wtorek, 17 stycznia 2017

Psychika Uwodziciela, część 4



W poprzedniej części pisałem o tym, że u osoby nieogarniętej występuje KONFLIKT WEWNĘTRZNY, bo taka osoba na poziomie powierzchownym CHCE, a na poziomie głębokim NIE CHCE uwodzić kobiet. Przyrównałem ten drugi czynnik do plecaka wypełnionego kamieniami , który powoduje, że nosząca go osoba musi wydać z siebie więcej siły aby cokolwiek zrobić. Teraz chciałbym omówić nieco dokładniej "układ sił" jaki się wtedy tworzy.

W ujęciu minimalistycznym ten układ sił wygląda tak:

"CHCĘ" VS "NIE CHCĘ"

Ale w odrobinkę precyzyjnym ujęciu wygląda to tak:

PRAGNIENIE + SIŁA WOLI VS OPORY


PRAGNIENIE - to stopień w jakim facet pragnie zdobyć kobietę. To jest AUTENTYCZNE, NIEWYMUSZONE "CHCĘ".

SIŁA WOLI - to jest wykorzystanie siły woli do walki z oporami, czyli np. osławione "przełamanie się" do podejścia do kobiety do której boimy się podejść. To jest SZTUCZNE, WYMUSZONE "CHCĘ" ("POWINIENEM").

OPORY - to poziom wszelkiego rodzaju oporów, blokad, lęków. To jest element "NIE CHCĘ".


W praktyce bardzo często te elementy "grają" ze sobą mniej więcej tak:

PRAGNIENIE: "Ale seksowna laska! Chcę ją mieć! Chcę do niej podejść i ją zdobyć!"

OPORY: "Czuję się zestresowany... Co jeżeli ona mnie odrzuci, wyśmieje? Co jeżeli wyjdę na głupka, poczuję się upokorzony i będę się potem źle czuł?"

SIŁA WOLI: "Muszę się przełamać, muszę podejść, nawet jeżeli jest to dla mnie coś stresującego."

Przy czym typu gra tych 3 elementów może mieć miejsce w różnych sytuacjach, nie tylko w momencie rozważania podejścia - tłumaczę to w kontekście podejścia dlatego, że moim zdaniem jest to łatwy do zrozumienia przykład. Ale są też inne sytuacje - facet może mieć lęk, opór przed pocałowaniem kobiety, przed zaproponowaniem jej pójscia do niego do domu, a może też np. stresować się podczas rozmowy.

Np. przy rozmowie, już po podejściu, może to wyglądać tak:

PRAGNIENIE: "Ona jest taka seksowna! Chcę poprowadzić tę rozmowę w kierunku jej zdobycia!"

OPORY: "Czuję się zestresowany... Momentami czuję, jak mój głos się łamie... Boję się, że wypadam w jej oczach na leszcza... Najchętniej przestałbym z nią rozmawiać i poszedłbym w jakieś odosobnione miejsce się uspokoić...."

SIŁA WOLI: "Muszę rozmawiać dalej, nawet jeżeli ta rozmowa jest dla mnie stresująca"


Wielu ludzi ma różne, najczęściej błędne pomysły, wizje odnośnie tego, jak można ogarnąć swoją psychikę i jak wygląda psychika dobrego uwodziciela. Te koncepcje można podzielić w zależności od tego, na którym z powyższych 3 elementów się koncentrują.

Mamy tutaj taki podział:

1. Koncepcje koncentrujące się na wykorzystaniu SIŁY WOLI do walki z OPORAMI.

2. Koncepcje koncentrujące się na wykorzystaniu PRAGNIENIA do walki z OPORAMI.

3. Koncepcje koncentrujące się na bezpośrednim obniżaniu, likwidowaniu OPORÓW, tak aby nie trzeba było z nimi walczyć.

Z góry mówię, że wszystkie koncepcje z grupy 1 i 2 są BŁĘDNE. Nie dlatego, że w ogóle nie działają, ale dlatego, że nie działają dostatecznie dobrze i są u podstaw obłożone POTĘŻNĄ "wadą konstrukcyjną". Po prostu nie koncentrują się one na wyleczeniu problemu, czyli na likwidacji oporów, tylko na działaniu w stanie bycia obciążonym oporami, co jest dużo mniej skuteczne i komfortowowe od działania bez obciążenia.

Większość koncepcji z punktu 3 także jest BŁĘDNA - co prawda ogólny kierunek myślenia jest właściwy, bo właściwą drogą jest właśnie obniżenie/zlikwidowanie oporów, to jednak większość koncepcji z tej grupy próbuje zrealizować ten prawidłowy cel w nieprawidłowy sposób.


1. Koncepcje koncentrujące się na wykorzystaniu SIŁY WOLI do walki z OPORAMI (Wymuszone Działanie)

Powiedzmy, że mamy jakiegoś faceta, który właśnie widzi atrakcyjną kobietę - w klubie, na ulicy, czy gdziekolwiek.

Powiedzmy, że ten facet ma względem tej kobiety jakiś poziom PRAGNIENIA - dajmy na to 50/100, czyli laska mu się "po prostu podoba".

Powiedzmy, że ma on względem tej kobiety, w tych okolicznościach, określony poziom OPORU - dajmy na to 70/100, czyli jest całkiem poważnie zestresowany na myśl o tym, że miałby do niej podejść.

PRAGNIENIE: 50/100
OPÓR: 70/100

Różnica to 50 - 70 = - 20. Ta liczba ujemna oznacza tutaj tyle, że on bez zmuszania się nie podejdzie, bo co prawda chce podejść (Pragnienie 50/100), to jednak jeszcze silniej chce NIE podejść (Opór 70/100).

A teraz dołóżmy do tego SIŁĘ WOLI.

Powiedzmy, że ten facet postanawia się "przełamać" i ZMUSIĆ SIĘ do podejścia.

Powiedzmy, że jego SIŁA WOLI to 50/100.

W tym momencie mamy:

PRAGNIENIE: 50/100
OPÓR: 70/100
SIŁA WOLI: 50/100

Różnica to 50 + 50 - 70 = 30. Mam liczbę dodatnią, co oznacza tutaj, że facet podchodzi.

Mogłoby się wydawać, że wszystko jest ok - bo przecież facet podszedł. Problem w tym, że ok, podszedł, ALE najprawdopodobniej JAKOŚĆ jego podejścia i JAKOŚĆ działania po podejściu będzie słaba.

Facet NADAL ma wysoki poziom OPORU 70/100, czyli NADAL jest poważnie zestresowany. W nim cały czas toczy się KONFLIKT WEWNĘTRZNY - w jego psychice ścierają się w nim znaczące siły - po jednej strony OPÓR po drugiej stronie PRAGNIENIE i SIŁA WOLI. On jest tak naprawdę w każdej sekundzie ROZRYWANY, bo jedna strona ciągnie go w jednym, a druga w drugim kierunku.

Efekty?

1. Jego "ENERGIA" w sensie spojrzenia, mimiki twarzy, mowy ciała jest słaba. Po prostu widać, CZUĆ, że coś jest z nim nie tak i ma to wpływ na to, jakie wrażenie wywiera.

2. Jego umysł jest obciążony koniecznością ciągłego wygrywania konfliktu wewnętrznego, co zaburza jego zdolność trzeźwego myślenia o podrywie. Owocuje to większą ilością sytuacji w których facet robi coś głupiego i po (najczęściej nieudanej) akcji sam widzi, że mógł coś powiedzieć, zrobić lepiej, ale "jakoś" w trakcie akcji nie przyszło mu to do głowy.

3. Komfort uwodzenia jest niższy - uwodzenie jest czymś nieprzyjemnym, kojarzącym się wysiłkiem i napięciem. I problemem tutaj nie jest tylko brak wygody - aczkolwiek jako że w tym wszystkim chodzi zasadniczo o przyjemność, to wygoda też ma swoją wartość. Problemem jest też to, że długofalowo to może budować trwałe negatywne skojarzenia uwodzenia z napięciem i blokować postępy w kierunku realnego ogarnięcia psychiki.

Ogólnie rzecz biorąc, takie podejście wymuszone siłą woli jest DUŻO GORSZE niż podejście wykonanego na luzie. Może się wydawać, że to podejście i to podejście, ale w praktyce sa poważne różnice i jedno nie jest równe drugiemu.

Dlaczego więc faceci robią podejścia i ogólnie działają w uwodzeniu w ten WADLIWY sposób?

Odpowiedź jest bardzo prosta: bo NIE POTRAFIĄ działać na luzie. Mało kto ma ogarniętą psychikę, większość facetów ma do wyboru albo podejście "na siłę", albo brak podejścia. I mogą albo podejść w sposób wymuszony i mieć jakieś, chociażby niskie szanse z laską, albo nie nie podejść i nie nie mieć tych szans w ogóle.

Z uwagi na powyższe ja wcale nie mówię, że wymuszone podchodzenie jest bezwarunkowo złe i nie powinno się go robić - bo dla wielu osób to jest na dany dzień ich jedyna opcja, dająca mimo wszystko jakieś szanse na zdobycie kobiety. Natomiast jednocześnie jasno stwierdzam, że to jest wadliwe rozwiązanie i że nie jest to sposób, w jaki funkcjonują dobrzy uwodziciele. Przy czym dobrzy uwodziciele też czasami trochę się zmuszają - nie chcę tutaj nikogo wciągnąć w jakieś skrajne, zwichrowane podejście - ale u dobrych uwodzicieli stopień tego zmuszania jest mniejszy, jest to coś mnie drastycznego, a całość opiera się w większym stopniu na ogarnięciu psychicznym w sensie innej (głębokiej) perspektywy na kobiet i uwodzenie. U osób dobrych z kobietami może to przypominać zmuszenie się do wykonania jakiejś prostej czynności, np. zmuszenie się do posprzątania mieszkania lub pozmywania naczyć, a nie do czegoś stresującego.

Niestety autentyczne ogarnięcie psychiki to TRUDNE wyzwanie, to długofalowa, "psychoterapeutyczna" kwestia, proces który w sprzyjających (!!!) warunkach trwa kilka lat. I powiedzmy sobie szczerze, jakby brutalnie to nie zabrzmiało - większość ludzi NIGDY tego nie osiągnie. W tym kontekście mam tutaj dylemat, bo z jednej strony widzę złe strony "wymuszonego" działania, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób nie ma lepszej opcji na tę chwilę i nie będzie jej miało w ciągu najbliższych kilku lat, a może i nigdy. Dla takich osób lepiej bedzie, jeżeli będą działały w sposób wymuszony niż miałyby nie działać w ogóle - z działania wymuszonego mogą być sukcesy, z braku działania sukcesów nie będzie.

Inną kwestią jest kwestia rozwoju, ogarniania psychiki - wymuszone podchodzenie jest wadliwe, ale mimo to może służyć jako narzędzie służące ogarnianiu psychiki, zdobywaniu obycia, doświadczenia w uwodzeniu - aczkolwiek ten efekt bywa często mocno przeceniany. Wielu ludzi próbowało podążać bezmyślnie tą ścieżką i zrobiło setki, a nawet kilka tysięcy wymuszonych podejść bez osiągnięcia ogarnięcia psychicznego, czy też dobrego poziomu w uwodzeniu - nauczyli się tylko wykonywać dużą ilość wymuszonych, słabych jakościowo, często emocjonalnie wykastrowanych podejść. Wymuszone podchodzenie w rozsądnej ilości, z rozsądnym nastawieniem może być czymś dobrym, a może nawet niezbędnym w kontekście ogarniania psychiki, ale to musi być dodatek do procesu zmiany sposobu postrzegania kobiet i uwodzenia, a nie metoda sama w sobie.

Natomiast niezależnie od tego, że wymuszone działanie bywa dla niektórych ludzi korzystne, a nawet niezbędne, to jest to jednak ostatecznie metoda WADLIWA. I to NIE JEST sposób, w jaki działają osoby autentycznie dobre z kobietami.


Z wiarą w wymuszone działanie wiążą się dwa błędne przekonania:


1.1 Przekonanie, że napięcie/opór/lęk jest przy uwodzeniu czymś "naturalnym" i że rzekomo nie da się go pozbyć, w związku z czym "każdy to ma".

W rzeczywistości:

- To nie jest naturalne, bo jest to wynikiem wpływu wychowania, wzorców kulturowych, traum emocjonalnych.

- Tego da się pozbyć - jest to trudne, jest to spore wyzwanie "psychoterapeutyczne", ale jest to możliwe. Ja się tego pozbyłem, podobnie jak kilka innych znanych mi osób.

- Nie, nie każdy to ma - ja tego nie mam, podobnie jak inne znane mi osoby. To jest zresztą tak naprawdę w dużej mierze to, co powoduje że osoby dobre z kobietami są dobre z kobietami.


Skąd bierze się to błędne przekonanie?

Bierze się przede wszystkim stąd, że ogromna większość ludzi jest nieogarnięta psychicznie i najczęściej dany facet nie zna nikogo autentycznie ogarniętego, więc dochodzi do wniosku, że skoro on i wszyscy jego znajomi tak mają, to widocznie mają tak wszyscy faceci i "tak po prostu jest". A w rzeczywistości są różni ludzie i są też różne ŚRODOWISKA - w danym kręgu znajomych mogą być zupełnie inne zwyczaje i mentalność. Przykładowo nie patrząc stricte na uwodzenie, ale ogólnie - są kręgi towarzyskie "normalne", ale są też kręgi towarzyskie hip-hopowe, metalowe, ludzi zajmujących się survivalem, jogą czy różnymi medytacjami, motocyklistów, fanów sportów wodnych czy sztuk walki, miłośników kultury japońskiej lub tańczenia salsy. Są dresiarze i są kręgi przestępcze, a są ludzie fascynujący się poezją czy muzyką klasyczną. Są ludzie zajmujący się zdrowym żywieniem, a są ludzie ćpający kokainę. I jeżeli nie należysz do danego kręgu ludzi, to możesz też nie znać, albo nie znać dostatecznie dobrze ani jednej osoby z takiego kręgu, a przez to nie mieć pojęcia o tym, jaką mentalność mają ludzie do niego należący.

Tak jak już pisałem na blogu, uwodzenie według co zauważyłem to domena nieformalnych grup "imprezowych degeneratów", czyli jak to określiłem - TIAN (Towarzystwo Imprezowo Alkoholowo Narkotykowe). Nie każdy TIAN jest dobry z kobietami, ale generalnie ludzie dobrzy z kobietami są właśnie z TIAN. I jeżeli jesteś w miarę normalnym człowiekiem, to najprawdopodobniej nie masz pojecia o tym, jak wygląda psychika, mentalność ludzi z takich środowisk. A różnice potrafią być ogromne. Można to przyrównać do poziomu lęku przed przemocą fizyczną, do lęku przed bójką - normalny człowiek odbiera bójkę jako coś mocno nieprzyjemnego, coś czego się unika, ale są środowiska uliczne, kryminalne, kibicowskie, gdzie bójka jest czymś normalnym, a nawet fajnym - normalny człowiek tego nie rozumie, ja też tego nie rozumiem, ale tak jest. Na podobnej zasadzie w kontekście uwodzenia zdarzają się OGROMNE różnice pomiędzy psychiką ludzi z TIAN, a psychiką ludzi spoza TIAN, z czego ci drudzy najczęściej nie zdają sobie sprawy.

Źródłem problemów w kontekście omawianego tutaj mitu są także niekompetentni "eksperci" od uwodzenia, wciskający ludziom błędną "anty-wiedzę". Sami są nieogarnięci psychicznie, sami są w stanie podchodzić tylko poprzez wymuszenie i niestety wprowadzają w błąd innych, wmawiają innym, że tak musi być i że inaczej się nie da. Przy czym takie osoby jak najbardziej mogą odnosić sukcesy z kobietami, co w kontekście wciskania innym "anty-wiedzy" daje paradoks "im lepiej, tym gorzej" - im lepsze efekty ma taka osoba, tym skuteczniej i z tym większą wiarą może wmawiać innym, że to jest właściwa droga.


1.2 Przekonanie, że osoba dobra z kobietami to ktoś o "silnej osobowości", ktoś obdarzony wysoką siłą woli.

To przekonanie wiąże się z tym poprzednim - jeżeli ogarnięcie psychiczne miałoby rzekomo polegać na zmuszaniu się za pomocą siły woli, to najlepiej radziłyby sobie osoby obdarzone największą siłą woli, które zmuszałyby się najlepiej. To byłoby jak najbardziej logiczne, ALE zmuszanie się za pomocą siły woli jest w ostateczności wadliwą metodą, więc osoby obdarzone silną wolą są "najlepsze" tylko w obrębie tej wadliwej metody. Przy czym oczywiście są osoby dobre z kobietami, które mają silną wolę, silną osobowość - jasne, ale z kolei inne osoby dobre z kobietami potrafią mieć "miękki i wyluzowany" typ osobowości, nie posiadając silnej woli, a nawet wręcz przeciwnie - potrafią to być osoby niezdyscyplinowane, zdezorganizowane, które uwodzą kobiety dokładnie dlatego, że przychodzi im to łatwo, bez konieczności wkładania w to większego wysiłku.


2. Koncepcje koncentrujące się na wykorzystaniu silnego PRAGNIENIA do walki z OPORAMI (szukanie "Autentycznego Pragnienia")


Ta grupa koncepcji opiera się na przekonaniu, że z oporami należy walczyć poprzez podwyższanie poziomu pragnienia, tak aby silne przekonanie zwyciężyło opory i popchnęło nas do działania pomimo nich.

Są tutaj dwa odłamy - "seksualny" i "uczuciowy", pierwszy koncentruje się na pragnieniu seksualnym, drugi na pragnieniu uczuciowym.

2.1 Odłam "Seksualny"

Według tej grupy poglądów, z oporami należy walczyć poprzez wzbudzenie w sobie silnego pragnienia seksualnego.

Zwolennicy tego poglądu uważają, że dostatecznie wysoki poziom napalenia pozwala pokonać opory, a także daje wyższą skuteczność w działaniu z kobietami, poprzez polepszenie "energii" faceta, zmianę tej "energii" na bardziej męską i seksualną.

Tacy ludzie najczęściej propagują abstynencję od masturbacji, celem wywołania napalenia. Często propagują też podnoszenie poziomu testosteronu poprzez dietę/suplementy, czy też sport.

Jaki jest z tym problem?

Przede wszystkim, to w ogromnej mierze NIE DZIAŁA. To znaczy jasne, napalenie i hormony mają jakiś wpływ na stan umysłu, ale czynniki psychologiczne mają o wiele większy - przynajmniej w zakresie wyznaczanym przez to, na ile można zmienić swój "biologiczny" stan abstynencją od masturbacji i dietą/suplementami/sportem. Takie rzeczy mogą w jakimś stopniu pomóc, ale nie ma co pokładać w tym większych nadziei - ja osobiście nie znam ani jednej osoby, która stałaby się dobra z kobietami w sposób inny niż "psychologiczny".

2.2 Odłam "Uczuciowy"

Według tej grupy poglądów, sposobem na pokonanie oporów jest pragnienie "uczuciowe", tego czy innego rodzaju fascynacja czy miłość do kobiety.

Jak dla mnie jest to coś nieźle debilnego - jest masa facetów nieszczęśliwie zakochanych, którzy kochają, mocno pożądają uczuciowo, a mają opory przed zrobieniem czegokolwiek. I jasne, pożądanie uczuciowe może kogoś zmotywować to działania, to się zdarza, ale na pewno nie jest to poprawna uniwersalna metoda na bycie ogarniętym z kobietami.


Z tymi dwoma odłamami wiążą się dwa błędne wyobrażenia osoby dobrej z kobietami:

2.3 (Odłam Seksualny) Przekonanie, że osoba dobra z kobietami to ktoś napalony, emanujący seksualnością.

Większość znanych mi osób dobrych z kobietami taka NIE JEST. Po pierwsze przeważają w tej grupie osoby prezentujące typ wyluzowanego, towarzyskiego faceta, który nie jest ani aseksualny, ani zbytnio emanujący seksualnością. A po drugie my praktycznie NIGDY nie działamy w stanie napalenia w sensie wygłodzenia seksualnego, bo praktycznie nigdy w takim stanie nie jesteśmy.

To jest wręcz debilnie prosta sprawa - jesteśmy dobrzy z kobietami, więc mamy kobiety. Mamy kobiety, więc z nimi sypiamy. Sypiamy z nimi, więc nie jesteśmy wygłodniali. A nowe kobiety poznajemy, bo się nam podobają - tak po prostu.

2.4 (Odłam Seksualny) Przekonanie, że osoba dobra z kobietami to jakiego rodzaju "Wielki Romantyczny Kochanek", który "kocha wszystkie kobiety", albo coś w tym stylu. Ktoś psychicznie "zakochany" w kobietach, które je uwielbia, fascynuje się nimi na poziomie "czegoś więcej" niż tylko fizyczność itd itp.

W rzeczywistości osoby dobre z kobietami potrafią się zakochać, potrafią uwielbiać niektóre kobiety, ale najczęściej chcą po prostu przelecieć fajny tyłek, bez jakiejkolwiek większej filozofii. Sorry, typowy imprezowy ruchacz jest oportunistą który chce zaliczyć, a nie osobą poszukującą w tym super głębokich przeżyć emocjonalnych. :)

3. Koncepcje koncentrujące się na walce z OPORAMI w sposób bezpośredni, poprzez usuwanie/obniżanie poziomu OPORÓW, a nie zwiększanie PRAGNIENIA czy też poprzez użycie SIŁY WOLI.

O ile generalnie jest to właściwy kierunek, o tyle w obrębie tego kierunku jest wiele niewłaściwych metod, które usiłują realizować prawidłowy cel w nieprawidłowy sposób.


3.1 Koncepcje polegające na wykorzystaniu ALKOHOLU.

Tego chyba za bardzo tłumaczyć nie trzeba - chodzi o przekonanie, że lekarstwem na OPORY jest po prostu napicie się alkoholu.

Sprawa z alkoholem wygląda tak, że to faktycznie w jakimś stopniu działa, ale nie tak dobrze, jak się niektórym ludziom wydaje.

Przypuszczalnie każdy lub prawie każdy czytelnik bloga doświadczył w swoim życiu działania alkoholu - tak więc wszyscy lub prawie wszyscy wiecie jak to jest, wiecie że alkohol autentycznie coś zmienia, autentycznie wpływa na stan umysłu.

Działanie alkoholu można też łatwo zaobserwować u innych ludzi - ludzie po alkoholu stają się trochę inni, między innymi czyni ich to mniej skrępowanymi.

Ja osobiście znam wiele osób dobrych z kobietami, które miały w życiu po kilkadziesiąt kobiet, a które praktycznie nie potrafią działać bez alkoholu.

Patrząc na powyższe, można by odnieść wrażenie, że alkohol jest w kontekście uwodzenia bardzo przydatną, bardzo korzystną rzeczą. Ale trzeba tutaj zadać jedno BARDZO ważne pytanie:

Skoro alkohol pomaga, to dlaczego w klubach jest MNÓSTWO facetów którzy napili się alkoholu, a nadal są spięci, zestresowani, itd?

W rzeczywistości alkohol co prawda w jakimś stopniu pomaga, ale nie pomaga aż tak bardzo, co widać na przykładzie większości facetów w klubach. Po prostu alkohol ma swój wpływ, ale ten wpływ nie jest na tyle silny, aby móc przezwyciężyć działanie czynników psychologicznych.

A co z tymi osobami dobrymi z kobietami, które miały ich po kilkadziesiąt, a praktycznie nie potrafią działać bez alkoholu? Jak to jest możliwe, jak to wytłumaczyć?

W rzeczywistości te osoby są ogarnięte na poziomie psychicznym, ale ogarnięte w pewien określony sposób. Po prostu te osoby są uwodzeniowo ukształtowane, "wychowane" w taki sposób, że uwodzenie i ruchanie lasek jest czymś akceptowalnym i normalnym, ale tylko na imprezie, kiedy się człowiek napije. Te osoby mają wbite do głowy psychiczne uwarunkowanie łączące uwodzenie z imprezami i alkoholem. Coś takiego ma naprawdę wiele osób dobrze radzących sobie z kobietami, co wynika z tego, o czym pisałem już wcześniej na blogu - ludzie dobrzy z kobietami najczęściej, a w zasadzie praktycznie zawsze stali się dobrzy w wyniku imprezowania. A wyniku tego, że stali się dobrzy w wyniku imprezowania, mają wbijany do głowy wieloletni schemat, obraz uwodzenia jako czegoś co robi się na imprezach, pod wpływem alkoholu.

To jest tak naprawdę "sekret" tego zjawiska - takie osoby są tak naprawdę ogarnięte na poziomie psychicznym, a ogromny wpływ jaki ma na nie alkohol wynika tylko w niewielkim stopniu z chemicznego, biologicznego działania alkoholu, a w dużo większym stopniu z ich uwarunkowań psychicznych i tego jakie miejsce zajmuje alkohol w tych uwarunkowaniach.

Osoba nie posiadająca takich samych uwarunkowań może wypić taką samą ilość alkoholu, ale nie będzie miała takich samych efektów, bo jedyne co zyska, to efekt chemiczny/biologiczny alkoholu.

Osoby posiadające te uwarunkowania, ogarnięte w ten konkretny sposób często dają ludziom złe rady, bo w jak najlepszej wierze doradzają innym używanie alkoholu, bo patrzą na to, jaki efekt ma to na nich samych - nie będąc świadomymi tego, że efekt ten wynika przede wszystkim z ich uwarunkowań psychicznych, a nie z samego alkoholu jako substancji chemicznej.

Inna sprawa, że alkohol mimo wszystko coś jednak daje, nawet osobom nie posiadającym opisanego wyżej uwarunkowania. Coś daje na poziomie chemicznym/biologicznym i przypuszczalnie także na poziomie tego uwarunkowania psychicznego i kulturowego, które występuje u przeciętnej osoby - bo tak naprawdę wszyscy jesteśmy wychowani w kulturze, w której uwodzenie lasek po alkoholu jest czymś bardziej "normalnym" od uwodzenia lasek bez alkoholu. I jeżeli ktoś czuje, że mu to pomaga, to nie ma co się przejmować i doszukiwać się w alkoholu "niedozwolonego dopingu". Oczywiście warto pamiętać o tym, że alkohol szkodzi zdrowiu, jego regularne spożywanie może się skończyć alkoholizmem, itd itp - ale jeżeli ktoś sobie czasami trochę wypije, to przypuszczalnie jakoś strasznie mu to nie zaszkodzi, a może trochę pomóc w uwodzeniu. Tylko z drugiej strony niech też nikt nie spodziewa się po alkoholu cudów, bo alkohol NIE zastąpi psychicznego ogarnięcia i może jedynie nieco pomóc.


3.1 Koncepcje polegające na wchodzeniu w stan "FLOW".

To jest trochę niszowa kwestia i część czytelników może nie wiedzieć o co chodzi. Przy czym jeżeli ktoś nie wie o co chodzi, to tak naprawdę bardzo dobrze i taki ktoś w zasadzie może nie czytać jej sekcji, bo chodzi w niej o skrytykowanie czegoś nieźle głupiego.

O co chodzi z wchodzeniem w stan "FLOW"?

W dużym skrócie mówiąc, chodzi o "anty-wiedzę" spotykaną w niektórych kręgach ludzi interesujących się uwodzeniem. Według chorych wyobrażeń tych ludzi, sposobem na bycie dobrym w uwodzeniu jest wchodzenie w odmienny stan umysłu nazywany przez nich "Flow". Czyli zdaniem tych osób dobre uwodzenie nie polega po prostu na uwodzeniu w normalnym stanie umysłu, tylko trzeba się wprowadzić w jakiś "specjalny", odmienny stan umysłu.

W praktyce potrafi to wyglądać np. tak, że takie osoby przed przed pójściem do klubu spędzić 2-3 godziny podchodząc do kobiet na ulicy - ale wcale nie po to, aby jakąś zaliczyć, tylko w ramach próby zbudowania stanu "Flow" na wyjście do klubu. Piszę "próby", bo pomimo usilnych prób, wejście w ten "magiczny" stan niespecjalnie im wychodzi. Mi osobiście wręcz ciężko się o tym pisze, bo choć po części mnie to śmieszy, to jednocześnie jest mi żal tych osób i mam takie nieprzyjemne uczucie związane z myśleniem o ludzkim nieszczęściu.


Generalnie jest tak, że psychika człowieka jest w jakimś stopniu zmienna - mamy momenty lepszej i gorszej formy, czasami mamy dobry humor, a czasami "doła". W kontekście uwodzenia zdarza się, że dany facet ma swoje "najlepsze momenty" - chwile w których działa dużo, dużo lepiej od swojego normalnego poziomu. I to jest fajna sprawa, ale to nie jest normalny sposób funkcjonowania psychiki danego faceta, tylko "błąd systemu", chwilowe "zapomnienie" o oporach/blokadach - "wyjątkowy moment" się skończy, a mózg powróci do swojego normalnego trybu funkcjonowania. A wywoływanie tego na siłę to pomysł skazany na porażkę, bo są to tak naprawdę próby "gwałcenia" swojego umysłu, tak aby funkcjonował w trybie innym od normalnego, "zapominając" o części swoich przekonań - bo na tym polega "zapomnienie" oporów.

Jeżeli ktoś chce stać się dobry, czy chociażby umiarkowanie dobry w uwodzeniu, to sorry, powinien się nauczyć uwodzić w swoim normalnym stanie umysłu, a nie głupio kombinować i szukać "magicznych", odmiennych stanów.


3.2 Koncepcje polegające na podnoszeniu poczucia własnej wartości.

Według tej grupy przekonań, problemem jest niskie poczucie własnej wartości, a podniesienie poczucia własnej wartości owocuje obniżeniem oporów.

Z pozoru wygląda to całkiem sensownie, ale w praktyce to nie tak działa. Jest bowiem wielu facetów mających o sobie dobre mniemanie, facetów pewnych siebie, mających sukcesy w życiu (na innych polach), itd itp, którzy nadal widząc atrakcyjną laskę czują się niekomfortowo. Są osoby, które odniosły poważne sukcesy zawodowe i są z nich słusznie dumne - ale gdy chodzi o laski, to nagle to wszystko gdzieś znika i z pewnego siebie życiowego faceta robi się zestresowany leszcz.

Bywa też odwrotnie - są faceci ogarnięci z kobietami, którzy mają nieogarnięte życie i doskonale o tym wiedzą. Takie osoby potrafią mówić szczerze koledze, że ich życie jest do dupy, nigdzie zmierza itd itp, ale laskom bez żadnych skrupułów zapodają uśmiechniętą bajerkę, a następnie je bzykają. I jedno i drugie najczęściej ma związek z imprezowym trybem życia i imprezową MENTALNOŚCIĄ - ich nieogarnięcie życiowe i ogarnięcie z kobietami to skutki tego samego zjawiska.

Jeżeli ktoś ma problemy z poczuciem własnej wartości, ma jakiś problem, ale wbrew pozorom jest to INNY PROBLEM niż nieogarnięcie z kobietami. Przy czym te dwa problemy potrafią się na siebie nakładać i bardzo często się na siebie nakładają, ale tak naprawdę są od siebie w ogromnej mierze niezależne, natomiast ich nakładanie się na siebie często wprowadza ludzi w błąd odnośnie tej kwestii.

Jeżeli ktoś chce podnosić swoje poczucie wartości, szczególnie poprzez polepszanie swojego życia, nowe umiejętności, sukcesy w innych dziedzinach życia, itd itp, to moim zdaniem jest ŚWIETNY pomysł - ale w kontekście zadowolenia z życia i samopoczucia tej osoby, a nie w kontekście ogarnięcia z kobietami, bo w kontekście ogarnięcia z kobietami jest to w wysokim stopniu NIESKUTECZNE.

Swoją drogą, w relacjach z kobietami bardzo pomagają pieniądze - jeżeli ktoś zmieni swoje życie i zacznie zarabiać więcej pieniędzy, to może mu to pomóc z kobietami, może nawet bardzo - natomiast tematem tego artykułu jest psychika, ogarnięcie psychiczne, a nie poziom sukcesów w ogóle.


3.3 Koncepcje opierające się na ćwiczeniu, powtarzaniu, zdobywaniu doświadczenia.

Mam tu na myśli przekonanie, że wystarczy odpowiednio dużo ćwiczyć, mieć odpowiednio duże doświadczenie w działaniu, aby stać się dobrym z kobietami.

Moim zdaniem jest to BARDZO NIEBEZPIECZNE przekonanie. Nie dlatego, że jest w jakiś sposób kompletnie idiotyczne, bo nie jest, tylko właśnie dlatego, że jest całkiem sensowne, brzmi BARDZO sensownie, ale w ostateczności jest wadliwe. I właśnie to czyni to przekonanie szczególnie niebezpiecznym - wysoki poziom sensowności tego przekonania działa w praktyce jako "kamuflaż" zakrywający to, co w tym przekonaniu jest nie tak i to, że całościowo jest ono wadliwe. Jest to więc taka jakby "pułapka".

Na czym polega problem z tym przekonaniem?

Najlepiej i najprościej będzie, jeżeli opiszę najbardziej skrajne skutki, objawy wadliwości tego przekonania.

A jakie są te najbardziej skrajne skutki/objawy?

W kręgach osób zajmujących się uwodzeniem jest wiele osób, które myślały, że drogą do sukcesu jest intensywne ćwiczenie, osób które wykonały po kilkaset, czy nawet po KILK3.3A TYSIĘCY PODEJŚĆ do kobiet, a NADAL SĄ SŁABE Z KOBIETAMI - w sensie zarówno braku ogarnięcia psychicznego, jak i braku umiejętności. Te osoby mają na koncie setki czy tysiące podejść, ale prawie że nie mają z tego efektów - bzykają np. jedną kobietę na 100, czy nawet na 200. Takie osoby "uczą się" uwodzenia po kilka lat, wkładają w to masę wysiłku, a prawie że nie mają z tego efektów.

O co tu chodzi? Czyż nie jest tak, że doświadczenie, ćwiczenie czegoś czyni daną osobę lepszą w tej dziedzinie?

W rzeczywistości jest to dużo bardziej skomplikowane.


Problem #1


Po pierwsze wcale nie jest tak, że doświadczenie samo w sobie czyni kogoś lepszym. Tak naprawdę lepszym może uczynić dopiero odpowiednia INTERPRETACJA DOŚWIADCZENIA, odpowiednia emocjonalna i/lub intelektualna REAKCJA na to czego doświadczamy.

Chodzi o to, gdy ma miejsce jakieś zewnętrzne wydarzenie, którego doświadczamy, to nasza wewnętrzna reakcja nie wynika bezpośrednio i jednoznacznie z samego wydarzenia/doświadczenia, tylko zależy od tego, jak nasza psychika interpretuje to wydarzenie/doświadczenie - w zależności od naszej osobowości, przekonań, inteligencji (lub jej braku), sytuacji życiowej, itd itp. I dlatego różni ludzie potrafią reagować różnie na te same rzeczy - zarówno w sensie reakcji emocjonalnych, jak i w sensie przemyśleń, wniosków które mają.

Powiedzmy, że w życiu jakiejś osoby ma miejsce trudne wydarzenie, trudne doświadczenie - może jakiś poważny zawód miłosny, a może jakaś porażka w życiu zawodowym/finansowym skutkująca popadnięciem w długi. W dokładnie tej samej sytuacji jedna osoba popadnie w przygnębienie i depresję - może nawet popełni samobójstwo, a inna pozbiera się i zacznie wszystko od nowa. Dwóm różnym osobom może się przydarzyć dosłownie ta sama rzecz, a ich reakcja emocjonalna, zmiana jaka się dokona w środku nich będzie inna.

Tak samo jest w relacjach z kobietami - ten sam typ wydarzenia będzie wpływał różnie na różne osoby, w zależności od ich charakteru, przekonań, wyobrażeń odnośnie kobiet, ich sytuacji w relacjach z kobietami, itd itp.

Ten sam typ jednostkowej sytuacji, czyli np. pojedyncze odrzucenie przez kobietę, jednego faceta przygnębi, a po innym spłynie to jak po kaczce. Jednemu zrobi się od tego smutno, drugi zrobi się wściekły, trzeci smutny i wściekły jednocześnie, a czwarty wzruszy ramionami i będzie miał to gdzieś, itd itp. A jeżeli to "pomnożymy" to przez setki podejść, to skumulowany efekt może sprawić, że np:

1. Jakiś facet ulegnie długotrwałemu przygnębieniu.

2. Jakiś facet stanie się nienawidzącym kobiet mizoginistą.

3. Jakiś facet "ucieknie" od swoich emocji i stanie się "uwodzeniowym zombie". (dysasocjacja)

4. Jakiś facet "ucieknie" w krainę myślenia życzeniowego i na siłę będzie sobie wmawiał, że osiągnął to co chciał osiągnąć.

5. Jakiś facet będzie twardo, z uporem kroczył naprzód, wiedziony nadzieją w "lepsze jutro" - bez stoczenia się w jakąś poważniejszą patologię, ale i bez odniesienia realnego zwycięstwa. Tylko problem w tym, że to może trwać latami.

6. Jakiś facet faktycznie pokona swoje problemy i stanie się w zdrowy sposób pozbawiony oporów.

Jak widać powyżej, ćwiczenie, zdobywanie doświadczenia samo w sobie wcale nie jest drogą prowadzącą jednoznacznie do psychicznego, emocjonalnego ogarnięcia - jak najbardziej może i bardzo często prowadzi to do PATOLOGII.


Podobnie jest z pojawianiem się wniosków, przemyśleń wynikających z danej sytuacji. Przykładowo jeżeli już jesteśmy przy odrzuceniu przez kobietę, to np:

1. Jeden facet może uważać, że został odrzucony, bo jest zbyt brzydki i po prostu nie podoba się jej fizycznie. (możliwe)

Drugi facet może uważać, że to na pewno nie jest kwestia jego wyglądu, bo przecież wygląd nie ma znaczenia lub ma bardzo niewielkie znaczenie, a kobiety najbardziej patrzą na charakter faceta. (IDIOTA)

2. Jeden facet może pomyśleć, że został odrzucony, bo wygląda na kogoś kto nie jest zbyt bogaty. (możliwe)

Drugi facet może uważać, że to na pewno nie kwestia widocznego braku zamożności, bo przecież pieniądze nie mają znaczenia. (IDIOTA)

3. Jeden facet może pomyśleć, że zostało odrzucony, bo był zestresowany i laska to pewnie poczuła.(możliwe)

Drugi facet może pomyśleć, że owszem, był zestresowany i to mogło mieć znaczenie, ale przypuszczalnie ważniejsze było to, że fizycznie nie spodobał się lasce. (możliwe)

4. Jeden facet może pomyśleć, że został odrzucony, bo źle z nią rozmawiał, to znaczy powiedział coś nieodpowiedniego, albo nie powiedział czegoś, co należało powiedzieć. (możliwe, przy czym w obrębie tego jest masa różnych, rozsądnych i idiotycznych możliwości odnośnie tego, co dokładnie według niego samego zrobił źle lub czego nie zrobił dobrze).

Drugi facet może pomyśleć, że to było na pewno coś innego, np. zła mowa ciała, bo przecież to co mówimy nie ma znaczenia (IDIOTA).


5. Jeden facet może pomyśleć, że został odrzucony, bo za mało, zbyt wolno okazywał seksualne zainteresowanie kobietą. (możliwe)

Drugi facet może pomysleć, że został odrzucony, bo zbyt intensywnie, zbyt szybko okazywał seksualne zainteresowanie kobietą (możliwe).


Powyżej użyłem jako przykładu odrzucenia ze strony kobiety, ale to samo tyczy się innych rzeczy, także pomniejszych, takich jak np. interpretacja (lub brak interpretacji) tego, dlaczego kobieta patrzy się na nas określonym spojrzeniem, albo mówi nam określoną rzecz. Tyczy się to też samego zaruchania - to że ktoś zaruchał, nie oznacza jeszcze, że wie dlaczego zaruchał - przykładowo wielu bogatych facetów woli wierzyć, że ich partnerki są z nimi dla nich samych, a nie dla ich pieniędzy.

Takie same sytuacje, takie same doświadczenia są INTERPRETOWANE przez różnych ludzi na różne sposoby - więc siłą rzeczy te doświadczenia, te interpretacje prowadzą ludzi w RÓŻNYCH KIERUNKACH. W tym także w mniej czy bardziej BŁĘDNYCH kierunkach, w sensie formułowania nieco wadliwych, czy też wręcz debilnie głupich wniosków/interpretacji przeżywanych doświadczeń.

Można to w przybliżeniu ująć mniej więcej tak:

1. Część ludzi wyciąga dobre wnioski i wraz ze wzrostem doświadczenia staje się autentycznie kompetentna.

2. Część ludzi wyciąga nieco wadliwe wnioski i wraz ze wzrostem doświadczenia podąża w kierunku ograniczonego, miernego poziomu kompetencji.

3. Część ludzi wyciąga mocno wadliwe, debilne wnioski i wraz ze wzrostem doświadczenia podąża w kierunku wiary w głupoty.

4. Część ludzi ma problem z wyciąganiem jakichkolwiek wniosków i wraz ze wzrostem doświadczenia nie podąża nigdzie. Co samo w sobie byłoby neutralne, obojętne w sensie zysku czy straty, ale jest stratą z uwagi na stracony czas i energię.

Generalnie zdobywanie doświadczenia z kobietami nie jest wcale pozbawioną zakrętów drogą, która prowadzi w automatyczny sposób do osiągnięcia kompetencji. W rzeczywistości wpływ zdobywania doświadczenia jest uzależniony od tego, jakie wnioski wyciąga dana osoba z tych doświadczeń - a jeżeli te wnioski są nieco wadliwe, albo wręcz zdecydowanie błędne, to zaowocuje to albo wadliwą, połowiczną kompetencją, albo wręcz "anty-kompetencją", w sensie wiary w bzdury.

Skąd biorą się te problemy?

Interpretacje, reakcje na doświadczenia są tworzone w umysłach poszczególnych osób - a ich ogólnie rozumiana jakość ODZWIERCIEDLA to, co te osoby mają w głowach.

Problem polega między innymi na tym, że najprawdopodobniej KAŻDY facet, który ma np. 20 czy więcej lat lat, a nie jest ogarnięty z kobietami, jest już "UKSZTAŁTOWANY" w kierunku BYCIA SŁABYM z kobietami. Mam tu na myśli uwarunkowanie na "głębokim poziomie", o którym pisałem wcześniej. To jest w dużym skrócie coś co można by nazwać "negatywną psychoterapią", na którą składa się wychowanie ze strony rodziców, wychowanie ze strony szkoły, negatywne wzorce od kolegów słabych z kobietami, negatywne wzorce z filmów czy ogólnie kultury, własne negatywne myślenie i przeżyte traumy emocjonalne, itd itp. A to wszystko tworzy "FILTR" wpływający na postrzeganie rzeczywistości, wpływający na interpretacje/reakcje na doświadczenia, FILTR który może mocno utrudniać czerpanie korzyści ze zdobywania doświadczenia.

Mamy tutaj do czynienia z mechanizmem tyczącym się nie tylko uwodzenia, ale każdej sfery życia- jeżeli dany człowiek ma JUŻ wbite do głowy określone przekonania, określone wzorce, to ma tendencje do postrzegania nowych doświadczeń przez pryzmat tych starych przekonań/wzorców, starając się zinterpretować je tak, aby "potwierdzić" to, w co już wcześniej wierzył.

Jest to udowodnione naukowo i nosi nazwę "Efekt Potwierdzenia":

https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_potwierdzenia

Podsumowując, jednym problemem związanym ze zdobywaniem doświadczenia jest to, że ludzie mają tendencje do interpretowania tego doświadczenia w sposób potwierdzający dotychczasowe przekonania.


Problem #2

W tym problemie chodzi o kombinację dwóch rzeczy:

1. O to, jaki przekaz, jaką wartość edukacyjną czy "psychoterapeutyczną" posiadają różne rodzaje sytuacji, różne rodaje doświadczeń.
2. O to, do jakiego rodzaju sytuacji/doświadczeń ma dostęp dana osoba, a do jakich nie ma.

Jeżeli ktoś chce stać się ogarnięty z kobietami, to musi zmienić swój obraz kobiet, swój obraz swoich relacji z kobietami - oczywiście na "głębokim poziomie". I w tym momencie można zadać pytanie - czy różne rodzaje sytuacji/doświadczeń z kobietami są w tym kontekście sobie równe? Odpowiedź brzmi: oczywiście NIE.

Już dawno temu opisałem na blogu to, jak ja stałem się dobry z kobietami (http://uwodzenie-milroh.blogspot.com/2012/02/jak-staem-sie-dobry-z-kobietami.html). Jest tam mowa o tym, jak stałem się ogarnięty poprzez imprezowanie razem z TIAN, co na początku przyjmowało formę wcale nie uwodzenia kobiet przez moją osobę, tylko OBSERWOWANIA tego, jak ludzie z TIAN z powodzeniem uwodzą kobiety.

Jaką miało to wartość edukacyjną/psychoterapeutyczną?

OGROMNĄ - obserwowałem SUKCES, obserwowałem jak łatwe potrafi być uwodzenie, jak łatwe potrafią być kobiety. Gdy widziałem jak moi koledzy z TIAN lizali, macali, bzykali kolejne laski, to siłą rzeczy zaczęło budować się we mnie przekonanie, że jest to coś normalnego i słusznego, a laski są łatwe i puszczalskie, z czego należy korzystać. Wydaje mi się, że to chyba powinno być dość łatwe do zrozumienia - obserwowałem sukces z kobietami, kolejne przypadki sukcesu, więc stopniowo zaczynało mi to się wydawać czymś coraz bardziej normalnym i łatwo osiągalnym. Zacząłem mieć myśli typu "moi koledzy ciągle to robią...dlaczego ja nie miałbym być w stanie robić tego samego, korzystać z lasek tak jak oni korzystają?".

Później, kiedy sam zacząłem działać, to pomimo tego, że z jednej strony było to dla mnie coś nowego, to z drugiej wprowadzałem w życie coś, co znałem doskonale z obserwacji i co w tym kontekście było dla mnie czymś normalnym. Poza tym działałem w łatwym środowisku (domówki), co też sprzyjało temu, że pomimo braku własnego doświadczenia, szło mi to całkiem nieźle i w tym czego doświadczałem było całkiem dużo SUKCESU. A ten sukces tylko potwierdzał wcześniej wspominany "przekaz" z obserwacji, przekaz mówiący mi, że uwodzenie jest łatwe, a kobiety puszczalskie.

A teraz dla odmiany spójrzmy na to, jak to wygląda u osób próbujących ogarnąć się w uwodzeniu poprzez ćwiczenie uwodzenia, zdobywanie doświadczenia. Co takie osoby robią? Najczęściej robią masowe, seryjne podchodzenie, robiąc podejścia do tuzinów kobiet. Robiąc to w klubie czy na ulicy, czyli w okolicznościach niezbyt przyjaznych osobie mało ogarniętej (porównując z domówką) - co sprzyja porażkom. W dodatku najczęściej mają ograniczone pojęcie o tym, jak wygląda skuteczne uwodzenie - brakuje im nawet dostatecznej ilości dobrego "doświadczenia" obserwacyjnego, najczęściej mają tylko informacje z internetu - a te często są błędną "anty-wiedzą". Oznacza to, że ci ludzie próbują zrobić coś, o czym tak naprawdę nie wiedzą dokładnie jak wygląda - w optymistycznym przypadku, bo w pesymistycznym nie tylko nie do końca wiedzą, ale w dodatku mają błędne wyobrażenia z "anty-wiedzy". Czym to skutkuje? PORAŻKAMI. Taka osoba doświadcza głównie sytuacji, w której poszczególne laski go odrzucają. A jaki przekaz edukacyjny czy "psychoterapeutyczny" niesie to ze sobą? W jakim świetle ukazuje to kobiet i uwodzenie?

Na pewno w zupełnie innym, niż moje licealne doświadczenie z TIAN.

Tam był przekaz "Kobiety są łatwe i puszczalskie, ruchanie ich to fajna, lekka i przyjemna sprawa". A co mamy tutaj? Na pewno PORAŻKI nie niosą ze sobą przekazu, że kobiety są (mogą być) łatwe i puszczalskie - dokładnie odwrotnie, buduje to obraz kobiet które są trudne i niedostępne.

Co dokładnie daje podchodzenie owocujące w większości porażkami? Czego dokładnie uczy?

Jak dla mnie uczy tylko tego, że odmowa ze strony kobiety nie jest niczym strasznym, niczym czym należy się przejmować - i to jest samo w sobie wartościowe, ALE jakim cudem taki przekaz miałby kogoś całościowo ogarnąć z kobietami?

Wielu ludzi mówi w tym kontekście rzeczy typu "człowiek uczy się na porażkach", które są w ogromnej mierze NIEPRAWDĄ. Bo tak naprawdę uczymy się bardziej na SUKCESACH, swoich lub cudzych - bo wtedy widzimy, jak to może, czy też powinno wyglądać. Porażki uczą nas czegoś bardziej wtedy, gdy widzimy dokładnie co zrobiliśmy źle i co powinniśmy zrobić zamiast tego - jeżeli ktoś ponosi porażki, a cały czas nie ma pojęcia jak to powinno wyglądać, to prawie niczego się nie uczy.

Z powyższym problemem można po części walczyć, pochodząc do kobiet u których mamy większe szanse - do tych, które dały nam oznaki zainteresowania. Bo coś takiego oczywiście zwiększy odsetek sukcesów, a zmniejszy odsetek porażek. Albo przenosząc zdobywanie doświadczenia w łatwiejsze środowisko, takie jak domówki - ale nie każdy ma taką możliwość.

Problem #3

Ludzie którzy próbują ćwiczyć uwodzenie, bardzo często zaczyną uprawiać "pozoranctwo", które tak naprawdę nie jest wcale uwodzeniem, bo brakuje w tym realnej intencji, realnego dążenia do zaruchania laski.

To bardzo często dotyka tych ludzi, którzy są "ułatwić" sobie życie w taki sposób, że podzielą sobie "naukę uwodzenia" na misje, na ćwiczenie różnych etapów, itd itp. Z pozoru może się to wydawać rozsądne, ale w rzeczywistości jest to coś NIEBEZPIECZNEGO. Dlaczego? Dlatego, że ćwicząc "uwodzenie" pozbawione realnego dążenia do wyruchania laski, tak naprawdę ćwiczycie patologiczne nastawienie, patologiczną perspektywę, według której zaruchanie laski jest niemożliwe lub przynajmniej bardzo mało osiągalne, a "uwodzeniu" wcale nie chodzi o zaruchanie. Możecie nie zdawać sobie z tego sprawy, ale i tak kształtujecie siebie w takim kierunku, stopniowo umacniacie w sobie taką mentalność. Co nie jest podążaniem w kierunku ogarnięcia, tylko odwrotnie - w kierunku nieogarnięcia.

Przy czym powyższe nie oznacza, że uwodzenia nie należy ćwiczyć - należy i trzeba, ale niech to będzie ćwiczenia UWODZENIA, czyli działania czynionego z zamiarem wyruchania laski, a nie "uwodzenia" będącego tak naprawdę pustym pozorowaniem.



Podsumowanie

Podsumowując całą sekcję - zdobywanie doświadczenia, ćwiczenie uwodzenia generalnie jest konieczne, ale nie jest to wcale prosta droga, która automatycznie prowadzi do ogarnięcia - bo może też prowadzić, bardzo często prowadzi do PATOLOGII.



3.4 Koncepcje opierające się na zmianie (głębokich) przekonań odnośnie kobiet i uwodzenia.

To jest JEDYNA w pełni poprawna, pełnowartościowa droga walki z Oporami.


Chodzi tutaj o proces "wychowawczy", "psychoterapeutyczny" zmieniający nasz obraz kobiet i uwodzenia, oczywiście na "głębokim poziomie".

Na ten temat i tak zamierzam napisać oddzielny artykuł, więc nie będę tutaj tego opisywał.


Napisze teraz jednak o tym, jaka jest relacja pomiędzy tym punktem, a poprzednim punktem 3.3, bo być może jest to niejasne:

1. Ćwiczenie, praktykowanie uwodzenia, czyli punkt 3.3 MOŻE dawać efekt z niniejszego punktu 3.4, ale NIE MUSI i często nie daje.

2. Efekt z tego punktu mogą dawać różne rzeczy:

- Odpowiedni przekaz "wychowawczy", propagandowy od innych ludzi (i odpowiednia jego interpretacja) - tak samo jak nieodpowiedni przekaz wychowawczy/propagandowy od rodziców, mediów, kolegów słabych z kobietami wykształca nieodpowiednie przekonania, tak samo odpowiedni przekaz wykształca odpowiednie przekonania. Mam tu na myśli różnego rodzaju porady, rozmowy z osobami już ogarniętymi z kobietami, a także informacje tekstowe takie jak te na tym blogu.

- Obserwacja odpowiednich zachowań (i odpowiednia jej interpretacja)- chodzi mi o coś takiego, co ja miałem podczas imprez z TIAN, gdy moje poglądy na temat kobiet zmieniały się już przez samą obserwację tego, jak szybko i łatwo puszczały się one z moimi kolegami.

- Odpowiednie doświadczenia z własnego działania (i odpowiednia ich interpretacja) - co podpada pod punkt 3.3, ale nie wszystko co podpada pod punkt 3.3 kwalifikuje się tutaj.


CDN.
































































poniedziałek, 31 października 2016

Psychika Uwodziciela, część 3

W poprzedniej części napisałem o "Powierzchownym" i "Głębokim" poziomie psychiki. Przy czym to nie jest jakaś precyzyjna, naukowa wiedza - to jest moja wzięta z życia obserwacja.

Można to łatwo zobaczyć na przykładzie tego, co się dzieje z ludźmi nieogarniętymi psychicznie w w sytuacjach uwodzeniowych. Przykładowo mamy faceta który pragnie uwodzić kobiety, pragnie mieć więcej kobiet - czyta, ogląda materiały o uwodzeniu, potem przed wyjściem do klubu stara się ładnie ubrać, a następnie idzie do klubu z intencją poznania ładnej kobiety, albo przynajmniej z myślą, że poznanie ładnej kobiety byłoby czymś fajnym. Wchodzi do klubu, widzi atrakcyjną kobietę i tym samym znajduje się w potencjalnej sytuacji uwodzeniowej - może przecież podejść do tej kobiety i spróbować ją uwieść. I gdyby jego zachowanie miałoby być SPÓJNE z jego wcześniejszym zachowaniem i myśleniem, to w tym momencie powinien podejść i podjąć próbę zdobycia kobiety która mu się podoba. Ale wszyscy wiemy, że coś takiego jest rzadkością - najczęściej w takim momencie, już w obliczu samej możliwości podejścia do laski, w facecie POJAWIA SIĘ NAPIĘCIE. Pojawia się stres, negatywne emocje, negatywne myśli, itd, itp - a podejście do kobiety okazuje się być czymś psychicznie trudnym i nieprzyjemnym. I w tym momencie facet albo w ogóle nie podchodzi, albo podchodzi "na siłę", czyli "przełamuje się" - co skutkuje tym, że co prawda podchodzi, ale działa z kobietą będąc spiętym, przez co oczywiście gorzej mu się z nią rozmawia i gorzej wypada on w jej oczach.

To co opisałem powyżej jest tak bardzo powszechne, że często ludzie traktują to jako coś oczywistego i niespecjalnie się nad tym zastanawiają, myśląc o tym na zasadzie "tak po prostu jest", "to jest normalne" i tak dalej. Zdarza się też i to całkiem często, że ludzie wypowiadający się jako rzekomi "eksperci" od uwodzenia, mówią bzdury typu np. "lęku przed podejściem nie da się pozbyć". Jest to nieprawda - ja się pozbyłem, znam też wiele innych takich osób. Jeżeli ktoś Wam mówi "tego nie da się pozbyć", to oznacza to, że nie tylko nie wie o czym mówi, ale w dodatku ON SAM ma z tym nadal problem, on sam jest nadal nieogarnięty psychicznie, a zabiera się za doradzanie innym.


Wracając do naszego przykładu z nieogarniętym psychicznie facetem w klubie, to trzeba zauważyć, że w tym facecie funkcjonują PRZECIWSTAWNE SIŁY.

1. Jest jedna część jego psychiki, która CHCE podejść do tej laski i ją zdobyć.

2. Jest inna część jego psychiki, która tego NIE CHCE.


1. Ta część która CHCE to "POWIERZCHOWNY" poziom psychiki, który jest bardziej świadomy (vs podświadomy) i który odpowiada bardziej za myśli niż za emocje. Tym poziomem kieruje logika, jest on racjonalny, w oczywisty sposób zrozumiały. Ten poziom odpowiada za to, że ów facet z przykładu czytał materiały o uwodzeniu celem zwiększenia swojej skuteczności, starał się ładnie ubrać celem polepszenia swojej atrakcyjności, a następnie wybrał się do klubu, bo tam są atrakcyjne kobiety - zwróćcie uwagę na to, jak bardzo racjonalne i zrozumiałe jest dla nas jego postępowanie.

Problem w tym, że ta część psychiki tak naprawdę jest słabszą stroną w konfrontacji z tą drugą - ludzie pozornie są racjonalni, ale w rzeczywistości gdy ma miejsce sprzeczne z tym głębokie uwarunkowanie, to racjonalność często przegrywa. Przykładem może być właśnie stres w kontekście uwodzenia - każdy wie, że patrząc na to racjonalnie jest to bezsensowna kula u nogi, ale świadomość tego faktu niewiele zmienia. Są też inne przykłady, takie jak np. ludzie tkwiący w toksycznych związkach, w których cierpią i są źle traktowani - jest to bez sensu, ale "głębokie", podświadome uwarunkowanie wygrywa z rozsądkiem.

Swoją drogą, ta część Ciebie która w tej chwili czyta i rozumie to co napisałem, to głównie właśnie ta część "Powierzchowna", racjonalna, bo to przede wszystkim do niej dociera informacja przekazywana tekstem/słowami. Co jest generalnie o tyle problemem, że ogólnie w życiu wszelkiego rodzaju rady i przekazywane bezpośrednio tekstem/słowami informacje trafiają nie do tej części psychiki, którą naprawdę należałoby zmienić. Jest to rzecz często spotykana w uwodzeniu - ludzie pakują sobie do głowy informacje, ale w praktyce to niewiele zmienia, bo głębokie uwarunkowania pozostają w ogromnej mierze niezmienione. (pomijam tutaj problem "anty-wiedzy").


2. Ta część która NIE CHCE to "GŁĘBOKI" poziom psychiki, który jest bardziej podświadomy, który odpowiada za głębokie uwarunkowania. To jest ta część naszej psychiki, która odpowiada za powtarzanie wzorców z dzieciństwa - nawet całe dekady po doświadczeniach (i interpretacjach tych doświadczeń/obserwacji) które te wzorce ukształtowały, bardzo często bez naszej świadomości tego procesu. Tak naprawdę na tym poziomie odbywa się to, co nazywamy "kształtowaniem się naszej osobowości" - niezliczone ilości doświadczeń/obserwacji oraz ich interpretacji zostawiają swój ślad, tworząc wzorce wyznaczające nasz światopogląd, nasz sposób myślenia, odczuwania, interpretowania różnych rzeczy, a w szczególności to jakie są nasze "instynktowne" reakcje emocjonalne (w rzeczywistości to wykształcone głębokie uwarunkowanie/wychowanie, a nie wrodzony instynkt). To na tę warstwę psychiki wpływa się poprzez wielomiesięczną czy też wieloletnią psychoterapię - która trwa tak długo dlatego, że pomijając skrajne, traumatyczne doświadczenia, to ta warstwa generalnie zmienia się powoli - długoterminowo, nie krótkoterminowo.


1. U faceta nieogarniętego psychicznie, te dwie części psychiki ze sobą WALCZĄ. Część "Powierzchowna" CHCE uwodzić kobiety, a część "Głęboka" tego NIE CHCE. A dokładniej - na poziomie świadomej decyzji facet chce zdobywać kobiety, ale jest to niekompatybilne z jego długotrwałym, głębokim uwarunkowaniem i "wychowaniem".

2. U faceta ogarniętego psychicznie, te dwie części psychiki ze sobą NIE WALCZĄ. Część "Powierzchowna" CHCE uwodzić kobiety, a część "Głęboka" albo też tego CHCE, albo przynajmniej MÓWI TEMU "OK".

Jakie są tego skutki?

1. U faceta nieogarniętego psychicznie ma miejsce KONFLIKT WEWNĘTRZNY.

2. U faceta ogarniętego psychicznie NIE MA konfliktu wewnętrznego.

To co napisałem powyżej może brzmieć trochę "jałowo", albo niepozornie, bo jest to tylko kilka linijek tekstu. Ale w rzeczywistości jest to coś SUPER ISTOTNEGO, jest to SUPER POTĘŻNA RÓŻNICA.

Można to przyrównać do sytuacji, w której dwie osoby miałyby uprawiać ten sam sport, ale jedna miałaby go uprawiać nosząc plecak wypełniony kamieniami ważącymi kilkadziesiąt kilogramów, a druga byłaby pozbawiona takiego obciążenia. Jest chyba rzeczą oczywistą, że w tym momencie ta druga osoba miałaby DUŻO lepsze efekty, dzięki atutowi który byłby tak naprawdę brakiem obciążenia, brakiem tego plecaka z kamieniami. A z kolei osoba z plecakiem musiałaby dać z siebie niewspółmiernie duży wysiłek, aby zrobić cokolwiek.

W przypadku prawdziwych, materialnych plecaków każdy błyskawicznie zauważyłby o co chodzi - jeden facet ma na sobie plecak z kamieniami, to OCZYWISTE, że jest mu dużo trudniej. Ale materialne plecaki są bezpośrednio widoczne, a obciążenia psychiczne już nie.

Co więcej, chyba każdy człowiek ma za sobą doświadczenie niesienia czegoś fizycznie ciężkiego i nie tylko zna to uczucie, ale zna też różnicę pomiędzy byciem obciążonym, a nieobciążonym. A w przypadku obciążeń psychicznych tak nie jest, bo facet nieogarnięty zasadniczo nie wie jak to jest być ogarniętym i postrzega swój obciążony stan jako normalność, jako swój punkt odniesienia. Przy czym napisałem, że "zasadniczo" nie wie, bo są od tego pewne wyjątki. Chodzi o to, że osoby nieogarnięte, a przynajmniej niektóre z nich, mają czasami w swoim życiu kilka "wyjątkowych momentów", w których chwilowo coś przestawia się w ich psychice i kiedy na krótki okres czasu zaczynają działać na o wiele wyższym poziomie niż normalnie, tak jakby "nie będąc sobą". Moim zdaniem w tych momentach następuje "awaria systemu blokad" i to czego te osoby wtedy doświadczają to jest właśnie jakaś forma bycia ogarniętym psychicznie - ich psychika tymczasowo "gubi" plecak z kamieniami i na chwilę doświadczają stanu bez obciążenia, albo przynajmniej z dużo mniejszym obciążeniem.


Z kolei facet ogarnięty czasami rozumie lepiej, czasami gorzej perspektywę nieogarniętego - zależy to od cech indywidualnych, a także od tego, w jakim wieku ktoś się ogarnął. Jeżeli ktoś ogarnął się dopiero na studiach, już jako dorosły człowiek, to będzie miał wiecej wspomnień tego jakie kiedyś sam miał problemy i lepszą empiryczną znajomość perspektywy faceta nieogarniętego. Ale jeżeli ogarnął się już w późnej podstawówce, to dla niego nieogarnięcie to jakieś mgliste wspomnienia z dzieciństwa. (gdyby to kogoś interesowało - tak, są goście, którzy robią się ogarnięci psychicznie już w późnej podstawówce, całując i obmacując dziewczyny na domówkach, w parkach, itd). Ja sam ogarnąłem się w liceum, ale był to wynik mojego świadomego przyjrzenia się tej sferze życia, więc pamiętam więcej niż ktoś kto ogarnął się "nieświadomie".


W tym miejscu chciałbym doprecyzować pewne kwestie tyczące się tego, co napisałem powyżej. Posługuję się tam ułatwiającym tłumaczenie tego wszystkiego, uproszczonym schematem "Ogarnięty vs Nieogarnięty". I to jest dobry, przydatny schemat, natomiast w rzeczywistości jest to bardziej skomplikowane:

1. Różni ludzie bywają różnie "wychowani", ukształtowani na głębokim poziomie względem różnych typów sytuacji i okoliczności, w których można uwodzić kobiety. Mam tu szczególnie na myśli klasyczne "kanały poznawania kobiet", takie jak np. domówka, klub czy ulica. Chodzi o to, że wiele osób ma ogarnięcie psychiczne np. na domówkach, ale ma nie ma ogarnięcia psychicznego w kontekście uwodzenia na ulicy, a czasami także i w klubie. Taka osoba może np. mieć na koncie kilkadziesiąt kobiet poznanych na domówkach, może także w klubach, ale nie potrafi podejść do nieznajomej kobiety na ulicy. I taka osoba JEST ogarnięta, nawet jeżeli to ogarnięcie ma zawężony zakres, bo w tym zawężonym zakresie ta osoba jak najbardziej jest dobra z kobietami. Po prostu ktoś został "wychowany" w środowisku gdzie bzykało się laski poznane w określony sposób i takie jest głębokie ukształtowanie, głębokie uwarunkowanie tej osoby. Podobnie jest z różnymi detalami, takimi jak np.podchodzenie do większej grupy kobiet, albo podchodzenie do kobiety które są bardzo atrakcyjne, podchodzenie do lasek wyglądających sukowato, itd itp - ale to już są mniej istotne kwestie.

2. Tak naprawdę nie jest to zerojedynkowe "ogarnięty albo nieogarnięty", tylko mamy do czynienia z płynną skalą, bez sztywnego podziału na dwie grupy. Względem danego typu sytuacji dana osoba może być bardziej lub mniej ogarnięta - używając przykładu z plecakiem z kamieniami, mamy jakąś płynną skalę, gdzie ktoś może mieć np. 10 kilogramów kamieni i być lekko obciążony, a ktoś może mieć 50 kilogramów i to już jest poważny problem, ale nie tak poważny jak 100 kilogramów.



Istotną rzeczą w tym wszystkim jest to, że ogarnięcie psychiczne to zasadniczo BRAK oporów, BRAK konfliktu wewnętrznego. W poprzedniej części artykułu napisałem o tym, że podejście do kobiet ludzi ogarniętych psychicznie można streścić słowami "KOBIETA SŁUŻY DO RUCHANIA". Kobieta służy do ruchania, a więc dążenie do seksu z nią jest czymś całkowicie normalnym, naturalnym, słusznym, oczywistym, itd itp. Kobieta służy do ruchania, a więc NIE do tego, aby przejmować się tym co ona sobie o nas pomyśli, czy też przejmować się jej odczuciami lub byciem fair względem niej. I to podejście do kobiet, oczywiście obecne na GŁĘBOKIM, a nie jedynie powierzchownym poziomie psychiki, owocuje właśnie BRAKIEM oporów, rozterek, konfliktów wewnętrznych.


Innymi słowy mówiąc, ogarnięcie psychicznie NIE polega na tym, że ktoś ma wyjątkową osobowość, siłę charakteru, ani super odkrywcze spojrzenie na uwodzenie i kobiety. Nie - ktoś ogarnięty psychicznie to tak naprawdę ktoś BEZ OPORÓW, co wynika najczęściej z podejścia do kobiet które jest mniej czy bardziej PROSTE, utylitarne, przedmiotowe, egoistyczne, amoralne. To jest generalnie bardziej BRAK niż OBECNOŚĆ czegoś.

To co opisałem powyżej wywołuje masę trudności ze zrozumieniem, a po części także z zaakceptowaniem tego jak to wszystko wygląda.

Patrząc na to na bardzo abstrakcyjnym poziomie, ludzie często oczekują, spodziewają jakiegoś skomplikowanego, tajnego "SEKRETU" który polegałby na OBECNOŚCI czegoś, np. na posiadaniu jakiejś pozytywnej cechy. Coś PROSTEGO (w sensie braku skomplikowania, nie poziomu trudności), polegającego na BRAKU czegoś, BRAKU blokad, nie pasuje do tych wyobrażeń. Ludzie potrafią nic nie wiedzieć, ale jednocześnie mieć odgórne, błędne wyobrażenia odnośnie tego, jak "powinno wyglądać" to czego szukają. A przez to mogą to łatwo zignorować, uznać że to nie jest to i "pójść dalej", szukając czegoś co tak naprawdę już znaleźli, tylko zignorowali przez błędne wyobrażenia.

Konkretnym przykładem tego jest sytuacja, w której dana osoba nieogarnięta zna jednego czy nawet kilku facetów mniej czy bardziej ogarniętych z kobietami, ale to jacy ci ludzie są nie pasuje do jej wyobrażeń, więc ignoruje ich jako przykład/źródło wiedzy. Powiedzmy przykładowo, że dany ogarnięty facet jest chamski i mało inteligentny, wręcz prymitywny. W tym momencie wiele inteligentnych, kulturalnych osób "na poziomie" może mieć problem z dostrzeżeniem czy też zaakceptowaniem tego, że taki generalnie rzecz biorąc kretyn jest w kontekście uwodzenia lepszy od nich i że mogą się od niego czegoś nauczyć.

Ja osobiście wiele razy słyszałem od inteligentnych, kulturalnych, ale nieogarniętych facetów narzekanie typu "kobiety lecą na chamów". To jest świetny przykład tego, jak ludzie błędnie zwracają uwagę na to, co JEST OBECNE, a nie na BRAK OBECNOŚCI jakiegoś czynnika. Chodzi o to, że jeżeli ktoś jest chamski względem lasek, to oznacza, że występuje u niego BRAK HAMULCÓW/OPORÓW. I to ten BRAK OBECNOŚCI hamulców/oporów odpowiada tak naprawdę za sukcesy, a nie OBECNOŚĆ chamstwa.


Na mniej abstrakcyjnym poziomie, różni ludzie miewają różnego rodzaju błędne wizje tego, jaki jest lub jaki nie jest ktoś ogarnięty z kobietami.

Część facetów ma w głowie obraz osoby ogarniętej jako jakiegoś super "męskiego", twardego gościa z wysokim testosteronem, typ komandosa, może gangstera, "badboya", itd itp. A tak naprawdę z tego co ja widzę po innych i po sobie, to osoby dobre z kobietami z jednej strony nie są w jakiś sposób zniewieściałe czy androgeniczne, ale z drugiej strony są to też super męscy "herosi" - to raczej normalni faceci, z umiarkowanymi odchyłami w obu kierunkach. A tak swoją drogą, to pisałem już na blogu o tym, że były badania naukowe w których badano wpływ hormonów na atrakcyjność rysów twarzy i okazało się, że wysoki poziom testosteronu NIE MA na to wpływu, natomiast istotny jest NISKI poziom kortyzolu, czyli "hormonu stresu". Tam chodziło o rysy twarzy, w tym artkule o psychikę, ale generalnie to pokrywa się z moimi obserwacjami - w uwodzeniu liczy się wyluzowanie, a nie męskość.


Niektórzy faceci mają taką wizę, że ktoś ogarnięty z kobietami to ktoś kto prowadzi bardzo aktywne życie, ktoś ma swoje "pasje", kto bardzo intensywnie realizuje się czy to zawodowo, czy to w zakresie jakichś hobby, zainteresowań. Jest to straszna bzdura, bo nie tylko nie ma takiej zależności, ale w sporej mierze jest zależność ODWROTNA. Pisałem już o tym, że osoby ogarnięte z kobietami to generalnie IMPREZOWICZE. I pisałem też dlaczego - więcej imprez to "statystycznie" rzecz biorąc więcej doświadczenia z kobietami, więcej towarzystwa i wpływu osób dobrze radzących sobie z kobietami. A imprezowicze to często ludzie niezbyt pracowici, niezbyt zdyscyplinowani, którzy myślą raczej o relaksie, imprezach, alkoholu, używkach i laskach, a nie o tym, aby się niepotrzebnie męczyć. W kontekście kobiet dochodzą do tego także kwestie czasowe - jeżeli ktoś pracuje, a ma jeszcze mieć dużo lasek, to kiedy niby ma on mieć czas na jakieś bardziej intensywne zajmowanie się hobby? Oczywiście można dzielić czas pomiędzy jedno a drugie, w jakimś stopniu każdy to dzieli, ale w ostateczności ilość czasu jest ograniczona - może zajmować się wieloma rzeczami po trochu, ale wieloma rzeczami w dużym stopniu już nie. Inna sprawa, że gdy ma się spełnienie i bogate życie w kontekście kobiet, to wiele innych rzeczy "blednie" - ja jestem osobiście bardzo mocno przekonany, że większość ludzi zajmujących się intensywnie różnymi hobby poświęcałaby im znacznie mniej czasu, a może w ogóle by się nimi nie zajmowała, gdyby mieli oni w swoim życiu jako alternatywę "hobby" w postaci odpowiednio atrakcyjnych kobiet. A tak ogólnie moja puenta w tym kontekście jest taka, że osoba ogarnięta z kobietami to bardzo często jest mniej czy bardziej leniwy imprezowicz, a nie jakiś super ambitny tytan pracy, który próbuje w życiu osiągać nie wiadomo jak wielkie cele.


Część facetów to "harcerze" - ludzie z silną obyczajowością i moralnością [w kontekście seksualności/uwodzenia], którzy najczęściej noszą w sobie wyjątkowy silny szacunek do kobiet, a także oderwany od rzeczywistości, wyidealizowany obraz płci przeciwnej. Alternatywną nazwą dla nich mogłoby być "grzeczni synkowie mamusi", ale nie w sensie samodzielności, tylko w sensie naiwnej perspektywy, patrzenia na świat mniej więcej tak, jak ich w dzieciństwie mamusia nauczyła. To są ci faceci, których bardzo często OBURZA to co robią uwodziciele tacy jak ja, bo według nich "tak nie wolno!". Zdarza się też, że wywołuje to u nich NIEDOWIERZANIE, na zasadzie "to niemożliwe, przecież kobiety takie nie są!". Ci ludzie generalnie nie chcą albo nie potrafią zaakceptować tego, jak funkcjonuje świat i jakie są najczęściej kobiety, więc uciekają w myślenie życzeniowe i negowanie tego, co przeczy ich naiwnemu pojmowaniu świata. Jest to ogólnie coś ŻAŁOSNEGO, szczególnie dlatego, że ci ludzie, których pozornie charakteryzuje wysoki poziom moralności, tak naprawdę praktykują zakłamanie - oburza ich gdy ktoś (ja) mówi że okłamuje kobiety, a sami okłamują siebie i próbują okłamywać innych. Tacy ludzie często nie wierzą, czy też może nie chcą uwierzyć w to, że mogą istnieć AMORALNI uwodziciele, odnoszący sukcesy z fajnymi kobietami.Tacy faceci często negują to twierdząc, że amoralni uwodziciele zdobywają tylko "łatwe" kobiety, podczas gdy u tych "porządnych" nie mają szans - a w domyśle chodzi też o to, że niby te "porządne" wybierają tylko "porządnych facetów" jak oni sami. Są to oczywiście bzdury, bo różni uwodziciele ruchają różne laski, w tym także laski pozytywne z charakteru, inteligentne, wykształcone, itd itp. Przy czym często jest tak, że uwodziciel z danego środowiska bzyka laski podobne do siebie. Często ruchacz-dres bzyka dresiary, natomiast elegancki ruchacz z wyższym wykształceniem bzyka eleganckie kobiety z wyższym wykształceniem.


Wielu osobom wydaje się, że osoba ogarnięta psychicznie to ktoś z WYSOKIM POCZUCIEM WŁASNEJ WARTOŚCI. Ktoś "pewny siebie", kto "zna swoją wartość", itd itp. To może być dla wielu czytelników zaskakujące, ale jest to błędne przekonanie, jest to NIEPRAWDA. Bo oczywiście, są uwodziciele z wysokim poczuciem własnej wartości, ale nie wszyscy faceci dobrzy z kobietami tacy są - jest wielu innych, włącznie ze mną, którzy uważają siebie za mniej czy bardziej normalnych ludzi, podchodząc do tego w bardziej zdystansowany, "rzemieślniczy" sposób, bez traktowanie tego zbyt osobiście. Chodzi o perspektywę według której ruchanie lasek to coś normalnego, jedni są w tym lepsi, inni gorsi, ale generalnie nie jest to żaden "big deal". A są też tacy ludzie, którzy potrafią czuć się źle ze swoim życiem, myśleć o sobie źle, a i tak są w stanie działać dobrze z kobietami - to potrafi wyglądać w przybliżeniu tak, że dla nich kobiety to "używka", podobnie jak alkohol, a nie coś na co mieliby zasługiwać czy nie zasługiwać. Generalnie ogarnięcie psychiczne w uwodzeniu zależy nie od naszego poczucia własnej wartości, ale od naszego podejścia do kobiet, naszej obyczajowości i moralności w kontekście uwodzenia. To że w tym wszystkim NIE chodzi o poczucie własnej wartości można łatwo zobaczyć, patrząc na to, że bardzo często dany facet, czy z wysokim czy to z normalnym poczuciem własnej wartości, czuje się ok z podrywaniem kobiety o określonym poziomie urody w kręgu znajomych, natomiast ma opory przed podejściem do nieznajomej kobiety o takim samie poziomie urody w klubie czy na ulicy. Jego poczucie własnej wartości jest cały czas TAKIE SAMO, ale poziom oporów jest RÓŻNY w zależności od okoliczności - to jest pokazuje, że poziom oporów jest uzależniony od czegoś innego niż poczucie własnej wartości. A od czego? Od (głębokiego) wychowania obyczajowego, według którego podrywanie nieznajomych kobiet w klube czy na ulicy jest czymś bardziej "niestosownym" niż czynienie tego samego w kręgu znajomych. I jest wielu facetów z wysokim poczuciem własnej wartości, "znających swoją wartość", dobrze o sobie myślących, itd, którzy są nieogarnięci z kobietami, bo zostali wychowani, ukształtowani w taki sposób, że uwodzenie jest dla nich niestosownym, niewłaściwym zachowaniem.



CDN