób, w jaki funkcjonują dobrzy uwodziciele. Przy czym dobrzy uwodziciele też czasami trochę się zmuszają - nie chcę tutaj nikogo wciągnąć w jakieś skrajne, zwichrowane podejście - ale u dobrych uwodzicieli stopień tego zmuszania jest mniejszy, jest to coś mnie drastycznego, a całość opiera się w większym stopniu na ogarnięciu psychicznym w sensie innej (głębokiej) perspektywy na kobiet i uwodzenie. U osób dobrych z kobietami może to przypominać zmuszenie się do wykonania jakiejś prostej czynności, np. zmuszenie się do posprzątania mieszkania lub pozmywania naczyć, a nie do czegoś stresującego.

Niestety autentyczne ogarnięcie psychiki to TRUDNE wyzwanie, to długofalowa, "psychoterapeutyczna" kwestia, proces który w sprzyjających (!!!) warunkach trwa kilka lat. I powiedzmy sobie szczerze, jakby brutalnie to nie zabrzmiało - większość ludzi NIGDY tego nie osiągnie. W tym kontekście mam tutaj dylemat, bo z jednej strony widzę złe strony "wymuszonego" działania, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób nie ma lepszej opcji na tę chwilę i nie będzie jej miało w ciągu najbliższych kilku lat, a może i nigdy. Dla takich osób lepiej bedzie, jeżeli będą działały w sposób wymuszony niż miałyby nie działać w ogóle - z działania wymuszonego mogą być sukcesy, z braku działania sukcesów nie będzie.

Inną kwestią jest kwestia rozwoju, ogarniania psychiki - wymuszone podchodzenie jest wadliwe, ale mimo to może służyć jako narzędzie służące ogarnianiu psychiki, zdobywaniu obycia, doświadczenia w uwodzeniu - aczkolwiek ten efekt bywa często mocno przeceniany. Wielu ludzi próbowało podążać bezmyślnie tą ścieżką i zrobiło setki, a nawet kilka tysięcy wymuszonych podejść bez osiągnięcia ogarnięcia psychicznego, czy też dobrego poziomu w uwodzeniu - nauczyli się tylko wykonywać dużą ilość wymuszonych, słabych jakościowo, często emocjonalnie wykastrowanych podejść. Wymuszone podchodzenie w rozsądnej ilości, z rozsądnym nastawieniem może być czymś dobrym, a może nawet niezbędnym w kontekście ogarniania psychiki, ale to musi być dodatek do procesu zmiany sposobu postrzegania kobiet i uwodzenia, a nie metoda sama w sobie.

Natomiast niezależnie od tego, że wymuszone działanie bywa dla niektórych ludzi korzystne, a nawet niezbędne, to jest to jednak ostatecznie metoda WADLIWA. I to NIE JEST sposób, w jaki działają osoby autentycznie dobre z kobietami.


Z wiarą w wymuszone działanie wiążą się dwa błędne przekonania:


1.1 Przekonanie, że napięcie/opór/lęk jest przy uwodzeniu czymś "naturalnym" i że rzekomo nie da się go pozbyć, w związku z czym "każdy to ma".

W rzeczywistości:

- To nie jest naturalne, bo jest to wynikiem wpływu wychowania, wzorców kulturowych, traum emocjonalnych.

- Tego da się pozbyć - jest to trudne, jest to spore wyzwanie "psychoterapeutyczne", ale jest to możliwe. Ja się tego pozbyłem, podobnie jak kilka innych znanych mi osób.

- Nie, nie każdy to ma - ja tego nie mam, podobnie jak inne znane mi osoby. To jest zresztą tak naprawdę w dużej mierze to, co powoduje że osoby dobre z kobietami są dobre z kobietami.


Skąd bierze się to błędne przekonanie?

Bierze się przede wszystkim stąd, że ogromna większość ludzi jest nieogarnięta psychicznie i najczęściej dany facet nie zna nikogo autentycznie ogarniętego, więc dochodzi do wniosku, że skoro on i wszyscy jego znajomi tak mają, to widocznie mają tak wszyscy faceci i "tak po prostu jest". A w rzeczywistości są różni ludzie i są też różne ŚRODOWISKA - w danym kręgu znajomych mogą być zupełnie inne zwyczaje i mentalność. Przykładowo nie patrząc stricte na uwodzenie, ale ogólnie - są kręgi towarzyskie "normalne", ale są też kręgi towarzyskie hip-hopowe, metalowe, ludzi zajmujących się survivalem, jogą czy różnymi medytacjami, motocyklistów, fanów sportów wodnych czy sztuk walki, miłośników kultury japońskiej lub tańczenia salsy. Są dresiarze i są kręgi przestępcze, a są ludzie fascynujący się poezją czy muzyką klasyczną. Są ludzie zajmujący się zdrowym żywieniem, a są ludzie ćpający kokainę. I jeżeli nie należysz do danego kręgu ludzi, to możesz też nie znać, albo nie znać dostatecznie dobrze ani jednej osoby z takiego kręgu, a przez to nie mieć pojęcia o tym, jaką mentalność mają ludzie do niego należący.

Tak jak już pisałem na blogu, uwodzenie według co zauważyłem to domena nieformalnych grup "imprezowych degeneratów", czyli jak to określiłem - TIAN (Towarzystwo Imprezowo Alkoholowo Narkotykowe). Nie każdy TIAN jest dobry z kobietami, ale generalnie ludzie dobrzy z kobietami są właśnie z TIAN. I jeżeli jesteś w miarę normalnym człowiekiem, to najprawdopodobniej nie masz pojecia o tym, jak wygląda psychika, mentalność ludzi z takich środowisk. A różnice potrafią być ogromne. Można to przyrównać do poziomu lęku przed przemocą fizyczną, do lęku przed bójką - normalny człowiek odbiera bójkę jako coś mocno nieprzyjemnego, coś czego się unika, ale są środowiska uliczne, kryminalne, kibicowskie, gdzie bójka jest czymś normalnym, a nawet fajnym - normalny człowiek tego nie rozumie, ja też tego nie rozumiem, ale tak jest. Na podobnej zasadzie w kontekście uwodzenia zdarzają się OGROMNE różnice pomiędzy psychiką ludzi z TIAN, a psychiką ludzi spoza TIAN, z czego ci drudzy najczęściej nie zdają sobie sprawy.

Źródłem problemów w kontekście omawianego tutaj mitu są także niekompetentni "eksperci" od uwodzenia, wciskający ludziom błędną "anty-wiedzę". Sami są nieogarnięci psychicznie, sami są w stanie podchodzić tylko poprzez wymuszenie i niestety wprowadzają w błąd innych, wmawiają innym, że tak musi być i że inaczej się nie da. Przy czym takie osoby jak najbardziej mogą odnosić sukcesy z kobietami, co w kontekście wciskania innym "anty-wiedzy" daje paradoks "im lepiej, tym gorzej" - im lepsze efekty ma taka osoba, tym skuteczniej i z tym większą wiarą może wmawiać innym, że to jest właściwa droga.


1.2 Przekonanie, że osoba dobra z kobietami to ktoś o "silnej osobowości", ktoś obdarzony wysoką siłą woli.

To przekonanie wiąże się z tym poprzednim - jeżeli ogarnięcie psychiczne miałoby rzekomo polegać na zmuszaniu się za pomocą siły woli, to najlepiej radziłyby sobie osoby obdarzone największą siłą woli, które zmuszałyby się najlepiej. To byłoby jak najbardziej logiczne, ALE zmuszanie się za pomocą siły woli jest w ostateczności wadliwą metodą, więc osoby obdarzone silną wolą są "najlepsze" tylko w obrębie tej wadliwej metody. Przy czym oczywiście są osoby dobre z kobietami, które mają silną wolę, silną osobowość - jasne, ale z kolei inne osoby dobre z kobietami potrafią mieć "miękki i wyluzowany" typ osobowości, nie posiadając silnej woli, a nawet wręcz przeciwnie - potrafią to być osoby niezdyscyplinowane, zdezorganizowane, które uwodzą kobiety dokładnie dlatego, że przychodzi im to łatwo, bez konieczności wkładania w to większego wysiłku.


2. Koncepcje koncentrujące się na wykorzystaniu silnego PRAGNIENIA do walki z OPORAMI (szukanie "Autentycznego Pragnienia")


Ta grupa koncepcji opiera się na przekonaniu, że z oporami należy walczyć poprzez podwyższanie poziomu pragnienia, tak aby silne przekonanie zwyciężyło opory i popchnęło nas do działania pomimo nich.

Są tutaj dwa odłamy - "seksualny" i "uczuciowy", pierwszy koncentruje się na pragnieniu seksualnym, drugi na pragnieniu uczuciowym.

2.1 Odłam "Seksualny"

Według tej grupy poglądów, z oporami należy walczyć poprzez wzbudzenie w sobie silnego pragnienia seksualnego.

Zwolennicy tego poglądu uważają, że dostatecznie wysoki poziom napalenia pozwala pokonać opory, a także daje wyższą skuteczność w działaniu z kobietami, poprzez polepszenie "energii" faceta, zmianę tej "energii" na bardziej męską i seksualną.

Tacy ludzie najczęściej propagują abstynencję od masturbacji, celem wywołania napalenia. Często propagują też podnoszenie poziomu testosteronu poprzez dietę/suplementy, czy też sport.

Jaki jest z tym problem?

Przede wszystkim, to w ogromnej mierze NIE DZIAŁA. To znaczy jasne, napalenie i hormony mają jakiś wpływ na stan umysłu, ale czynniki psychologiczne mają o wiele większy - przynajmniej w zakresie wyznaczanym przez to, na ile można zmienić swój "biologiczny" stan abstynencją od masturbacji i dietą/suplementami/sportem. Takie rzeczy mogą w jakimś stopniu pomóc, ale nie ma co pokładać w tym większych nadziei - ja osobiście nie znam ani jednej osoby, która stałaby się dobra z kobietami w sposób inny niż "psychologiczny".

2.2 Odłam "Uczuciowy"

Według tej grupy poglądów, sposobem na pokonanie oporów jest pragnienie "uczuciowe", tego czy innego rodzaju fascynacja czy miłość do kobiety.

Jak dla mnie jest to coś nieźle debilnego - jest masa facetów nieszczęśliwie zakochanych, którzy kochają, mocno pożądają uczuciowo, a mają opory przed zrobieniem czegokolwiek. I jasne, pożądanie uczuciowe może kogoś zmotywować to działania, to się zdarza, ale na pewno nie jest to poprawna uniwersalna metoda na bycie ogarniętym z kobietami.


Z tymi dwoma odłamami wiążą się dwa błędne wyobrażenia osoby dobrej z kobietami:

2.3 (Odłam Seksualny) Przekonanie, że osoba dobra z kobietami to ktoś napalony, emanujący seksualnością.

Większość znanych mi osób dobrych z kobietami taka NIE JEST. Po pierwsze przeważają w tej grupie osoby prezentujące typ wyluzowanego, towarzyskiego faceta, który nie jest ani aseksualny, ani zbytnio emanujący seksualnością. A po drugie my praktycznie NIGDY nie działamy w stanie napalenia w sensie wygłodzenia seksualnego, bo praktycznie nigdy w takim stanie nie jesteśmy.

To jest wręcz debilnie prosta sprawa - jesteśmy dobrzy z kobietami, więc mamy kobiety. Mamy kobiety, więc z nimi sypiamy. Sypiamy z nimi, więc nie jesteśmy wygłodniali. A nowe kobiety poznajemy, bo się nam podobają - tak po prostu.

2.4 (Odłam Seksualny) Przekonanie, że osoba dobra z kobietami to jakiego rodzaju "Wielki Romantyczny Kochanek", który "kocha wszystkie kobiety", albo coś w tym stylu. Ktoś psychicznie "zakochany" w kobietach, które je uwielbia, fascynuje się nimi na poziomie "czegoś więcej" niż tylko fizyczność itd itp.

W rzeczywistości osoby dobre z kobietami potrafią się zakochać, potrafią uwielbiać niektóre kobiety, ale najczęściej chcą po prostu przelecieć fajny tyłek, bez jakiejkolwiek większej filozofii. Sorry, typowy imprezowy ruchacz jest oportunistą który chce zaliczyć, a nie osobą poszukującą w tym super głębokich przeżyć emocjonalnych. :)

3. Koncepcje koncentrujące się na walce z OPORAMI w sposób bezpośredni, poprzez usuwanie/obniżanie poziomu OPORÓW, a nie zwiększanie PRAGNIENIA czy też poprzez użycie SIŁY WOLI.

O ile generalnie jest to właściwy kierunek, o tyle w obrębie tego kierunku jest wiele niewłaściwych metod, które usiłują realizować prawidłowy cel w nieprawidłowy sposób.


3.1 Koncepcje polegające na wykorzystaniu ALKOHOLU.

Tego chyba za bardzo tłumaczyć nie trzeba - chodzi o przekonanie, że lekarstwem na OPORY jest po prostu napicie się alkoholu.

Sprawa z alkoholem wygląda tak, że to faktycznie w jakimś stopniu działa, ale nie tak dobrze, jak się niektórym ludziom wydaje.

Przypuszczalnie każdy lub prawie każdy czytelnik bloga doświadczył w swoim życiu działania alkoholu - tak więc wszyscy lub prawie wszyscy wiecie jak to jest, wiecie że alkohol autentycznie coś zmienia, autentycznie wpływa na stan umysłu.

Działanie alkoholu można też łatwo zaobserwować u innych ludzi - ludzie po alkoholu stają się trochę inni, między innymi czyni ich to mniej skrępowanymi.

Ja osobiście znam wiele osób dobrych z kobietami, które miały w życiu po kilkadziesiąt kobiet, a które praktycznie nie potrafią działać bez alkoholu.

Patrząc na powyższe, można by odnieść wrażenie, że alkohol jest w kontekście uwodzenia bardzo przydatną, bardzo korzystną rzeczą. Ale trzeba tutaj zadać jedno BARDZO ważne pytanie:

Skoro alkohol pomaga, to dlaczego w klubach jest MNÓSTWO facetów którzy napili się alkoholu, a nadal są spięci, zestresowani, itd?

W rzeczywistości alkohol co prawda w jakimś stopniu pomaga, ale nie pomaga aż tak bardzo, co widać na przykładzie większości facetów w klubach. Po prostu alkohol ma swój wpływ, ale ten wpływ nie jest na tyle silny, aby móc przezwyciężyć działanie czynników psychologicznych.

A co z tymi osobami dobrymi z kobietami, które miały ich po kilkadziesiąt, a praktycznie nie potrafią działać bez alkoholu? Jak to jest możliwe, jak to wytłumaczyć?

W rzeczywistości te osoby są ogarnięte na poziomie psychicznym, ale ogarnięte w pewien określony sposób. Po prostu te osoby są uwodzeniowo ukształtowane, "wychowane" w taki sposób, że uwodzenie i ruchanie lasek jest czymś akceptowalnym i normalnym, ale tylko na imprezie, kiedy się człowiek napije. Te osoby mają wbite do głowy psychiczne uwarunkowanie łączące uwodzenie z imprezami i alkoholem. Coś takiego ma naprawdę wiele osób dobrze radzących sobie z kobietami, co wynika z tego, o czym pisałem już wcześniej na blogu - ludzie dobrzy z kobietami najczęściej, a w zasadzie praktycznie zawsze stali się dobrzy w wyniku imprezowania. A wyniku tego, że stali się dobrzy w wyniku imprezowania, mają wbijany do głowy wieloletni schemat, obraz uwodzenia jako czegoś co robi się na imprezach, pod wpływem alkoholu.

To jest tak naprawdę "sekret" tego zjawiska - takie osoby są tak naprawdę ogarnięte na poziomie psychicznym, a ogromny wpływ jaki ma na nie alkohol wynika tylko w niewielkim stopniu z chemicznego, biologicznego działania alkoholu, a w dużo większym stopniu z ich uwarunkowań psychicznych i tego jakie miejsce zajmuje alkohol w tych uwarunkowaniach.

Osoba nie posiadająca takich samych uwarunkowań może wypić taką samą ilość alkoholu, ale nie będzie miała takich samych efektów, bo jedyne co zyska, to efekt chemiczny/biologiczny alkoholu.

Osoby posiadające te uwarunkowania, ogarnięte w ten konkretny sposób często dają ludziom złe rady, bo w jak najlepszej wierze doradzają innym używanie alkoholu, bo patrzą na to, jaki efekt ma to na nich samych - nie będąc świadomymi tego, że efekt ten wynika przede wszystkim z ich uwarunkowań psychicznych, a nie z samego alkoholu jako substancji chemicznej.

Inna sprawa, że alkohol mimo wszystko coś jednak daje, nawet osobom nie posiadającym opisanego wyżej uwarunkowania. Coś daje na poziomie chemicznym/biologicznym i przypuszczalnie także na poziomie tego uwarunkowania psychicznego i kulturowego, które występuje u przeciętnej osoby - bo tak naprawdę wszyscy jesteśmy wychowani w kulturze, w której uwodzenie lasek po alkoholu jest czymś bardziej "normalnym" od uwodzenia lasek bez alkoholu. I jeżeli ktoś czuje, że mu to pomaga, to nie ma co się przejmować i doszukiwać się w alkoholu "niedozwolonego dopingu". Oczywiście warto pamiętać o tym, że alkohol szkodzi zdrowiu, jego regularne spożywanie może się skończyć alkoholizmem, itd itp - ale jeżeli ktoś sobie czasami trochę wypije, to przypuszczalnie jakoś strasznie mu to nie zaszkodzi, a może trochę pomóc w uwodzeniu. Tylko z drugiej strony niech też nikt nie spodziewa się po alkoholu cudów, bo alkohol NIE zastąpi psychicznego ogarnięcia i może jedynie nieco pomóc.


3.1 Koncepcje polegające na wchodzeniu w stan "FLOW".

To jest trochę niszowa kwestia i część czytelników może nie wiedzieć o co chodzi. Przy czym jeżeli ktoś nie wie o co chodzi, to tak naprawdę bardzo dobrze i taki ktoś w zasadzie może nie czytać jej sekcji, bo chodzi w niej o skrytykowanie czegoś nieźle głupiego.

O co chodzi z wchodzeniem w stan "FLOW"?

W dużym skrócie mówiąc, chodzi o "anty-wiedzę" spotykaną w niektórych kręgach ludzi interesujących się uwodzeniem. Według chorych wyobrażeń tych ludzi, sposobem na bycie dobrym w uwodzeniu jest wchodzenie w odmienny stan umysłu nazywany przez nich "Flow". Czyli zdaniem tych osób dobre uwodzenie nie polega po prostu na uwodzeniu w normalnym stanie umysłu, tylko trzeba się wprowadzić w jakiś "specjalny", odmienny stan umysłu.

W praktyce potrafi to wyglądać np. tak, że takie osoby przed przed pójściem do klubu spędzić 2-3 godziny podchodząc do kobiet na ulicy - ale wcale nie po to, aby jakąś zaliczyć, tylko w ramach próby zbudowania stanu "Flow" na wyjście do klubu. Piszę "próby", bo pomimo usilnych prób, wejście w ten "magiczny" stan niespecjalnie im wychodzi. Mi osobiście wręcz ciężko się o tym pisze, bo choć po części mnie to śmieszy, to jednocześnie jest mi żal tych osób i mam takie nieprzyjemne uczucie związane z myśleniem o ludzkim nieszczęściu.


Generalnie jest tak, że psychika człowieka jest w jakimś stopniu zmienna - mamy momenty lepszej i gorszej formy, czasami mamy dobry humor, a czasami "doła". W kontekście uwodzenia zdarza się, że dany facet ma swoje "najlepsze momenty" - chwile w których działa dużo, dużo lepiej od swojego normalnego poziomu. I to jest fajna sprawa, ale to nie jest normalny sposób funkcjonowania psychiki danego faceta, tylko "błąd systemu", chwilowe "zapomnienie" o oporach/blokadach - "wyjątkowy moment" się skończy, a mózg powróci do swojego normalnego trybu funkcjonowania. A wywoływanie tego na siłę to pomysł skazany na porażkę, bo są to tak naprawdę próby "gwałcenia" swojego umysłu, tak aby funkcjonował w trybie innym od normalnego, "zapominając" o części swoich przekonań - bo na tym polega "zapomnienie" oporów.

Jeżeli ktoś chce stać się dobry, czy chociażby umiarkowanie dobry w uwodzeniu, to sorry, powinien się nauczyć uwodzić w swoim normalnym stanie umysłu, a nie głupio kombinować i szukać "magicznych", odmiennych stanów.


3.2 Koncepcje polegające na podnoszeniu poczucia własnej wartości.

Według tej grupy przekonań, problemem jest niskie poczucie własnej wartości, a podniesienie poczucia własnej wartości owocuje obniżeniem oporów.

Z pozoru wygląda to całkiem sensownie, ale w praktyce to nie tak działa. Jest bowiem wielu facetów mających o sobie dobre mniemanie, facetów pewnych siebie, mających sukcesy w życiu (na innych polach), itd itp, którzy nadal widząc atrakcyjną laskę czują się niekomfortowo. Są osoby, które odniosły poważne sukcesy zawodowe i są z nich słusznie dumne - ale gdy chodzi o laski, to nagle to wszystko gdzieś znika i z pewnego siebie życiowego faceta robi się zestresowany leszcz.

Bywa też odwrotnie - są faceci ogarnięci z kobietami, którzy mają nieogarnięte życie i doskonale o tym wiedzą. Takie osoby potrafią mówić szczerze koledze, że ich życie jest do dupy, nigdzie zmierza itd itp, ale laskom bez żadnych skrupułów zapodają uśmiechniętą bajerkę, a następnie je bzykają. I jedno i drugie najczęściej ma związek z imprezowym trybem życia i imprezową MENTALNOŚCIĄ - ich nieogarnięcie życiowe i ogarnięcie z kobietami to skutki tego samego zjawiska.

Jeżeli ktoś ma problemy z poczuciem własnej wartości, ma jakiś problem, ale wbrew pozorom jest to INNY PROBLEM niż nieogarnięcie z kobietami. Przy czym te dwa problemy potrafią się na siebie nakładać i bardzo często się na siebie nakładają, ale tak naprawdę są od siebie w ogromnej mierze niezależne, natomiast ich nakładanie się na siebie często wprowadza ludzi w błąd odnośnie tej kwestii.

Jeżeli ktoś chce podnosić swoje poczucie wartości, szczególnie poprzez polepszanie swojego życia, nowe umiejętności, sukcesy w innych dziedzinach życia, itd itp, to moim zdaniem jest ŚWIETNY pomysł - ale w kontekście zadowolenia z życia i samopoczucia tej osoby, a nie w kontekście ogarnięcia z kobietami, bo w kontekście ogarnięcia z kobietami jest to w wysokim stopniu NIESKUTECZNE.

Swoją drogą, w relacjach z kobietami bardzo pomagają pieniądze - jeżeli ktoś zmieni swoje życie i zacznie zarabiać więcej pieniędzy, to może mu to pomóc z kobietami, może nawet bardzo - natomiast tematem tego artykułu jest psychika, ogarnięcie psychiczne, a nie poziom sukcesów w ogóle.


3.3 Koncepcje opierające się na ćwiczeniu, powtarzaniu, zdobywaniu doświadczenia.

Mam tu na myśli przekonanie, że wystarczy odpowiednio dużo ćwiczyć, mieć odpowiednio duże doświadczenie w działaniu, aby stać się dobrym z kobietami.

Moim zdaniem jest to BARDZO NIEBEZPIECZNE przekonanie. Nie dlatego, że jest w jakiś sposób kompletnie idiotyczne, bo nie jest, tylko właśnie dlatego, że jest całkiem sensowne, brzmi BARDZO sensownie, ale w ostateczności jest wadliwe. I właśnie to czyni to przekonanie szczególnie niebezpiecznym - wysoki poziom sensowności tego przekonania działa w praktyce jako "kamuflaż" zakrywający to, co w tym przekonaniu jest nie tak i to, że całościowo jest ono wadliwe. Jest to więc taka jakby "pułapka".

Na czym polega problem z tym przekonaniem?

Najlepiej i najprościej będzie, jeżeli opiszę najbardziej skrajne skutki, objawy wadliwości tego przekonania.

A jakie są te najbardziej skrajne skutki/objawy?

W kręgach osób zajmujących się uwodzeniem jest wiele osób, które myślały, że drogą do sukcesu jest intensywne ćwiczenie, osób które wykonały po kilkaset, czy nawet po KILK3.3A TYSIĘCY PODEJŚĆ do kobiet, a NADAL SĄ SŁABE Z KOBIETAMI - w sensie zarówno braku ogarnięcia psychicznego, jak i braku umiejętności. Te osoby mają na koncie setki czy tysiące podejść, ale prawie że nie mają z tego efektów - bzykają np. jedną kobietę na 100, czy nawet na 200. Takie osoby "uczą się" uwodzenia po kilka lat, wkładają w to masę wysiłku, a prawie że nie mają z tego efektów.

O co tu chodzi? Czyż nie jest tak, że doświadczenie, ćwiczenie czegoś czyni daną osobę lepszą w tej dziedzinie?

W rzeczywistości jest to dużo bardziej skomplikowane.


Problem #1


Po pierwsze wcale nie jest tak, że doświadczenie samo w sobie czyni kogoś lepszym. Tak naprawdę lepszym może uczynić dopiero odpowiednia INTERPRETACJA DOŚWIADCZENIA, odpowiednia emocjonalna i/lub intelektualna REAKCJA na to czego doświadczamy.

Chodzi o to, gdy ma miejsce jakieś zewnętrzne wydarzenie, którego doświadczamy, to nasza wewnętrzna reakcja nie wynika bezpośrednio i jednoznacznie z samego wydarzenia/doświadczenia, tylko zależy od tego, jak nasza psychika interpretuje to wydarzenie/doświadczenie - w zależności od naszej osobowości, przekonań, inteligencji (lub jej braku), sytuacji życiowej, itd itp. I dlatego różni ludzie potrafią reagować różnie na te same rzeczy - zarówno w sensie reakcji emocjonalnych, jak i w sensie przemyśleń, wniosków które mają.

Powiedzmy, że w życiu jakiejś osoby ma miejsce trudne wydarzenie, trudne doświadczenie - może jakiś poważny zawód miłosny, a może jakaś porażka w życiu zawodowym/finansowym skutkująca popadnięciem w długi. W dokładnie tej samej sytuacji jedna osoba popadnie w przygnębienie i depresję - może nawet popełni samobójstwo, a inna pozbiera się i zacznie wszystko od nowa. Dwóm różnym osobom może się przydarzyć dosłownie ta sama rzecz, a ich reakcja emocjonalna, zmiana jaka się dokona w środku nich będzie inna.

Tak samo jest w relacjach z kobietami - ten sam typ wydarzenia będzie wpływał różnie na różne osoby, w zależności od ich charakteru, przekonań, wyobrażeń odnośnie kobiet, ich sytuacji w relacjach z kobietami, itd itp.

Ten sam typ jednostkowej sytuacji, czyli np. pojedyncze odrzucenie przez kobietę, jednego faceta przygnębi, a po innym spłynie to jak po kaczce. Jednemu zrobi się od tego smutno, drugi zrobi się wściekły, trzeci smutny i wściekły jednocześnie, a czwarty wzruszy ramionami i będzie miał to gdzieś, itd itp. A jeżeli to "pomnożymy" to przez setki podejść, to skumulowany efekt może sprawić, że np:

1. Jakiś facet ulegnie długotrwałemu przygnębieniu.

2. Jakiś facet stanie się nienawidzącym kobiet mizoginistą.

3. Jakiś facet "ucieknie" od swoich emocji i stanie się "uwodzeniowym zombie". (dysasocjacja)

4. Jakiś facet "ucieknie" w krainę myślenia życzeniowego i na siłę będzie sobie wmawiał, że osiągnął to co chciał osiągnąć.

5. Jakiś facet będzie twardo, z uporem kroczył naprzód, wiedziony nadzieją w "lepsze jutro" - bez stoczenia się w jakąś poważniejszą patologię, ale i bez odniesienia realnego zwycięstwa. Tylko problem w tym, że to może trwać latami.

6. Jakiś facet faktycznie pokona swoje problemy i stanie się w zdrowy sposób pozbawiony oporów.

Jak widać powyżej, ćwiczenie, zdobywanie doświadczenia samo w sobie wcale nie jest drogą prowadzącą jednoznacznie do psychicznego, emocjonalnego ogarnięcia - jak najbardziej może i bardzo często prowadzi to do PATOLOGII.


Podobnie jest z pojawianiem się wniosków, przemyśleń wynikających z danej sytuacji. Przykładowo jeżeli już jesteśmy przy odrzuceniu przez kobietę, to np:

1. Jeden facet może uważać, że został odrzucony, bo jest zbyt brzydki i po prostu nie podoba się jej fizycznie. (możliwe)

Drugi facet może uważać, że to na pewno nie jest kwestia jego wyglądu, bo przecież wygląd nie ma znaczenia lub ma bardzo niewielkie znaczenie, a kobiety najbardziej patrzą na charakter faceta. (IDIOTA)

2. Jeden facet może pomyśleć, że został odrzucony, bo wygląda na kogoś kto nie jest zbyt bogaty. (możliwe)

Drugi facet może uważać, że to na pewno nie kwestia widocznego braku zamożności, bo przecież pieniądze nie mają znaczenia. (IDIOTA)

3. Jeden facet może pomyśleć, że zostało odrzucony, bo był zestresowany i laska to pewnie poczuła.(możliwe)

Drugi facet może pomyśleć, że owszem, był zestresowany i to mogło mieć znaczenie, ale przypuszczalnie ważniejsze było to, że fizycznie nie spodobał się lasce. (możliwe)

4. Jeden facet może pomyśleć, że został odrzucony, bo źle z nią rozmawiał, to znaczy powiedział coś nieodpowiedniego, albo nie powiedział czegoś, co należało powiedzieć. (możliwe, przy czym w obrębie tego jest masa różnych, rozsądnych i idiotycznych możliwości odnośnie tego, co dokładnie według niego samego zrobił źle lub czego nie zrobił dobrze).

Drugi facet może pomyśleć, że to było na pewno coś innego, np. zła mowa ciała, bo przecież to co mówimy nie ma znaczenia (IDIOTA).


5. Jeden facet może pomyśleć, że został odrzucony, bo za mało, zbyt wolno okazywał seksualne zainteresowanie kobietą. (możliwe)

Drugi facet może pomysleć, że został odrzucony, bo zbyt intensywnie, zbyt szybko okazywał seksualne zainteresowanie kobietą (możliwe).


Powyżej użyłem jako przykładu odrzucenia ze strony kobiety, ale to samo tyczy się innych rzeczy, także pomniejszych, takich jak np. interpretacja (lub brak interpretacji) tego, dlaczego kobieta patrzy się na nas określonym spojrzeniem, albo mówi nam określoną rzecz. Tyczy się to też samego zaruchania - to że ktoś zaruchał, nie oznacza jeszcze, że wie dlaczego zaruchał - przykładowo wielu bogatych facetów woli wierzyć, że ich partnerki są z nimi dla nich samych, a nie dla ich pieniędzy.

Takie same sytuacje, takie same doświadczenia są INTERPRETOWANE przez różnych ludzi na różne sposoby - więc siłą rzeczy te doświadczenia, te interpretacje prowadzą ludzi w RÓŻNYCH KIERUNKACH. W tym także w mniej czy bardziej BŁĘDNYCH kierunkach, w sensie formułowania nieco wadliwych, czy też wręcz debilnie głupich wniosków/interpretacji przeżywanych doświadczeń.

Można to w przybliżeniu ująć mniej więcej tak:

1. Część ludzi wyciąga dobre wnioski i wraz ze wzrostem doświadczenia staje się autentycznie kompetentna.

2. Część ludzi wyciąga nieco wadliwe wnioski i wraz ze wzrostem doświadczenia podąża w kierunku ograniczonego, miernego poziomu kompetencji.

3. Część ludzi wyciąga mocno wadliwe, debilne wnioski i wraz ze wzrostem doświadczenia podąża w kierunku wiary w głupoty.

4. Część ludzi ma problem z wyciąganiem jakichkolwiek wniosków i wraz ze wzrostem doświadczenia nie podąża nigdzie. Co samo w sobie byłoby neutralne, obojętne w sensie zysku czy straty, ale jest stratą z uwagi na stracony czas i energię.

Generalnie zdobywanie doświadczenia z kobietami nie jest wcale pozbawioną zakrętów drogą, która prowadzi w automatyczny sposób do osiągnięcia kompetencji. W rzeczywistości wpływ zdobywania doświadczenia jest uzależniony od tego, jakie wnioski wyciąga dana osoba z tych doświadczeń - a jeżeli te wnioski są nieco wadliwe, albo wręcz zdecydowanie błędne, to zaowocuje to albo wadliwą, połowiczną kompetencją, albo wręcz "anty-kompetencją", w sensie wiary w bzdury.

Skąd biorą się te problemy?

Interpretacje, reakcje na doświadczenia są tworzone w umysłach poszczególnych osób - a ich ogólnie rozumiana jakość ODZWIERCIEDLA to, co te osoby mają w głowach.

Problem polega między innymi na tym, że najprawdopodobniej KAŻDY facet, który ma np. 20 czy więcej lat lat, a nie jest ogarnięty z kobietami, jest już "UKSZTAŁTOWANY" w kierunku BYCIA SŁABYM z kobietami. Mam tu na myśli uwarunkowanie na "głębokim poziomie", o którym pisałem wcześniej. To jest w dużym skrócie coś co można by nazwać "negatywną psychoterapią", na którą składa się wychowanie ze strony rodziców, wychowanie ze strony szkoły, negatywne wzorce od kolegów słabych z kobietami, negatywne wzorce z filmów czy ogólnie kultury, własne negatywne myślenie i przeżyte traumy emocjonalne, itd itp. A to wszystko tworzy "FILTR" wpływający na postrzeganie rzeczywistości, wpływający na interpretacje/reakcje na doświadczenia, FILTR który może mocno utrudniać czerpanie korzyści ze zdobywania doświadczenia.

Mamy tutaj do czynienia z mechanizmem tyczącym się nie tylko uwodzenia, ale każdej sfery życia- jeżeli dany człowiek ma JUŻ wbite do głowy określone przekonania, określone wzorce, to ma tendencje do postrzegania nowych doświadczeń przez pryzmat tych starych przekonań/wzorców, starając się zinterpretować je tak, aby "potwierdzić" to, w co już wcześniej wierzył.

Jest to udowodnione naukowo i nosi nazwę "Efekt Potwierdzenia":

https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_potwierdzenia

Podsumowując, jednym problemem związanym ze zdobywaniem doświadczenia jest to, że ludzie mają tendencje do interpretowania tego doświadczenia w sposób potwierdzający dotychczasowe przekonania.


Problem #2

W tym problemie chodzi o kombinację dwóch rzeczy:

1. O to, jaki przekaz, jaką wartość edukacyjną czy "psychoterapeutyczną" posiadają różne rodzaje sytuacji, różne rodaje doświadczeń.
2. O to, do jakiego rodzaju sytuacji/doświadczeń ma dostęp dana osoba, a do jakich nie ma.

Jeżeli ktoś chce stać się ogarnięty z kobietami, to musi zmienić swój obraz kobiet, swój obraz swoich relacji z kobietami - oczywiście na "głębokim poziomie". I w tym momencie można zadać pytanie - czy różne rodzaje sytuacji/doświadczeń z kobietami są w tym kontekście sobie równe? Odpowiedź brzmi: oczywiście NIE.

Już dawno temu opisałem na blogu to, jak ja stałem się dobry z kobietami (http://uwodzenie-milroh.blogspot.com/2012/02/jak-staem-sie-dobry-z-kobietami.html). Jest tam mowa o tym, jak stałem się ogarnięty poprzez imprezowanie razem z TIAN, co na początku przyjmowało formę wcale nie uwodzenia kobiet przez moją osobę, tylko OBSERWOWANIA tego, jak ludzie z TIAN z powodzeniem uwodzą kobiety.

Jaką miało to wartość edukacyjną/psychoterapeutyczną?

OGROMNĄ - obserwowałem SUKCES, obserwowałem jak łatwe potrafi być uwodzenie, jak łatwe potrafią być kobiety. Gdy widziałem jak moi koledzy z TIAN lizali, macali, bzykali kolejne laski, to siłą rzeczy zaczęło budować się we mnie przekonanie, że jest to coś normalnego i słusznego, a laski są łatwe i puszczalskie, z czego należy korzystać. Wydaje mi się, że to chyba powinno być dość łatwe do zrozumienia - obserwowałem sukces z kobietami, kolejne przypadki sukcesu, więc stopniowo zaczynało mi to się wydawać czymś coraz bardziej normalnym i łatwo osiągalnym. Zacząłem mieć myśli typu "moi koledzy ciągle to robią...dlaczego ja nie miałbym być w stanie robić tego samego, korzystać z lasek tak jak oni korzystają?".

Później, kiedy sam zacząłem działać, to pomimo tego, że z jednej strony było to dla mnie coś nowego, to z drugiej wprowadzałem w życie coś, co znałem doskonale z obserwacji i co w tym kontekście było dla mnie czymś normalnym. Poza tym działałem w łatwym środowisku (domówki), co też sprzyjało temu, że pomimo braku własnego doświadczenia, szło mi to całkiem nieźle i w tym czego doświadczałem było całkiem dużo SUKCESU. A ten sukces tylko potwierdzał wcześniej wspominany "przekaz" z obserwacji, przekaz mówiący mi, że uwodzenie jest łatwe, a kobiety puszczalskie.

A teraz dla odmiany spójrzmy na to, jak to wygląda u osób próbujących ogarnąć się w uwodzeniu poprzez ćwiczenie uwodzenia, zdobywanie doświadczenia. Co takie osoby robią? Najczęściej robią masowe, seryjne podchodzenie, robiąc podejścia do tuzinów kobiet. Robiąc to w klubie czy na ulicy, czyli w okolicznościach niezbyt przyjaznych osobie mało ogarniętej (porównując z domówką) - co sprzyja porażkom. W dodatku najczęściej mają ograniczone pojęcie o tym, jak wygląda skuteczne uwodzenie - brakuje im nawet dostatecznej ilości dobrego "doświadczenia" obserwacyjnego, najczęściej mają tylko informacje z internetu - a te często są błędną "anty-wiedzą". Oznacza to, że ci ludzie próbują zrobić coś, o czym tak naprawdę nie wiedzą dokładnie jak wygląda - w optymistycznym przypadku, bo w pesymistycznym nie tylko nie do końca wiedzą, ale w dodatku mają błędne wyobrażenia z "anty-wiedzy". Czym to skutkuje? PORAŻKAMI. Taka osoba doświadcza głównie sytuacji, w której poszczególne laski go odrzucają. A jaki przekaz edukacyjny czy "psychoterapeutyczny" niesie to ze sobą? W jakim świetle ukazuje to kobiet i uwodzenie?

Na pewno w zupełnie innym, niż moje licealne doświadczenie z TIAN.

Tam był przekaz "Kobiety są łatwe i puszczalskie, ruchanie ich to fajna, lekka i przyjemna sprawa". A co mamy tutaj? Na pewno PORAŻKI nie niosą ze sobą przekazu, że kobiety są (mogą być) łatwe i puszczalskie - dokładnie odwrotnie, buduje to obraz kobiet które są trudne i niedostępne.

Co dokładnie daje podchodzenie owocujące w większości porażkami? Czego dokładnie uczy?

Jak dla mnie uczy tylko tego, że odmowa ze strony kobiety nie jest niczym strasznym, niczym czym należy się przejmować - i to jest samo w sobie wartościowe, ALE jakim cudem taki przekaz miałby kogoś całościowo ogarnąć z kobietami?

Wielu ludzi mówi w tym kontekście rzeczy typu "człowiek uczy się na porażkach", które są w ogromnej mierze NIEPRAWDĄ. Bo tak naprawdę uczymy się bardziej na SUKCESACH, swoich lub cudzych - bo wtedy widzimy, jak to może, czy też powinno wyglądać. Porażki uczą nas czegoś bardziej wtedy, gdy widzimy dokładnie co zrobiliśmy źle i co powinniśmy zrobić zamiast tego - jeżeli ktoś ponosi porażki, a cały czas nie ma pojęcia jak to powinno wyglądać, to prawie niczego się nie uczy.

Z powyższym problemem można po części walczyć, pochodząc do kobiet u których mamy większe szanse - do tych, które dały nam oznaki zainteresowania. Bo coś takiego oczywiście zwiększy odsetek sukcesów, a zmniejszy odsetek porażek. Albo przenosząc zdobywanie doświadczenia w łatwiejsze środowisko, takie jak domówki - ale nie każdy ma taką możliwość.

Problem #3

Ludzie którzy próbują ćwiczyć uwodzenie, bardzo często zaczyną uprawiać "pozoranctwo", które tak naprawdę nie jest wcale uwodzeniem, bo brakuje w tym realnej intencji, realnego dążenia do zaruchania laski.

To bardzo często dotyka tych ludzi, którzy są "ułatwić" sobie życie w taki sposób, że podzielą sobie "naukę uwodzenia" na misje, na ćwiczenie różnych etapów, itd itp. Z pozoru może się to wydawać rozsądne, ale w rzeczywistości jest to coś NIEBEZPIECZNEGO. Dlaczego? Dlatego, że ćwicząc "uwodzenie" pozbawione realnego dążenia do wyruchania laski, tak naprawdę ćwiczycie patologiczne nastawienie, patologiczną perspektywę, według której zaruchanie laski jest niemożliwe lub przynajmniej bardzo mało osiągalne, a "uwodzeniu" wcale nie chodzi o zaruchanie. Możecie nie zdawać sobie z tego sprawy, ale i tak kształtujecie siebie w takim kierunku, stopniowo umacniacie w sobie taką mentalność. Co nie jest podążaniem w kierunku ogarnięcia, tylko odwrotnie - w kierunku nieogarnięcia.

Przy czym powyższe nie oznacza, że uwodzenia nie należy ćwiczyć - należy i trzeba, ale niech to będzie ćwiczenia UWODZENIA, czyli działania czynionego z zamiarem wyruchania laski, a nie "uwodzenia" będącego tak naprawdę pustym pozorowaniem.



Podsumowanie

Podsumowując całą sekcję - zdobywanie doświadczenia, ćwiczenie uwodzenia generalnie jest konieczne, ale nie jest to wcale prosta droga, która automatycznie prowadzi do ogarnięcia - bo może też prowadzić, bardzo często prowadzi do PATOLOGII.



3.4 Koncepcje opierające się na zmianie (głębokich) przekonań odnośnie kobiet i uwodzenia.

To jest JEDYNA w pełni poprawna, pełnowartościowa droga walki z Oporami.


Chodzi tutaj o proces "wychowawczy", "psychoterapeutyczny" zmieniający nasz obraz kobiet i uwodzenia, oczywiście na "głębokim poziomie".

Na ten temat i tak zamierzam napisać oddzielny artykuł, więc nie będę tutaj tego opisywał.


Napisze teraz jednak o tym, jaka jest relacja pomiędzy tym punktem, a poprzednim punktem 3.3, bo być może jest to niejasne:

1. Ćwiczenie, praktykowanie uwodzenia, czyli punkt 3.3 MOŻE dawać efekt z niniejszego punktu 3.4, ale NIE MUSI i często nie daje.

2. Efekt z tego punktu mogą dawać różne rzeczy:

- Odpowiedni przekaz "wychowawczy", propagandowy od innych ludzi (i odpowiednia jego interpretacja) - tak samo jak nieodpowiedni przekaz wychowawczy/propagandowy od rodziców, mediów, kolegów słabych z kobietami wykształca nieodpowiednie przekonania, tak samo odpowiedni przekaz wykształca odpowiednie przekonania. Mam tu na myśli różnego rodzaju porady, rozmowy z osobami już ogarniętymi z kobietami, a także informacje tekstowe takie jak te na tym blogu.

- Obserwacja odpowiednich zachowań (i odpowiednia jej interpretacja)- chodzi mi o coś takiego, co ja miałem podczas imprez z TIAN, gdy moje poglądy na temat kobiet zmieniały się już przez samą obserwację tego, jak szybko i łatwo puszczały się one z moimi kolegami.

- Odpowiednie doświadczenia z własnego działania (i odpowiednia ich interpretacja) - co podpada pod punkt 3.3, ale nie wszystko co podpada pod punkt 3.3 kwalifikuje się tutaj.


CDN.